Dodaj do ulubionych

przyjazn...po milosci? Panowie po 30..jak to jest?

21.10.04, 08:16
Panowie po 30-tce mam do Was pytanie....bo czegos nie potrafie zrozumiec.

Wyjechalam za granice.Troche wczesniej poznalam JEGO.W Cafe Gazeta.Nie
szukalam milosci,ot...myslalam o luznej znajomosci w obcym miescie,pelnym
obcych ludzi....Stalo sie inaczej..serce zabilo mi mocniej i wpadlam po uszy.
Byl kochany,dobry,uwaznie sluchal.Pomagal jak tylko mogl,spotykalismy sie
kilka razy w ciagu tygodnia,codziennie rozmawialismy przez telefon.Sex byl
cudowny.
Ja wrocilam do kraju.On zostal tam.
Cholernie za nim tesknilam i tesknie.
Niestety wczoraj moj "swiat" runal.

Kiedy zobaczylam e-maila od Niego-zabraklo mi tchu,poczylam sie jakby wylal
mi kubel zimnej wody na glowe.Stala,patrzylam i oczom nie wierzylam...

Przeprasza-ze skrzywdzil,ze gleboko zranil, ale wg.to nie ten moment-ze boi
sie zaanagazowac,boi sie trwalego zwiazku,odpowiedzialnosci za druga
osobe.Panicznym wrecz strachem napawa go mysl o wspolnym zamieszkaniu,rodzinie
Ale to wszystko-wg Niego-stalo sie za szybko,nieoczekiwanie,nie potrafi sie
odnalezc, ze stoi na rozdrozu,z walizkami.
Prosi bym nie wykreslala go ze swojego zycia,bo chce pamietac, bo chce
wiedziec co u mnie slychac,zabrac na wakacje(jak lub jesli zdecyduje sie na
powrot do domu)

Nie wiem co o tym wszystkim myslec.Kiedy o Nim mysle-serce mi sie
sciska,potwornie boli.
Zabraklo mi juz lez by plakac..
I ciagle zadaje sobie pytanie-dlaczego nie powiedzial o tym wczesniej-
zaoszczedzil by mi bolu,rozgoryczenia,nie robilabym sobie nadziei.

Panowie-czy mozliwa jest przyjazn...kiedy jedna ze stron kocha?
Nie wiem czy bede potrafila sie z Nim zaprzyjaznic....i ludzic sie,ze moze za
rok,gdy skonczy 34 lata,bedzie juz dojrzalszy...ze troche sie zmieni...

Prosze o Was o meski punkt widzenia...

Z gory bardzo dziekuje za wszystkie odpowiedzi

Zaplakana M.
Obserwuj wątek
      • Gość: ADAM Re: przyjazn...po milosci? Panowie po 30..jak to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.04, 13:24
        ODPOWIADA SIĘ, tylko słuchaj uważnie....
        DARUJ SOBIE TEGO GOŚCIA...
        rozumiem twoje zaangażowanie ale on leci STARĄ ,TYPOWĄ ŚPIEWKĄ...naprawdę tego
        nie widzisz? Znam dziesiątki dziewczyn zrobionych W BAMBUKO dokładnie w ten sam
        sposób...wakacje..ta ra ra..przyjażń...a tak naprawdę, to chce mieć ,
        przepraszam za określenie, darmową dupę, podczs seks-wyjazdów...
        Dziecko, nie mężczyzna...
        a w przyjażń męsko-damską już nie wierze... no chyba ,ze TYLKO
        korespondencyjną.. i żadnego FIRDUM-DYRDUM podczas spotkań...zachowaj
        bezpieczną odległość...........
    • Gość: czerwony kapturek Re: przyjazn...po milosci? Panowie po 30..jak to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 14:16
      ot i twardy facet wystraszył sie trwałego zwiazku, myśli, ze nim manipulowac
      bedziesz. Ty rozpaczasz, a on załatwił sprawę przez maila, toć dżentelmen w
      każdym nie calu :( z takim przyjaźń, nawet za kabanosa bym sie nie zgodziła.
      moze mam nie meski punkt widzenia, ale ja bym mu cyt. 'konusie jeden' miedzy
      oczy <bije>, co by sie mu w głowie rozjasniło trochę.
      3maj sie, i nie płacz już, pozdrawiam ;)))))))))))
    • elviz Re: przyjazn...po milosci? Panowie po 30..jak to 28.10.04, 12:11
      Skończyłem 30-stkę więc się wypowiem, jakie mam zdanie w tej sprawie i nie
      tylko:
      Kiedy poznajesz kogoś na ulicy, w kawiarni, w pracy to czujesz podczas kontaktu
      wzrokowego to coś, co mówi nam o wzajemnej reakcji na siebie. To czysta forma
      obdarzenia kogos sympatią bądź antypatią. To czujesz także w gronie przyjaciół.
      Dlatego miłość do kogoś z grona znanych od dawna przyjaciół jest tak trwała.
      Natomiast każda znajomość wirtualna napiętnowana jest pewną skazą, ja to
      nazywam "syndromem przedwczesnego obdarzenia pozytywnym uczuciem". I wiem to z
      własnego doświadczenia, scenariusz jest najcześciej taki:
      - Pan poznał Panią w sposób wirtualny (forum, czat, serwis randkowy, itp...)
      - poznają się "od wnętrza" - rozmowy, wymiana poglądów, telefony...
      //niestety ciągle nie wiedzą, jak reagują na siebie "na żywca" a to PODSTAWA//
      - kiedy już czuja, że byliby dobrymi przyjaciółmi (dzieje sie to szybko, bo
      nasz kochany umysł, a ściślej mówiąc wyobraźnia, stworzył już sobie cudowny
      wizerunek drugiej soby) wtedy postanawiają spotkać się, oczywiście bez
      zobowiązań!!! :D //choć serce mówi: może to ON/ONA?//
      - i teraz najgorsze: ZAWSZE na takim spotkaniu nasz umysł nas oszukuje.
      Jesteśmy pod wpływem tego co wiemy dotychczas, a to tylko wirtualne
      wyobrażenia. Kończy sie tak, że zanim nasz umysł sie przyzwyczai do tej drugiej
      osoby, mija dużo czasu, przyzwyczajamy się, może nawet jedna osoba się
      zakocha?... a ciężko jest powiedzieć wtedy: "Wiesz? to chyba nie to". I szuka
      się jakiegoś sposobu na 'zerwanie'. A skoro zaczeliśmy wirtualnie, to czemu nie
      skończyć w takiej formie?
      Mówię tak bom grzesznik i sam tak czyniłem. Ale równowaga w przyrodzie jest! i
      byłem też po tej drugiej stronie. Najśmieszniejsze jest to, że jestem świadom
      ryzyka, a za każdym razem daję się zwodzić wyobraźni.

