Dodaj do ulubionych

sytuacja finansowa twojej kobiety

01.11.06, 17:42
Jak w temacie - patrzycie na to czy nie?

Czy np. żeniąc się, zwracacie uwagę na to, czy kobieta zarabia na tyle, żeby
można było mówić o związku partnerskim, a nie o wiecznym dokładaniu do
kobiety, czy jest to dla was bez znaczenia?
Obserwuj wątek
      • strusi_ogon Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 01.11.06, 18:12
        Niedawno podczas rodzinnej dyskusji zostałem poddany ostracyzmowi, ba odsądzono
        mnie od czci i wiary za wypowiedz „ta dziewczyna jest miła i ładna, ale w
        rozważaniach nt. małżeństwa odpada w przedbiegach, bo jest z zawodu
        nauczycielką. Dlatego jesteśmy tylko przyjaciółmi”.

        Dlatego pytam, czy to normalne, czy to tylko ja mam coś nierówno pod sufitem.

            • trente Masz rowno pod sufitem.... 06.11.06, 11:57
              atomm napisał:

              > Masz nierowno pod sufitem, jesli naprawde tak myslisz...

              Mozemy mowic, ze mezczyzni ktorzy tak mysla maja nierowno pod sufitem... Jednak
              jesli zadalibysmy to pytanie w inny sposob wszyscy zaczeli by odwracac kota
              ogonem. Przyklad:

              Moja dobrze zarabiajaca znajoma nie moze znalezc faceta bo:
              - taki ktory moglby ja utrzymac zwykle jest juz zajety
              - piekny student jest stracony bo jest golcem
              - wszyscy inni zarabiaja mniej niz ona sie nie nadaja no bo jakto, ona
              niebedzie nikogo utrzymywac!

              Wielu znajomych sie z nia godzi. Takie wyrachowanie uchodzi kobiecie, natomiast
              mezczyzna ktory tak analizuje ma nierowno pod sufitem?? Moim zdaniem ma rowno.
              • atomm Re: Masz rowno pod sufitem.... 06.11.06, 13:33
                Rowniez mam znajoma ktora kieruje sie podobnymi kryteriami.
                I rowniez nie moze znalesc meza, a jest po 30-stce.
                Moze to o czyms swiadczy??

                Byc moze "rowno pod sufitem" to zle okreslenie, ale uwazam, ze partner dobrze
                zarabiajacy nie gwarantuje udanego zwiazku...
                Dodatkowo uwazam, ze kierowanie sie tym kryterium nic dobrego nie przyniesie...
                • trente Re: Masz rowno pod sufitem.... 06.11.06, 14:10
                  atomm napisał:

                  > Byc moze "rowno pod sufitem" to zle okreslenie, ale uwazam, ze partner dobrze
                  > zarabiajacy nie gwarantuje udanego zwiazku...
                  > Dodatkowo uwazam, ze kierowanie sie tym kryterium nic dobrego nie
                  >przyniesie...

                  Otoz to. Ale watek jest niesprawiedliwy dla mezczyzn, uwazam ze dobrze
                  zarabiajacy mezczyzni czesciej decyduja sie zaslubic nic nie majaca panne.
                  Dobrze zarabiajace dziewczyny czcesciej kieruja sie wlasnie zasadami
                  ekonomicznymi i zwyklym wyrachowaniem. Uwazaja ze ich wysokie zarobki po slubie
                  powinny stac sie ich kieszonkowym, a 100% ciezaru utrzymania malzenstwa powinno
                  spoczac na facecie..
                  • eks_charlotte Re: Masz rowno pod sufitem.... 06.11.06, 20:13
                    Znam sporo kobiet, ktore "utrzymują" swoich facetów. I jak one pasują do Twojej
                    teorii, co? Ja też zarabiam więcej niż mój facet i na mnie w większym stopniu
                    spoczywa ciężar utrzymania.

                    Partnerstwo polega na tym, że się wspieramy. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale
                    nie pieniądze są tu decydujące.
                    • tapatik Re: Masz rowno pod sufitem.... 10.11.06, 07:35
                      eks_charlotte napisała:

                      [...]

                      > Partnerstwo polega na tym, że się wspieramy. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale
                      > nie pieniądze są tu decydujące.

                      O, właśnie. Dokładnie to chciałem napisać, tylko nie potrafiłem tego ująć tak
                      ładnie jak Ty :-)))
        • asiulka81 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 01.11.06, 18:26
          strusi_ogon napisał:

          > Niedawno podczas rodzinnej dyskusji zostałem poddany ostracyzmowi, ba
          odsądzono
          > mnie od czci i wiary za wypowiedz „ta dziewczyna jest miła i ładna, ale w
          > rozważaniach nt. małżeństwa odpada w przedbiegach, bo jest z zawodu
          > nauczycielką. Dlatego jesteśmy tylko przyjaciółmi”.
          >
          > Dlatego pytam, czy to normalne, czy to tylko ja mam coś nierówno pod sufitem.


          to nie jest normalne. po Twoim poscie wszyscy wiem co soba reprezentujesz i
          jaki wartosciowy czlowiek z zasadami z Ciebie jest... chyba rodzicie popelnili
          sporo bledow w procesie wychowania...
        • rosa_de_vratislavia Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 01.11.06, 21:30
          strusi_ogon napisał:

          > Niedawno podczas rodzinnej dyskusji zostałem poddany ostracyzmowi, ba
          odsądzono
          > mnie od czci i wiary za wypowiedz „ta dziewczyna jest miła i ładna, ale w
          > rozważaniach nt. małżeństwa odpada w przedbiegach, bo jest z zawodu
          > nauczycielką. Dlatego jesteśmy tylko przyjaciółmi”.

          Czy to mężczyzna, czy kobieta, decydując się na małżeństwo musi zakładac, ze w
          pewnym momencie ta druga strona m0oże nie przynosić do domu pieniędzy.
          Powody?
          - długotrwała choroba wykluczająca pracę (np. moja kolezanka zachorowała na SM
          mając 24 lata i jest na utrzymaniu męża, mój kolega zapadł na RZS i jest na
          rencie)
          - powikłana ciąża,
          - urlop wychowawczy.

          Nie mozemy zatem zakładać, ze współmałzonek jest wartościowy wtedy, kiedy
          przynosi do domu pieniądze, bo wyjdzie na to, ze jak zona urodzi dziecko to wg
          ciebie "związek przestanie być partnerski", bo będzie pracować gratisowo w
          domu, zajmując się potomstwem.

          Moim zdaniem nie warto wiązać się z kimś, kto nie ma motywacji do pracy i
          wiecznie szuka, przebiera, grymasi, szybko rzuca kolejne zajęcia lub ma milion
          pretekstów, zeby nie znaleźć pracy (bo nie odpowiada aspiracjom etc.)
          Taka niechęć do pracy świadczy o cechach charakteru, które mogą w przyszłości
          zaowocowac wieloma problemami.

          Natomiast nauczycielka to idealna kandydatka na żonę, bo:
          -wraca do domu koło 15.00 a nie wieczorem (czas dla dzieci!),
          - ma wakacje i ferie (jaksię ma dzieci, to jest to ważne, że można z nimi wtedy
          gdzieś wyjechać,
          - posiada wiedzę z zakresu pedagogiki i psychologii (ważne przy potomstwie ;)
          - raczej nie jest aspołeczna,
          -jest dobrze wykstałcona, nie bywa wulgarna i nie skompromituje męża w
          towarzystwie mówiąc, że "Jezioro łabędzie" to miejsce doskonałe na wypad na
          ryby.

          • strusi_ogon Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 01.11.06, 21:51
            > Natomiast nauczycielka to idealna kandydatka na żonę, bo:
            > -wraca do domu koło 15.00 a nie wieczorem (czas dla dzieci!),

            A czasem nie jest tak, ze wraca do domu i... wyciąga z torby stos kartkówek do
            poprawienia ?:) A pozniej przygotowuje się do lekcji na jutro? :)

            Zupełnie na poważnie: wiadomo, ze zdarzają się wypadki losowe, jeden ze
            wspolmałzonków moze zachorować, stracić pracę albo coś w tym stylu. Ale jeśli na
            starcie stadła jest już rozwarstwienie na zasadzie: jedno np. pracuje w
            budzetówce, a drugie w takiej branzy, gdzie ma widoki na szybki awans i więcej,
            to jest duże prawdopodobieństwo, ze ta roznica z biegiem lat będzie się tylko
            pogłębiać. Tego się obawiam - wydaje mi się, ze jeśli ktoś (lub ktosia) ma
            zakładać obrożę i kaganiec do konca zycia, to niech przynajmniej coś z tego ma.
            Dlatego wydaje mi się, że np. adwokat nie powinien się zenić z pielęgniarką, a
            wuefista z dyrektorzycą banku, bo nie ulożą sobie takiego związku...





