Dodaj do ulubionych

Smutne jest zycie singla :(

05.11.05, 11:03

serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3001530.html
Przeczytalam artykul w GW i troszke smutno mi sie zrobilo. Nie ze wszystkimi
kwestiami ktore zosały w nim poruszone zgadzam sie, ale faktem jest ze
zagrzebujac sie w pracy wiekszosc z nas traci swoje zycie.
A co wy sadzicie o tym artykule?
Obserwuj wątek
    • sagittarius954 Re: Smutne jest zycie singla :( 05.11.05, 11:29
      Tak sobie myślę że nie przeskoczymy ani nie obejdziemy procesów jakie istnieją
      w kapitaliźmie.Cała nadzieja w człowieku, w tych którzy decydują o tych
      maluczkich i ustawiają im życie,o dzisiejszych dwudziestolatkach którzy za
      kilka lat zostaną dyrektorami i prezesami.Można oczywiście każdą dziedzinę
      życia regulować prawem ale to nic nie da . I nie dać się zwariować forsie.
      • szejtan Re: Smutne jest zycie singla :( 05.11.05, 11:54
        > I nie dać się zwariować forsie.

        Leonardo da Vinci stwierdził "Kto nie ceni zycia, nie wart go". Chodziło mu
        pewnie o sam dar życia, ale może teraz ma to też znaczenie nowe - kto nie
        docenia tego że może korzystać z życia zamiast gonić za mamoną, ten na te
        radości i tak nie zasługuje. Kto się da forsie zwariować ten jest słaby i sam
        sobie winien. A nie forsa jako taka.
    • szejtan Re: Smutne jest zycie singla :( 05.11.05, 11:47
      Właśnie chciałem założyć wątek dokładnie w nawiązaniu do tego artykułu,
      skończyłaś czytać kilka minut przede mną ;)
      Niektóre rzeczy są smutne, tak. Ale ludzie zyją tak jak sobie wybiorą,
      szczegolnie bohaterowie artykułu - mają wybór, tak czy inaczej, tu czy gdzie
      indziej, za tyle czy za mniej. Chcesz wyjąć 30 K to wkładasz 20 h. Wkładasz
      tylko 8 h to wyciagniesz tylko 5 K. Pytanie brzmi, jaka wersja Ci odpowiada.
      Kilka lat temu kiedy zaczynałem studia słyszałem w radiu ciekawy kawałek. to
      był rok kidy nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy na psychologię zgłosiło się po
      10 osób na iejsce kiedy wcześniej było w granicach 2. I pytają tych co się
      dostali, dlaczego akurat chcą zostać "szrinkami". I do dzisiaj pamiętam słowa
      jednego kolesia: "To przyszłościowy zawód. Za kilka lat ci wszyscy którzy
      dzisiaj poszli na zarządzanie i marketing będą robić kariery i grubą kasę ale
      będą oddawać mi połowę swoich zarobków za to żebym ich leczył z nerwic".
      Mi te właśnie słowa tak utkwiły w pamięci że chyba same one nie pozwolą mi
      się "stoczyć" w to bagno pracocholizmu. Choćby nawet moje własne prywatne
      wrodzone lenistwo zawiodło ;)

      Prawniczki. Takie polskie Ally McBeal. Ekonomistki. Biznesmeni. Panowie
      prezesi. Z boku nam się to wydaje smutne, ale jak człowiek przeczyta ten atykuł
      dokładnie to można zauważyć, że jeśli któremuś z nch się nie podoba to zycie,
      które sobie wybrał to może odejść. I robi to. Podawanie piłeczek tenisowych.
      Nepal. Mała kancelaria zamiast korporacji. Ich życie, ich wybory.

      A bycie singlem ma swoje OGROMNE zalety. Wszystkie sprowadzają się do
      słowa "niezalezność".

      Zagrzebując się w pracy tracimy życie? Ale przecież jedną z najpiękniejszych
      rzeczy jest wybranie sobie pracy takiej w której się realizujemy, którą
      kochamy, która jest naszym hobby. Wtedy tak naprawdę nigdy nie jesteśmy w
      pracy! ;) Ja zazdroszczę takim ludziom. Ale jeśli cierpi na tym ich zycie
      pozapracowe to znów IMHO wracamy do kwestii wyborów i priorytetów. niewolnikiem
      korporacji może być tylko ten kto sam pozwala sobie nałożyć takie kajdany.

