Dodaj do ulubionych

Związek z dziewczyną, która już to robiła

01.04.20, 12:46
Witajcie,
Mam problem jak w temacie. Może opiszę sprawę od początku. Moja dziewczyna w wieku 17 lat już to zrobiła. Miała kogoś starszego od siebie o kilka lat. Nocowała u niego bardzo szybko. Twierdzi, że zrobiła to dopiero po kilku miesiącach pod sam koniec związku. Nie umiem w to uwierzyć, bo przez tyle czasu spała z nim w jednym łóżku, spędzała weekendy i mówi, że do tego nie doszło ani do innych rzeczy z robieniem komuś dobrze łącznie. Jakoś ciężko uwierzyć, że będąc z kimś kilkadziesiąt nocy się tego nie zrobiło. Zresztą do tego nocy nie potrzeba. Mówi, że tego były 4 razy. Szczerze przyznaję, że ciężko mi uwierzyć, zwłaszcza, że z wieloma rzeczami mnie od samego początku okłamywała. Poznaliśmy się przez internet i powiedziała, że mieszka 60 km ode mnie w pewnym mieście. Mieliśmy się spotkać po miesiącu od poznania się i to z jej inicjatywy, ale nie wyszło, bo powiedziała, że ma pewne problemy rodzinne i musi pomóc mamie i przygarnąć się do swojego mieszkania na jakiś czas. Następne spotkanie miało być dwa tygodnie później. Oczywiście też je odwołała. Kolejne tydzień później. Dzień przed nim wyszła gdzieś ze znajomymi ja jej życzyłem dobrej zabawy. W nocy jak już spałem, a ona wróciła do domu napisała, że mnie okłamywała, że wygląda inaczej i co najważniejsze mieszka daleko ode mnie. Jak to rano przeczytałem zacząłem do niej się dobijać ma telefon. Później okazało się, że mieszka 400 km ode mnie. Chodziłem jak zbity pies, bo się w niej zakochałem, ale wybaczyłem. Powiedziała, że przyjedzie i przyjechała i tak się spotykamy do tej pory co dwa tygodnie. Jednak problem jest taki, że ona wtedy nie ucięła tych kłamstw. Mówiła pół prawdy, pewne rzeczy zatajała, a z niektórymi sprawami nadal kłamała. Tak się to wszystko toczy od 16 miesięcy. Co chwilę coś wychodziło i za każdym razem obiecywała, że już mówi prawdę i nie ma kłamstwa. Niestety tyle ile obietnic, tyle było kłamstw. Na walentynki poprosiłem, żeby pokazała mi swój telefon a dokładniej messengera. Nigdy jej telefonu nie sprawdzałem, wtedy też nie miałem zamiaru. Chciałem tylko spojrzeć o czym pisze że swoim przyjacielem. Kiedyś mi obiecała, że nie rozmawia z nim o nas. Nie chciała mi pokazać tych wiadomości, ale powiedziałem, że skoro nic złego nie robiła to dlaczego się boi. W końcu mi pokazała, ale stała przy mnie tak, żeby w każdej chwili wyrwać mi ten telefon. W pewnym momencie doszedłem do wiadomości o nas, a dokładniej o mnie. Obgadywała mnie z nim. Wiedziała, że mnie okłamuje, a mnie obgadywała. Szukała jakiegoś usprawiedliwienia u niego, a on ją tylko nakręcał. Wtedy dostała ataku szału. Nigdy nie widziałem jej w takiej furii. Myślałem, że zaraz mnie pobije. Próbowała wyrwać mi ten telefon, trzaskała drzwiami, krzyczała jakbym ją zdradził lub zrobił coś innego złego. Byłem w szoku. Ja nigdy jej z nikim nie obgadywałem, nikomu nie pozwoliłem jej obrazić mimo tych wszystkich kłamstw i obietnic poprawy. Moi rodzice i znajomi myślą, że to ideał dziewczyny. Miła, grzeczna, ułożona, szczera, kochająca. Nigdy nikt nie usłyszał złego słowa ode mnie na nią. Zawsze