przyczajonytygrys1
12.04.06, 09:36
jakieś dwa miesiące temu, spakowałam manatki i odeszłam od faceta z którym mi
było bardzo źle. i proszę mnie nie pytać dla czego było źle, bo już mi się
nie chcę o tym gadać :) To już skończony temat :) Jestem kobietą zaradną, mam
dobrą pracę, kupuję mieszkanie. Bardzo dobrze, a wręcz świetnie czuję się "na
wolności" :) Ale jakoś nie mam ochoty wiązać się z nikim na stałe. Potrzebuję
faceta tylko do łóżka. Ale problem polega na tym, że kiedy już przejdziemy do
nieco "bliższej" znajomości, to on zaczyna kupować mi kwiatki, chce się ze
mną spotykać, odprowadzać do domu, do pracy... czuję się osaczona. Może to
jest okrutne, ale nie jestem jeszcze gotowa na stały związek. Nie mogę
wystawić go za drzwi kiedy jest "po", bo on mówi że się zakochał, chociaż na
początku ustaliliśmy że to nie wchodzi w grę. Nie chcę być niegrzeczna i
ostra, ale zwykłe prośby, żeby opuścił moje terytorium zazwyczaj sprawiają że
ON zaczyna jeszcze bardziej naciskać. Jak powiedzieć w miarę delikatnie, ale
tak żeby "dotarło" że ja nie żartuję, że go nie chcę?