Męskie prawo do niezaradności

IP: *.localdomain / 192.168.0.* 19.02.03, 22:08
Kobieta dziś może, choć jeszcze raczej nie musi, "robić karierę", być twarda,
despotyczna, błyskotliwa, cholernie inteligentna i iść do przodu z siłą
buldożera. Może, choć i tak przeważająca częśc mężczyzn woli samemu zarabiać
na dom. Samemu, a co będzie gdy zostaną bezrobotnymi? Przecież tak łatwo nim
zostać, a mężczyźni na swoje utrapienie trzymają się tej starej konwencji, że
to mężczyzna jest żywicielem rodziny. W sytuacji gdy to kobieta jest tym
żywicielem albo chociaż zarabia więcej, zaraz pojawiają się konflikty, bo
dlaczego ona a nie ja, bo co na to rodzina i koledzy, no i poczucie własnej
niższości gotowe, że jest się ofiarą losu. A jeśli mężczyzna jest bezrobotny
i siedzi cały dzień w domu, a kobieta niebezrobotna cały dzień pracuje, to w
takiej sytuacji zamiast sprzątać, gotować i prać mężczyzna nie robi
kompletnie nic, bo ma to niby uchybić jego męskości, normalnie kura domowa, a
raczej kogut domowy, myśli sobie. Jeśli kobiecie się chwilowo w życiu nie
wiedzie zawodowo, to cóż, każdy uzna to za drobny wypadek przy pracy w końcu
kobieta ma męża i dzieci na głowie. A co dzieje się z mężczyzną, któremu nie
wiedzie się w pracy? Tragedia, bo niezguła, ciamajda i w ogóle co to za chłop
bez portek. A taki facet popada w coraz większą depresję.
Panowie, czy nie pora zmienić tą dziwną mentalność, której sami jesteście
ofiarami? Najlepiej zacząć od siebie i od własnej partnerki.


*
    • vortex Re: Męskie prawo do niezaradności 20.02.03, 00:01
      Zgadzam się, ja najchętniej zmieniłbym wiele w zachowaniu się facetów. Mam
      zamiar mieć pracę :P ale jak jej nie będę miał to będę starał sie nie
      załamywać w ten sposób. Chociaż pewien pierwiastek "muszę być lepszy, muszę"
      we mnie siedzi. Np: jak grałem w Jedi Outcast (jak w gwiezdnych wojnach,
      walczy się na miecze świetlne) to były czasy kiedy byłem najlepszy. Serio. Ale
      pojawili się lepsi i zostałem strącony z piedestału, nawet bardzo nisko,
      ponieważ przesałem w ogóle się liczyć. Nie wiem co się stało ale wszyscy
      często mnie pokonywali. Przyłapałem się wtedy na dołach z tego powodu, z
      powodu gry komputerowej. Haha nieźle, pomyślałem, i skasowałem grę, zresztą
      ostatnią w którą grałem bo od dłuższego czasu planowałem całkowicie zerwać z
      absorbującymi grami ale dopuki mi dobrze szło... :P
      Chyba każdy facet chce być najlepszy. Przynajmniej w jednej znaczącej rzeczy.
      Ale wadą tego całego ustrojstwa jest to że jak tak nie jest to z faceta robi
      się facecina który jest wściekły na wszystko. Mam nadzieję że ze mną tak nie
      będzie i będę się starał. A ci którzy podnoszą się z takich rzeczy (to znaczy
      nie lamentują ale żyją dalej, choćby jako kur domowy :P) zasługują na
      szacunek.

      Pozdrawiam
      • Gość: --Michal Ciesze sie zes napisal IP: *.client.attbi.com 20.02.03, 00:29
        vortex napisał:
        [...]
        > Chyba każdy facet chce być najlepszy. Przynajmniej w jednej znaczącej
        >rzeczy.
        [...]

