thelastjust
19.12.05, 10:45
Witam
Napiszę całą historię od początku:
Kilka lat temu poznałem pewna kobietę z dzieckiem. Na początku nic nie wskazywało że z czasem nasza przyjaźń przerodzi się w coś więcej.Zaczęlismy ze sobą chodzić. Ona pokochała moją osobę i ze wzajemnością. Oczywiście było też dziecko. Oczywiście jego mama jak on miał x lat powiedziała mu dlaczego wychowuje go sama, że jego biologiczny ojciec go nie chciał, nie kochał mamy i teraz go nie ma itp. Natomiast moje podejście do niego stało się czysto przyjacielskie: jakieś rozmowy, żarty itp. Bo przecież skoro matka uświadomiła mu jak to jest naprawdę z jego ojcem, że to ja nim nie jestem itp, to pomyślałem sobie że ono zawsze będzie traktowało moją osobę jako przyjaciela, jest przecież wiadomo że jak się wychowuje własne dziecko to jest inaczej, a jak czyjeś to już zupełnie inna sprawa tym bardziej że jest już ono uswiadomione w najważniejszej kwestii.Z czasem zauważyłem że chyba nigdy przez niego nie byłbym traktowany jak przybrany ojciec. Po jakimś czasie jej dziecko zaczęło się do mnie odnosić w sposób jaki mi się to nie podobało, tzn pewne jego wypowiedzi itp. Normalnie gdyby było to moje dziecko to musiało by ono do mnie mieć szacunek i czuć respekt. Ale że to jest nie moje dziecko, to postępuje tak jak mu się podoba,pomyślałem sobie też: narazie nie jest jeszcze ono pełnoletnie więc to mały problem, ale z czasem może się okazać że może ono by chciało żebym to js się jego bał, no i najlepiej nie miał nic do gadania w własnym domu. Po przemysleniu wszystkich za i przeciw tej całej sytuacji postanowiłem zakończyć tą historię. Wiem że moja była jeszcze mnie kocha i ma teraz ciężkie chwile. Wydaje mi się też, że jakbym miał z nią swoje dziecko to jej mogło by być na drugim planie. Myślę że niejeden facet stanął kiedyś przed takim dylematem, napiszcie swoje doświadczenia w wychowywaniu nie swoich, tzn nie biologicznych dzieci, czy żałujecie pewnych decyzji, a może też nie. Pozdrawiam.