uważałem, że problemy, które dotyczą dwójki ludzi powinny zostać rozwiązane między dwójką ludzi. Mieszanie innych może tylko pogorszyć sprawę. Oczywiście nie mam na myśli przemocy, wtedy trzeba kogoś poprosić o pomoc. Niestety moja dziewczyna obgadywała mnie nawet już nie wiem z kim. U swojej mamy też szukała nie wiem czego. Skarżyła się jej na mnie, że chcę znać prawdę, że chcę szczerości. Oczywiście nie mówiła swojej mamie ile razy mnie oszukała i jej mama ma obraz taki, że to ja jestem ten zły, który krzywdzi jej dziecko. Nawet dostałem raz takiego SMS'a od niej, gdy po raz kolejny pokłóciliśmy się o kłamstwo i to na święta, które powinno przeżyć się w zgodzie i radości, ale ja nie będę udawał, gdy ktoś na mnie pluje, że pada deszcz. Nigdy jej nie skrzywdziłem. Przyznaję, że uraziłem ją obraźliwymi słowami i żałuję tego, ale ja nie powiedziałem ich tak nagle. Po prostu wybuchnąłem, gdy po raz kolejny wychodziło, że mnie okłamuje. Nie jestem z kamienia i tak po ludzku nie dałem rady dusić w sobie tych emocji, a nie mogę pojąć, że ktoś może nas kochać nad życie i my to widzimy jak bardzo bolą go te kłamstwa i jak cierpi z tego powodu, a my nadal okłamujemy tą osobę. Jeśli się kocha, to się nie krzywdzi. Rozumiem, że można popełnić błąd, ale jeśli się porozmawiało i jedna osoba wybaczyła drugiej to po co dalej okłamywać? To niestety tak wyglądało. Rozmawialiśmy, przysięgała, że już jest prawda, gdzie czasami po jednym dniu wychodziło, że znów kłamie mi prosto w oczy. To jest najgorsze czego doświadczyłem. Ta świadomość niszczy, że jest się w związku z osobą, która będzie prosto w oczy wyznawać miłość, obiecywać, że już wszystko dobrze, że się ułoży, a jednocześnie ona sama wie, że nadal jest źle. Nie umiem tego zrozumieć dlaczego tak się postępuje, dlaczego aż tyle złej woli. Pewnie myślicie, że też muszę mieć coś za uszami. Okłamałem ją tylko z tym, że kogoś miałem przed nią, ale przyznałem się bardzo szybko, nie minął chyba nawet tydzień. A moja dziewczyna? Nigdy do niczego nie przyznała się sama, poza tym, że mieszka gdzieś indziej niż mówiła na początku. Pewnie myślicie, że jak mogłem tego nie sprawdzić, bo przecież teraz jest Facebook i w ogóle. Powiedziała, że nie ma Facebooka, a gdy spytałem, żeby chociaż nazwisko mi podała, bo głupio tak pisać z kimś a nawet nazwiska nie podać. Wtedy mnie zbyła i powiedziała, że poda za jakiś czas, bo się boi tak podawać. Moim błędem było wierzenie jej we wszystko co mówiła, ale dlaczego miałbym nie ufać? Po co miałaby mnie okłamywać? Kocham ją, ale się jej boję. Boję się, że mnie okłamuje. Nie umiem jej zaufać tak jak wtedy, gdy ją poznałem. Jak uwierzyć w te wszystkie rzeczy? Ciężko pojąć, że dziewczyna spiąć z chłopakiem w jednym łóżku przez kilkadziesiąt nocy zrobiła to dopiero na dam koniec związku. Mi chodzi tylko o prawdę. Nieważne na jaki temat. Czy chodzi o coś błachego, czy coś poważnego. Kłamstwo to kłamstwo, a ono nic dobrego nie przynosi. Ona wiele razy mnie zapewniała, że się już zdążyła o tym przekonać, ale później działo się jak zawsze. Już się przyzwyczaiłem, że ja jestem od wybaczania, a ona od okłamywania. Czy to jest prawdziwa miłość? Zawsze