kobieta49
08.05.06, 13:53
Piszę tutaj bo mam nadzieje że ktos mi pomoże zrozumieć sytuację w której się
znalazłam. chcialabym się przekonac jak to wszystko wygląda z męskiego punktu
widzenia.
jestem z moim mężczyzną ok trzech lat. O wspólnej przyszłości zaczęliśmy
rozmawiać dwa lata temu. Własciwie to on zaczął mówić o wspólnym zamieszkaniu
jak skończymy studia (nie mieszkamy w tych samych miastach, dzieli nas ok 100km)
Od jakiegoś czasu przestał o tym wspominać, zauważyłam że przyszły rok też
planuje po swojemu, tak jakby nadal chcial mieszkać oddzielnie (teraz oboje
kończymy naukę).Zapytałam jak sobie wyobraza nasza przyszłość, czego chce.
Powiedział że nie wyobraża sobie tego że mielibysmy razem zamieszkać.
Chce być ze mną, bardzo mnie kocha ale chciałby żeby nadal było tak jak teraz,
na odległość. Boi się że wspólne mieszkanie cos popsuje między nami.nie jest
gotowy na taką zmianę w swoim życiu.
Poza tym jest mu potrzebna niezależność a już teraz czuje że moja obecność go
przytłacza - sms-y, telefon (raz dziennie, na chwilę).
To on mnie przyzwyczaił do tego że pisalismy często do siebie sms-y, pisał mi co robi, gdzie idzie, ja nie nalegałam, nie wypytywałam, a teraz sie dowiaduje
że jest inaczej, że to mu przeszkadza. Już jakiś czas temu ograniczyłam
liczbę wiadomości, pisałam tylko wtedy kiedy dostałam wiadomośc od niego.
Uważałam że sie nie narzucam.
Powiedział mi też, że czasami wysyłał do mnie smsa tylko dlatego że uważał że ja na to czekam, a nie dlatego że miał na to ochotę, tak po prostu.
Czuję się rozbita, nie wiem co mam teraz robić, jak sie zachowywać, co jest dobre a co nie. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Pogubułam się.....
Jestem pewna że mnie kocha, i chce ze mną być, ale dziwi mnie takie wycofanie.
Co o tym sądzicie?