kitajanka
30.01.05, 10:40
Odeszłam od męża niespodziewanie, a może spodziewanie... Zdecydowałam się na
ten krok po tym, jak mnie uderzył. Już kiedyś mnie popchnął, krzyczał i
powyzywał. Powiedziałam mu wtedy, że jeśli zdarzy mu się drugi raz coś
podobnego, koniec z naszym małżeństwem. Jeszcze przed Bozym Narodzeniem
pokłócliśmy się, tzn. on był wściekły (faktycznie z mojej winy), a ja nie
chciałam z nim rozmawiać, bo krzyczał i zamiast dyskusji, czy rozmowy były z
jego strony zwykłe krzyki. Kiedy na jego mniej, czy bardziej racjonalne
zarzuty odpowiadałam milczeniem, zwyczajnie mnie uderzył - na tyle mocno, że
sobie "siadłam" na podłodze, bo nie moglam ustać. Wzięłam dziecko na ręce,
wyszłam z domu. Zostawiłam swoją pięciomiesięczną córeczkę u przyjaciółki i
pojechałam na obdukcję. Maż mnie szukał, ale przyjaciółka powiedziała, że nie
wie, gdzie jestem i nie wpuściła go do mieszkania. Następnego dnia, gdy
upewniłam się, ze mąż wyszedł do pracy (nie było samochodu przed domem),
wróciłam, zabrałam swoje rzeczy, rzeczy dziecka, wpakowałam wszystko do
samochdu przyjaciółki i na tym skończyło się moje małżeństwo. Kocham męża
nadal i to wszystko wcale nie jest takie proste, bardzo za nim tęsknię i
czasami chciałabym wrócić, ale wiem, że skoro mógł mnie uderzyć raz, zrobi to
znowu. Nie chcę być ofiarą przemocy, nie chcę żyć w strachu, że ukochana
osoba może podnieść na mnie rękę, gdy się zdenerwuje. Miotają mną sprzeczne
uczucia. Od świąt do Nowego Roku mąż nie dawał mi spokoju, dzwonił,
przychodził, prosił, przepraszał, ale im bardziej prosił, tym bardziej byłam
twarda i odporna na jego prośby na zewnątrz (we wnątrz się we mnie gotowało,
bardzo chciałam wrócić). Teraz mąż zmienił taktyke. Prawie od miesiąca nie
widział się z dzieckiem. Kiedy zadzwoniłam do niego i powiedziałam, żeby
przyszedł się z nią zobaczyć, powiedział, że jeśli nie wróce do niego DZIECKO
NIE BĘDZIE ZNAŁO SWEGO OJCA. Skoro nie chcę z nim być, to widocznie nie jest
dobrym ojcem i nie będzie się widywał z małą. Ja wiem, że z jego strony to
gra, że kocha swoje dziecko bardzo. Coraz poważniej się zastanawiam, czy nie
wrócić do domu. Kocham go nadal, tęsknię, a dziecko powinno mieć pełną
rodzinę. Nie chce, by było półsierotą. Waham się coraz bardziej.
Przepraszam za długi post. Pytanie do panów i nie tylko - czy to prawda, że
jeśli facet uderzy raz, to zrobi to znowu? Może jednak jest możliwość (np.
terapia) by tego rodzaju zapędy u niego zahamować?