Dlaczego ja?

10.11.05, 18:54

Jestem mezczyzna. Nie jestem moze Bogiem pieknosci aczkolwiek swoj urok mam,
mozna powiedziec ze pewnie powyzej przecietnej.
Nigdy nie bylem typem uganiacza. Nie przebieralem w kobietach. Bylem raczej
niesmialy jednak znajomosci z kobietami mialem
calkiem sporo. Nie bylem typem mezczyzny rzucajacego sie na duzy biust, na
zgrabny tylek. Nie traktowalem kobiet przedmiotowo,
zawsze staralem sie z nimi zaprzyjaznic. Odkryc w nich glebsza dusze...

W koncu poznalem kobiete mojego zycia. Jestem juz z nia ladny kawalek czasu.
To ona wprowadzila mnie w swiat seksu. To z nia
zdecydowalem sie na ten krok.

Antybohaterem tej opowiesci jest moj czlonek. Moj przyjaciel, jest ze mna
cale zycie. Niestety jest moim przeklenstwem.
Odstaje rozmiarem znaczaco od sredniej. Niejednokrotnie dolowal mnie widok
innych przyrodzen w porownaniu z moim. Co gorsza
to nie wszystkie jego wady. Ma problemy z utrzymaniem pionu, ma problemy z
osiagnieciem orgazmu. Dlaczego ja?
Dlaczego tylu ludzi jest na swiecie i akurat ja go dostalem od natury?

Chcialem zeby moja kobieta byla najszczesliwsza na swiecie. Mowi sie, ze
rozmiar nie jest wazny. Wazne jest jak sie go uzywa.
Chcialem byc dobrym kochankiem. Staralem sie, jedyna rzecza do jakiej dazylem
w stosunku bylo to by doprowadzic ja do
rozkoszy. Ja nie osiagam przyjemnosci z seksu. Moze drobna, wlasciwie
porownywalna z glaskaniem. Jak tu byc dobrym kochankiem?
No jak? Robie naprawde wszystko co w mojej mocy, udalo mi sie pare razy
doprowadzic do szczytowania swoja partnerke. Jednak
o wiele wiecej stosunkow konczylo sie moim placzem. Tak, nie klamie. Skulalem
sie w poduszke i plakalem. Dlatego, ze chcialem
a nie moglem. Moj czlonek odmawial posluszenstwa. Kiedy juz dzialal, kiedy
juz trzeba bylo doprowadzic partnerke on nagle szedl
spac. Sam z siebie. Boje sie zmieniac pozycje, gdyz wiem, ze byle chwila
przerwy, zmiana pozycji a moj przyjaciel z twardego
ogiera gotowego doprowadzic pania do rozkoszy staje sie bezbronnym barankiem
pragnacym tylko sie polozyc.
Sam nie odczuwam z satysfakcji z seksu. Nie wiem czemu. Pragne jej, podnieca
mnie, czuje w sobie poped. A jednak nigdy nie
mialem orgazmu, nawet sie do niego nie zblizylem. Ot rutynowe dzialanie
polaczone z udawaniem przed partnerka.
To nie jej wina, ona sie stara. Wie, ze mam problemy. Podobno i tak nie
zamieni mnie na nikogo innego. Mowi ze seks nie
jest najwazniejszy. Nie jest, wiem. Ale mimo wszystko napewno chce czasem
dojsc do rozkoszy, chce bym jej to dal. A ja nigdy
nie jestem w stanie przewidziec czy mi sie to uda czy nie. Nie zaden problem
z psychika, nie mysle o tym jaki on jest.
Nie pracuje wiec to nie z przemeczenia. Czasem moj kucyk wytrzymuje do konca
biegu a czasem nie. Koniec wlasciwie nastepuje
albo wtedy gdy ona sie zmeczy, zaczyna ja bolec albo gdy moj przyjaciel idzie
spac.

Tak bardzo bym chcial zeby bylo dobrze. Tyle bym chcial jej dac. Wg niej
jestem idealem. Ma to czego od mezczyzny potrzeba.
Nie dodaje tu sobie, staram sie naprawde zeby tak sie czula. Wychodzi mi to
dobrze. W lozku nie wychodzi bo nie wszystko
zalezy tu ode mnie. Dlaczego wiec to ja jestem wlascicielem mojego rumaka?


Lekarze? Eh... szkoda gadac. Wizyty u nich koncza sie ciagle tak samo. Plac
za wizyte, plac za leki. Kazdy krytykuje
poprzedniego, ze zle leki mi przypisal. Ja place a nie zmienia sie nic.
Kompletnie nic.

Jestem juz chyba skazany do konca zycia na niedole zycia wspolnie z moim
malym nie nadajacym sie do niczego czlonkiem.
Nikt nie chce mi pomoc, wyrazy wyrozumialosci nic nie pomagaja, specjalisci,
pozal sie Boze, zawsze wypowiadaja to samo
zdanie "nie wiem co panu jest, powinno byc wszystko ok". Ale nie jest!

Nie wiem co robic, zalamuje sie nad moja sytuacja nie raz. Dlaczego to ja? No
dlaczego???

Napisalem to po to bo moze ktos z czytelnikow jest w podobnej sytuacji, moze
jakos sobie radzi, moze mu sie udalo.
Moze mi cos doradzi. Bo ja czasami mam dosc wszystkiego. Nawet jesli seks nie
jest najwazniejszy to jakos nie potrafie
sie pogodzic z tym, ze ta cudowna sfera ludzkich doznan jest dla mnie
calkowicie zamknieta.
Aha jestem w mlodym wieku wiec tymbardziej ciezko mi pogodzic sie z taka
sytuacja
Pozdrawiam

    • goldenwomen Re: Dlaczego ja? 10.11.05, 19:55
      gratuluję wyrozumiałej partnerki.Myslę że " w trakcie" zbyt koncentrujesz się
      na tym co ma nastąpić a raczej na tym co nie nastepuje dlatego Twój "przyjaciel"
      zachowuje sie tak jak to opisałes.Badz sobą, ciesz się z tego co przeżywasz z
      partnerką a z czasem wszystko sie ułoży czego serdecznie Ci życzę .
    • ja-ona1 Re: Dlaczego ja? 10.11.05, 20:56
      Mam pytanie. Czy kiedykolwiek sie onanizowałeś? Pytam, poniewaz z reguły
      szczególnie chłopacy tak własnie "odkrywaja swoja seksualność " i sa mistrzami
      w szybkim doprowadzaniu się do orgazmu. Oczywiscie onanizm to nie to samo
      doswiadczenie, co sex z kobieta no ale może pozwoli ci to nauczyć sie odczuwac
      przyjemnośc , której jak mówisz nie odczuwasz, a bez tego chocbyś nie wiem jak
      chciał twój członek nie będzie działal jak trzeba.
      • facecik22 Re: Dlaczego ja? 10.11.05, 23:00
        Probowalem ale onanizm mnie tez nie jest w stanie doprowadzic do orgazmu :(
        • ja-ona1 Re: Dlaczego ja? 10.11.05, 23:22
          No ja seksuologiem nie jestem , ale tak z kobiecego punktu widzenia to
          odczuwania przyjemności w swerze sexu to trzeba sie nauczyc , dojrzec do tego itp.
          Tak wiec wracajac do mojego poprzedniego postu to mysle ze trzeba znaleźc
          rodzaj dotyku który w końcu zadziała.
          No ale to tylko taka moja mała opinia. Pójdz do seksuologa najlepiej bez
          zastanawiania się czy warto. Nie masz nic do stracenia przeciez. No może poza
          kasa ale i tak myślę ze warto.
    • clit1 Re: Dlaczego ja? 12.11.05, 23:59
      Twoja kobieta ma wielkie szczescie :))).
      Chodzi mi o to jaki jestes, seks rzeczywiscie nie jest najwazniejszy.
      Ale masz cudowne wnetrze i podejscie do milosci i partnerki.
      Czlonek? Maly ,duzy, prosty czy skrzywiony kazdy moze dac satysfakcje :))).
      Wydaje mi sie,ze im wiecej sie chce tym gorzej nam wychodzi :(.
      A duza role odgrywa tu Twoj kompleks na punkcie przyrodzenia, chyba w tym tkwi
      problem.
      Pozdrawiam i zycze mniej myslenia i kalukolowania kazdego posuniecia,a wiecej
      dzialania,
      • facecik22 Re: Dlaczego ja? 15.11.05, 11:44
        > A duza role odgrywa tu Twoj kompleks na punkcie przyrodzenia,
        no wlasnie to nie do konca tak jest. nie mam kompleksu chyba. jestem tylko
        wsciekly jak nie wychodzi cos co bym chcial i wiem ze wine za to ponosi jego
        wyglad. ale tak na codzien to nie mam czegos takiego ze mysle o tym, poza tym
        moja ukochana nie daje mi powodow do obaw i wydaje sie byc w nim rowniez
        zakochana po uszy :)

        • heart_of_ice Re: Dlaczego ja? 15.11.05, 14:42
          wiesz co?
          za bardzo o tym myslisz:)
          im bardziej sie przejmujesz w trakcie, tym gorzej... powinienes wylaczyc
          glowe...
          skoro masz tak wyrozumiala partnerke, to mozesz sobie pozwolic na
          podejscie: "ok, dzisiaj moze mi znowu nie wyjdzie, trudno, ale poprobujemy"; a
          nie wsciekle "dzis musi sie udac"
          pomijam juz oczywisty fakt, ze zeby sprawic jej przyjemnosc nie musisz uzywac
          swojego 'przyjaciela':)

          Pauli
          --
          Na ogół wszystkiemu sie umiem oprzeć - z wyjątkiem pokusy.
    • wojcik1977 Re: Dlaczego ja? 17.11.05, 16:30
      może nie będzie to odkrywcze ale:

      1. Masz chłopie problem.
      2. Idź w związku z tym do DOBREGO lekarza.
      3. Nie wierz jeżeli jakakolwiek kobieta mówi Ci, że seks nie jest ważny... tak
      może być przez miesiąc, rok ale nie przez całe życie. Seks jest ważny jak
      cholera. I wcześniej czy później tego doświadczysz.
      4. Nie poddawaj się - nigdy.
      • tukee Re: Dlaczego ja? 17.11.05, 22:47
        ale go chlopie pocieszyles!
Pełna wersja