martunia90
02.09.04, 11:11
Wtrącam ten wątek tutaj, ponieważ nie udało mi się go znaleźć na forum, chyba
z roztargnienia dzisiejszego. Otóż, ni mniej ni więcej celem moim jest
skonfrontowanie waszych drodzy opinii z moimi, ponieważ niestety nie bardzo
wiem jak do tego podejść. Wczoraj ktoś poruszył temat "Onanizmu w
małżeństwie", padło zapytanie "Jak to traktować i czy to normalne, aby będąc
w stałym związku po kryjomu bawić się tym i owym". Dołączyłam tam też i swoją
opinię, mówiac prosto z mostu: żyję w związku od czterech lat, mieszkamy
razem praktycznie od samego początku i zdążyliśmy poznać się i z tych dobrych
i złych stron. Dodam, że na tych złych stronach naszego zwiazku zaważył
pewien epizot, z którym do dziś sie męczę. Otóż, we wczesnych etapach naszego
chodzenia zdążyliśmy pobyć ze sobą dwa miesiące, ponieważ niestety mój
kochany za bardzo lubił nie tylko moje toważystwo ale też innych panien, więc
postanowiłam zerwać z nim. No i zerwałam. Nie było to niestety takie proste
jak wcześniej sądziłam, ponieważ bardzo ale to bardzo go kochałam i
cierpiałam po tym rozstaniu okrutnie. Tym więcej było moich cierpień gdy
dowiedziałam się,że w nie długim czasie po rozstaniu wynajmuje on mieszkanie
z kobietą od siebie starszą prawie o 10 lat, (on miał 25 a ona 34, a ja 21
lat)która de facto nie nażekała na brak pieniędzy i to ona opłacała większą
część wynajmowanego mieszkania, zabierała go poza miasto na kolacyjki
itp.Skąd o tym wiem, powiedział mi sam ze szczegółami, a na dodatek nie
krępował sie tego że to ona za wszystko płaciła a on był na dostawkę. Dodam,
że to mieszkanie było tylko azylem przed jej mężem, aby spokojnie mogli robić
to co robili...nie istotne.(Nadal mnie to trzęsie, na samą myśl że dał zrobić
z siebie za przeproszeniem przedupasa, inaczej nie mogę tego nazwać).Ale do
konkretów, po prawie pół roku coś nas połączyło, on sie zmienił, wydoroślał,
ja również i nie zadawałam jemu juz pytań o tę kobietę. Postanowiliśmy byc
razem/nadal go kochałam, pomomo żalu), z tym że od początku kiedy sie
kochaliśmy miałam obsesyjną myśl że muszę być lepsza od niej a efektem tego
było to, że jeśli chodzi o seks on był moim pierwszym mężczyzną więc nie
trudno się domyśleć, że byłam zielona, no i udawałam że w tych sprawach
jestem otwarta na wszystko, chętna robić wszystko, sama inicjowałam rzeczy o
których nie miałam zielonego pojęcia. Widziałam w jego oczach zadowolenie i
podziw że mimo młodego wieku to, czy tamto robię tak super. Zadawał mi
pytanie gdzie się tego nauczyłam, odpowiadałam, ze również byłam z kimś kiedy
się rozstaliśmy i ten ktoś był dobrym nauczycielem a ja pojętną uczennicą
(skłamałam). Skłamałam, aby nie być gorszą od niego. Wiem to chore co teraz
opisuję, ale to prawda. Z czasem a dokładnie obecnie dotarło do mnie, że
robię takim udawaniem największą głupotę, seks przestał być dla mnie
atrakcyjny a ja nie widziałam już sensu aby dalej udawać i rywalizować z
kobietą, jej doświadczeniem, wyglądem, choć na oczy jej nie widziałam.
Skutkiem tego był mój chłód, który okazywałam jemu, ponieważ przy każdej
próbie powiedzenia mu o tym co i dlaczego robię, odpowiadał, ze to temat
zamknięty i wogóle mój problem i że muszę sobię z tym poradzić. Uznałam, że
na polu bitwy jestem sama, dodatkowo miałam zal że tak to potraktował, ja nie
chciałam zbliżeń, on się obrażał, i mamy w chwili obecnej kryzys.
Przestaliśmy się kochać, dodatkowo nie umiał dać mi tyle przyjemności, krótko
powiem, nie uznawał gry wstępnej we własnym wydaniu, a to prowadziło do tego,
że ja nie byłam gotowa, on się we mnie ładował, ja go odpychałam bo czułam
ból, on się orażał,w chwili obecnej kryzys drugi.
Tak się rozpisałam, ale muszę Wam to opisać, bo Wasza opinia byłaby nie
obiektywna bez tych faktów.
Koniec końców, postanowiłam mu opowiedzieć o moich odczuciach, udawaniu i
rywalizacji, podejściu do seksu, Prosiłam aby poszedł ze mną do seksuologa,
aby jakoś mnie wsparł bo chciałabym aby było normalnie. Na co on skwitował,
że problemu nie ma, do seksuologa nie po co iść a nawet jeśli mam jakiś
problem muszę to sobie jakoś wytłumaczyć, bo on tu nie może mi pomóc. Mam
problem, w jego mniemaniu z głową. Znowu zostałam sama. Pracuje nad sobą,
tłumaczę wiele ale... Ostatniej niedzieli jak nigdy naszło nas na
popieszczoty...no i było przyjemnie z tym że czas nas gonił do wyjścia na
niedzielny obiad. Odeszłam od niego łagodnie, a był napalony okrutnie,
pocałowałam i poszłam się szykować. Niestety zapomniałam pewnej części
garderoby z pokoju i natknęłam się na to właśnie do czego tą pisaniną
zmierzam. Był już na finiszu, nie zauważył mnie i nie usłyszał, więc się
wycofałm i udałam że o niczym nie wiem. Nie dawało mi to spokoju i wczoraj
spytałam wprost. nie zaprzeczył.Dodał, że musi skoro się nie kochamy.
Powiedziałam mu, że on mi nie ułatwia bo zaczyna cokolwiek kiedy nie jestem
gotowa i to wszystko psuje. Z lekkim zażenowaniem powiedział, że może nie ma
się czym chwalić ale robi to pod prysznicem, bo musi. Poczułam się
obrzydzona, ponieważ w niczym mi nie ułatwił bay coś w seksie ulepszyć,
nastawił się na siebie wyłącznie i jeszcze z wielkim przekonaniem mówi mi,że
skoro się nie kochamy to on tak to załatwia, nie robiłby tego gdybym częściej
chciała. Straciłam argumenty, nie wiedziałam co powiedzieć czuję żal, bo on
ma wielkie oczekiwania a nic z siebie nie daje. Mam żal i obrzydzenie do
niego. Teraz to sama przyznam, że ma problem ze swoją głową.
Powiedzcie co o tym sądzicie, bardzo mi to potrzebne, czy mam prawo się czuć
obrzydzona, czy może to moja reakcja jest nienormalna.
Pozdrawiam serdecznie