      Dobra, koniec, bo się rozpędziłem ;)
    • krecilapka Jakie tam smutne, 05.11.05, 12:44
      singiel sam sobie sterem i okretem. Klape w kiblu ma tak jak lubi, kran
      naprawia jak mu sie chce, dyma co podejdzie, chleje jak sie uda, do kina, na
      imprezke idzie bez czasowych ograniczen. W nocy nie budzi go wrzask bachorow,
      nie martwi sie ich osiagnieciami w nauce i zatwardzeniem. Nie musi sie
      przejmowac tesciami, humorami czy okresem partnerki. Zadnytch wyrzeczen dla
      nikogo, kompromisow, godzenia sie na cos trudnoakceptowalnego, nie musi sie
      wykazywac tolerancja. Spi kiedy chce, je kiedy i co chce, itd., itd., itd.
      Byleby sie nie martwil kto mu poda szklanke wody na stare lata i w chorobie, i
      nie przejmowal sie uczuciami macierzynskimi. No i sie bawil, bawil, bawil i zyl
      tylko dla siebie, w zakamarku majac innych do konca swojego lub "ich" :).
      • bylomu40i4 Nie smutne, lecz balamutne., 05.11.05, 12:53
        Piszesz ladnie, tyle ze o swiecie marzen. Dzisiaj nie musimy juz pracowac
        po 12 godzin na dobe, jak w 19.tym wieku, lecz jedynie "mozemy" i mamy "wybor".

        Ale to rzecz jasna czysta iluzja. W czasach globalnego kapitalizmu, czlowiek
        jest tylko trybikiem, ktoremu wmowiono, a i on sobie wmawia, z praca od rana
        do wieczora (chocby najciekawsza), to spelnienie zyciowych idealow.
        Otoz nie. To intelektualne i uczuciowe kalectwo. Otarlem sie o te "miliony"
        i wiem czym pisze. Wole byc o 19-tej w domu i poglaskac kota oraz psa.

        Daleka droga jeszcze przed nami, ale jestem pewien, ze jak sie nie jest ulomnym
        uczuciowo, to 10 godzin pracy dziennie, nawet dla top-managerow, zupelnie do
        szczescia i finansowej pomyslnosci wystarczy.
        • krecilapka Re: Nie smutne, lecz balamutne., 05.11.05, 13:06
          > Dzisiaj nie musimy juz pracowac po 12 godzin na dobe, jak w 19.tym wieku,
          lecz jedynie "mozemy" i mamy "wybor".

          Najczesciej to jest wlasnie wybor. Jak ktos sobie nie radzi sam ze soba, to
          woli zaszyc sie w robocie. To nadaje jakis tam sens zyciu, i poczynaniom.
          Wyobrazasz sobie glaskac kicie od 16 do 23??? Nawet takiemu zbolowi jak ja, by
          sie znudzilo ;).
        • szejtan Re: Nie smutne, lecz balamutne., 05.11.05, 13:14
          > Piszesz ladnie, tyle ze o swiecie marzen. Dzisiaj nie musimy juz pracowac
          > po 12 godzin na dobe, jak w 19.tym wieku, lecz jedynie "mozemy" i
          > mamy "wybor".

          A nie jest tak? Pewnie że jest.

          > Ale to rzecz jasna czysta iluzja. W czasach globalnego kapitalizmu, czlowiek
          > jest tylko trybikiem, ktoremu wmowiono, a i on sobie wmawia, z praca od rana
          > do wieczora (chocby najciekawsza), to spelnienie zyciowych idealow.

          Ten kto daje sobie wmówić robi to bo tak chce. A czy dlatego że boi się
          prawdziwego ycia, związków, ludzi, czy może z lenistwa ni chce się z tym
          zmierzyć to już tylko szczegół. A ten "globalny kapitalizm" i "trybiki" to
          tylko frazesy, słowa klucze którymi straszą nas antyglobaliści, których zresztą
          nie wypada tak nazywac bo nas się obarażą. Oni są ALTERglobalistami przcież ;)

          > Otoz nie. To intelektualne i uczuciowe kalectwo. Otarlem sie o te "miliony"
          > i wiem czym pisze.

