Problem z zajeta

05.10.02, 16:18
Sluchajcie! Jest tak:
Ona zajeta (wiedzialem od poczatku)
Podoba mi sie, oczywiscie (choc nie od samego poczatku ale ostatnio coraz
bardziej)
Wykazywala zachete ze swojej strony (nie, nie, nie wydawalo mi sie, tego
jestem pewien)
Jednak jest problem: oczywiscie ON. Ona nie chce zdradzac ale nie posunie sie
do tego (jak na dzien dzisiejszy) do zerwania z nim.
Nie jest wyrachowana, wiec raczej zagrywanie sobie ze mna jest malo
prawdopodobne
Wiem, ze to trudne ale co radziecie? Walczyc czy dac sobie spokoj?

    • luisssa Re: Problem z zajeta 05.10.02, 17:06
      Szczerze mowiac, mialam kiedys taka sytuacje i wygladalo to tak: mimo, ze
      mialam chlopaka (i to sporo czasu) szukalam kogos innego. Poprostu, nie
      ukladalo nam sie. Ale jakos ciezko sie bylo po paru latach rozstac. Potem
      pojawil sie ktos, kto sie bardzo we mnie zakochal. Ja nie pozostalam obojetna,
      bo trudno mi bylo nie uszanowac takiego uczucia. Tez sie zakochalam. Wiec
      decyzja o rozstaniu byla kwestia czasu.
      Mysle, ze dopoki w zwiazku nie ma dzieci, to nikt tak naprawde nie jest do
      niczego zobowiazany. Nikt nie jest czyjas wlasnoscia. Wiadomo, malzenstwo to
      tez juz troche inna sprawa, ale to chyba nie ten przypadek.
      Jezeli ona nie pozostaje na Ciebie obojetna, to byc moze tez szuka szczescia,
      bo nie znajduje go w obecnym zwiazku. Niech wie, ze Tobie na niej zalezy, a
      ostateczna decyzje i tak sama podejmie. Najlepiej grac w otwarte karty.
      pa
      • nancyboy Re: Problem z zajeta 09.10.02, 12:54
        > mimo, ze mialam chlopaka (i to sporo czasu) szukalam kogos innego
        Gratuluje poczucia lojalnosci.

        > pojawil sie ktos, kto sie bardzo we mnie zakochal. Ja nie pozostalam bojetna,
        > bo trudno mi bylo nie uszanowac takiego uczucia. Tez sie zakochalam
        Innymi slowy zakochalas sie w jego uczuciu do Ciebie. Czyli prawdopodobnie w
        swoim wlasnym odbiciu w jego oczach.

        > Mysle, ze dopoki w zwiazku nie ma dzieci, to nikt tak naprawde nie jest do
        > niczego zobowiazany
        A potem jeszcze dorabiasz teorie do swojej proznosci.
        • luisssa Re: Problem z zajeta 09.10.02, 13:55
          nancyboy napisał:

          > > mimo, ze mialam chlopaka (i to sporo czasu) szukalam kogos innego
          > Gratuluje poczucia lojalnosci.
          >
          > > pojawil sie ktos, kto sie bardzo we mnie zakochal. Ja nie pozostalam bojet
          > na,
          > > bo trudno mi bylo nie uszanowac takiego uczucia. Tez sie zakochalam
          > Innymi slowy zakochalas sie w jego uczuciu do Ciebie. Czyli prawdopodobnie w
          > swoim wlasnym odbiciu w jego oczach.
          >
          > > Mysle, ze dopoki w zwiazku nie ma dzieci, to nikt tak naprawde nie jest do
          >
          > > niczego zobowiazany
          > A potem jeszcze dorabiasz teorie do swojej proznosci.


          W zyciu nic nie jest albo biale, albo czarne. Racja z reguly lezy po srodku.
          Dlatego nie ocenialabym ludzi tak pochopnie.
          Poza tym, jesli w zwiazku jest zle, to nie znaczy to, ze tylko jedno z pary
          jest temu winne. Chyba zdajesz sobie z tego sprawe. No chyba, ze Ty, nancyboy,
          w takiej sytuacji zawsze zwalasz wine na kobiete... ("idealny" sie znalazl)

          • nancyboy Re: Problem z zajeta 09.10.02, 14:05
            Niezaleznie od tego czy w zwiazku jest zle, lojalnosc nakazuje jeden zwiazek
            zakonczyc zanim zacznie sie nastepny.
            • berserk75 Re: Problem z zajeta 09.10.02, 14:07
              100% racji
              • luisssa Re: Problem z zajeta 09.10.02, 15:05
                Chyba grunt to nikogo nie krzywdzic, a nie trzymac sie idei. Jesli ludziom nie
                jest ze soba dobrze, sa ze soba z przyzwyczajenia, to na lojalnosc i
                inne "wyzsze uczucia" nikt sie nie wysila.
                Ale, ok. Nie znacie szczegolow i zakretow mojej historyjki, wiec Wasza opinia
                jest oczywista.
                Zeby nie bylo. Tez opowiadam sie za lojalnoscia, wiernoscia itd w zwiazku. Ale
                poprostu, nie zawsze w zyciu uklada sie tak, jakbysmy tego chcieli. I dlatego
                czasami trzeba idealy schowac do kieszeni.
    • Gość: baccar Re: Problem z zajeta IP: 213.231.15.* 09.10.02, 14:05
      Drąż temat, zdecydowanie, aż do skutku. Wóz albo przewóz, bo jak się usuniesz w
      cień to bedziesz zawsze żałował że była szansa a ty nie zrobiłeś nic. Rozumiem
      że oni nie sa małzeństwem, bo w takim przypadku pchanie sie miedzy wódke i
      zakąskę jest mało praktyczne.
      • reinhard Re: Problem z zajeta 09.10.02, 23:46
        Nie, nie sa malzenstwem. Kiedys nawet (na poczatku znajomosci), kiedy
        zazartowalem „(...)twoj narzeczony” odpowiedziala „tylko chlopak”.
        Znow przekonalem sie, ze Ona chce ale nie moze - boi sie, chce byc lojalna:
        probowalem ja gdzies wyrwac; najpierw prawie sie zgodzila, a po chwili
        powiedziala, ze raczej nie, bo nie moze: „Wiesz, (i tu wymienila jego imie)”.
        Walcze dalej!
        dzieki
        pozdrawiam
        • nancyboy Re: Problem z zajeta 10.10.02, 09:09
          > probowalem ja gdzies wyrwac; najpierw prawie sie zgodzila
          Ach te kobiety...

          Wybacz mi reinhardzie, ale jestem po jej stronie. Niech zdecyduje Ty albo on.
          Nigdy na raz.
          • Gość: baccar Re: Problem z zajeta IP: 213.231.15.* 10.10.02, 09:27
            Owszem niech zdecyduje, ale musi mieć za i przeciw dla reinharta i swojego
            tylko chłopaka, wiąc problemem jest dostarczenie jej własciwych argumentów. To
            zadanie dla ciebie reinhart.
            • Gość: XXL Re: Problem z zajeta IP: *.bielsko.dialog.net.pl 10.10.02, 09:32
              a wmorde nigdy nie dostałeś?
              to spróbuj jeszcze raz się przystawić.
              na zalety radzę nosić badaż i wodę utlenioną ćwoku
Inne wątki na temat:
Pełna wersja