nieznośna lekkość bytu...

05.08.05, 13:20
od pieciu m-cy spotykam się z facetem. poznalismy sie i niezwlocznie na
siebie rzucilismy (chemia miedzy nami tak nieznosna jak lekkosc bytu).
zaczelismy sie spotykac, przy czym ja od razu zastrzeglam, ze tak jest dobrze
i zebysmy niczego glupio nie komplikowali. na co przystal. spotykamy sie i
jest cudowna namietnosc, ale... zaczelam komplikowac... w swojej glowie... w
serduchu... wiem, ze facet ma kobiete na stale. powiedzial mi o tym juz na
poczatku, ale rozmawiac o swoim zwiazku nie chce. gdy zapytalam, czy nie ma
zadnych wyrzutow sumienia, powiedzial tylko 'ona robi to samo' i urwal watek.
dla mnie jest cudowny. traktuje niemal jak swoja kobiete. niemniej unika
jakichkolwiek deklaracji. nie powiem, ja rowniez. gdy sie dluzej nie widzimy,
pisze, ze teskni, ale to tyle. ja tez na tym poprzestaje, bo sama nie wiem...
dotychczas bywalo tak, ze jak z kims sypialam, to potem trzeba bylo
przepraszac i odkrecac, bo facet myslal, ze to poczatek czegos
powazniejszego. no a teraz... trafila kosa na kamien (?) tak naprawde sama
nie wiem, czego chcę... gdy go słysze lub widzę, uginają się pode mną kolana,
ale gdy później patrzeę na to zdroworozsądkowo, jesteśmy z zupełnie innych
planet. niewiele wspólnych tematów, poza bieżącymi... niewiele odkrytych
wspólnych zainteresowań poza making love... do tego nie wiem, czego on
oczekuje po tej relacji... nie wiem, do tego czego sama chcę..
total error!
    • mgr_bolechowa Re: nieznośna lekkość odbytu... 05.08.05, 14:34
      ciagnij kasiore i nie rozdrapuj ran.

      little_red_ridding_hood napisała:

      > od pieciu m-cy spotykam się z facetem. poznalismy sie i niezwlocznie na
      > siebie rzucilismy (chemia miedzy nami tak nieznosna jak lekkosc bytu).
      > zaczelismy sie spotykac, przy czym ja od razu zastrzeglam, ze tak jest dobrze
      > i zebysmy niczego glupio nie komplikowali. na co przystal. spotykamy sie i
      > jest cudowna namietnosc, ale... zaczelam komplikowac... w swojej glowie... w
      > serduchu... wiem, ze facet ma kobiete na stale. powiedzial mi o tym juz na
      > poczatku, ale rozmawiac o swoim zwiazku nie chce. gdy zapytalam, czy nie ma
      > zadnych wyrzutow sumienia, powiedzial tylko 'ona robi to samo' i urwal watek.
      > dla mnie jest cudowny. traktuje niemal jak swoja kobiete. niemniej unika
      > jakichkolwiek deklaracji. nie powiem, ja rowniez. gdy sie dluzej nie widzimy,
      > pisze, ze teskni, ale to tyle. ja tez na tym poprzestaje, bo sama nie wiem...
      > dotychczas bywalo tak, ze jak z kims sypialam, to potem trzeba bylo
      > przepraszac i odkrecac, bo facet myslal, ze to poczatek czegos
      > powazniejszego. no a teraz... trafila kosa na kamien (?) tak naprawde sama
      > nie wiem, czego chcę... gdy go słysze lub widzę, uginają się pode mną kolana,
      > ale gdy później patrzeę na to zdroworozsądkowo, jesteśmy z zupełnie innych
      > planet. niewiele wspólnych tematów, poza bieżącymi... niewiele odkrytych
      > wspólnych zainteresowań poza making love... do tego nie wiem, czego on
      > oczekuje po tej relacji... nie wiem, do tego czego sama chcę..
      > total error!
      • little_red_ridding_hood Re: nieznośna lekkość odbytu... 05.08.05, 15:39
        chyba wolę rozdrapywać rany niż ciągnąć kasę, wybacz, nie bawi mnie to.
        z odbytem tez nie trafilaś.
        • squirrel22 Re: nieznośna lekkość odbytu... 07.08.05, 16:03
          dziwię Ci się że jesteś z facetem który kogoś ma. i mimo ze ustaliliscie ze to
          ma byc luzny zwiazek bez deklaracji, to jednak wierz mi, nie wyjdzie wam to na
          dobre, ani Tobie ani jemu. mozna tak zaczac ale z kims kto jest wolny. i mozna
          na czyms takim poprzestac, ale zawsze jest ryzyko ze sie zaangazujesz co w
          przypadku kobiety zdarza sie praktycznie zawsze, i wtedy pozalujesz ze sama
          sobie zrobilas krzywde takim postawieniem sprawy. na Twoim miejscu starałabym
          się to szybko zakonczyc, to rany beda niewielkie. hm to ciekawe czemu ciągle z
          nią jest? ciekawe. Ty (jak zakladam) jestes mu wierna, a tamta nie. to czemu
          jej nie rzuci? jesli facet ma dwie kobiety to dla mnie on nie potrafi kochac,
          ani w ogole czuc.anka
        • widokzmarsa Re: nieznośna lekkość odbytu... 07.08.05, 16:55
          nudzę się dzisiaj, może masz ochotę na jakąś odmianę?
    • azazela Re: nieznośna lekkość bytu... 07.08.05, 19:40
      cos mi sie wydaje ze wpadlas biedaczko po ame uszy:PP
      jesli moge cos "zdroworozsadkowo" poradzic to
      wyplacz sie z tej znajomosci jak najszybciej, potem bedzie jeszcze gorzej:(

      ps
      jak stoje z boku to taka madra jestem a jak sama sie w cos wpakuje to ani
      troche myslec nie potrafie:DDDDDD
      • closer3 Re: nieznośna lekkość bytu... 07.08.05, 23:13
        Ja sie wpłatałam w cos takiego juz dwa razy. Po pierwszym razie dostałam
        nauczke ( 2 lata mi zajeło wyleczenie sie z chorego uczucia ). Kilka miesiecy
        temu znowu sie wpakowałam - ale tym razem na krótko, znalazłam w sobie dośc
        siły aby to zakonczyc . I nie żałuje, chociaż nie było łatwo.
Pełna wersja