Gość: alka
IP: *.netron.pl / 213.17.241.*
06.10.04, 18:45
Witam wszystkich (tu obecnych:)
Zajrzałam na tą stronę pierwszy raz. Chyba troszkę się rozpiszę, więc jak nie
chce Wam się tego czytać, to wygońcie mnie na inne forum..... tylko proszę o
radę na jakie:)
A wybrałam "forum mężczyzn", bo od najmłodszych lat miałam najlepszy kontakt
z chłopakami :) A teraz pewnie Was zanudzę, choć widzę, że kobietki też tu
zagladają :)
Poplątało mi się trochę życie (nawet trochę bardzo). Nie wiem , co dalej, a
może wiem, tylko po prostu boję się z tym pogodzić...... :(
Wszystko zaczyna sie dość banalnie. Mam (miałam?) przyjaciela, z którym znam
się od pieluszek :) Obecnie ma 24 lata, ja jestem o rok młodsza (no to
liczymy - hihi:) Były z nas przysłowiowe "papużki nierozłączki". Nasze
rodziny powtarzały w kółko, że musimy być razem, że to dwie połówki itd. -
ble, ble, ble, ble.
Razem dorastaliśmy, bawiliśmy się(w piaskownicy, autkami, w wojnę, na lalki
niestety namówić sie wtedy nie chciał - hehe :)
W podstawówce zawsze w jejdnej ławce. Nikomu nie udało się nas rozdzielić.
Potem było to samo liceum. Wszyscy mysleli, że jesteśmy parą, mówili, że
pasujemy do siebie idealnie. Imprezy, dyskoteki, knajpka -wszystko razem. Ot
taki przyjacielski układ, kończący się TYLKO na przyjaźni. Wspieraliśmy się,
gdy było nam źle, smialiśmy się z tych samych rzeczy, mieliśmy podobne
zainteresowania.
Czułam, że rośnie moje uczucie do niego, ale nigdy mu tego nie powiedziałam,
pewnie ze strachu.......
A potem studia... juz nie te same i nie w tej samej miejscowości. Dzileiło
nas dobre kilkaset km. Jego brak odczuwałam na każdym kroku, teskniłam
szalenie (on również mi to mówił). Z czase było coraz lepiej - kwestia
przyzwyczajenia. Zresztą co weekend widzieliśmy się w domku, wpadalismy do
siebie do akademika, gdy było wolne. Więc byłam przy nim... i znów było
dobrze.....
Od roku ma dziewczynę. Oczywiście od razu mi ją przedstawił - ładna,
sympatyczna, multum adoratorów, a wybrała właśnie JEGO :(
To wszystko zaczęło mnie przerastać. Kochałam go, ale nie umiałam dać sobie
rady z tym uczuciem. On był szczęśliwy z tamtą, a ja musiałam to
uszanować.....
Usunęłam się na bok, to wszystko za bardzo bolało, mimo, że pragnęłam być
przy nim, nie dałam rady patrzeć na nich razem.
Jej zupełnie nie przeszkadzała nasza przyjaźń, zresztą niby czemu. Często
sama "wypychała go do mnie". Miała wtedy czas dla siebie, dla swoich
wszystkich znajomych, a jest ich pełno ....
Próbowałam sobie ułożyć życie, ale oszukiwałabym siebie , a tym bardziej tego
chłopaka, który byłby ze mną... nie wiem.... może jakieś uczucie przyszło by
z czasem, ale nawet nie dałam sobie szansy.....nie chciałam.....
W te wakacje była u niego 3 tygodnie, poznać rodzinkę itd. Na każde swoje
wyjście, czy do knajpki, czy nawet na głupi spacer dzwonili po mnie do domu.
Zaczęłam ich unikać, chciałam się uwolnić, od nich , od tego beznadziejnego
uczucia. On zauważył, że coś jest nie tak, że wiele sie zmieniło.
Gdy ona wróciła do swojego domu, przyszedł do mnie na "poważną rozmowę"
(brrrrrrr... uwielbiam to stwierdzenie). Naciskał bym powiedziała co się
dzieje, mówił, że się boi, bo traci coś cennego (naszą przyjaźń).
Wtedy wykrzyczałam mu co czuję, teraz żałuję, ale wtedy to wszystko narastało
i chciało wyjść. Może nawet poczułam wtedy ulgę.
Może trzeba było walczyć z tym uczuciem w sobie, w końcu medycyna idzie do
przodu i jakieś lekarstwo na to też by się pewnie znalazło.
On zamarł, a ja stałam i ryczałam.
Wtedy powiedział mi coś, co ostatecznie wbiło gwóźdź do mojej trumy......
Ona jest w ciąży. Aktualnie to już 3, 5 miesiąca.
Teraz nie mam już żadnych złudzeń, wiem, że muszę odejść.
Pozostaną wspomnienia, cudowne, LECZ TYLKO WSPOMNIENIA :(
Od tego "spotkania" minęło już prawie 2 tygodnie. Jest wielka cisza.
Zostały mi 2 lata studiów, a kilka dni temy dostałam propozycję wyjazdu do
USA. Mam kilka dni by się zdecydować, on nic nie wie o moim wyjeździe.
Chyba się zdecyduję, po prostu ucieknę stąd bez słowa.
Zostawię tu część swojego życia, najwazniejszą część JEGO :((((
P.S. Chyba musiałam się wygadać. Dzięki serdeczne.