          A ja nie? Były czasy że pracowałem po 4 goziny dziennie, po 16 godzin dziennie,
          po 8 godzin, pod dobrymi szefami i pod wrednymi. Jak mi nie pasowało to
          odchodziłem. wybór. Mój własny. Czy się na to godzę czy nie. Mam wrażenie że
          niektórzy nie zauważyli że czasy niewolnictwa mineły. Czasy "Czy się stoi czy
          się leży.." też. Teraz są czasy "kto nie ma w głowie, musi mieć w nogach i
          rękach". Pracujesz - masz, nie praujesz - nie masz. Ale lenie, relikty
          poprzedniego systemu próbują nam wprowadzić państwo opiekuńcze, które wie
          lepiej co zrobić zeby każdy obywatel był szczęśliwy. I nie kupię pieprzenia że
          młoda bystra prawniczka nie wiedziała czym bedzie skutkowao jej siedzenie po 20
          godzin w pracy 7 dni w tygodniu!

          > Wole byc o 19-tej w domu i poglaskac kota oraz psa.

          Ja wolę być w domu najpózniej o 18 ;)

          > Daleka droga jeszcze przed nami, ale jestem pewien, ze jak sie nie jest
          > ulomnym
          > uczuciowo, to 10 godzin pracy dziennie, nawet dla top-managerow, zupelnie do
          > szczescia i finansowej pomyslnosci wystarczy.

          To teraz zadaj sobie takie pytanie - jaka byłaby Twoja najulubieńsza praca na
          świecie? I drugie - czy po 10ciu godzinach jej wykonywania, z pasją, z
          radością, z zaangażoaniem i poczuciem spełnienia, nie miałbyś ochoty na jeszcze
          trochę? Nie wszyscy pracjąc ponad 10 godzin sa nieszczęśliwi. I nie próbujmy
          ich uszczęśliwiać na siłę ;)
          • bylomu40i4 Re: Nie smutne, lecz balamutne., 05.11.05, 13:25
            Probujesz mi zasugerowac "komunistyczne" ciagotki i chec uszczesliwiania innych
            na sile. Tymczasem mam swoj solidny udzial w budowie wolnorynkowego
            kapitalizmu :)
            Ty Pracowales NIEKIEDY po 16-godzin na dobe.
            Ja pracowalem w super-ciekawej pracy 5 lat po 12 godzin na dobe.
            I nie dla pieniedzy, lecz dla tej pracy wlasnie. I zrobilem mase ciekawych
            rzeczy, ktorych nie zaluje. Ale zmarnowalem kawal wlasnego zycia osobistego.
            Gdyz dalem sie zwyczajnie oglupic, ze patenty i publikacje to takie "meskie"
            i ludzkie spelnienie.

            Otoz nie. Proponuje z WYZYN DOSWIADCZENIA po 10-ciu (maximum!) godzinach pracy
            trzasnac dzwiami i isc do domu i zajac sie, Kobieta, psem, kotem, czy rybkami w
            akwarium (do wyboru*) :)
            • szejtan Re: Nie smutne, lecz balamutne., 05.11.05, 13:40
              > Probujesz mi zasugerowac "komunistyczne" ciagotki i chec uszczesliwiania
              > innych na sile. Tymczasem mam swoj solidny udzial w budowie wolnorynkowego
              > kapitalizmu :)

              "Komunistycznych" nie trzeba było brac do siebie, to było raczej tak trochę w
              powietrze. Ale to "na siłę" to masz załużone. Tymi "10cioma godzinami" właśnie.
              Ja rozumiem skrót myślowy, ale są ludzie, zapaleńcy, których najbardziej
              denerwuje że doba ma tylko 24 godziny, a człowiek jeszcze musi czasami spać.
              Tak lubią, niech tak robią.

              > Ty Pracowales NIEKIEDY po 16-godzin na dobe.

              Konkretnie? Po pięć dni w tygodniu, przez trzy miesiące. Potem
              powiedziałem "dość", poszukałem innej pracy, odszedłem i już. Wybór, decyzja,
              wykonanie.

              > Ja pracowalem w super-ciekawej pracy 5 lat po 12 godzin na dobe.
              > I nie dla pieniedzy, lecz dla tej pracy wlasnie. I zrobilem mase ciekawych
              > rzeczy, ktorych nie zaluje. Ale zmarnowalem kawal wlasnego zycia osobistego.

              Taki był Twój wybór. Nikt Ci tego nie KAZAŁ. Coś za coś. I nie ma co zwalać wny
              na firmę czy kogoś innego, nawet na "drapieżny kapitalizm", co starasz się
              zrobić.

              > Gdyz dalem sie zwyczajnie oglupic, ze patenty i publikacje to takie "meskie"
              > i ludzkie spelnienie.

              Ocknałeś się? Zmieniłeś? I co, dało się?

              > Otoz nie. Proponuje z WYZYN DOSWIADCZENIA po 10-ciu (maximum!) godzinach pracy
              > trzasnac dzwiami i isc do domu i zajac sie, Kobieta, psem, kotem, czy rybkami
              > w akwarium (do wyboru*) :)

              Ależ mi tego nie musisz tłumaczyć! Ja propouję nawet po 8miu godzinach, a i to
              tylko dlatego żeby być fair wobec pracodawcy, skoro taka była umowa.
              Wiem, "nienormowany czas pracy", pitu, pitu. Nikomu nie każą się na coś takiego
              zgadzać. Nie podoba się to szukaj innej pracy. am tak zrobieś przecież, więc
              nie mów że się nie da ;)
          • krecilapka Re: Nie smutne, lecz balamutne., 05.11.05, 13:28
            > To teraz zadaj sobie takie pytanie - jaka byłaby Twoja najulubieńsza praca na
            > świecie?

            Tak lubie to pytanie ze az sie wtrace. Moja najulubiensza praca na swiecie, to
            byloby branie sporej wyplaty :). Daze do tego idealu najbardziej jak moge.
            Odkad nam podlaczyli neta w robocie, najdluzej moge pracowac 5 h. Udawalo mi
            sie zjechac do 40 minut pracy za dnia, ale to jednak bylo ekstremum ktore
            trudno mi pobic. No i ten powrot do domu, i wzdychanie jaki to ciezki dzien
            mialem w pracy, miodzio :D.
    • c.kapturek Re: Smutne jest zycie singla :( 05.11.05, 14:02
      nie chce mi sie tego czytać, na ogół wszelkie artykuły mają szczyptę przesady.
      wbrew pozorom życie singla nie jest takie złe. nie trzeba tylko dac się zwieść
      tym głupim czasom jakie są obecnie, nie dac się zwariować.
    • mamba8 Re: Smutne jest zycie singla :( 05.11.05, 17:54
      wiem wiem z tą całą moda na singli-to jest okropne. Też jestem zdania że to
      wymysł korporacji bo taki kapitał ludzki jest o wiele dla nich korzystniejszy
      niż ludzie z dziećmi wiecznie załatwiające rodzinne sprawy itp. Przez to zanika
      taka skromna rzecz jak wartości rodzinne.....dzieci zostają rozpieszczane
      pieniędzmi zamiast spędzać czas z rodzicami itp.
      Nie mam jescze rodziny, ale wyrażam swój szczery podziw dla ludzi, którzy
      potrafią i robić karierę i dbać o więzi rodzinne. Naprawdę to podziwiam.

      Mogę się mylić, ale wydaje mi się że człowiek nie jest stworzony do życia w
      pojedynkę i nie wierzę tym, którzy twierdzą że tak im lepiej są szczęśliwi
      rozwijają swoje pasje niepotrzebują nikogo na stałe blablabla BZDURA.
      Przecież największym szczęściem w życiu człowieka to nie tylko spełnienie
      zawodowe.....

      Dużo facetów i kobiet że nie szuka związku bo nie ma na niego czasu. Smutne.

      Tak apropos asia-b. fajny wątek :)))
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka