Gość: x
IP: *.blast.pl / *.devs.futuro.pl
28.02.05, 14:39
jestem z "chlopakiem" juz prawie 6 lat.poczatki byly trudne,ale dzieki jego
staraniom i wytrwalosci zostalismy razem.po 3 latach bycia razem pojawilo sie
dziecko,i wtedy czar prysnal,tzn.mnie sie tak wydaje,on ma inne zdanie.zaczal
mnie poprostu olewac,nie szanowac itd. itp.wydedukowalam jedno, pomyslal ze
skoro mamy dziecko,to juz od niego nie odejde.za dzieckiem byl,to fakt,mocno
sie z nim zwiazal.przez jakis czas bylo ok,po czym znow zaczely sie
schody.musze dodac ze jest strasznym zazdrosnikiem,strasznie mnie sprawdza i
kontroluje,mnie nie wolno wyjsc z domu na dluzej niz 2 godziny.gdy dawidek
mial ok 2 latka nie wytrzymalam i kazalam mu odejsc.on wtedy uniosl sie
honorem,i poprostu jak stal,tak wyszedl,zostawiajac mnie bez zadnych srodkow
do zycia.naszczescie mieszkalam z rodzicami i oni mi pomogli.na poczatku nie
dawal znaku zycia.po jakis 2 tygodniach zadzwonil spytac o syna,zaczal do
niego przyjezdzac,i pytac mnie czy jest szansa na powrot.nie moglam na niego
patrzec,zrobilo mi sie go kolejny raz zal,bo widzialam jak brak mu dziecka i
mnie,i przyjelam go.to byl moj kolejny blad.oczywiscie bylo dobrze przez jakis
czas.do pewnego momentu.znow zaszlam w ciaze.byly plany ze wezmiemy slub
narazie cywilny,ze moze to cos zmieni,bedzie pewny mych uczuc.ale w
konsekwencji wyszlo tak,ze zamowilismy termin,obraczki,a im bylo blizej daty
tym on mniej sie tym interesowal.az w koncu nie wzielismy tego
slubu,powod?zbyt durny zeby o nim pisac,dla mnie zaden. to jest dziwne,bo ja
uchodze za ladna, mila,inteligentna dziewczyne,zrobilam studia,i mam wyzsze
wyksztalcenie,nigdy nie mialam problemu z poznaniem kogos,a on "nie ladny",nie
dba o swoj wyglad,z charakteru nie ciekawy itd i ogolnie lubiany przez garstke
osob.do tej pory kto nas pozna to sie dziwi co ja w nim widzialam.wiec do
cholery to jemu powinno zalezec bardziej.pomyslicie ze po co sie z nim wogole
zwiazalam.otoz sami dobrze wiecie ze na poczatku facet zrobi wszystko zeby
zdobyc kobiete,ma zupelnie inna twarz.i ja wlasnie zakochalam sie w zupelnie
innym czlowieku z jakim teraz zyje.troche zgubilam watek,ale nie da sie tego
wszystkiego opisac w kilku zdaniach.do czego zmierzam.otoz mam taki problem,ze
ja juz nie wiem co mam robic.nie widze zadnych szans na nasz
zwiazek.probowalam wiele razy z nim rozmawiac,mowil ze sie zmieni,ze bedzie
dobrze.uspakajal mnie tylko na chwile,ale z kazdym dniem jest coraz gorzej.on
patrzy tylko wyjsc z domu,nie interesuje sie rodzina,tlumaczy ze ma wiele
spraw na glowie,i ciagle gdzies wychodzi.nie potrafi usiedziec,juz nawet jego
ulubiony syn zaczyna go denerwowac.tu nie chodzi o inna kobiete,ale o jego
nieodpowiedzialnosc.nie wiem czy meczyc sie,bo tak jest dobrze dla dzieci,czy
poprostu zebrac sily i kazac mu odejsc.ale co dalej?mam dopiero 25 lat,2
dzieci,i zadnych perspektyw na lepsze zycie,na nowego faceta,bo watpie ze
ktorys zgodzilby sie pokochac mnie i 2 moich dzieci.a moze poprostu oddac sie
dzieciom?najgorsze jest tez to ze rodzice mnie ostrzegali,ze to raptus,ze nie
bede z nim miec dobrze i przewidzieli to wszystko,ja ich nie
sluchalam,klocilam sie i kloce do tej pory o niego...dlaczego nie moge byc
szczesliwa?