ariwederczi
02.07.06, 19:59
Na Sylwestra zaprosił mnie kuzyn szwagra (szwagra i siostrę też). Jego
młodszy brat (czyli też kuzyn szwagra), nazwijmy go R., zaprosił swoją
koleżankę, A., i jej młodszą siostrę. Było oczywiście kilkanaście osób
więcej, ale nie są oni istotni dla sprawy. Wszyscy wiedzieliśmy od R., że A.
bardzo mu się podoba. Problem zaczął się w momencie, gdy odkryłem, że A. jest
moją pokrewną duszą.
Na kolejnej wspólnej imprezie A. zwierzyła się mojej siostrze, że bardzo się
jej podobam. I pomimo tego, że R. nadal za nią szalał, zaprosiłem ją na swoje
urodziny (oczywiście, R. i jego brata nie zaprosiłem). Na moich urodzinach
zaczęliśmy ze sobą chodzić, jak to się zwykło mawiać.
Chociaż mnie i A. dzieli duża odległość (50 km), to jednak widywaliśmy się
raz/dwa razy na tydzień. Wszystko rozwijało się we właściwym kierunku. Do
czasu...
R. nigdy nie zrezygnował. Zerwał ze mną kontakt (chociaż wcześniej był bardzo
dobry). Wyznał A., że kocha ją na zabój. W końcu powoli, powoli zaczął
ją "urabiać". Mieszka w jej mieście, więc zadanie ma ułatwione.
Dzisiaj A. ma poważne wątpliwości. Niby nadal jesteśmy parą, ale ona potrafi
jedynie mówić o tym, w jak trudnej sytuacji się znalazła. Bo zależy jej i na
mnie, i na "przyjaźni" z R. Zdarza jej się nie wspominać o spotkaniach z R.,
o których dowiaduję się od "serdecznych".
Wyznałem jej miłość, ale nie zrobiło to na niej większego wrażenia. Kilka dni
później zapytała wprost, czy zrobiłem to dlatego, że R. również to zrobił.
Sytuacja jest bardzo zagmatwana. Tak bardzo, że trudno mi to opisać.
A. jest totalnie zagubiona. Nie wie co robić. R. się nie poddaje. Ja również,
bo bardzo mi na niej zależy.
Ma ktoś jakąś dobrą radę dla mnie?