jak to zrozumieć?

13.03.06, 12:57
Mam wrażenie,ze mój mężczyzna nie lubi czasami,kiedy coś mi się powiedzie w
życiu zawodowym.Wiem,to głupio brzmi,ale wydaje mi się,że tak właśnie jest.On
jest bardzo ambitnym człowiekiem,ma jasno wyznaczone cele i dąży uparcie do
ich realizacji-cenię w nim to bardzo i cieszę sie jak dziecko,kiedy uda mu
się cos osiągnąć.Przynam,że chwilowo żyjemy oddzielnie i nasz kontakt opiera
sie na telefonach,mailach i gdy czasem mówię mu coś co się u mnie wydarzyło-
ciesząc się z tego...on jakby nie podzielał mojego zadowolenia,zdarza sie
milczenie,zmiana tematu.Nie wiem co o tym myśleć,dlaczego nie potrafi cieszyć
sie ze mną??Od jakiegoś czasu nie mówię nic o swojej pracy,bo wiem,że nie
lubi tego tematu,chyba go to drażni po prostu.Nie jestem osobą,która afiszuje
sie czymkolwiek,stronię od wylewnych rozmów z przyjaciółmi czy rodziną o
pracy.Sprawy zawodowe staram sie jak mogę zostawiać za drzwiami biura i nie
rozmawiam o tym.Jednak z nim myślałam,że mogę rozmawiać o swoich
mniejszych,czy większych sukcesach...dlaczego tak jest?z czego to wynika,bo
nie rozumiem??
    • allerune Re: jak to zrozumieć? 13.03.06, 18:00
      spróbuj przez jakiś czas najpierw pytać co u niego i jeśli wyczuwasz w głosie
      negatywne wibracje to zająć się nim zamiast wypalać opowieść dnia jak to komuś
      dogadałaś albo kupiłaś sobie ładną sukienkę... może pomóc
      • izab_ella Re: jak to zrozumieć? 13.03.06, 19:05
        allerune,źle mnie zrozumiałeś.O to chodzi,ze wciąż to on jest w centrum uwagi-
        już przez 10 lat tylko on.Za każdym razem pytam co u niego,czy czegoś nie
        potrzebuje.Rzecz w tym,że wciąż myślę i martwie się tylko o niego.Zbyt często
        właśnie zapominam,że należy i czasami pomyśleć o sobie.W naszych rozmowach o
        swoich sprawach mówię niewiele,rzeczywiście jak zapyta.Czasami wydaje mi się,że
        to zwykła zazdrość,że coś mi sie udało...jak u małych dzieci w
        piaskownicy,które się obrażają jak ktoś ma ładniejszą zabawkę.W pracy z nikim
        nie mam problemów,żyję ze wszystkimi "w zgodzie",więc nie czuję potrzeby
        dogadywania komukolwiek....a w sukienkach nie chodze:-/
        • allerune Re: jak to zrozumieć? 13.03.06, 23:22
          hmmm, w takim razie to jego wina, nie Twoja, tzn. przyzwyczaiłaś go trochę do
          tego... szczerze mówiąc ciężko będzie to odwrócić, może jakaś szczera rozmowa (z
          tych które faceci nienawidzą)

