romans z żonatym mężczyną...

17.10.05, 09:23
(idąc za sugestią kogos z innego forum, piszę tutaj -może pomoze mi ktos
znalezc rozwiązanie?)
zanim wszyscy mnie tu zlinczują, prosze, doczytaj(cie) do końca, spróbuj(cie)
chociaż częściowo zrozumieć...

Z całkiem niewinnego poznania sie, długich rozmów, wymiany smsów, naprawdę
przypadkowych spotkań powoli zaczelismy zdawać sobie sprawę, że spotykamy się
(teraz już świadomie i celowo)coraz częściej, bo nie możemy przestac o sobie
mysleć...

Łączy nas naprawdę milion wspólnych rzeczy: charaktery, wspólne ukochane
hobby, identyczne poczucie humoru, poglądy polityczne, fascynacje muzyczno-
filmowe i jeszcze setki innych rzeczy, które mogłabym wymieniać bez
konca...po prostu nadajemy absolutnie na tych samych falach, dosłownie od
pierwszych minut poznania się...

Co komplikuje sytuację? Wszystko. To,że on ma rodzinę, dziecko,że jego zona
jest moją znajomą, że zżerają mnie maksymalnie wyrzuty sumienia...
Narazie jestesmy na etapie wymiany czułości, niedawno przekroczylismy ta
pierwszą nieśmiała barierę kontaktu fizycznego, ale obawiam się, że to tak
długo nie potrwa ,bo jestesmy na etapie maksymalnej fasynacji sobą...

Tak. wiem. Zerwać. Natychmiast. Nieodwracalnie.

Już probowałam -próbowaliśmy oboje- i świat nam się rozpadal na tysiące
kawałeczków, bo nagle okazuje się, że bez powietrza naprawdę nie można żyć.
Nie potrafię bez niego normalnie funkcjonować, cieszy mnie każda
najzwyklejsza, najbardziej prozaiczna rzecz robiona w jego towarzystwie...
Ciągle ze sobą rozmawiamy, setki wspólnych tematów, wspólnych fascynacji
czymś zobaczonym, przeczytanym...

Dlaczego nie spotkaliśmy się ileś tam wcześniej?!! Akurat w takich
okolicznosciach trzeba spotkać swoją drugą połówkę? :-(

Chyba zwariuję...

Proszę, poradzcie, napiszcie, może ktoś był w podobnej sytuacji i udało mu
się jakoś ją rozwiązać bez wyrywania sobie z rozpaczy serca...
    • krecilapka Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 09:46
      > (idąc za sugestią kogos z innego forum, piszę tutaj -może pomoze mi ktos
      > znalezc rozwiązanie?)

      Ale lipa :(. Przylazil jeden babon pojekiwac, ze jej nikt nie kocha. Za nim drugi, trzeci - a teraz sobie z meskiego forum zrobily kacik porad serduszkowych. Ale zeby jeszcze toto z jakimis nietypowymi przezyciami wlazily. To nie... scenariusze prosto z Samo Zycie! Nosz kulwa... normalnie nie mozna byc normalnym. I jeszcze sobie to forum polecaja.
      • trzydziecha1 Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 10:03
        hehehe .... toś jej doradził :))
        • krecilapka Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 10:18
          A co, obcy ludzie maja za nia zycie ukladac??? Zreszta sadzisz, ze jak jej polece utworzenie szczesliwego emocjonalno-seksualnego trojkata to wezmie to pod uwage?
          • trzydziecha1 Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 10:34
            hyhy, ona moze i tak, ale ta żona....chyba trudno jej sie będzie pogodzić?
          • vei Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 10:38
            wezmie pod uwage propocyje trojkata, bo juz w nim tkwi a z forum kobieta
            przenisola sie tutaj, bo ktos jej napisal, ze tu nie beda na niej psow wieszac:)
            zatem wskazówki typu szczesliwy trojkat mile widziane:)!
    • jazycie Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 10:24
      asha26 co ja mogę Ci doradzic?rozumiem co czujesz...przezywasz i ze to bardzo
      boli...ale nie zrozum mnie zle....to nie ma sensu...sama wiesz dlaczego...więc
      przestan sie z nim spotykac im szybciej tym lepiej nie warto byc nr 2 kidy
      mozna spotkac faceta dla którego bedziesz zawsze nr1...szkoda zycia uwierz mi...
      trzymaj sie i koncz ten zwiazek zacisnij zęby i pomysl o sobie...co on moze Ci
      dac oprocz bolu....chwile szczescia...ale czy wart dla tych
      chwil "niszczyc"sobie zycie?
      pozdrawiam
    • mloda_jeszcze Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 11:08
      O matko, jakbym czytała o sobie! Trzymaj się asha26, bo wiem, że bez "tego"
      powietrza nie da się żyć.
    • sprzedam Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 11:20
      Wszystko będzie pięknie, aż do chwili kiedy przekroczycie tę cienką linię...
      Potem on się raptem ocknie, bo przecież ma rodzinę i nie zamierza jej niszczyć
      i tak naprawdę kocha żonę, mieli tylko chwilowy kryzys, bo przecież nic ci nie
      obiecywał itd...
    • kochankakochanego Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 11:25
      WALCZ!!
    • joa1001 Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 11:38
      Zrozum,że jesteś kolejną kobietą mającą romans z żonatym. Te piękne rzeczy
      które was łączą, nie zmieniają faktu, że on jest żonaty. Czyli nie jest wolny.
      On nie odejdzie od rodziny. Jest coś takiego jak rozum i wola. Nie ma szans że
      nie będzie Cię boleć, teraz, czy potem później jak wejdziesz w to dalej. swięta
      spedzi z rodziną. Urwane chwile wystarczą Ci?
      Ale Ty i tak wejdziesz dalej.
    • wilk_syty Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 11:48
      Porozmawiaj z nim o rozstaniu. Jemu bedzie ciezko napewno to zrozumiec. Tobie
      bedzie ciezko ten krok wykonac. Ale pamietaj, ze im dalej w las tym wiecej
      drzew... jesli przekroczycie granice to potem bedzie coraz ciezej z rozstaniem,
      a praca wspolna stanie sie po rozstaniu nie do zniesienia...
      • yagres Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 12:45
        Cóż to za cieńki scenariusz? Historyjka wyjęta niczym z harleqina, z jakiegoś
        marnego wyciskacza łez dla gospodń domowych. Ale fakt faktem –taki post mogła
        napisac tylko osoba mocno zakochana. A kochac to nie grzech!
        Idealizujesz i ubóstwiasz ta osobę. Taki gość nadaje się tylko na zabawę a nie
        na związek. Jak jesteś sadomasochostka to kochaj się w nim dalej. Wiedz o tym,
        że masz 5% szans że porzuci rodzine będzie z tobą.
        A jeżeli nawet to zrobi to czy dalej będzie taki szlachetny i kryształowy? Sama
        sobie na to odpowiedz.
    • fajnaret Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 13:50
      Jesli jest bogaty to czemu NIE!!!!!!!!!!! A moze akurat!!!!
      pozdrawiam
    • chaynik Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 15:37
      Nie jestes ani pierwsza ani ostatnia ktora idzie do lozka z mezem kolezanki.
      Proponuje poszerzyc krag znajomych zwlaszcza w stanie wolnym.
    • wiktoryna25 Re: romans z żonatym mężczyną... 17.10.05, 15:43
      <Tak. wiem. Zerwać. Natychmiast. Nieodwracalnie.>

      skoro to wszystko wiesz, to poco w ogole zaczynałas ten romansik ? zeby tu teraz
      zakladac wątek wolający o pomoc w rozwiazaniu całej sytuacji ?

      mdli mnie jak czytam cos takiego poraz enty....
    • mxp4 [...] 19.10.05, 07:49
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • rajzer Re: romans z żonatym mężczyną... 19.10.05, 07:57
      spróbuj stanąć po drugiej stronie lustra,na miejscu żony-co byś czuła??? i skąd
      pewność że oni nie nadają na tych samych falach? chciałabyś być w jej skórze??
      • landrynka8 Re: romans z żonatym mężczyną... 19.10.05, 17:21
        wiesz, chyba lepiej byłoby aby to mąz stanął po drugiej stronie lustra. To jest
        jego żona.
        Trudno oczekiwac od obcej kobiety (kochanki) że będzie trzymać stronę żony,
        nie? To niepowazne.

        Czy wiesz jak się żonaci faceci zachowują np. na szkoleniach?

        Chyba nie..
    • goldenwomen masz ochotę na chwileczke zapomnienia :) 19.10.05, 16:44
      ot co :)to cała prawda
    • mr.black.magic.himself Re: romans z żonatym mężczyną... 19.10.05, 17:27
      Nie bredz. To tylko seks. Dla faceta to jak oddychanie i jedzenie.
      To na prawde nie jest nic skomplikowanego.
      Przeleci cie i wilk syty i owca cala.
      A jak pozniej bedziesz miala problemy emocjonalne typu "o boze zakochalam sie"
      to wiedz, ze "etap maksymalnej fascynacji soba" znaczy w jego przypadku niemal
      na pewno: fajnie sie ruszasz, chcialbym cie obejrzec w bieliznie, a nie: o tak
      moze wygladac matka moich dzieci.
      Zrozum to albo nie nudz w necie.
      • a_nick.pl Re: romans z żonatym mężczyną... 20.10.05, 10:55
        Wyobraź go sobie, jak po upojnych chwilach z Tobą wraca do domu i zaczyna
        mętnie tłumaczyć gdzie był i co robił. A potem ląduje w łóżku ze swoją żoną.

        Dalej uważasz, że i on i to co Was łączy jest takie wyjątkowe?
    • mloda_jeszcze Re: romans z żonatym mężczyną... 20.10.05, 11:49
      Witam. Jak już wcześniej napisałam, moja sytuacja jest prawie identyczna jak
      ashy z tą różnicą, że nie ma dzieci. Ale nie o to chodzi. Dleczego wszyscy tak
      brutalnie pozbawiacie ashę marzeń, że być może jednak się uda, że to uczucie
      jednak zwycięży. U mnie też nie było słodko, jestem z mężem mojej naprawde
      dobrej koleżanki. Jak do tego doszło?? sama nie wiem...ale wiem że jesteśmy dla
      siebie stworzeni, i nie piszcie że to tylko chwilowe zauroczenie. Takie rzeczy
      się po prostu czuje.
      Asha, jeżeli on czuje to równie mocno jak Ty, to nie trać nadziei że możecie
      być razem. Ja uwierzyłam, i jak na razie jest cudownie. Pozdrawiam. Trzymaj
      się.
    • cyku-cyku_bzyku-bzyku Re: romans z żonatym mężczyną... 20.10.05, 15:20
      asha26 napisała:


      >
      bo nie możemy przestac o sobie
      > mysleć...
      >
      po prostu nadajemy absolutnie na tych samych falach, dosłownie od
      > pierwszych minut poznania się...
      >
      > Co komplikuje sytuację? Wszystko. To,że on ma rodzinę, dziecko,że jego zona
      > jest moją znajomą, że zżerają mnie maksymalnie wyrzuty sumienia...
      > Narazie jestesmy na etapie wymiany czułości, niedawno przekroczylismy ta
      > pierwszą nieśmiała barierę kontaktu fizycznego, ale obawiam się, że to tak
      > długo nie potrwa ,bo jestesmy na etapie maksymalnej fasynacji sobą...
      >
      > Tak. wiem. Zerwać. Natychmiast. Nieodwracalnie.
      >
      > Już probowałam -próbowaliśmy oboje- i świat nam się rozpadal na tysiące
      > kawałeczków, bo nagle okazuje się, że bez powietrza naprawdę nie można żyć.
      > Nie potrafię bez niego normalnie funkcjonować,


      Nie sugeruj się moim nieco frywolnum nickiem, akurat rozumię twoją sytuację
      doskonale i bardzo ci współczuję!

      Niewątpliwie jest to pewien banał, choćby dlatego, że bardzo często taki układ w
      życiu się zdarza.

      Tym nie mniej oznaki zniecierpliwienia twoją wypowiedzią na tym forum, świadczą
      o tym, ze wiele z odpowiadających na twój post osób osobiście nie było nigdy w
      takiej sytuacji.

      Trudno sie dziwić, że nic nie kumają.

      Wielkość problemu zależy od wielkości uczuć w tym trójkącie - i to byłby
      wyznacznik twojego dalszego postępowania.

      Wszystko zależy od tego, na jakiej lini (ty-on, on-zona) te uczucia są
      największe i jednocześnie gdzie spotykają się z największą wzajemnoaścią.

      Trudno oczywiście zmierzyć uczucia, dlatego sama musisz się zorientować.

      Tu, nikt nie jest w stanie dać ci dobrej rady, bo nie zna relacji w tym trójkącie.

      Na dodatak trzeba wziąć pod uwagę uczucia dzieci, co może się okazać najgorszym
      problemem.

      Bez dzieci, problem by pewnie nie istniał.
      (Twoja koleżanka ,która cię popiera na tym forum, miała dużo szczęścia, że nie
      było w układzie dzieci.)

      Sytuację komplikuje fakt, ,że jego żona jest twoją znajomą, nie daj Boże dobrą
      koleżanką.
      Jeśli w końcu przekroczycie tą drugą "nieśmiałą linię" kontaktów fizycznych, a
      na to sie zanosi, przyjdzie ci się pogodzić z faktem, że będzie cię uważała do
      końca życia za "świnię i małpę jedną"
      Oczywiście, o ile się o tym dowie..;-)

      W sumie co ci poradzić?
      Może zostaw to biegowi wydarzeń, w końcu coś huknie i samo sie wyjaśni, gdzie
      uczucia najsilniej trzymały.

      Potem ktoś powie,że "zmarnowałaś" wiele cennych lat twojej młodości i nic z tego
      nie wyszło!
      Ale ja bym tego nie nazwał zmarnowaniem życia; przecież z tego co mówisz
      przeżywacie coś najpiękniejszego co się może w życiu zdarzyć !

      Bardzo dużo zależy od faceta - bo jest w samym centrum tej wagi, która nie
      wiadomo w jaką stronę się wychyli!

      Byłem sam kiedyś w podobnej sytuacji i... nie pytaj, jak to się skończyło!

      Powiem tylko tyle, że dziś sam nie wiem, czy twojemu facetowi też współczuć, czy
      może mu zazdrościć. :-)

      Nos do góry - i tak wszystko pokaże czas!

      Pomimo, że to banalne,każdy przypadek jest jednak zawsze "trochę" inny...
      • pszczolaasia Re: romans z żonatym mężczyną... 20.10.05, 21:01
        oprócz tego co napisał mój przedmówca (witaj Cyku:-)) ) mogę dodac jedno..jesli
        już zdecydujesz się na "pójście na całość" i ty i on, to musisz być
        przygotowana na kompletny ostracyzm towarzyski... wiem, wiem- gó.. Cię będzie
        obchodzić, ważny będzie tylko on i Wasza miłość. ale...w końcu zacznie Cię to
        męczyć. przygotuj się na to dobrze. cokolwiek zrobisz i postanowisz powodzenia.
        • mloda_jeszcze Re: romans z żonatym mężczyną... 21.10.05, 08:31
          Witam ponownie.Niestety, ale muszę Ci przyznać rację pszczolaasia, a mianowicie
          faktem jest to, że już prawie nie widuję się z nikim z moich starych znajomych.
          Nie możemy razem wychodzić w miejsca publiczne, bo on jest jeszcze w trakcie
          rozwodu, i nasze obnoszenie się publicznie razem mogłoby tylko zaszkodzić. A
          wracająć do Twojego postu...oczywiście że dla mnie też może nie istanieć nikt
          oprócz Niego, ale... od jakiegoś czasu własnie zauważyłam, że ciągnie mnie do
          ludzi, że dość mam tego wiecznego ukrywania się po kątach. Oczywiście z Nim
          chciałabym móc wyjść gdzieś jak normalny człowiek na piwo, do kina...Fakt, że
          mamy małą grupkę już naszych nowych, wspólnych znajomych, i oni tolerują nasz
          układ jak najbardziej. Ale mimo to, czasami brakuje mi tej "normalności"...
          • pszczolaasia Re: romans z żonatym mężczyną... 21.10.05, 09:09
            witam:) ta nromalność wróci. tyle, ze już nie z tym gronem znajomych. a nawet
            jeśli to należy ich podziwiać- bop malo kto jestw stanie wznieść się ponad to.
            w takiej sytuacji trzeba mieć, powiem brutalnie- "twardą doopę" do kopania, bo
            każdy Cię kopnie. nawet ten co mało Cię zna, albo nawet wogle.. tak to niestety
            bywa, ze jak ktoś łamie pewne bariery to zazwyczaj płaci za to wysoką cenę.
            oby Twoja nagroda, czyli związek z tym mężczyzną był wart każdej ceny...
            powodzenia:-)) choć to co piszę jest niechrześcijańskie i niezgodne z moralnymi
            ocenami w naszym katolickim kraju- to życzę Ci powodzonka. oby Ci się życie
            ułożyło. pisze Ci- bo zazwyczaj to kobieta niestety jest oceniana najbardziej
            negatywnie. bo facet to wiesz.... nasze społeczeństwo ma skłonności do
            usprawiedliwiania mężczyzn... przykre, ale prawdziwe.
      • goldenwomen Re: romans z żonatym mężczyną... 10.11.05, 12:26
        odpowiadam całkiem na powaznie bo zauwazyłam że wątek powrócił na forum. Bez
        wdawania sie w szczegóły powiem tylko że zyczę Ci wszystkiego najlepszego,
        obyś ZAWSZE miała wsparcie w tym w kim ulokowałaś swoje uczucia.Czas bedzie
        wyznacznikiem waszego uczucia i tylko od Was samych zależec będzie jak się
        skończy ten romans.Jeśli kiedykolwiek się skończy bo i taka może być wersja
        tego romansu.Coby nie powiedzieć zazdroszę zafascynowaniem a o związku zamilczę.
        To Wasze życie i wara mi od tego.
    • lesio958 Pięknie szukasz wspólczucia? 10.11.05, 11:23
      Zwariuj bo jestes nic nie wareta, jak mogłaś, sama wiesz pod jaka nazwe
      siekwalifikujesz. Zygac sie chce i co szukasz zrozumienia. U kogo takich samych
      jak ty???????????/
    • dona.a Re: romans z żonatym mężczyną... 10.11.05, 12:07
      banał i koniec też będzie banalny
      • ksiezniczka29 Re: romans z żonatym mężczyną... 13.11.05, 00:12
        Postaraj się przez moment postawić w sytacji żony faceta. Ich kiedyś pewnie
        łączyło równie wielkie uczucie, bo skoro on jest taki wspaniały to nie żeniłby
        się z nią z innych powodów, prawda?. Pomyśl, co czułabyś, co ona czuje, gdy
        widzi, że łączy ich coraz mniej? Jakich zabiegów używa i jakich ty byś używała,
        żeby go zatrzymać? I co czują dzieci, których tatuś poświęca swój niewątpliwie
        cenny czas obcej kobiecie, a nie im. Wiem, że brzmi to banalnie, i że inne
        sprawy zaprzątają teraz twoją wyobraźnie. Ale jaką możesz mieć gwarancję, że
        facet który teraz gotów jest zawieść swoją rodzinę, nie zrobi tego jeszcze raz,
        za parę lat, z jakąś waszą wspólną koleżanką. Przepraszam, że nie znajdziesz tu
        słów pocieszenia,ani zagrzewających do dalszej walki. Ja jestem żoną i mamą
        malutkiego misia i na myśl, że mój mąż mógłby zniszczyć to co nas łączy,
        autentycznie robi mi się niedobrze...
    • wiedz-ma Re: romans z żonatym mężczyną... 13.11.05, 12:41

      przespij sie z nim - moze okaze sie kiepski w lozku i bedzie po sprawie ;)

      albo: ty z nim zrywasz, on z milosci do ciebie rozwodzi sie z zona, ty wracasz
      do niego, zona znajduje sobie innego i wszyscy zyja dlugo i szczesliwie, no
      moze z wyjatkiem dziecka ;)
    • luna2005 Re: romans z żonatym mężczyną... 16.12.05, 22:16
      wyjscia sa takie, albo zostawi dla ciebie zone i dziecko (jesli to wielka
      milosc i jestes kobieta jego zycia) albo przyjmiesz role tej trzeciej i bardzo
      ale to bardzo bedziesz cierpiec. na wlasne zyczenie. jesli czujesz, ze on
      raczej sklania sie ku temu drugiemu rozwiazaniu, uciekaj poki czas
    • taszka76 Re: romans z żonatym mężczyną... 16.12.05, 22:50
      wiej ile sił w nogach!!!!!!!!!!!!!!! jesli jest dziecko pamiętaj ono będzie
      najważniejsze i będzie ich łączyć zawsze a ty się będziesz wściekać że go nie
      ma : na Wigilii w wakacje i inne tego typu świeta... bez dziecka można brać bo
      kazdy może wejść w związek który źle się kończy ale dziecko to nie zabawka o
      nie... masz prawo być szczęśliwa ale daruj że to pisze bo wiem coś o tym: nie
      będziesz , choćby dlatego, że jesteś kobietą i też zapragniesz mieć dziecko.
      nie unikniesz porównań, posądzeń, oszczerstw i będziesz się wściekać na
      comiesięczne alimenty- co da jej nie da tobie pamiętaj. trzymaj się bidulko,
      zacznij od nowa daj znac jak ci poszło
    • cioccolato_bianco Re: romans z żonatym mężczyną... 17.12.05, 10:29
      trzeba bylo w ogole nie wchodzic w taki uklad. chyba wiedzialas od poczatku o
      jego zobowiazaniach? po co bylo brnac w sms, rozmowy itp. to sie zwykle tak
      wlasnie zaczyna i prawie zawsze konczy fatalnie. dla kobiety-kochanki.
    • facettt Coz... milosc po prostu... 17.12.05, 14:17
      Nie ma nic piekniejszego w zyciu...
      A jesli prawdziwa i obustronna...
      To czas bedzie Waszym przyjacielem, a nie wrogiem...
      • ladyx Re: Coz... milosc po prostu... 17.12.05, 14:24
        z tą miłością to zwykle nie jest proste, tylko skomplikowane...
    • spacyja Re: romans z żonatym mężczyną... 19.12.05, 10:35
      No cóz, życie to nie bajka. Łatwo powiedzieć - głupia, po co brnie w takie
      związki, on jest żonaty.... itp itd.... Nikt nie jest idealem i KAŻDY popełnia
      błędy... z reszta ja wychodze z założenia że myśli się w dwojaki sposób -
      sercem albo rozumem. Rzecz w tym, by wybrać odpowidni sposób....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja