przyczajonytygrys1
08.02.06, 10:24
jestem od pięciu lat z jednym z was, jednak nie czuję się
szczęśliwa...Myślałam że jak się kocha faceta, stoi za nim murem kiedy ma
kłopoty, utrzymuje się go przez te pięć lat, bo nie może znaleźć pracy dla
dyrektora ;) to facet będzie to DOSTRZEGAŁ!, tak, dostrzegał... i choć trochę
doceniał... Że będzie mnie kochał nie tylko słowami... Że nie będzie na mnie
wrzeszczał dzikim głosem za byle g... Oto przykład: wczoraj była straszna
ślizgawica. Wracając z pracy do domu (a mam przez Niego wyliczony czas na
powrót do domu i muszę być ZAWSZE punktualnie bo jak nie to jest awantura
przez dwa dni) upadłam i rozbiłam sobie kolano. Strasznie bolało. Szłam do
domu rozżalona, myślałam tylko o tym żeby mnie przytulił kiedy wrócę, a
spotkałam się z agresją w stylu - co ty głupia kretynko chodzić nie umiesz!!!
Płakałam, ale mój pan był niewzruszony... Nie rozumiałam tego. Powiedziałam
mu, że się zachowuje jak bydle i że dłużej tego nie wytrzyma (bo to nie był
jedyny tego typu przypadek), no to się wściekł, wrzeszczał potwornie!!!
Powiedział że dopiero mi pokaże co to jest bydle i że sama nie wiem jaką mam
cierpliwość. Dzisiaj drżę cała w pracy bo nie wiem co będzie jak wrócę...
Ma 53 lata a ja 29. Jest ogromnym silnym chłopiskiem. Boję się go chociaż
nigdy jeszcze mnie nie uderzył. Nie pije. Przez cały czas mi wytyka jakieś
moje błędy, bo jak mówi - jest perfekcjonistą i razi go kiedy człowiek
zachowuje się jak kretyn. Czyli nie daj Boże przypalę mleko, rozbiję
szklankę... Z tego powodu już jest awantura. No i oczywiście jak się spóźnię
do domu 15 minut, bo na przykład są korki w mieście i tramwaj nie jeździ
punktualnie.
FACECI! DLA CZEGO TACY JESTEŚCIE???!!!