            • rosa_de_vratislavia Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 01.11.06, 22:03
              strusi_ogon napisał:
              . Ale jeśli na
              > starcie stadła jest już rozwarstwienie na zasadzie: jedno np. pracuje w
              > budzetówce, a drugie w takiej branzy, gdzie ma widoki na szybki awans i
              więcej,
              > to jest duże prawdopodobieństwo, ze ta roznica z biegiem lat będzie się tylko
              > pogłębiać. Tego się obawiam - wydaje mi się, ze jeśli ktoś (lub ktosia) ma
              > zakładać obrożę i kaganiec do konca zycia, to niech przynajmniej coś z tego
              ma.

              Ale co rozumiesz przez "niech coś z tego ma"?
              Możesz sprecyzować?

              Poza tym - bywa róznie - znam małżeństwo (znajomi rodziców), gdzie pan lata
              całe miał firmę, świetnie mu się wiodło a żona, historyk sztuki, zarabiała
              grosze w muzeum. A teraz jest odwrotnie - biznes się zawalił, pan ima się prac
              niewdzięcznych, a ona nabrała wiatru w żagle i handluje dziełami sztuki...


              > Dlatego wydaje mi się, że np. adwokat nie powinien się zenić z pielęgniarką, a
              > wuefista z dyrektorzycą banku, bo nie ulożą sobie takiego związku...

              Włąśnie byłam na sluzbie pary - ona jest dobrym gastrologiemz doktoratem a on
              (wykształcenie średnie) "robi w fabryce" samochodów. Są ze sobą 5 lat.
              A co do ślubów zamoznych panów z nauczycielkami/pielęgniarkami/pracownicami
              muzeów/poradni pedagogicznych/lekarkamiz przychodni - znam takie małżeństwa
              (wieloletnie) i nieźle im się układa.

              Wydaje mi się ważniejsze, zeby oboje małzonkowie prezentowali podobny poziom
              intelektualny, poczucie humoru i eee (wyrażenie niemodne) sferę spółeczną
              czyli np. dziewczynie z profesorskiego domu trudno zaakceptować faceta, który
              klnie i spędza czas z piwem przed TV (bo taki był model w domu) podczas gdy ona
              pamięta swoich rodziców wychodzących wieczorami do filharmonii.
              Trudno też będzie historykowi sztuki (nawet ubogiemu) zaakceptować pannę, która
              ogranicza się do piłowania paznokci i czytania "Pani Domu".
              >
              >
              >
              >
              >
            • brandywine Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 20:36
              strusi_ogon wyartykułował:

              >Tego się obawiam - wydaje mi się, ze jeśli ktoś (lub ktosia) ma
              zakładać obrożę i kaganiec do konca zycia, [ciach]

              Wiesz co, człowieku, skoro związek to dla ciebie obroża i kaganiec, to najlepiej się w żaden nie pakuj, bo i tak się do tego nie nadajesz.
              Chyba tyle możesz zrobić, dla dobra innych?
            • magda9911 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 22:38
              to daj sobie spokoj.a swoja droga mam nadzieje ze w przyszlosci jakas kobieta
              Ci wywali ze za malo zarabiasz i nie jestes 100 procentowym mezczyzna bo masz
              mniej kasy od niej.powodzenia.mysle ze nie wiesz czym jest milosc.jakbys kogos
              kochal to nawet o czyms takim bys nie pomyslal.plytkie i zalosne sa Twoje
              wywody.i mozna Cie bez problemu porownac do panny szukajacej bogatego
              meza;zenujace
            • anilah777 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 06:49
              według mnie niezła zasada to:"lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć. Nie można przewidzieć z góry, czy zawód partnera jest opłacalny, żeby się z daną osobą związać. Zmieni się koniunktura i sytuacja się diametralnie odwróci. Kiedyś np. marynarz to był wielki pan-dzisiaj tylko ci na kontrakcie mają dobrze, reszta ledwo wiąże koniec z końcem. Jak do tego dołożymy samotność kobiety i dzieci, to okaże się, że za marynarza nie powinna wyjść żadna rozsądna kobieta (tak, jak kiedyś za chłopaka ze wsi). Według wcześniejszych opinii taki człowiek jest zdyskredytowany, A przecież małżeństwo polega na akceptacji partnera, jego wad, chorób, pasji i przyzwyczajeń. Chyba, że się mylę?
            • hohoho7 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 09:57
              Ciekawa jestem, jaka to jest ta twoje superprofesja, ze zeniac sie z
              nauczycielka popelnilbys wielki mezalians?

              Dla mnie mezalians laczy sie z duza roznica w wyksztalceniu i ogolnie hmmm.. ze
              tak powiem w swiadomsci spolecznej,co laczy sie z pochodzeniem z innego
              srodowiska, brakiem obycia.

              Jezeli chodzi tylko o kase, to moze lepiej znajdz sobie byzneswomen
              niekoniecznie z wyzszym wyksztalceniem, bedziesz mial po partnersku wtedy.
            • uwolnic_cyce Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 18:11
              strusi_ogon napisał:
              jedno np. pracuje w
              > budzetówce, a drugie w takiej branzy, gdzie ma widoki na szybki awans i
              więcej,
              > to jest duże prawdopodobieństwo, ze ta roznica z biegiem lat będzie się tylko
              > pogłębiać.

              W budzetówce kasa może jest mizerna ale w miare pewna i stała. A "branża z
              widokami na awans" rzeczywiście może przynieśc awans ale i degradację. Podobnie
              w biznesie - fortuna kołem się toczy.Więc?
            • frankhestain dyrektorzycą banku 04.11.06, 23:52
              latego wydaje mi się, że np. adwokat nie powinien się zenić z pielęgniarką, a
              > wuefista z dyrektorzycą banku, bo nie ulożą sobie takiego związk



              dobre co to jest dyrektorzyca matołku?

            • atuskr Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 05.11.06, 02:24
              Widzisz, ja jestem niezlym specjalista od kosztow i zarabiam naprawde fajne pieniazki, natomiast moja malzonka jest pielegniarka. Jest nam ze soba super, planujemy dzieci i zyc dlugo i szczesliwie.
              Ona rownie dobrze moglaby nie pracowac, bo jej pensja starcza na kosmetyki dla niej. Co nam to daje? Ona realizuje sie w temacie, ktory uwielbia i nie musi martwic sie od pierwszego do pierwszego. Oraz daje nam jej praca poczucie bezpieczenstwa, gdybym ja przestal pracowac(jeden wiekszy blad i moge szukac pracy na budowie) zawsze ona bedzie pracowac. Oboje wychowalismy sie w skromnych warunkach, wiec nie jest dla nas tragedia wrocic do nich. Dotyczy to wszystkich pielegniarek/nauczycielek/urzedniczek przynosza do domu niewiele, ale za to sa to pewne pieniadze.
            • mamosz Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 05.11.06, 07:01
              Strasznie jestes wyrachowany trzeba powiedziec,najwyrazniej szukasz wspolnika
              do interesow a nie zony i najwyrazniej nie jestes zakochany w tej dzielnej
              nauczycielce mam tylko nadzieje ze ona w tobie tez nie.Bo wiesz pieniadze to
              TYLKO pieniadze jest jeszcze miedzy ludzmi cos takiego jak milosc np.ale ty
              najwyrazniej jeszcze o tym nie wiesz .Zycze ci wiec zebys kiedys sie dowiedzial
              i wtedy pogadamy
            • amalia3 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 05.11.06, 08:02
              no nie!!! muszę się wtrącić!!!
              Może podam własny przykład:
              5 lat temu mój mąż (wtedy oczywiście jeszcze nie) przyjechał do Polski i
              rozpoczął pracę w dużej firmie za bardzo duże pieniądze, niestety idylla nie
              trwała długo ... W Polsce wymieniono cały zarząd a w raz z nim pion wszystkich
              dyrektorów i mój mąż (wtedy już narzeczony) stracił pracę! Przez 11 m-cy był
              bez pracy, kiedy już nawet braliśmy pod uwagę wyjazd do Niemiec otrzymał
              propozycję pracy w firmie x za przyzwoite pieniądze (ale bez fajerweków)
              przyjął propozycję i zostaliśmy w Polsce.
              Ale do czego zmierzam, ja w tym czasie pracowałam i awansowałam w banku, był
              czas że tyko ja wkładałam pieniądze do domowej kasy... (aha ślub braliśmy kiedy
              mąż był bez pracy!!!) ale ani przez moment nie pomyślał, że jst mniej
              wartościowy.
              Dzisiaj pracuje w znowu w dużej niemieckiej firmie, która ma przedstawicielstwo
              w Polsce i zarabia kilkanaście tysięcy na miesiąc, a ja cóż.... dalej pracuję w
              banku i mam swoją wypłatę dla siebie...
              mój drogi myślę, że nie ma co licytować się na starcie, niestety nikt z nas nie
              wie jak ułoży mu się kariera zawodowa, a człowiek jest zawsze człowiekiem
            • kika7 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 05.11.06, 13:11
              Myślałam, że ludzie sa razem bo się kochają a nie dlatego, że nie przynoszą
              klasówek do domu. To jakieś chore. Jak można żyć kalkukując na zimno w takich
              sprawach? Nie żeń się z brunetką bo wcześniej osiwieje i będzie źle wyglądać.
              No i na farby zaczniesz wcześniej wydawać kasę.
            • tusiak79 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 05.11.06, 15:30
              Nauczycielka - anglistka nie wraca do domu przed 22, pracuje na etacie plus w
              szkole jezykowej i w paru firmach na zlecenie, zarabia dzieki temu duzo ponad
              srednia krajowa, i na pewno nie w glowie jej siedzienie z dziecmi w domu... A
              juz na pewno nie z dziecmi takiego strusiego pozal sie boze ogona. Pathetic.
          • mikrobyznesmen Rozbawiłaś mnie, Różo Wrocławska :) 06.11.06, 16:15
            Rozbawiłaś mnie, Różo Wrocławska:

            > Natomiast nauczycielka to idealna kandydatka na żonę, bo:
            > -wraca do domu koło 15.00
            ...i zasiada do sprawdzania klasówek, zeszytów itp...

            > - ma wakacje i ferie (jaksię ma dzieci, to jest to ważne, że można z nimi wtedy
            > gdzieś wyjechać,
            ... za to gdy nie ma dzieci, to rodzinka i tak musi wyjeżdżać wtedy, gdy jest
            najdrożej (wakacje i ferie zimowe), bo nauczycielka nie dostanie wolnego w maju
            lub wrześniu

            > - posiada wiedzę z zakresu pedagogiki i psychologii (ważne przy potomstwie ;)
            ... zwłaszcza gdy uczy w liceum a potomstwo ma ledwo parę miesięcy :)

            > - raczej nie jest aspołeczna,
            Co przez to rozumiesz? Ze czasem ugotuje coś w domu? :)

            > -jest dobrze wykstałcona, nie bywa wulgarna i nie skompromituje męża w
            > towarzystwie mówiąc, że "Jezioro łabędzie" to miejsce doskonałe na wypad na
            > ryby.
            Parę razy odwiedziłem szkołę, w której pracuje moja małżonka, i poznałem parę
            pracujących tam pań. Te panie nie dawały moim zdaniem wspomnianych przez ciebie
            wyżej gwarancji :))

            Do tego nauczycielka ma lub miewa tendencje do:
            = usiłowania rządzenia małżonkiem jak uczniami (czytaj: wydawania poleceń)
            = zaprzęgania małżonka do prac związanych z jej pracą (zwłaszcza gdy branża lub
            zainteresowania małżonka pokrywają się z przedmiotem, którego ona uczy)
            = wciskania mu tuż przed wyjściem do pracy pliku papierów do odbicia na ksero
            ["to w 50 egz., to w 20, i nie zapomnij mi tego zbindować" :)] u niego w firmie,
            bo u niej już od tygodnia ksero nie działa, a zreszta dyrekcja szkoły prowadzi
            reglamentację papieru do ksero :)

            Ale skoro ją kochamy to i tak na to wszystko powyższe nic nie poradzimy :))
        • k_k1 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 01:16
          kolega to z typu planowaczy - co? ułożony, zaplanowany na ostatni guzik "dobrze
          zarabiający" hehe
          biedny jesteś koleś z tymi swoimi fałszywymi założeniami i planowaniem typu
          miła, ładna ale nauczycielka w domyśle mało zarabiająca czyli ja bede dokładał -
          w ten sposób niestety do niczego nie dojdziesz (niestety to jest choroba xxi w.
          i pociesz sie ze jest was wiecej) i pamiętaj że w małżeństwie istnieje coś
          takiego jak wspólnota majątkowa - chyba ze małżonkowie zdecydują inaczej - ale
          nie masz pewności że twoja "biedna" nauczycielka zgodziła by sie na intercyze -
          i koło sie zamyka kolego. Tak czy inaczej zostaniesz sam, albo unieszczęśliwisz
          na zawsze jakąś "biedną" nauczycielke, albo trafisz na taką zajebztą realwomen
          jak ty i oboje bedziecie "szczesliwi". Swoją drogą co z twoim logicznym
          mysleniem - bo nie pojmuje sytuacji ze nauczycielka kosztuje w utrzymaniu wiecej
          - przeciez moze miec mniejsze porzeby, byc bardziej oszczedna itp, itd. No ale
          to ty jjesteś królem własnego kwadratu.
          ps. tak jesteś skręcony i wymagasz leczenia, Oni mieli racje, popros kogoś z
          członków rodziny o wsparcie, modlitwe i dobrego lekarza. niech moc bedzie z tobą
        • wj_2000 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 15:38
          strusi_ogon napisał:

          > Niedawno podczas rodzinnej dyskusji zostałem poddany ostracyzmowi
          > Dlatego pytam, czy to normalne, czy to tylko ja mam coś nierówno pod sufitem.

          Oj masz nierówno!!!
          Kobieta niezależna bardzo źle rokuje małżeństwu na dłuższą metę.
          Rzecz w tym, że w każdej grupie, nawet dwuosobowej, ktoś musi być
          przywódcą. "Partnerstwo" źle się kończy, gdy skończy się biochemia seksualnego
          pożądania i zostanie "zwykłe życie". Mężczyznom ( wynik ewolucji) wydaje sie
          naturalne, że to oni są owymi przywódcami. A dzisiejsze kobiety, zarażone ideą
          feminizmu, sie temu sprzeciwiają.
          Jeśli więc nie zdecydujesz się na rolę "pantoflarza", będziesz leżał!
          Masz szanse, choć nie gwarancję) na ułożone życie, tylko wtedy, gdy to Ty
          będziesz naprawdę zarabiał.
        • nicram82 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 06.11.06, 11:04
          w pełni popiera, uważam dokładnie tak samo od dłuższego czasu jestem związany
          studentką aktualnie, absolwentką polonistyki, cały czas twierdziła że chce być
          dziennikarką, nie podoba mi się ten zawód, no ale przynajmniej można w nim
          zarobić na utrzymanie! obecnie słyszę że chce uczyć w szkole! przy jej
          podejściu do pieniędzy (rachunek za komórkę powyżej 200zł co miesiąc) pensja
          nauczyciela ok 1100zł mówi samo za siebie

          • antidotumm Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 07.11.06, 11:55
            W moim miescie (700 tys) dziennikarze duzej (!) lokalnej gazety zarabiaja ok.
            1200 netto, a znam kilku.

            nicram82 napisał:

            > w pełni popiera, uważam dokładnie tak samo od dłuższego czasu jestem związany
            > studentką aktualnie, absolwentką polonistyki, cały czas twierdziła że chce być
            > dziennikarką, nie podoba mi się ten zawód, no ale przynajmniej można w nim
            > zarobić na utrzymanie! obecnie słyszę że chce uczyć w szkole! przy jej
            > podejściu do pieniędzy (rachunek za komórkę powyżej 200zł co miesiąc) pensja
            > nauczyciela ok 1100zł mówi samo za siebie
            >
        • julita28 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 06.11.06, 15:40
          Proponuję abyś nie zawierał żadnego związku. Problemu nie będzie.
          Swoją drogą w dzisiejszych trudnych i pazernych czasach przed zawarciem
          jakiegokolwiek związku - TO WAŻNE DLA KOBIET - należy spisywać umowę
          szczegółowo wyszczególniając co jest czyje i dokładne wyspecyfikowć kto co
          wniesie do związku i jakiego wkładu materialnego i niematerialnego należy się
          spodziewać. No cóż, takie czasy.
        • em.em.em Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 06.11.06, 16:56
          Nie wiem czy tylko ty, ale masz "coś nierówno pod sufitem".
          Jezeli mysl o malzenstwie ma sie odrzucic tylko dlatego, ze ktos jest
          nauczycielka, albo przyjac bo jest np. prawniczka w znanej kancelarii, to ci
          wspolczuje bo nie dorosles do prawdziwego zwiazku.
    • gacusia1 Co to znaczy "dokladanie do kobiety"??? 01.11.06, 18:02
      Czy Twoj strusi ogon przyslania Ci mozg????Nie pomyslales o tym,ze kobieta,gdy
      juz zostaje matka,pracuje tak samo ciezko,albo i ciezej niz jej maz???Tylko
      jest jedna DROBNA ROZNICA-JEJ ZA TE PRACE NIKT NIE PLACI!I najczesciej kobieta
      nie ma DNI WOLNYCH.
      No,chyba,ze masz na mysli lalunie,ktore nawet dziecka miec nie chca...to inna
      sprawa!
        • oxygen100 Re: Co to znaczy "dokladanie do kobiety"??? 01.11.06, 18:26
          wiesz jak wszedzie sa dwie szkoly. Dla jednych to zaden problem, ale inni
          patrza jaka dziewczyna ma pozycje, czy odpowiada mu wyksztalceniem pozycja
          towarzyska stranem majatkowym i jesli dojda do wniosku ze tak - wtedy moga sie
          juz spokojnie zakochac:)))
          Dla mojego meza nie ma znaczenia ze ja gorzej zarabiam, ale w polskiej nauce
          nie ma kokosow za to jest hehe "prestiz". On pracuje dla kasy ja dla prestizu i
          jest ok
            • exotique Re: Co to znaczy "dokladanie do kobiety"??? 04.11.06, 01:03
              Ja bym tego wyksztalceniem nie nazywala, raczej obyciem. Jest masa ludzi (np po
              2 fak na sgh) ktorzy mimo pokonczonych szkol sa chamami i nie da sie z nimi
              pogadac. a kasa- moze przyjsc dzien ze nie bedzie jej. I wtedy okazuje sie, jak
              wiele laczy dwoje ludzi. stare przyslowie mowi - lepiej we dwoje pod mostem niz
              samemu w palacu


              www.exotique.blox.pl
      • piekielnica1 Re: Co to znaczy "dokladanie do kobiety"??? 02.11.06, 21:14
        gacusia1 napisała:
        > kobieta,gdy
        > juz zostaje matka,pracuje tak samo ciezko,albo i ciezej niz jej maz???Tylko
        > jest jedna DROBNA ROZNICA-JEJ ZA TE PRACE NIKT NIE PLACI!I

        Nie tylko nie płaci, ale nie docenia i nie szanuje tej pracy.

        "Gdyby ktoś chciał płacić...
        to usługi wykonywane przez niezatrudnioną na etacie kobietę, która zajmuje się
        domem, warte są, według amerykańskich ekspertów, średnio 134 121 dolarów
        rocznie. Te z pań, które pracują zawodowo,nadal wykonują w domu pracę o
        wartości 85 876 dolarów."

        Do korzystania z owoców tej nigdy niedocenionej i nie opłaconej pracy panowie
        są pierwsi. I to z przekonaniem, że jest im należna.
        Jeżeli zaś chodzi o "ich" pieniądze to niepracujące kobiety słuchają, że jak
        się jest nierobem i darmozjadem, to żadnych wymagań czy oczekiwań mieć nie
        powinny.
        • keradk Re: Co to znaczy "dokladanie do kobiety"??? 03.11.06, 18:24
          bardzo naukowy wywod...jako specjalista od szacowania pracy i wynagrodzen(czyli
          amerykanski expert) moge powiedziec jedno: BUAHAHAHAHAHAHHAHAHHAHA! kwota 134
          121 to chyba przypadkowo wklepane klawisze?

          prace gosposi(phi! sprzatanie raz w tygodniu), kucharki (phi! 3 posilki
          dziennie) i opiekunki do dziecka nie sa zbyt wysoko wyceniane:) Inna sprawa to
          moralnosc - jak mozna brac pieniadze za opieke nad wlasnym dzieckiem?
          Traktujesz to jak prace ty wyrodna matko? A moze dziecko potem sprzedasz?
          wycenisz?
          • makatka4 Re: Co to znaczy "dokladanie do kobiety"??? 03.11.06, 20:11
            Prace gosposi, kucharki, opiekunki do dziecka nie są zbyt wysoko płątne (choć w
            USA znacznie wyżej niż u nas), ale zauważ, że tu są wykonywanie równocześnie:
            musiałbyś więc opłacać trzy pracownice plus sekretarkę od logistyki, kierowcę
            od wożenia latorośli na zajęcia i prowadzania do lekarza etc.
          • piekielnica1 Re: Co to znaczy "dokladanie do kobiety"??? 03.11.06, 21:11
            keradk napisał:
            > prace gosposi(phi! sprzatanie raz w tygodniu), kucharki (phi! 3 posilki
            > dziennie) i opiekunki do dziecka nie sa zbyt wysoko wyceniane:) Inna sprawa
            > to moralnosc - jak mozna brac pieniadze za opieke nad wlasnym dzieckiem?
            > Traktujesz to jak prace ty wyrodna matko? A moze dziecko potem sprzedasz?
            > wycenisz?

            Phi. phi. moralność.
            Męska motalność to dopiero moralność.
            Cóż Ty możesz wiedzieć o domowej pracy kobiety?.
            Mamuśka obsłużyła na fula i pewnie dobrego słowa nie usłyszała, bo gdyby dobrze
            Cię wychowała to wykazałbyś odrobinę szacunku i zrozumienia dla trudu kobiety.
            A Ty tylko pogardę i lekceważenie.
            Pozdrowienia dla mamy.
        • sandiii jak to nie płaci za prace w domu! 06.11.06, 14:20
          Jeśli facet zarabia za dwoje to znaczy że płaci za prace żony w domu.
          Utrzymując rodzine utrzymuje nie tylko siebie ale taże i ją, czyli jej płaci!
          Wymiana jest w wiekszości Barterowa: Ona pracą; On utrzymaniem.

          Problem jest w kobietach które zaczeły zarabiać i nie chcą oddac swoich zarobków
          rodzinie! On ma oddawać pieniądze rodzinie, One nie chcą (twierdzą że to ich
          kasa a nie rodziny). Czyli takie partnerstwo wg filozofii Kalego.

          Rodzina to obowiązek obu stron i finansowy, i wyrazony roboczogodzinami.
    • piekielnica1 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 02.11.06, 09:19
      strusi_ogon napisał:
      > a nie o wiecznym dokładaniu do
      > kobiety,

      Czy jeszcze jakieś inne kryteria kobieta powinna spełniać?,
      czy wystarczy, że zarabia na siebie, zajmuje się całą logistyką domowego
      ogniska i świadczy dobry seks, ale tylko wtedy gdy jaśnie mąż ma ochotę?
    • pinup Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 02.11.06, 15:31
      jak dla mnie normalna sprawa.
      kazdy ma swoj system wartosci i ty masz prawo patrzec na kase, jezeli to dla
      ciebie wazne. nie rozumiem oburzenia innych, bo z jakiej racji ktokolwiek ma
      sie dzielic zarobiona wlasnymi rekoma lub glowa kasa z kims innym? kochajmy sie
      jak bracia, liczmy sie jak zydzi. bardzo mi sie podoba to powiedzenie. poza tym
      tu nie chodzi o przejsciowa sytuacje, czy wypadek losowy. dlaczego masz sie
      skazywac na wieczne utrzymywanie zony? moja mama byla nauczycielka i wiem czego
      sie dorobila z nauczycielskiej pensji. twoja kasa i masz prawo nie chciec sie
      nia dzielic. dla mnie madrosc to miedzy innymi umiejetnosc zarobienia godziwych
      pieniedzy. nie wyobrazam sobie utrzymywania kogos, bo wybral kiepski zawod, ani
      tego, zeby do mnie ktos dokladal.
      jestem kobieta tak na marginesie.
        • hultajka76 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 12:19
          strusi_ogon napisał:

          > Spotykać się, a ozenić się to dwie rozne sprawy. Ozeniłbyś się z taką
          kobietą?


          Cała ograniczoność Twojego toku myślenia, polega na rozpatrywaniu przez Ciebie
          sytuacji "tu i teraz". Bieżąca sytuacja finansowa Twojej partnerki (Twoja
          również), to rzecz tak chwiejna jak pogoda w Londynie. Najmniej stała podstawa
          do budowania opinii o słuszności poslubienia owej kobiety. Sytuacja finansowa
          zmiania się bowiem jak w kalejdoskopie i nie wykluczone, że szara myszka-
          nauczycielka, za roku lub 15 lat, ęedzie utrzymywała Ciebie - niedoszłego Pana
          milionera. Myśle (mając przekonanie, że w mej opinii nie jestem odosobniona),
          że podstawą małżeństwa jest zaufanie, szacunek, poczucie bezpieczeństwa i
          pewność, że możesz na drugiej osobie polegać bez względu na to czy znajdujesz
          się na bądź pod wozem. Miłość po prostu Kolego.

          Podsumowując watek:

          Bleeeeeeeeeeee


          P.S. Analogicznie rozpatrując sytuację, oznacza to, ze gdybyscie byli
          równorzędnymi partnerami w małżeństwie (równiez pod względem zarobków), ale w
          wyniku wypadku zostałbys inwalidą i nie mógł pracowac...żona powinna poszukac
          sobie mniejszej kaleki???? I D I O T Y Z M
            • hultajka76 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 13:42
              strusi_ogon napisał:

              > Rozumiem, że nie miałabyś oporów przed np. wyjściem za pracownika
              supermarketu,
              > ktory zarabia 700 netto i mieszka z rodzicami, bo go nie stać na wynajem nawet
              > pokoju? Bo „miłość przede wszystkim”, a on jest inteligentny i uroc
              > zy?


              Powiem tak. Zgranie intelektualne i podobne spojrzenie na świat, mądrość
              ksiązkowa i ta zyciowa również są ogromnie ważne przy dobieraniu się w pary.
              Nie przeczę. Ale co u licha ma do rzeczy praca i wysokość zarobków???
              Wiem co piszę, bo jestem osoba niezwykle doświadczona w poruszanym temacie.

              Od zawsze ;) mam wykształcenie wyższe w zakresie finansów, dwa razy studia
              podyplomow, czytam duzo książęk i mam wyrobione zdanie na większość tematów. 2
              lata temu jednak spotkała mnie taka sytuacja zyciowa, że nagle zostałam bez
              pracy. Oczywiście wzięlam się za intensywne poszukiwania, ale nie było to
              łatwe. W związku z tym, że nie mam mozliwości uwieszenia sie na garnuszku
              rodziców i nikt mnie nie utrzymuje, nie mogłam sobie pozwolic nawet na dwa
              tygodnie bez pracy. Zatrudniłam sie jako opiekunka do dzieci. Na czarno. W
              wieku 30 lat. Pracowałam tak 6 miesięcy. Dopóki nie znalazłam pracy.

              Rozumiem, ze gdybys mnie wówczas poznał i dowiedział się, że jestem niańka u
              bogatych państwa, nie miałabym szans??? Teraz mam dobra prace i zarabiam tez
              bardzo dobrze....poznana teraz - szanse bym miała.

              Sek w tym, że ja i teraz i wtedy byłam tą sama osobą.....
            • misiunia.malutka Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 05.11.06, 16:28
              Kiedy zamieszkałam ze swoim Mężem, zarabiał 800 zł netto. Teraz razem
              prowadzimy firmę. Nigdy nie twierdziłam, że teraz jesteśmy bardzie szczęśliwi
              niż wtedy. Kocham go tak samo mocno i tylko to się zawsze dla mie liczyło.
              Często zamożni ludzie nie są profesorami, tylko nauczycielami, budowniczymi i
              innymi "zwykłymi ludźmi" którzy w pewnym momencie swojego życia wpadli na
              pomysł jak zarobić pieniądze przez duże P.
              Moja sygnaturka mówi sama za siebie - ja KOCHAM swojego Męża niezależnie od
              tego ile zarabia, jaki ma nastrój, czy jest zdrowy i jak wygląda.
              Miłość jest bezwarunkowa.
              ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
              Kocham moje życie.
              Moje życie ma na imię Bartuś :)
        • gczern Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 05.11.06, 10:51
          Mamy inny punkt widzenia, jak się spotykam z kobietą to znaczy że chcę ją
          poznać pod kątem stałego związku (także małżeństwa) spotykam się kiedy wiem jak
          wygląda i co sobą mniej więcej reprezentuje więc to już chyba dobrze świadczy
          ale żeby odpowiedzieć na pytanie to tak gdyby okazała się fajna ładna miła its
          a zarabiałaby mało to nie stanowiłoby to dla mnie przeszkody mimo że sam aż
          takich kokosów nie zbijam
    • megasia Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 13:20
      Nie napadajcie na StrusiegoOgona tak bardzo. Partnerstwo jest ważne - może on
      to ujął zbyt dosadnie, co więcej - akceptacja niższych zarobków kobiety jest
      powszechna w społeczeństwie - a odwrotnie - już nie bardzo. Ja mam ten problem,
      że jakoś lgną do mnie często życiowi nieudacznicy - nie miałabym pretensji, że
      mój mężczyzna - chirurg zarabia tyle ile zwykle lekarz w naszym kraju, ale
      facet po tych samych studiach co ja, który nie umie zarobić na przysłowiowe
      waciki...- to duży problem.
      I to się bardzo odbija pożniej w związku - właśnie na facecie. Bo czuje się
      zdołowany, zdominowany, itepe.
      Zgodzę się z jednym z przedmówców - jeżeli ktoś wybrał zawód niskopłatny, ale
      jest spełniony, szczęsliwy, nie należy do wiecznych poszukiwaczy niewiadomo-
      czego - to ok, jeżeli zaś kręci - zmienia prace, wiecznie przegląda gazetę i
      nic z tego nie wynika - to jest be.
      Zwraca też uwagę powszechny sąd , że kobieta jest dawczynią "innych świadczeń" -
      seksu, opieki nad dzieckiem, usług domowych. Ja np. uważam, że powyższe w
      równym stopniu powinny dotyczyć obu stron. Zatem nie widzę powodu, dla
      którego "świadczenie" tych "obowiązków" powinno jakoś być jednej ze stron
      wynagradzane.
      Podsumowując - różnica zarobków to nie jest rzecz, od której można abstrahować.
      Trzeba mieć świadomość - i ją zaakceptować - lub nie, żeby później nie mieć do
      partnera-nauczyciela pretensji o specyfikę zawodu. Nieakceptowale jest dla mnie
      późniejsze "wypominanie" różnic - czy to zarobków, czy to np. wykształcenia lub
      pochodzenia. A odrzucanie kogoś z takich a nie innych przyczyn - może nie jest
      godne pochwały, ale jest przynajmniej szczerym postawieniem sprawy.
      • infractus Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 17:00
        Ośmielę sie zauważyć, że w kwestii urodzenia i wychowywania dziecka
        (przynajmniej przez pierwsze pół roku-rok jego życia) "równego podziału"
        obowiązków trudno dokonać.
        Prawdza jest naga: przez te parę miesięcy ktoś zwykle musi siedzieć z maluchem
        w domu, i zwykle nie jest to mężczyzna. A taka - konieczna - przerwa w pracy
        może wpłynąć w niekorzystny sposób na karierę świeżo upieczonej mamy. Poza tym,
        kobieta z małym dzieckiem staje sie mniej "mobilna" - załóżmy, nie będzie już
        latać po Europie jako ekspert swojej firmy od rozwiązywania problemów i spędzać
        w domu co drugiego weekendu.
        Zatem uważam, że fakt urodzenia i wychowywania dziecka szkodzą zwykle karierze
        kobiety - więc jakoś by to można wynagrodzić.
        Pozdrawiam
        • megasia Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 18:40
          ok, ale np. mój przyjaciel jest tatusiem -pracującym-w-domu i to on ponosi w
          ciągu tygodnia gros ciężarów związanych z wychowaniem.

          nie kwestionuje, że owszem - to kobieta ponosi duży nakład czasowy w okresie
          ciąży i po urodzeniu. zauważ jednak, że poźniej nie ma żadnych przeszkód, żeby
          obowiązki dzielić po rowno. za nami już (mam nadzieję) czasy weekendowych
          tautusiów, co tylko raz w tyg. z dzieckiem na lody, a poza tym - zupełny brak
          zainteresowania potomkiem.
      • mooki Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 06.11.06, 18:40
        Tak sie sklada ze to ja jestem jednym z tych "życiowych nieudacznikow" ktory
        mial watpliwa przyjemnosc "lgniecia" do Megasi.
        Mialem nizsza pensje, gorsze stanowisko i wyksztalcenie. Bylem tez czesto przez
        to dolowany przez ciagle "zrob cos z tym". No i zrobilem. Zaczalem nowe zycie,
        mam teraz lepsze stanowisko, kilkarotnie wyzsze zarobki od megasi, moja
        dzieczyna nie musi pracowac (choc robi to bo chce) i NIGDY nie rozmawialismy o
        pieniadzach, wyksztalceniu ani innych roznicach ktore nas dziela bo nie ma
        takiej potrzeby. Warto popatrzec na to z innej strony, moze niektore kobiety
        nie maja innego wyboru, jak tylko wiazac sie z "zyciowymi nieudacznikami", bo
        za wysokie progi...? Moze niektore kobiety lubia miec przewage i kierowac
        zyciem swoich niedorobionych samcow? Oczywiscie do czasu kiedy osiagna
        samodzielnosc i nadejdzie dzien zaplaty za upokorzenia?
    • m_lena102 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 13:42
      Ja uważam ,że stusi_ogon ma trochę racji. Zeby związek był partnerski , to obie
      osoby powinny mieć podobny poziom wykształcenia i podobne zarobki . Myslę, że
      osoba , która zarabia dużo mniej od partnera , stara się to nadrobić w inny
      sposów (sprząta , robi zakupy itp.) i wcale nie jest z tym szczęśliwa. Czuje
      się niedoceniana i nic nie warta .
    • bogo2 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 13:43
      najbardziej nie lubie, jak ona zarabia wiecej ode mnie...
      wtedy gadki o partnerskim zwiazku zupelnie mnie nie rajcuja...
      a jak ona , zaczyna mowic o dokladaniu do mnie...to nie wiem, co myslec....
      ogon strusia...?
      to hipoteza z innej planety...

      strusi_ogon napisał:

      > Jak w temacie - patrzycie na to czy nie?
      >
      > Czy np. żeniąc się, zwracacie uwagę na to, czy kobieta zarabia na tyle, żeby
      > można było mówić o związku partnerskim, a nie o wiecznym dokładaniu do
      > kobiety, czy jest to dla was bez znaczenia?
    • imbirgirl Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 14:08
      ....."a nie o wiecznym dokładaniu do
      kobiety, czy jest to dla was bez znaczenia? "
      Strusi ogon Ty to masz chyba niewiele więcej w głowie niż kura. Kobieta to nie
      stary samochód do którego się dokłada. Ona też coś daje w zamian. To się nazywa
      związek. Kapujesz??