          jak zwykle, sprawa pewnie pochodzi z dzieciństwa, rodzice niezbyt doceniali jego
          osiągnięcia i teraz musi sobie odbić...
          • izab_ella Re: jak to zrozumieć? 14.03.06, 00:08
            Tak,tu masz rację-rodzice nie poświęcali mu za wiele uwagi kiedy był dzieckiem
            (bardzo często to wspomina).Matka była zajęta domem,obowiazkami,musiała
            wszystko sama ogarnąć.Ojciec od małego pokazywał mu i udawadniał,że do niczego
            się nie nadaje i wszelkie sukcesy małego jeszcze chłopca zbywał śmiechem i
            brakiem jakiejkolwiek choć najmniejszej pochwały.Stosunki z ojcem poprawiły się
            dopiero gdy studiował.Tak na prawdę nie mam żalu do niego za to,że w tak dziwny
            spośób podchodzi do "moich sukcesów".Nie ma to w zasadzie większego znaczenia
            dla mnie.Jest mi czasem przykro-to fakt,ale staram się nieprzywiązywać do tego
            zbytniej wagi.Bardziej niż o swoje radości- dbam o jego,nie przestając
            powtarzać mu,że dla mnie i tak jest najlepszy:-)I tak rzeczywiście
            przyzwyczaiłam go do tego wynoszenia niemalże na piedestał (może obrósł w
            piórka trochę),ale skoro tak myśle o nim,dlaczego mam o tym nie mówić.Pisząc o
            tym chciałam zorientować się,co może być powodem takiego podejścia dorosłego
            mężczyzny do tego typu sprawy,bo nie raz zastanawiało mnie to.Dziękuję allerune
            za uwagę;-)Pozdrawiam!
            • allerune Re: jak to zrozumieć? 14.03.06, 15:22
              dobrze do tego podchodzisz, niestety z takimi rzeczami czasami po prostu trzeba
              się nauczyć żyć, ale to nie oznacza że tylko Ty musisz to zrobić, skoro on jest
              inteligentnym człowiekiem, powinien zrozumieć poważne argumenty i nawet jeśli
              kiedyś się "potknie" to będzie widział swój błąd

              ps. co do obrastania w piórka, nie możesz przesadzić, wtedy Twoje zdanie będzie
              się liczyło coraz mniej, aż w końcu wcale, czasami musisz postawić przed nim
              wyzwanie i dopingować, ale nie chwalić dopóki nie zrealizuje planu
              • izab_ella Re: jak to zrozumieć? 15.03.06, 07:36
                Nauczyłam się iść na pewne kompromisy w związku,bo myślę,że w życiu każdego z
                nas ich nie brakuje,może tylko nie uświadamiamy sobie ich istnienia.Nie są to
                kompromisy na które zdecydowałam się pod wpływem przymusu,czy czegoś podobnego-
                nie,sama doszłam do wniosku,że tak trzeba po prostu także rozwiązywać pewne
                problemy.Tak jak pisałam wcześniej-staram sie bezprzerwy wywarzać to wszystko i
                zarazem uważać(tak jak słusznie twierdzisz),aby to "głaskanie" mojego faceta
                nie stało się przesadne.Wiem,że z tymi pochwałami trzeba być ostrożnym,bo
                któregoś dnia on po prostu uodporni się na nie i rzeczywiście staną się
                bezwartościowe.Mało tego,może kiedyś okazę sie,że tak do nich przywykł,że
                uzna,iż mu sie wręcz należą za wszystko cokolwiek zrobi.Te jego potknięcia
                czasem bywaja i dla mnie bolesne,lecz w tym sensie,że czujęsię bezsilna,gdy on
                wmawia sobie,że jest przegrany,że życie nie daje mu szansy pokazać i
                udowodnić,że jest inaczej,że jest lepiej.Wiem,że stawia przed sobą zbyt wysokie
                poprzeczki (realizuje się w zagranicznej branży informatycznej...więc jak ktoś
                tu mądrze zauważył...wciąż pędzi).Staram się wówczas nigdy nie przyjmować
                biernej postawy,bo uważam,że na wszystko przyjdzie czas i rozwiązanie...może to
                i kwestia dłuższego czasu,ale najgorszym jest stanąć w miejscu,opaść z sił i
                robić sobie wciąż wyrzuty.Dopinguje go jak piszesz jak tylko mogę,choć nie jest
                to łatwe,gdy żyje się w różnych krajach i każdy z nas obraca się w innej
                codzienności.Dziękuję za radę allerune:-) pozwalają mi one spojrzeć na wszystko
                innymi oczyma:-) pozdrawiam i miłego dnia
    • braun_f Re: jak to zrozumieć? 14.03.06, 00:20
      twoj mezczyzna to wielki komplex w-skiego wiesniaka,
      sam gowno osiagnie, ale drazni go ze inni robia cos lepiej, szybciej itp.
      popedz dziada - chcesz zeby ci zrzedzil na starosc (30-stke)
      wtedy dopiero dopadnie go dolina kompleksow
      chces sie nim opiekowac?

      nieudacznicy precz! precz!
      • izab_ella Re: jak to zrozumieć? 14.03.06, 07:57
        Też odnosiłam wrażenie,że powodem moga być jakieś kompleksy,bo wydaje mi się,że
        każdy z nas je ma w jakimś stopniu (ale i nie wykluczam ewentualności,że są
        ludzie,którzy nie maja sobie nic do zarzucenia i czują się ze sobą
        świetnie).Czasami nawet wydawało mi się,że on wpędzi mnie w kopmleksy,że nie
        mogę za nim dogonić...aby był i ze mnie dumny.Jednak starałam się chociaż
        zawsze zachować zdrowy umiar w tym wszystkim.Skłaniam się ku opinii allerune,że
        zachowanie jest reakcją na czasy dzieciństwa,kiedy to zaczął coś ze sobą robić
        i czymś się interesować.Oczywiście jednak robię coś o czym piszesz-zbyt dużo
        analizuję,czy zawsze już tak będzie i kiedy zacznie się to robić "niewygodne"
        dla naszego wspólnego życia,a dodam,że "starość (30)" właśnie przechodzimy:-)
        Zrzędzenie na starość jest chyba wspisana na dobre w życiorys każdego z nas-z
        różnych przyczyn.Choć wiem,że to co mnie dotyczy może być męczące.
        Zastanawiające jest też to,że nie wiem skąd u niego mógłby sie pojawić ten tzw.
        kompleks w-skiego wieśniaka,bo wychowaliśmy się i dorastaliśmy w zupełnie innej
        części kraju:-)ale tak na poważnie,obawiam się,że zbyt przesadnie wygurowane
        ambicje,ta ciągła potrzeba realizowania się mogą zacząć wyniszczać człowieka na
        raty.A jak dochodzą do tego jakieś poślizgi,czy nawet drobne niepowodzenia,a co
        za tym idzie i pogorszenie samopoczucia-rzeczywiście,wtedy nie jest dobrze.
        • braun_f Re: jak to zrozumieć? 14.03.06, 22:49
          bo to jest tak:
          kupa ludzi wali (ale piekne zlozenie - jestem z sienie dumny:) do stolycy i tam
          chamieja, bo widza wokol siebie szczury, kazdy marzy o karierze rodem
          z "polsatoskich" seriali, a tu wielki ch***.
          Wszyscy karmia sie jednotysiecznym sukcesem wiesniaka, ktoremu sie udalo, i
          pedza, pedza... stad sie biora komplexy, kazdy stara sie byc trendsetterem, a
          cala ta masa ocieka slina wazeliniarzy i capi zapoconymi pachami wiesniakow,

          tak wyglada kupa komplexow
          czy znajdziemy sie w tej kupie - chocby na pool position - zalezy wylacznie od
          siebie; szkoda, ze nie cenimy tego, ze kazdy z nas moze byc inny

          pedz dziada!
          takie zapierdziale 30tki - ciezko sie tuninguje - bedziesz sie uzerac cale zycie
          • izab_ella Re: jak to zrozumieć? 15.03.06, 07:45
            Bardzo słuszne jest to co piszesz,że szkoda,że ludzie nie cenią tego,że każdy
            może być inny.To święta prawda i zbyt często spotykam się z tym,że rzeczywiście
            ludzie po prostu nie potrafią tego robić-zauważać,że to co robią inni wcale nie
            jest gorsze,ale właśnie równie ważne.Kompleksy bardzo ciężko się leczy i nie
            jest to kwestia paru dni,czy jednej rozmowy.Wiem,że coś takiego i u nas
            występuje,dlatego staram sie z tym jakoś walczyć.Na szczęście nie czuję sie
            przegrana...
    • renebenay Re: jak to zrozumieć? 14.03.06, 20:21
      W domu rozmawia sie o wszystkim ale nie o pracy i zwiazanych z praca spraw.
      • izab_ella Re: jak to zrozumieć? 15.03.06, 07:55
        Tak,to by było najzdrowsze podejście,ale jeśli ma się pracę,którą wykonuje się
        nie tylko w czterech ścianach biura ale także i w domu(a mamy obydwoje taką
        pracę)-to jednak jest trochę ciężko i zapewne wiele osób z taka sytuacją musi
        sie zetknąć.Chwała za to,że nie pracujemy razem...
Pełna wersja