        Ciesze sie zes napisal CHYBA. Bo ja mam wszystko w dupie, moja zona zarabia
        cztery razy tyle co ja! a ja gotuje [choc nie potrafie], piore, sprzatam i
        poleruje marmury. Ach no i samochodu tez nie potrafie prowadzic. Ale kogo to
        obchodzi! Moja zona jest najlepsza w lozku!
        • anahella Re: Ciesze sie zes napisal 20.02.03, 02:22
          Gość portalu: --Michal napisał(a):

          >Moja zona jest najlepsza w lozku!

          Lepsza od ciebie?;)
          • Gość: --Michal RITE ON SISTA' (no txt) IP: *.client.attbi.com 20.02.03, 02:27
    • Gość: dzik Re: Damskie patent na prawde IP: *.acn.waw.pl 20.02.03, 02:09
      Znowu mnie nie zawiodlas w negatywnym tego slowa znaczeniu. Przypominam: znowu
      narzekasz. Co gorsza do tego...pouczasz. Ty silna kobieta (ktora wiecznie ma
      do calego swiata pretensje) pokaze tym zakompleksionym, niedouczonym,
      barbarzynskim, leniwym samcom, jak powinno byc. Opowiem im i "zawstydze".
      Postaram sie przejaskrawiajac wszystkie fakty i przedstawiajac "rasowy model
      samca" (jak najbardziej "prawdziwy", bo przeciez pisza o tym w kazdym numerze
      Cosmo), wybic im z glowy te wszystkie zabobony i idiotyzmy.
      I tak daleko ci do niektorych gazet kobiecych ktore zalecaja czytelniczkom
      staly nadzor nad samcami. Nalezy im pokazac, ze trzeba dbac o siebie, golic i
      smarowac sie tym a nie czym innym, podcierac sie tak a nie inaczej. Trzeba ich
      rowniez nauczyc dobrego zachowania przy stole, milosci dla swoich rodzicow,
      zdrowego odzywiania. Maja racje. Przeciez ci mezczyzni to jakby sparalizowane
      malpy, nie majace nawet pojecia co to takiego mydlo, szampon, a co dopiero
      balsam albo odzywka do wlosow.
      Slowem...To juz nawet nie jest przykre ale smieszne ze ktos moze tak
      generalizowac, majac mezczyzn za malo owlosionego szympansa, luke w ewolucji,
      istote napakowana checia rywalizacji i testosteronem, tauryna, kofeina i
      innymi srodkami pobudzajacymi. To juz jest smieszne ze ktos moze sobie tak
      schlebiac uwazajac ze dostajac od "samca" wyzsza pensje, pograza go w rozpaczy
      i niedoli. Albo wynioslas taki model mezczyzny z domu, albo mialas takich
      partnerow albo...nie mialas ich wcale.
      • Gość: lukrecya U... co to za wnioskowanie? IP: 213.17.246.* 20.02.03, 09:13
        Dziku? Na rany Chrystusa! Po prostu pojechałeś totalnie po bandzie. Twoja
        interpretacja słów Richelieu* to NADINTERPRETACJA. W którym miejscu - wskaż mi -
        autorka nazwała (lub zasugerowała chociaż), że męzczyźni to troglodyci,
        szympancy etcetera? Przecież o tym w ogóle mowy nie było. To nie jest - w moim
        odczuciu - tekst o ewolucji. To są rozważania o tradycji, o powszechnym u nas
        ciągle patriarchacie. Tu nie chodzi o jakieś feministyczne kto lepszy: drużyna
        bab czy drużyna chłopów? Tu idzie o to, jakimi stereotypami - niestety -
        kieruje się wielu facetów.

        Richelieu* opisała naprawdę powszechne zjawisko społeczne i nie wmówisz mi
        dziku, że nie ma w jej słowach krzty prawdy...
      • Gość: Richelieu* Re: Damskie patent na prawde IP: *.localdomain / 192.168.0.* 20.02.03, 11:21


        Całe szczęście, że jest lukrecyja ..

        A co do Ciebie, dzik, właśnie, przecież ja nic nie mówiłam o żadnych samcach,
        szympansach etc. skąd Ty je wziąłeś? chyba z własnych bolączek, bo u mnie ich
        nie znalazłeś. To coś jak etotoman, który wszędzie widzi tylko jedno. Ty
        również zobaczysz żabę, a krzyczysz, że krokodyl. Normalnie jak płachta na byka.

        A post, Twoja interpretacja jest dokładnie odwrotna. Przecież chodzi o to, że
        kobieta ma przyzwolenie i na pracę i na dom i jakby nie było jest dobrze.
        Mężczyzna takiego przyzwolenia nie ma i domu wybrać nie może chyba, że jest na
        prawdę silną osobowością, która może olać opinię publiczną. I oznacza to
        poszkodowanie mężczyzn w tym społecznym przyzwoleniu. Kobieta miała kierat
        kuchni i się z niego wyzwoliła, może teraz sobie wybrać, nawet i kuchnię. A
        mężczyzna nadal tkwi w kieracie pracy, i MUSI pracować, utrzymywać rodzinę bo w
        przeciwnym wypadku będzie się z tym źle czuł. Choć wyjątki zawsze się zdarzają.


        *
    • Gość: lukrecya Bajka japońska o zaradnym IP: 213.17.246.* 20.02.03, 16:48
      Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

      > Panowie, czy nie pora zmienić tą dziwną mentalność, której sami jesteście
      > ofiarami? Najlepiej zacząć od siebie i od własnej partnerki.

      Tak... Łatwo powiedzieć "zmień mentalność" ale jak to osiągnąć? Ja nie wiem.
      Mam tu taką opowieść, opowieść z cyklu "Bajki japńskie":

      Od momentu gdy podjęli pracę po studiach, On zarabiał minimum trzy razy więcej
      niż Ona i relatywnie tyleż razy więcej pracował. Ona pracowała, pracuje
      właściwie dla własnej satysfakcji, godzi obowiązki kury domowej z zawodowymi.
      Prowadzi dom, wychowuje dzieci, dba o siebie, dba o jego koszule. On, wcale nie
      dureń, wcale nie szympans, wcale nie dewiant, skurczybyk, ot... jeden z wielu
      facetów na dobrym stanowisku, może pracoholik, może zbyt ambitny... Ładnie
      wyglądają razem na zdjęciach.
      Wszystko niby w porządku, wszystko niby piękne, moralnie poprawne, do
      pozazdroszczenia. Na pozór. Bo życie z takim facetem jest dla Niej cholernie
      puste, jest zaklętym kręgiem, w którym wszyscy podporządkowują się Jego
      przerośniętym ambicjom zawodowym. Rozmowa w domu z tym mistrzem demagogii i
      negocjacji jest prawdziwą dla Niej rzadkością, rarytasem, bo Jego czas jest
      bardzo cenny, albo... potrzebuje właśnie wypoczynku. Poza tym taki komputermen
      ma na wszystko gotowe rozwiązanie, na wszystko dobrą radę. Bo to Ty masz
      problem, nie On. Jeśli nie radzisz sobie z pracą, jeśli jesteś zmęczona –
      zrezygnuj z pracy, jeśli nie radzisz sobie z domem, z dzieciakami – weź do
      pomocy gosposię, nianię, co wolisz.
      A jeśli Ona nie radzi sobie z brakiem męża, żeby razem pójść do kina, na
      koncert, do parku, to kogo ma sobie wziąć, by nie zostać okrzykniętą
      rozkapryszoną kurwą?
      Życie z takim człowiekiem naprawdę nie jest łatwe. Spróbuj z takim porozmawiać
      o tym, że jesteś samotna, że dzieci, koleżanki, praca, to nie wszystko, że brak
      Ci rodzinnego ciepła. Uzyskasz wtedy zapewne następującą odpowiedź: "Cholera,
      ty tu znowu ze swoim babskim pierdu, pierdu, a ja mam jeszcze tyle papierów do
      przejrzenia. Poczekaj do weekendu skarbie, albo do urlopu". I Ona musi to
      wszystko zrozumieć, uszanować, musi się cieszyć tym co ma, bo przecież On nie
      pije, nie włóczy się z dziwkami, dba o rodzinę, o komfort.
      A skoro mowa o urlopie, o wakacjach, to On najchętniej spędza je w gronie
      znajomych, nie we dwoje, z dziećmi, bo trzeba nadrobić Jego zaniedbane,
      towarzyskie kontakty.
      Tak się jednak składa, że życie płata swoje figle nawet komputerom, nawet
      cyborgom. Kiedyś od tego zarobienia wysiadł Mu kręgosłup. Kilka miesięcy
      rehabilitował się i siedział na garnuszku ZUS. Ona pracowała, wracała zziajana
      do domu, w którym On siedział i nie robił nic, bo On jest facetem przez
      duże "f", a to takie niemęskie: gotowanie, pranie, sprzątanie. To był dopiero
      fatalny okres, bo nie dało się z Nim wytrzymać, bo stał się nerwowy,
      sfrustrowany, wkurzony na dzieci, na Nią.
      Na szczęście, a może na nieszczęście ... ozdrowiał jakoś, wrócił do pracy i
      wszystko toczy się dalej swoim spokojnym, cudownie zaklętym rytmem...