    • myszsz78 sytuacja finansowa mężczyzny 03.11.06, 14:56
      Jestem kobietą i zwracałabym na to uwagę u faceta. I uważam, że mężczyzna ma
      jak najbardziej prawo do tego, żeby nie dokładać wiecznie do kobiety.
      Osobiście, nie chciałabym, żeby nawet w sytuacji losowej facet dawal mi
      pieniądze, wolę tak gospodarować swoimi finansami, żebym w razie jakiejś nagłej
      potrzeby mogła o siebie zadbać sama korzystając z własnych rezerw. Co najwyżej
      pozyczyłabym tylko pieniądze.
      • epog Re: sytuacja finansowa mężczyzny 03.11.06, 18:40
        piszą tu jak widzę sami młodzi ludzie,bez doświadczenia życiowego, więc pozwolę
        sobie dodać głos osoby doświadczonej.Oboje z mężem jesteśmy inżynierami, ale po
        urodzeniu dzieci zdecydowałam się na studia nauczycielskie i jestem
        nauczycielką. Dzieci były zawsze zadbane, mąż miał komfort psychiczny i robił
        karierę, dzięki temu zarabia teraz 8 razy więcej ode mnie. NIGDY nie robił
        problemu z tego,że pieniędzmi wszystkimi zarządzam ja i żyjemy szczęśliwie już
        30 lat, mam nadzieję,że moije dzieci będą miały równie szczęśliwe małżeństwa.
    • o90 kobieta powinna miec mozliwosc wyboru 03.11.06, 17:22
      czy chce czy nie chce pracowac
      dlatego facet powinien zarabiac tyle
      aby moc jej to bez jakichkolwiek problemow zagwarantowac wolnosc tego wyboru
      dlatego kondycja finansowa kobiety jest bez znaczenia
      jak nie potrafisz nie pchaj sie na afisz

      dodam, ze to kobieta wybiera mezczyzne a nie odwrotnie jak sie niektorym wydaje

      ten glupi konserwatyny pomysl z wolnoscia wyboru dla kobiety promuje od lat
      ultra prawicowy oszolom Korwin Mikke
      i jak wam sie wydaje ktore podejscie lepsze Korwina czy feministek
      moja Zona woli podejscie Korwina
      ale moja rodzina to ultraprawicowe oszolomy :)
        • o90 ma 03.11.06, 17:48
          ma ten wybor albo pracuje albo nie
          tyle ze jak nie pracuje trudniej zonie kupic kwiaty
          po co sobie i zonie utrudniac zycie
          wybor ma a ze wybiera madrze czyli pracuje, to chyba oczywiste
          • oranz Re: ma 03.11.06, 17:53
            nie widze problemu w tym że bedę utrzymywac swojego partnera jeśli bedziemy
            mieli na to ochote albo zajdzie taka potrzeba
            czasami sie zastanawiam czy faceci nie powinni zacząć walczyć o swoje prawa,
            jakim prawem ktokolwiek nakazuje im pracować na swoje żony, dzieci i dom,
            nakazuje być twardzielem i zabrania płakać, mamy 2006 rok ludzie! jak czytam
            niektóre wypowiedzi to jestem przerażona
            • hohoho7 Re: ma 04.11.06, 10:19
              > czasami sie zastanawiam czy faceci nie powinni zacząć walczyć o swoje prawa,
              > jakim prawem ktokolwiek nakazuje im pracować na swoje żony, dzieci i dom,

              No wiesz, jeszcze nie wymyslono sposobu na to, jak sie zamienic rolami.
              Zebysmy to my pracowaly, a oni niech rodza dzieci.
              Sprobuj pracowac zawodowo, wychowywac dziecko i dbac o dom podczas gdy facet
              zarabia tylko na siebie i nie doklada nic na dzieci.
              Bo tak cie zrozumialam.

              Nikt im nie nakazuje pracowac na rodzine,bonikt w ogole nie zmusza, zeby taka
              posiadac.
        • atena_z Re: kobieta powinna miec mozliwosc wyboru 03.11.06, 18:08
          oranz napisała:

          > każdy facet tez powinien mieć mozliwość wyboru : chce pracować czy nie !!!!

          Jasne, znajdź tylko kobietę, która zarobi na ciebie. Aha, nie zapomnij, że to
          ty będziesz zajmował się domem, ty będziesz opiekował się dziecmi, ty będziesz
          latał z mopem po mieszkaniu, ty będziesz gotował... powodzenia, jeśli to twoje
          marzenie, bo wiesz wiele kobiet nie ma wyboru i tylko to im zostaje
          • oranz Re: kobieta powinna miec mozliwosc wyboru 03.11.06, 18:12
            wiem ale to chyba właśnie polega na tym żeby sie nie dać, zresztą nie wyobrażam
            sobie życia z facetem, który próbuje zrobić ze mnie sprzątaczke i gosposię.
            Pamietaj jednak że sami sobie wybieramy partnerów i partnerki, na szczęście.
            Czasami staję w obronie facetów, bo czesto zaganiani są w szablony, tak samo
            jak my-kobiety, wszystcy mamy narzucone role. Od nas zależy czy sie na to
            zgadzamy.
            • hohoho7 Re: kobieta powinna miec mozliwosc wyboru 04.11.06, 10:25
              > Czasami staję w obronie facetów, bo czesto zaganiani są w szablony, tak samo
              > jak my-kobiety, wszystcy mamy narzucone role. Od nas zależy czy sie na to
              > zgadzamy.

              Niektore role sa naturalne, i nic tego nie zmieni. Facet nie urodzi za ciebie
              dziecka, moze ci pomoc tylko w inny sposob, dokladajac do twojego utrzymania
              wtedy, kiedy skupiasz sie na roli matki kosztem pracy zawodowej. Mozesz sie nie
              godzic na taka role. Ale nie wiem czy warto azciskac zeby i byc taka
              samowystarczalna bohaterka.
      • skrzypce1 Re: kobieta powinna miec mozliwosc wyboru 03.11.06, 17:46
        Mysle, ze obie strony powinny miec prawo wyboru. Nie bede sie wypowiadal za
        caly ogoniasty gatunek, ale za siebie. Jako facet osiaganalem poziom, ze nie
        musze sie martwic o finansowa stabilizacje. Jakkolwiek preferuje jezeli kobieta
        jest finansowo uniezalezniona. Jezeli ma byc to "upiekszajacy dodatek" do
        mojego samochodu, wieczornego wyjscia do restauracji, zabawienia sie w kregu
        przyjaciol, itp. w takim przypadku wszelkie koszta przyjemnosci ja poniose. Nie
        jest istotne czy kobieta ma jakikolwiek finansowy status.
        "o90" napisala; "...jak nie potrafisz to sie nie pchaj na afisz...". Jest to
        swieta racja. To kobieta ma byc na afiszu a ja tylko zmieniam jego tresc.
      • agunia100 Re: kobieta powinna miec mozliwosc wyboru 03.11.06, 17:53
        Dziwna ta dyskusja. Bardzo w stylu dzisiejszych czasów. Wydaje mi się, że nie
        ma nic złego w dzieleniu się lepszymi zarobkami z osobą, którą się kocha. Nie
        ważne czy kobieta czy mężczyzną. Jeżeli ludzie się kochają, szanują i są
        usatysfakcjonowani związkiem nie rozumiem, jak różnica zarobków może mieć
        znaczenie.
        Jestem już 4 lata po ślubie i wiem, że pieniądze nie wiele znaczą jak nie ma
        się z kim nimi dzielić. Znam niezwykle szczęśliwe pary żyjące bardzo skromnie i
        zmanierowane, smutne, nieszczęśliwe związki bogaczy.
        Nie wiem ile masz lat i na jakim etapie życia jesteś, ale uwierz, że budowania
        szczęścia z partnerem po uwczesnym przeanalizowaniu wszystkich aspektów jego
        sytuacji życiowej niczego dobrego nie wróży.

        A tak wogóle to związki kobiety nauczycielki i mężczyzny dobrze zarabiającego
        to doskonałe rozwiązanie. Korzyści dla rodziny wynikające z pewności pracy,
        opieki socjalnej, długich wakacji, krótszego dnia pracy równoważą często
        ciężką, stresującą, wypalającą pracę biznesmena. I jakie korzyści dla
        społeczeństwa:) Pani nauczycielka może skupić się na edukacji przyszłych
        pokoleń zamiast gonić do drugiej pracy.

        Pozdrawiam i życzę więcej otwartości w szukaniu szczęścia w życiu,
        Agunia
        • voltri Re: kobieta powinna miec mozliwosc wyboru 03.11.06, 18:30
          A ja dobrze rozumiem dylemat kolegi - autora postu. Uwazam ze partnera /
          partnerke czy kandydata na wspolmalzonka trzeba dostosowac do potrzeb zyciowych
          i swoich planow. Chociaz sama jestem dziewczyna niedlugo po studiach, to juz
          teraz zarabiam calkiem dobrze, i jestem baaaardzo ambitna jezeli chodzi o
          sprawy zawodowe. Chce miec rodzine, ale wiem, ze rodzina ktos musi sie
          zajmowac. Wiem ze to raczej nie bede ja, bo sie nie nadaje. Ale nie mam nic
          przeciwko finansowaniu rodziny ( wiele kobiet sobie tego nie wyobraza, bo to
          ogromna odpowiedzialnosc na barkach jednej osoby- ja sie takiej
          odpowiedzialnosci nie boje) Zgodzilam sie wyjsc za maz za mojego partnera bo
          wiem, ze doskonale do siebie pasujemy: on nie ma wygorowanych ambicji, nie
          traktuje swojej pracy priorytetowo. Zawsze bardzo mi ten luz imponowal, choc
          wiem ze sama tak nie potrafie. Nasz zwiazek ma dla niego priorytet i
          przeprowadzil sie dla mnie do obcego kraju. W dodatku Uwielbia zajmowac sie
          dziecmi, lubi domowa atmosfere. Wiem, ze partnera nalezy szukac z glowa a nie
          tylko kierowac sie tylko emocjonalna aura., bo jak emocje opadna, to trzeba
          bedzie jakos razem zyc.....
          • hohoho7 Re: kobieta powinna miec mozliwosc wyboru 04.11.06, 10:35
            pachnie wyrachowaniem.
            jesli dobrze mysle, to jestesmy w tym samym wieku, a twoj post pobrzmiewa troche
            wypowiedzia starszej kobiety. Nie slysze w nim euforii, jesli chodzi o ten zwiazek.
            Wyglada na to, ze szukasz dobrego reproduktora i babysittera. I trafilas na
            takiego. Wydaje mi sie, ze w takim ukladzie kobieta szybko sie wypala i ten
            spokojny facet zaczyna ja denerwowac. Chcialaby, zeby czasem on byl gora,
            zaimponowal czyms i odciazyl.
        • nieco8 Re: kobieta powinna miec mozliwosc wyboru 03.11.06, 20:01
          Podpisuję się pod tym co napisala agunia100. Przykre jest to ze w naszym
          spoleczenstwie jest coraz wiecej samolubnych i pozbawionych uczuc wyzszych
          jednostek, ktore przeliczaja wszystko na pieniadze. Owszem ulatwiaja one zycie,
          ale milosc, rodzina, zwiazek to sa prawdziwe wartosci, dla ktorych warto sie
          poswiecic.
          Strusi-ogon, czy po slubie bedziecie mieli oddzielne kasy i kazde z malzonkow ma
          finansowac wlasne potrzeby, a na dzieci bedziecie sie skladac?
          Ponadto nalezy wziac pod uwage takze to, ze kobiety sa traktowane jako
          pracownicy gorszej kategorii i sa czesto pomijane przy awansach, mniej zarabiaja.
          Zycze ci zebys znalazl w zyciu prawdziwa milosc i nie patrzyl na stan konta.
    • zenek1011 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 18:20
      Moja kobieta (obecnie narzeczona) zarabia dużo więcej ode mnie. Ukończyła dobre
      studia i realizuje sie w biznesie. Ja ciułam w "budżetówce", ale nie czuje sie
      z tego powodu gorszy. Ukończyłem studia dzienne o profilu przyrodniczym, i
      zdawałem sobie sprawę, że kokosów w życiu z tego nie zbiję. Robię jednak to co
      kocham i to uważam za najważniejsze. Pogląd, że mężczyzna powinien zarabiać
      więcej uważam za staroświecki i zupełnie nie pasujący do obecnych czasów.
      Najważniejsze jest zaufanie, że pracujemy razem na naszą wspólną przyszłość..
    • veroy wszystko ma znaczenie. 03.11.06, 19:15
      każdy z partnerów musi mieć swój wkład "praktyczny" w związek, nie ważne czy to
      nieodpłatna praca w domu - dbanie o ognisko domowe, wychowanie dzieci ,czy też
      przynoszone do domu pieniądze. ważne, by wkład obu stron był porównywalny i by
      każda ze stron pamiętała o wysiłku włożonym przez drugą w utrzymanie domu-
      rodziny.

      co do nauczycielek i ich przystosowania do bycia żoną-matką - moja matka jest
      nauczycielką i nie ma żadnego skrzywnienia zawodowego które zostało opisane
      wcześniej. lepszej matki wręcz nie mogłabym sobie wyobrazić, bo nie tylko
      świetnie rozumie młodzież po tylu latach pracy z nią, ale w trakcie wychowania
      wiedziała też ,na ile może mi pozwalać (miała w końcu porównanie, nie popadała
      w skrajności jak matki koleżanek) i co powinno ją niepokoić w moim zachowaniu.
    • chie Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 19:59
      strusi_ogon napisał:

      > Jak w temacie - patrzycie na to czy nie?
      >
      > Czy np. żeniąc się, zwracacie uwagę na to, czy kobieta zarabia na tyle, żeby
      > można było mówić o związku partnerskim, a nie o wiecznym dokładaniu do
      > kobiety, czy jest to dla was bez znaczenia?


      Związek partnerski na pewno nie powinien się sprowadzać tylko do wymiaru
      finansowego. Bo jeśli dobrze zrozumiałam dzielisz się obowiązkami domowymi tylko
      wtedy, kiedy kobieta zarabia na dom tyle co ty.
      Moim zdaniem to chory układ.
      Na przykładzie mojego związku (wprawdzie niezalegalizowanego, ale dość długiego
      - mieszkamy ze sobą około 3 lat - więc to prawie już jak małżeństwo) mogę
      powiedzieć, że wysokość naszych zarobków nie była dla nas wyznacznikiem tego czy
      ja chcę być z nim lub on ze mną. To ja zarabiam mniej od mojego partnera ale on
      nigdy do mnie nie dopłacał. Wiem, że to trudno zrozumieć niektórym Panom ale ja
      po prostu odmawiam sobie pewnych rzeczy, jeśli mnie na nie nie stać. Zarabiam
      tyle, że po równo dokładam się do opłat za mieszkanie i wydatków na jedzenie. To
      co mi zostaje po zapłaceniu za podstawowe rzeczy przeznaczam na ubrania dla
      siebie, jakąś ksiązkę, wyjście do kina razem z partnerem (każdy płaci z nas za
      siebie), a jeśli chcę coś sama kupić do domu (np. jakiś nowy mebel) składamy się
      na pół lub ewnetualnie on czeka, aż uzbieram brakująca połowę (i to ja nalegam,
      żeby on do mnie nie dopłacał).
      Jeśli on widzi, że mi nie odpowiada to, żeby on płacił całą kwotę np. za nową
      pralkę a wie, że mnie nie stać na jakiś najdroższy model, to wtedy dochodzimy do
      takiego kompromisu, że kupujemy po prostu pralkę z niższej półki cenowej. Myślę,
      że stosunek mojego chłopaka do tych spraw wynika z tego, że on nie czuje
      potrzeby wciąż udowadniać mi, że to on jest lepiej sytuaowany i na każdym kroku
      mi o tym przypominać.
      Pododnie jest z samochodem. Jest jego, to on go sobie kupił, w związku z czym ja
      jeżdzę nim bardzo rzadko, a jeśli już to staram się dokładać do benzyny. Myślę
      jednak, że jesteśmy kwita, bo mieszkanie w którym mieszkamy jest moją własnością
      (wprawdzie je odziedziczyłam, ale i tak dzięki temu w przyszłości nie będziemy
      zmuszeniu do wzięcia kredytu).
      To, że nie ma między nami nieporozumień bierze się stąd, że każde z nas szanuje
      przestrzeń drugiej osoby w związku i stara się jej nie naruszać. Również tej
      finansowej.

