allessia
24.12.04, 11:29
Sa swieta, wokolo zyczenia szczescia, milosci, nawet kanar w autobusie
odpuszcza jadacemu bez biletu.
Ja od rana jestem zaryczana, czuje sie jakby mnie ktos skopal:-(.
Powoli, od paru miesiecy staram sie wyleczyc zwiazek, w ktorym jest mimo
wszystko duzo milosci, ale w pewnym momencie gdzies oboje przestalismy
patrzec na siebie nawzajem. Przez ponad 7 miesiecy wychodzilam z depresji.
Ostatnie dwa miesiace byly piekne - wszystkie koszmary z mojej glowy
ulecialy, powiedzielismy sobie dokladnie to, co nalezalo, oboje widzielismy,
ze powoli odzyskujemy te milosc.
Wczoraj z malej sprzeczki wyrosla koszmarna awantura - wyciagalam reke
kilkakrotnie, nie pomoglo. Nie jest wlasciwie istotne, z czyjej winy - sama
nie wiem, z czyjej, istotne jest tylko to, ze tak naprawde nie stalo sie nic,
co usprawiedliwialoby chociazby 5 minutowa klotnie.
Dzis rano wyszlam do pracy zaryczana, wrocila depresja, zniechecenie. Sa
swieta, a ja dostaje kopniaki od kogos, z kim jestem od kilku lat i kogo
kocham. Zadzwonilam godzine temu - kolejny kopniak. Nie mam ochoty na nic.
Nie wiem, co z soba zrobic. Swieta spedze sama ryczac w poduszke:-((
Przepraszam, ze wrzucam smutny temat na forum w wigilie, ale musze sie
wygadac - nie moge o tym opowiedziec nikomu z bliskich - mojej mamie ani
przyjaciolce - wiem, ze nie tylko ja bym miala zepsute swieta:-(.
Ala.