      Więc pytam jeszcze raz: jak odmienić mentalnośc takiego stuprocentowego faceta?
      A może to tej babie się w dupie poprzewracało, bo takie jest życie, wyścig
      szczurów, bla bla bla? No w każdym razie co zrobić, żeby wszyscy byli
      zadowoleni? No tego właśnie nie wiem, może Wy?...
    • Gość: brat A. Richelieu*, lubisz emocje o stereotypach... IP: *.smlw.pl / 10.1.16.* 21.02.03, 00:03
      Każdy z nas może na pewno znaleźć przykłady w wielu wersjach. Dyskusję
      wywołujesz stosując dwa kolory - czarny i biały. Może i po to jest forum,
      niekoniecznie musi być o poszukiwaniu drugiej połowy człowieka. Jeżeli człowiek
      nie jest w stanie zaakceptować wartości serca w drugim człowieku, a tymbardziej
      w tym najbliższym, to każdy, nie tylko komputerman, będzie tyranem dla
      otoczenia. W społeczeństwie konsumpcyjnym, gdzie nadrzędna jest mania
      posiadania, gromadzenia, szpanowania i styl "ja", nawet kobiety zatracają swoją
      kobiecość i stają się tym "nieznośnym tyranem".
      A męskie ambicje? No cóż, pewnie natura rozróżniła składami hormonów osobniki,
      aby jeden mógł być inny od drugiego. Jak cała "chemia" wygląda, to na tych
      forach różnie różni ludzie oceniają, nie tylko w kontekście ambicji zawodowych.
      Życie człowieka przekształca nieustannie, ale nikt nie potrafi dokładnie
      powiedzieć jaki jego szczęście miałoby skład chemiczny.
      Codzienność nie pozwala najczęściej na negatywną samoocenę tych najbardziej
      aktywnych. Może tak być również z cynizmu i wyrachowania - "dobrze mi z tym".
      Jeżli ktoś ma odrobinę uczuć i człowieczeństwa, to musi przyjść zastanowienie i
      amiana. Jeżeli nie - zwiększa się grupa nieszczęśliwych na świecie.
      Tobie życzę, żebyś chciał(a) założyć wątek - "On(a) mnie kocha i jestem
      szczęśliwa(y). Tylko wzajemne uczucie pozwala odciążyć potrzebę wzajemnego
      obwiniania się o jakiekolwiek nieszczęście.
Pełna wersja