wild_rover
18.10.05, 14:10
Byliśmy znajomymi, kilka razy zaszaleliśmy, ona zaszła w ciążę, pojawiło się
dziecko. Postanowiliśmy spróbować być razem. I w zasadzie się udaje. Żyjemy
zgodnie, w codziennych sprawach dogadujemy się bez zgrzytów, chodzimy
trzymając się za ręce, regularnie uprawiamy seks, znajomi uważają nas za
wzorcową parę, ale... Nie kocham jej. Nie mamy wspólnych tematów do głębszych
rozmów, różnimy się zainteresowaniami, światopoglądem, ulubionymi książkami,
muzyką, stylem ubierania się - właściwie wszystkim. Co nie wyklucza faktu, że
ona jest dobrym człowiekiem, ja chyba też nie najgorszym. Ale gdy ona mówi o
planach na najbliższe lata - ślub, kupno mieszkania, szkoła dla dziecka - ja
dostaję gęsiej skórki. Jestem rozwiedziony i nie czuję się na siłach, by
zakładać nową rodzinę. Chcę odejść, ale wiem, że wtedy po pierwsze ją zranię,
a po drugie obniży się komfort życia - i jej, i dziecka - nawet jeśli będę
mógł regularnie wspierać ją finansowo (ona zrezygnowała z pracy, żeby
wychowywać dziecko). Nie chcę jej oszukiwać, ani robić skoków w bok. Ale z
drugiej strony nie mam siły dalej się męczyć i udawać, że to ona jest drugą
połówką i że jesteśmy szczęśliwą rodziną.
Jestem w kropce. Co robić?