mówiła, że kocha mnie nad życie, ale chyba nie ponad kłamstwo. Często zaczynała płakać, trzaskać drzwiami, uciekać do łazienki, a ja się obwiniałem, że jej nie wierzę i ją krzywdzę. Później okazywało się, że ten płacz był tylko po to, żeby mnie zmiękczyć. Spowodować u mnie wyrzuty sumienia,a jej słowa uwiarygodnić, bo przecież skoro ktoś tak reaguje to automatycznie w głowie pojawia się, że to płacz z bezradności i człowiek sam siebie obwinia, że go wywołał u ukochanej osoby. Nie wiecie jak to jest żyć z tym przekonaniem, że własna dziewczyna, którą kochacie jest zdolna do takich rzeczy. Zawsze jej pomagałem, a przynajmniej próbowałem lub po prostu byłem przy niej, gdy nie umiałem pomóc. Gdy zmarła jej babcia na początku grudnia wsiadłem w samochód i jechałem do niej pół Polski, bo wiedziałem, że mnie potrzebuje. Mimo to nadal jest jak jest i nie umiem tego zrozumieć. Już nie wiem jak jej udowodnić, że nigdy niczego złego dla niej nie chciałem. Ja tylko miałem w głowie to, że związek, który ma być trwały i stać się czymś aż do śmierci musi być budowany na prawdzie i szczerości, nawet jeśli czasami się czegoś wstydzimy lub boimy, bo inaczej co są warte słowa, które ja słyszałem od niej, że "nie ma ja i ty, tylko jesteśmy my".
Obserwuj wątek
    • piotrek1177 Re: Związek z dziewczyną, która już to robiła 01.04.20, 14:10
      Ponieważ nie mogę edytować napiszę tutaj. To wyżej napisane chaotycznie, ale trudno.
      Jeśli chodzi o moją dziewczyną, to naprawdę nigdy jej nie zdradziłem, nie flirtowałem z kimś innym, ani nic z tych rzeczy. Nawet teraz głupio mi tu pisać, bo wolałbym załatwiać nasze problemy między nami, ale już nie wiem czy ja jestem ślepy czy ona taka zła. Nie jestem ideałem, bo czasami głupio żartowałem, ale to nigdy nie było kłamstwo czy coś w tym stylu. Po prostu żart powiedziany bez wyczucia jakby była moim kolegą. Nigdy nie pokłóciliśmy się o to, że ją okłamałem. A jak się dowiadywałem prawdy na niektóre tematy? Nie dlatego, że miałem dowody ani tym bardziej, że ona sama powiedziała "chodź kochanie, musimy o czymś porozmawiać" i przyznała się, że skłamała. Wszystko polegało na przeczuciach. Po prostu czułem, że coś jest nie tak. Bolało mnie to coraz bardziej im dłużej jej o tym mówiłem, a ona mnie zbywała i mówiła, że wszystko jest w porządku. Dopiero po czasie pękała i przyznawała się, tylko że to było fałszywe przyznawanie się, bo po prostu mówiła inne kłamstwo. Nie wiem dlaczego. Może chciała mnie uciszyć, ale ja nadal czułem. Nie wiem skąd. Po prostu czułem, że ciągle jest źle. Nie wiem dlaczego tak postępowała. Może mnie nie kocha tak jak mówi? Może potrzebuje kogoś do rozmowy i wspólnego spędzania czasu, kogoś kto będzie wspierał, starał sie, pomagał, kochał, ale ona nie będzie musiała tego odwzajemniać, a już na pewno nie na taką skalę, że szczerość, prawda, uczciwość i wzajemna troska to podstawy. Może ja za dużo wymagam? Wiem jakie są teraz czasy. Wolne życie, wolność w związku, więcej praw niż obowiązków. Ale jaki jest sens bycia razem jeżeli jedno jest ciałem i duszą, umysłem, sercem a drugie tylko ciałem i bierze wszystkie te rzeczy, a sama nieodwzajemnia tego co bierze?