      Reasumując:
      JA nie wierzę w NAGŁY, powtarzam NAGŁY rozkwit uczuć do kogoś tak poznanego. To
      co poczujemy do kogoś poznanego w 'naturalny' sposób w tydzień, potrzebuje
      wielu tygodni spędzonych razem w sytuacji znajomości wirtualnej.

      Jasne, że to nie reguła, życie pełne jest niespodzianek, ale to ponad 90% moich
      doświadczeń. Może to błędna filozifia? Kto wie...
      • Gość: magda Re: przyjazn...po milosci? Panowie po 30..jak to IP: *.ipt.aol.com 28.10.04, 18:35
        Mysle ze kazdy ma racje, bo nie ma takich samych ludzi i sytuacji. Trudno
        powiedziec co on tak naprawde mysli, ale sa pewne generalne zasady, ktore
        kieruja ludzkim zachowaniem.
        Jestem kobieta po 30tce nie facetem, ale radzilabym ci nie pisac do niego co
        myslisz, to nic nie da, wiecej skutku odniesie jak bedziesz milczec albo
        trzymac dystans.
        Ja poznalam kiedys pewnego pana, spotykalismy sie, bylo uroczo!! On byl w
        Warszawie na kontrakcie i w pewnym momencie musial wracac do swojego kraju.
        Ktoregos wieczoru powiedzial mi, zebym sie nie angazowala emocjonalnie, zebym
        nic od niego nie oczekiwala, bo on wyjezdza niedlugo i nie moze mi nic obieca,
        zebysmy byli przyjaciolmi, mieli fajny czas ale on nie moze sie ze mna zwiazac.
        Zatkalo mnie, on oczekiwal, ze mu przytakne, albo bede plakac albo nie wiem co.
        Mnie tak przytkalo, ze nic nie powiedzialam, spedzialm z nim cudowny wieczor
        przed wyjazdem, zrobilam kolacje przy swiecach i powiedzialam bye, bye.
        On wyjechal i pisal do mnie maile, dzwonil, az ja powiedzialm mu, ze sorry
        kochanie, ale to nie ma sensu taki zwiazek, wiec nie wiem czy jest sens zeby do
        mnie dzwonil. No i po niedlugim czasie stwierdzil, ze zyc beze mnie nie moze,
        ze mnie kocha i oswiadczyl mi sie. Dzisiaj jest moim mezem :)
        Nie jestme expertem, mowie tylko ze swojego doswiadzczenia, moze gdbym sie
        zgodzila na taki uklad to bysmy to ciagneli, a jak poczul, ze mnie moze stracic
        zupelnie to musial podjac decyzje? Ale to chyba jest tak, ze jesli cie kocha,
        to zmieni nastawienie, a jesli nie zywie do ciebie powaznych uczuc, to moze
        lepiej zeby sie rozstac zupelnie i poskladac sie do kupy.
        Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka