astmatyczny.koteczek
27.05.06, 23:31
Chyba mam jakies wewnetrzne zaklocenia. Bo ja mam inaczej.
Co i rusz slysze i czytam, ze facet, zanim przespi się z kobietą po raz
pierwszy, to najpierw 305 razy kocha sie z nia w wyobrazni. Odkad ja zobaczy,
wszystkie jego dzialania nakierunkowane sa na seks. Nawija o teatrze, biednych
dzieciach w Afryce, kiedy trzeba spija z jej ust slowa, napredce analizujac
przy tym twardosc jej sutkow. Oczywiscie, w wiekszosci przypadkow, tylko
prawdziwa "sztuka" moze dostapic takiego zaszczytu, takiej rozmowy.
Definicja sztuki: swietna buzia, swietne piersi, swietne nogi, swietna pupcia
W ramach opcji: swietne dlonie, swietne stopy, swietna szyja, swietne wlosy
Mam lat dwadziescia piec i czuje sie jak dinozaur. Nie potrafie sie kochac,
jezeli kobieta nie wyda mi sie ciekawa, a potem jakos.. bliska. Zwyczajnie nie
mam ochoty. Probowalem na imprezach, chcialem miec porownanie, czy seks jako
zwykle rozladowanie napiecia jest fajny. Chetnych nie brakowalo, powiem
nieskromnie (to nie znaczy, ze jestem oszalamiajaco przystojny, kobiety bywaja
naprawde latwe...) Jakos przeraza mnie, ze ide do lozka z kims, kto w ogole
nie jest mi bliski. Czyzbym byl kobieta?
Kochałem sie z trzema kobietami: jedna kochalem do szalenstwa, druga bylem
zafascynowany. Byly madre i piekne. Trzecia... Z trzecia wyladowalem na pare
dni w jednym namiocie. Po kilku dniach znalismy sie jak lyse konie, i tak sie
jakos... przytulilismy. Byla tzw. mysza. Cudowna, intelektulnie otrzaskana,
przesympatyczna, ale zupelnie przecietna z wygladu. W lozku.. to jest w
namiocie byla niesamowita, byla prze-piek-na. Byla urodziwa. Mam nadzieje, ze
udalo mi sie oddac choc czesc tego, co od niej dostalem.
Wkurza mnie, ze takie kobiety z reguly nie przyciagaja wzroku mezczyzn. Wkurza
mnie, ze mozna sie podrasowac, upindrzyc, wymodelowac, zaromatyzowac,
wylaszczyc, liznac paznokcie na czerwono...A w sobie nie miec nic. No i
jeszcze dla faceta babka musi byc piekna. Bo jak piekna, to do lozka cacy
jest. A potem po miescie kreca sie zakompleksione kobiety, lozkowe
czarodziejki, czasem brzydsze, a czesto duzo ciekawsze. Bo co, brzydzsze
bardziej sie staraja, tak?
Czy ten cudowny koncept bycia "wzrokowcem" to nie jest ulatwianie sobie przez
facetow zycia? Po prostu zwyczajne usprawiedliwianie sie: "ach, bo nature mam
sliniejsza od mozgu, to przeciez normalne"?
To nie jest lans, nie probuje tu poderwac zadnej kobiety, pisze to co mysle.
Odpowiedzi "uaaaaaaa, jaki romantyczny, ile mash latek" prosze zostawic dla
siebie.
Podsumuwujac: nie wszyscy heteroseksualni faceci podczas pierwszej,drugiej,
trzeciej etc. rozmowy mysla o seksie. Niektorych interesuje cos wiecej. A
pozniej sie rozkrecaja.. Czy na pewno tacy sa w mniejszosci?
a. koteczek