mustang301
17.04.05, 18:45
Od dwóch lat spotykam sie z facetem. Na początku była to ogromna fascynacja,
bazą związku był aspekt erotyczny. Iskrzyło nieprzeciętnie. Facet ciagnał
mnie do łózka, ale ja nie byłam jeszcze na to gotowa (bo jak zapewne wiecie,
kobieta idzie do łózka z facetem, dopiero wtedy, kiedy kocha,nooo
przynajmniej ja...). Wystarczały mi pieszczoty, mimo,że marzyłam o czyms
więcej. Pierwszy seksik zaliczylismy po 5 miesiącach (oczywiście on był
inicjatorem). Było bosko. Nie zamieszkalismy razem, ale spotykalismy sie
bardzo często, i choc te spotkania były przesiaknięte erotyzmeme i chemią,
miałam poczucie, ze on nie dązy do niczego więcej. Tak jakby wystarczały mu
tylko pocałunki, uściski i trzymanie się za rączki. Mnie juz niestety nie:(
Na moje propozycje romantycznej nocki reaguje wymówkami w stylu: nie dziś 1.
bo stres pracy, 2. nie mamy warunków (mieszkamy oddzielnie), 3. chodźmy na
kolację, 4 . chodźmi do kina (gdzie prawie doprowadza mnie do orgazmu, z
wzajemnością). W ciągu tych 2 lat, spędziliśmy ze sobą tylko 5 nocy, mimo, że
często słyszę, że schrupałby mnie, albo przeleciał na restauracyjnym stoliku.
Czy on jest chory, czy że mną cos nie tak? Dodam, ze jego aparacik działa jak
trzeba i moze to robić 2-3 razy pod rząd. Facet twierdzi, ze on nie ma tak
wybujałego temperamentu i nie potrzebuje kochac sę częściej. Panowie, help!!
Czy to możliwe???