      Wolałbym przeczytać odpowiedzi osób, które na tym polu do czegoś doszły. Długoletni związek, małżeństwo może dzieci. Teraz ludzie radzą innym w sprawach, w których sami nic nie osiągnęli i kończą jeden związek za drugim. Oczywiście nie atakuję tych, którzy wchodzili w taki związek całym sobą, a druga osoba to wykorzystywała lub po prostu miała gdzieś.
      Dużo tego wszystkiego, ale mam nadzieję, że zrozumiałe mniej więcej. A podsumowując to głównie chodzi o to, że przez te wszystkie kłamstwa nie potrafię jej uwierzyć, że pewne rzeczy wyglądały tak jak mówi, że innych rzeczy nie było, bo jeżeli czasami kłamała nawet z bardzo drobnymi sprawami to co dopiero z czymś poważniejszym jak inne związki i wszystko co tego dotyczy. Mnie nawet okłamywała z tym, kiedy paliła. Ja sam z siebie kiedyś powiedziałem, że pierwszego i jedynego papierosa zapaliłem w chyba 3 klasie podstawówki, którego podkradłem mamie. Tego nawet nie można nazwać paleniem, bo nie umiałem się zaciągnąć xd, ale problemy wtedy mnie nie ominęły, bo jako taki szczyl miałem w domu awanturę. O tym jak ona paliła dowiedziałem się ze starego zdjęcia, które znalazłem w internecie, w miała je zrobione ze swoją kuzynką, z którą spędzała bardzo dużo czasu. Oczywiście nie zapaliła po osiemnastce tylko już regularnie popalała mając 15-16 lat, a może mniej, bo nie wiem czy to co mówi jesteś prawdą. Ta kuzynka to z tych, o których się mówi, że są łatwe i myślą tylko o jednym. Boję się, że moja dziewczyna również jest taka, bo z kim przestajesz takim się stajesz, co potwierdziło się w przypadku tych kłamstw, których nie potrafię zliczyć.
      • adria231 Re: Związek z dziewczyną, która już to robiła 04.04.20, 16:56
        Twoim problemem jest, że chciałbyś mieć dziewicę. Wiedz, że dziewicą dziewczyna może być tylko jeden raz i to na ogół w dość młodym wieku. A ty byłeś już z jakąś kobietą? Masz jakieś doświadczenie? Z tekstu wynika , że jesteś nastolatkiem i to wszystko dopiero przed tobą. A jeżeli nie masz do dziewczyny zaufania , poszukaj takiej, której możesz wierzyć. Kłamstwo w związku, to największy grzech i na jednym nigdy się nie kończy.
    • brak.slow Re: Związek z dziewczyną, która już to robiła 03.05.20, 00:15
      Oj dzieci dzieci.
      Do książek sio, a nie takie dramaty rozwijać. Powiem ci tak. ona czuje, że wplątała się w coś w czym nie chce tkwić - mam tu na mysli relację z tobą,jesteś dla niej męczący, toksyczny, czepiasz się wypominasz i szczerze też bym cię oklamywala dla wlasnego dobra. przypuszczam, że bardzo bardzo ją kontrolujesz więc siłą rzeczy chodzi zestresowana i cały czas próbuje ukrywać przed tobą fakty ze swojego życia.
      A ciebie guzik powinno obchodzić czy z kimś spała czy nie spała. Dzieci jesteście, bo dorośli ludzie o takie rzeczy nawet nei pytają i nie robią partnerom wyrzutów.
      Palenie papierosów? A co cię obchodzi czy paliła i kiedy? Zluzuj mały bo popuścisz.
      Po długości wpisu i emocjonalności obawiam się, że możesz potrzebować pomocy psychologa...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka