asha26
17.10.05, 09:23
(idąc za sugestią kogos z innego forum, piszę tutaj -może pomoze mi ktos
znalezc rozwiązanie?)
zanim wszyscy mnie tu zlinczują, prosze, doczytaj(cie) do końca, spróbuj(cie)
chociaż częściowo zrozumieć...
Z całkiem niewinnego poznania sie, długich rozmów, wymiany smsów, naprawdę
przypadkowych spotkań powoli zaczelismy zdawać sobie sprawę, że spotykamy się
(teraz już świadomie i celowo)coraz częściej, bo nie możemy przestac o sobie
mysleć...
Łączy nas naprawdę milion wspólnych rzeczy: charaktery, wspólne ukochane
hobby, identyczne poczucie humoru, poglądy polityczne, fascynacje muzyczno-
filmowe i jeszcze setki innych rzeczy, które mogłabym wymieniać bez
konca...po prostu nadajemy absolutnie na tych samych falach, dosłownie od
pierwszych minut poznania się...
Co komplikuje sytuację? Wszystko. To,że on ma rodzinę, dziecko,że jego zona
jest moją znajomą, że zżerają mnie maksymalnie wyrzuty sumienia...
Narazie jestesmy na etapie wymiany czułości, niedawno przekroczylismy ta
pierwszą nieśmiała barierę kontaktu fizycznego, ale obawiam się, że to tak
długo nie potrwa ,bo jestesmy na etapie maksymalnej fasynacji sobą...
Tak. wiem. Zerwać. Natychmiast. Nieodwracalnie.
Już probowałam -próbowaliśmy oboje- i świat nam się rozpadal na tysiące
kawałeczków, bo nagle okazuje się, że bez powietrza naprawdę nie można żyć.
Nie potrafię bez niego normalnie funkcjonować, cieszy mnie każda
najzwyklejsza, najbardziej prozaiczna rzecz robiona w jego towarzystwie...
Ciągle ze sobą rozmawiamy, setki wspólnych tematów, wspólnych fascynacji
czymś zobaczonym, przeczytanym...
Dlaczego nie spotkaliśmy się ileś tam wcześniej?!! Akurat w takich
okolicznosciach trzeba spotkać swoją drugą połówkę? :-(
Chyba zwariuję...
Proszę, poradzcie, napiszcie, może ktoś był w podobnej sytuacji i udało mu
się jakoś ją rozwiązać bez wyrywania sobie z rozpaczy serca...