Dodaj do ulubionych

uwaga homofoby nie czytac...to dla inteligentnych

IP: *.dip.t-dialin.net 13.08.02, 21:31
W wtorkowym (12.08.2002) wydaniu Gazety Wyborczej opublikowano kolejny, ważny
głos w dyskusji, wywołanej artykułem Jacka Kochanowskiego (IS informowała).
Jest to odpowiedź Katarzyny Bojarskiej-Nowaczyk na zamieszczony kilka dni
temu w tej samej gazecie homofobiczny paszkwil Zofii Milskiej-Wrzosińskiej.

Bojarska-Nowaczyk pisze, że "Niewygodnie jest twardogłowym konserwatystom
pogodzić się z tezą o nieodwracalności homoseksualizmu, gdyż ich uprzedzenie
okazałoby się bezpodstawną dyskryminacją, taką jak rasizm lub antysemityzm"

Tekst ten wydaje się nam bardzo istotnym przyczynkiem do debaty na temat praw
osób homoseksualnych w Polsce. Oto obszerne cytaty:

"Gazeta" wydrukowała ostatnio dwa teksty w kwestii legalizacji związków
homoseksualnych w Polsce: "Geje nie będą udawać małżeństw" Jacka
Kochanowskiego, to manifest światopoglądu rozpowszechnionego w świecie
kultury zachodniej, wyrosłego na gruncie naukowym, jak również na gruncie
obowiązującej w świeckich państwach demokratycznych filozofii praw człowieka.
Drugi tekst, "Co wolno gejom?" Zofii Milskiej-Wrzosińskiej, to typowy
przykład dyskryminacyjnego, zachowawczego stanowiska chrześcijańskich
obrońców moralności. Autorka przestrzega czytelników przed pochopnym
określaniem mianem "pseudoliberalnych zakamuflowanych homofobów" osób, które
zraża pogląd, że każda orientacja seksualna jest równie dobra i naturalna.
Sama nazywa te osoby "pełnymi tolerancji światłymi inteligentami", których do
wycofywania "bezwarunkowego poparcia" dla równouprawnienia gejów i lesbijek
mają skłaniać cztery rzekome przyczyny.

(...)

W pracy badawczej zajmuję się problematyką homoseksualizmu, jestem na bieżąco
z literaturą naukową, także z publikacjami ruchu homofilnego i z
piśmiennictwem chrześcijańskim. Na obecnym etapie nauka może tylko
stwierdzić, że źródła homoseksualizmu są... nieznane. Żadna z teorii,
włączając genetyczną, nie jest do końca ani potwierdzona, ani obalona.

Tymczasem publikacje homofobiczne lubią akcentować teorie niegenetyczne
umożliwiające postulowanie reorientacji seksualnej. Niewygodnie jest bowiem
obrońcom moralności pogodzić się z tezą o nieodwracalności homoseksualizmu,
gdyż ich uprzedzenie zostałoby zdemaskowane jako bezpodstawna dyskryminacja,
taka sama jak w przypadku rasizmu lub antysemityzmu. Pogląd o "uleczalności"
homoseksualizmu nadaje mu status choroby, a więc nie zobowiązuje do nadawania
przywilejów, lecz do leczenia.

Autorka, dewaluując teorię genetyczną, sama przytacza szereg innych teorii
pochodzenia homoseksualizmu. Między innymi pogląd, że większość ludzkich
dyspozycji jest wynikiem interakcji między czynnikami dziedzicznymi i
środowiskowymi. Wymienia także inne potencjalne, niegenetyczne przyczyny,
które stara się przeforsować. Mówi mianowicie: "Homoseksualistą może też
zostać osoba, która żadnych genetycznych predyspozycji nie ma, ale została
wcześnie uwiedziona (to bardzo częsta przyczyna homoseksualnej orientacji)".
Tu Milska-Wrzosińska popełnia kardynalny błąd. Owszem, stwierdzono istotną
korelację między występowaniem homoseksualizmu i uwiedzeniem, jednak w
przypadku badań korelacyjnych w żadnym wypadku nie można orzekać o
przyczynowości między dwoma zdarzeniami. Jednak autorka nie wspomina o
alternatywnych wyjaśnieniach tej prawidłowości, podczas gdy literatura
naukowa podaje, że są podstawy, by twierdzić, że to właśnie chłopcy
ujawniający już tendencje homoseksualne przyciągają do siebie uwodzicieli i z
ciekawości pozwalają się uwieść.

Naukowcy coraz głośniej przyznają się, że rozmaite techniki reorientacji osób
homoseksualnych są nieskuteczne. W starszym piśmiennictwie wspominano o
nielicznych przypadkach zmiany orientacji, szczególnie dzięki metodzie
psychoanalizy. Starszym badaniom nad efektywnością tych technik stawia się
jednak szereg zarzutów, m.in. mało wiarygodne kryterium oceny efektów
(deklaracje pacjentów!) oraz brak badań długoterminowych. Gdy później zaczęto
badać efekty długoterminowe, okazało się, że po około dwóch latach pacjenci
wykazywali tendencje do ponownego podejmowania aktywności homoseksualnej.

(...)

Tymczasem Milska-Wrzosińska na temat nieodwracalności homoseksualizmu podaje
nieaktualne informacje: "Opisano wiele przypadków zmiany". Wynika z tego, że
autorka czytała tylko przestarzałą literaturę medyczną albo czerpie swą
wiedzę ze światopoglądowo nieobiektywnej literatury nurtu homofobicznego,
albo też tendencyjnie przemilcza wyniki najnowszych badań.

Teraz czas na niedorzeczność wyższego rzędu: dlaczego autorka zakłada, że
wyłącznie wrodzoność orientacji homoseksualnej byłaby podstawą uznania praw
gejów i lesbijek?

Drugi powód, który ma zniechęcać "pełnych tolerancji, światłych
inteligentów", to fakt, że pragnienie legalizacji związków homoseksualnych
jest rzekomo przejawem traktowania upodobania seksualnego przez gejów i
lesbijki jako nadrzędnej wartości, a tak postępujący ludzie nie zasługują na
społeczne wsparcie i uprawnienia równe heteroseksualistom.

Autorka argumentuje, że kierowanie się w zachowaniu impulsami popędowymi "nie
jest wyrazem najwyższej cnoty". Czy tego jednak chce, czy nie, ludzie -
niezależnie od preferencji seksualnych - kierują się w zachowaniu tak popędem
seksualnym, jak i popędem głodu, pragnienia oraz snu.

Za przykład takiego niecnotliwego zachowania autorka obiera heteroseksualnego
mężczyznę, którego cechuje "prymitywne starcze wyuzdanie" przejawiające się
tym, że wybiera na partnerki kobiety poniżej dwudziestego roku życia. "W
najlepszym wypadku ma on prawo do współczucia jako osoba zaburzona". Hmmm...
Zaburzona?! Cóż za hipokryzja! Ilu starszych panów seksualnie preferuje mocno
podwiędłe ciała pomarszczonych rówieśniczek ponad jędrne piersi i pośladki
atrakcyjnych dwudziestolatek?! Ilu z nich, gdyby mieli możliwość, nie
wykorzystałoby nasuwającej się szansy związania się z o wiele młodszą,
pociągającą seksualnie kobietą?!

"Nikt nie wspiera ideologicznie jego erotycznych dążeń" (mowa o wyuzdanym
starcu). Niejasne pozostaje dla mnie pojęcie "wspierania ideologicznego",
jednak wnioskuję, że chodzi o rozwiązania prawne. Jeżeli tak, to w przypadku
wspomnianego starca jest wręcz odwrotnie. Otóż państwo go wspiera! Ów starzec
ma przecież prawo ożenić się z młodą kobietą, a nawet - za zgodą sądu - z
szesnastolatką! Najważniejsze, że obie osoby pragną tego samego. Ma też prawo
do rozwodu, dzięki czemu może żenić się nawet wielokrotnie.

Milska-Wrzosińska wykazuje się niezrozumieniem funkcji sformalizowanego
konkubinatu. Tok jej wywodu sugeruje, że pojmuje ona wprowadzenie
homoseksualnych konkubinatów jako drogę do realizacji pragnień seksualnych.
Pragnienia seksualne można realizować bez zgody państwa. Tymczasem funkcją
państwa nie jest wnikanie w życie seksualne obywateli, lecz ułatwienie życia
w kwestiach formalno-prawnych tym z nich, którzy i tak dzielą ze sobą życie.

Trzecim argumentem przekreślającym możliwość prawnego uznania związków gejów
i lesbijek - poniekąd za karę - jest fakt "kaptowania młodych ludzi" (których
homoseksualizm jest tylko kaprysem, wyrazem buntu przeciw "nadopiekuńczym
mamom") przez organizacje wsparcia dla gejów i lesbijek na podobieństwo sekt
porywających nowych członków. Proceder ten ma się odbywać poprzez
manipulowanie informacją ("masz prawo realizować swoje preferencje") oraz
kierowanie szukających pomocy ludzi do grup wsparcia. Młodzi ludzie mogą
również narazić się w takim miejscu na - o zgrozo! - zaproszenie do klubu na
najbliższy weekend! Oczywistą jest rzeczą, że w organizacjach progejowskich
nie spotkamy homofobów, którzy nakłanialiby kogokolwiek do reorientacji, gdyż
jest to kwestia indywidualnej decyzji! Poziom argumentacji Milskiej-
Wrzosińskiej jest w tym punkcie szczególnie żenujący.

W czwartej części artykułu Milska-Wrzosińska daje popis
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka