Gość: Imagine
IP: *.unl.edu
18.11.02, 19:53
Mysle, ze Rohin otworzyl cos o czym sobie nie zdawalismy sprawy. Ze nareszcie
dochodzimy do punktu prawdziwego rownouprawnienia. Dochodzimy do punktu,
ze nie tak dawny Pan i Wladca, czyli mezczyzna, przyznaje sie, ze nie moze
zniesc natarczywego seksu. Tu nie chodzi o niechec do seksu, tu idzie o
niechec do pewnej rutyny, ktora staje sie niczym wiecej niz nieznosnym
obowiazkiem. Przypuszczam, ze jest wiecej takich mezczyzn. Pokutuje jeszcze w
nas obraz "nieplaczacego" meczyzny, kogos bez slabosci no i wresczie kogos
kto "zawsze chcial przeciez dymac", a teraz CO ?
To co proponuja siepacze i siepaczki na tym forum, to istny, kolektywny
sowietyzm w manipulowaniu taka materia jak seks. Kto nie z nami, przeciwko
nam, jak sie jakas owieczka od stada wyrwie, to w leb ja i z powrotem do
zagrody. Ta zagroda to paradygmat myslowy, ze jak juz ktos jest homo sapiens,
to znaczy ze i homo jebiens. Ja mysle, ze miara czlowieka nie jest to jak
sobie radzimy z uzywaniem seksu, a raczej jak sobie radzimy bez uzywania
seksu. Z tego co siepacze i siepaczki staraja sie nam przedstawic wynika,
ze nie mozliwe jest malzenstwo bez seksu. Ze jedyna rzecza jaka laczy ludzi,
to jest to co robia w lozkach z soba. To smutne. Skazuja czlowieka typu Rohin
na leczenie psychiatryczne, na odizolowanie, wytykaja go jako tredowatego.
Dlaczego ? Dlatego ze Rohin chcialby sie czuc czlowiekiem dla drugiego
czlowieka bez zagladania mu do majtek. To sie jednak nie podoba siepaczom
i siepaczkom na tym forum. Moja przyjazn i milosc musi miec podtekst majtkowy,
gdyz inaczej nie moze byc. Musi byc regularny upust energii, wypocenie sie
w czyich ramionach by byc wolnym. Co za smutna perspektywa dla nas wszystkich.
Matka Teresa nic nie warta byla, bo nie domagala sie dwa razy dziennie.
Po 15 latach kochania sie, ktos nie ma prawa powiedziec: sluchaj, nie bawi
mnie juz to wiecej. Musi kontynuowac, gdyz w przeciwnym razie grozi mu biala
sala z rekawami zwiazanymi na plecach. Co za obled. Co za sowietyzm.
Pozdr, Imagine.