Gość: byassbjas
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.09.04, 21:07
..to nie wiem jak się zachować. Mam 22 lata i z domu wyniosłem dość sztywne
zasady zachowania się w stosunku do kobiet. Spotykałem się z dziewczyną (w
moim wieku (ze studiów), w której byłem BEZGRANICZNIE zakochany - z
wzajemnością. Było świetnie. Nie trwało to długo - 4 miesiące. Potem ona
wyjechała na wakacje... i wiadomo. Kontakt się urywał. Na początku, kiedy
jeszcze bardzo mi zależało, często dzwoniłem itp. Nie urządzam karczemnych
awantur kobietom, a już na pewno nie swojej dziewczynie i to przez telefon,
więc jej brak entuzjazmu starałem się tolerować ze spokojem, chociaż gotowało
się we mnie - jestem człowiekiem z krwi i kości. Kiedy się wreszcie pojawiła
w Wawie (po 10 tygodniach) i tak już wiadomo było że nic z tego nie będzie.
Nasze pierwsze spotkanie po przerwie... chwila rozmowy i jej: "Nie mogę długo
rozmawiać, bo kolega na mnie czeka" po czym wskakuje do pobliskiego clk220,
na moich oczach "czule" się z nim wita, i odjeżdżają w siną dal.
Naprawdę nie wiem jak reagować w takich sytuacjach. To, że ktoś traktuje mnie
po chamsku świadczy chyba o nim (niej).
I tak będziemy się widywać na zajęciach, to nie do uniknięcia. Nie chcę
utrzymywać z nią nawet koleżeńskich kontaktów, po prostu się odciąć. Ale
przecież nie powiem jej "spier..." chociaż się należy, jak Bóg mi świadkiem!
Ona udaje że nic się nie stało, jest teraz z kimś innym i powinienem nie wiem
co... cieszyć się z tego? A co ja k... jestem, kretyn jakiś? Jak zacznę robić
afery to będzie to wyglądało śmiesznie. Pat. Racja? A może jednak jestem
kretyn?