Gość: zdradzona
IP: *.aster.pl / *.aster.pl
20.08.04, 22:00
Wiem, że wątek stary jak (internetowy) świat. Wiem.
Mimo to zaryzykuję - potrzebuję wsparcia, czyjejś obecności, kogoś życzliwego.
Mój mąż miał siedmiomiesięczny romans. Dowiedziałam się o tym siedem miesięcy
temu. Skończył to (ponoć? - bo jak wierzyć??) od razu. Od tamtej pory stara
się być ze mną. A ja chyba nie umiem. Czuję się fatalnie. Jakby zatrzymał się
czas. Czuję się jak śmieć wywalony na śmietnik. Odstawiona panienka zrobiła
swoje i przysłała mi list ze skrupulatnym opisem tego, co ze sobą robili. Nie
umiem się z tym pogodzić. Nie potrafię uznać, że tak po prostu było, że to
przeszłość i że teraz można coś od nowa.
Nie umiem żyć normalnie. Czuję jakby mnie nie było. Noszę się z tym sama.
Praktycznie nikt wokół o tym nie wie. Męczę się, dręczę...
Nie chcę być cierpiętnicą, nie chcę się nad sobą użalać. Wiem co było nie tak
w naszym związku. Myślę, że umiałabym zadbać, żeby było lepiej, ale ta zdrada
mnie blokuje i udaremnia wszelki wysiłek.
Czuję się podle.
Nie chce mi się żyć.