      • floric Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 20:52
        Myślę
        > jednak, że jesteśmy kwita, bo mieszkanie w którym mieszkamy jest moją
        własności
        > ą
        > (wprawdzie je odziedziczyłam, ale i tak dzięki temu w przyszłości nie będziemy
        > zmuszeniu do wzięcia kredytu).

        Jesli mieszkanie jest twoje powinnas powbierac od niego oplate za wynajem,
        wtedy bylibyscie kwita.
      • klimerowie Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 20:57
        czytałam spokojnie całą dyskusje ale post chie jest naprawde drastyczny, to
        wyliczenie, odliczanie równych połówek, mój maż zarabia wiecej ode mnie, ja
        tez sie dokładam do wspólnych wydatków np. płacę czynsz itp. ale jakbyśmy tak
        mieli sobie równo wyliczac, straszliwe, czy kiedyś Cie zaprosił do kina i sam
        zapłacił, strasznie wyrozumiały ten chłopak, godzi się na pralke z nizszej
        połki, a moze jeśli lepiej zarabia, niech dorzuci więcej i kupi lepszą, okropne
        to wyliczanie!!!
        • chie Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 22:56
          klimerowie napisała:

          > czytałam spokojnie całą dyskusje ale post chie jest naprawde drastyczny, to
          > wyliczenie, odliczanie równych połówek, mój maż zarabia wiecej ode mnie, ja
          > tez sie dokładam do wspólnych wydatków np. płacę czynsz itp. ale jakbyśmy tak
          > mieli sobie równo wyliczac, straszliwe, czy kiedyś Cie zaprosił do kina i sam
          > zapłacił, strasznie wyrozumiały ten chłopak, godzi się na pralke z nizszej
          > połki, a moze jeśli lepiej zarabia, niech dorzuci więcej i kupi lepszą, okropne
          >
          > to wyliczanie!!!

          Chyba się nie zrozumiałyśmy. Nikt nic nie wylicza, po prostu ja nie lubię jak
          ktoś do mnie dopłaca. To, że on nie chce dorzucić więcej na przykład na pralkę,
          bierze się stąd, ze to ja mu na to nie pozwalam, mimo, że on czasem chce kupić
          coś droższego. Jeśli ama ochote mi zrobić prezent, to proszę bardzo, ja nie ma
          nic przeciwko temu, ale to co jest nasze wspólne, ustaliliśmy, że kupujemy razem.
          A prezenty mi daje ale nie jest to na pewno banalany zakup pralki.
        • chie Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 03.11.06, 23:09
          ewa20073 napisała:

          > Po prostu brak słów. Czy bierzecie pod uwagę że np. on je więcej, a Ty masz
          > więcej ubrań do prania? To musi wam komplikować rachunki...


          Ubrania każde z nas pierze sobie sam, więc tu problemu nie ma żadnego. A poza
          tym ja akurat nie mam zbyt dużo ubrań (nie cierpię robić zakupów) wiec pralka
          nie jest przeładowana aż tak moimi rzeczami.
          Natomiast wspólnie kupujemy podstawowe pordukty żywnościowe (chleb, masło,
          mleko, cukier, etc.). Jeśli on ma ochotę na coś więcej dla siebie, po prostu sam
          to sobie dokupuje. Sprawę utrudnia fakt, że ja jestem wegetarianką, więc przy
          zakupie mięsa, które on jada ja nie biorę udziału, więc naprawdę nie wiem skąd
          tyle słów oburzenia.
          Po prostu to jest wg mnie partnerskie życie. I nie wyobrażam sobie innego. Ja
          nie jestem zależna od niego w żadnym stopniu ani on ode mnie (w sensie, że ja mu
          się nie musze odwdzięczać nieodpłatnymi pracami domowymni za to, że on do mnie
          dopłaca).
          Ile razy słysze z ust moich koleżanek pracujących w budżetówce narzekania,
          których mężowie, pracujący za o wiele większe pieniądze, wracając do domu wręcz
          domagają się tego aby one natychmiast przerwały to czm się akurat zajmują i
          odgrzały im obiad, które zresztą same ugotowały - bo to oni utrzymują ten dom i
          to im się należy odpoczynek a nie kobietom "poprawiającym tylko w domu klasówki"
          - to ja jednak wolę mój równy podział. Dzięki temu nikt mi nie będzie niczego
          wypominał. A ja nic nie chcę i nie wyobrażam sobie, zebym mogła się prosic o
          pieniądze faceta. To chyba kwestia ambicji.
          • floric Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 01:12
            > - to ja jednak wolę mój równy podział. Dzięki temu nikt mi nie będzie niczego
            > wypominał. A ja nic nie chcę i nie wyobrażam sobie, zebym mogła się prosic o
            > pieniądze faceta. To chyba kwestia ambicji.

            nie ambicji tylko KOMPLEKSÓW

            dziecino, zrozum wreszcie to ty jesteś w tym związku lepiej sytuowana, ty masz
            mieszkanie i godząć się jedynie na partycypację w czynszu i mediach POMAGASZ
            FINANSOWO swojemu facetowi. jeśli nie bierzesz od niego oplaty za wynajem to
            tak jakbyś co miesiąc fundowala mu kilkaset zlotych zapomogi.

            jesteś STRASZNIE ZAHUKANA

            może nie wiesz, ale takie panienki jak ty faceci trakują jako doraźną mete
            dzięki której mogą zaoszczęzić kasę zamiast placić za wynajem. twój konkubent
            za jakś czas, jak uzbiera trochę kasy pewnikiem będzie chcial się wyprowadzić,
            a ponieważ ty jesteś ambitna (czyt. zakompleksiona) zwrócisz mu kasę za
            sprzeęty jakie wspólnie zakupiliście. jesteś typową frajerką.
            • silic Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 11:59
              Chyba boli was , że dziewczyna ma swoje zasady i się ich trzyma.

              >jeśli nie bierzesz od niego oplaty za wynajem to
              > tak jakbyś co miesiąc fundowala mu kilkaset zlotych zapomogi.

              Ona ma mieszkanie, ona ma samochód, on składa się na czynsz, ona na benzynę.
              Jeśli miałby płacić za wynajem to ona powinna płacić za możliwość jazdy
              samochodem. To zgodnie z twoją zazdrosną logiką.
              • floric Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 12:18
                > Ona ma mieszkanie, ona ma samochód, on składa się na czynsz, ona na benzynę.
                > Jeśli miałby płacić za wynajem to ona powinna płacić za możliwość jazdy
                > samochodem. To zgodnie z twoją zazdrosną logiką.

                zgodnie z twoja logiką on powinien korzystać z jej mieszkania RZADKO, tak samo
                jako ona RZADKO korzysta z jego samochodu
                jeśli już
                jeśli już, podkreślam i zwracam uwagę na cenę rynkowoą zarówno samochodu, jak i
                mieszkania

                znam wielu takich jak ty facetów, moi koledzy kiedyś realizowali haslo; "nie
                szukamy dziewczyn, tylko mieszkań z wkladką". rzecz jasna znajdowali naiwne
                panny, które dwawaly się wkręcić w coś takiego jak ta Chie. tamci też wciskali
                im kit o zasadach, itp. pierdach. nadwyżke pieniedzy inwestowali i po kilku
                latach przeprowadzili się do wlasnego mieszkania. znam nawet gościa, który
                zaciągnal kredyt hipoteczny w tajemnicy przed swoją wspólokatorką/konkubentką,
                mieszkanie to wynajmowal, dzięki czemu po 4 latach przeprowadzil się od swojej
                frajerki do wlasnego - już splaconego - mieszkanka. frajerce stuknela
                trzydziecha i zostala sama. gościu ma teraz nową pannę, studentkę i nie
                przeszkadza mu, że ona nie ma kasy, bo on sam juz zdążyl się dorobić, między
                innymi dzięki frajerce typu Chie.
                mlode kobiety często są strasznie naiwne w kwestiach finansowych, strasznie.
                • silic Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 13:17
                  >Jest jego, to on go sobie kupił, w związku z czym ja
                  >jeżdzę nim bardzo rzadko,

                  To chyba znaczy, że rzadko go prowadzi. Mogę sie mylić, nie jestem jasnowidzem
                  takim jak ty - " znam wielu takich jak ty facetów" .Nie znasz mnie, nigdy nie
                  spotkałaś, wyraziłem swoją opinię na temat waszych ataków w ty już "sruuu"
                  wrzuciłaś mnie do worka "znam wielu takich jak ty" co utwierdza mnie w pierwszym
                  osądzie na twój temat.

                  Dziewczyna stara się SAMA Z SIEBIE dawać tyle ile może, nie chce brać tego co
                  wg. NIEJ się jej nie należy. Zachowuje godną podziwu wytrwałość i konsekwencje w
                  działaniu.
                  > rzecz jasna znajdowali naiwne panny, które dwawaly się wkręcić w coś takiego
                  >jak ta Chie

                  pewnie nie zauważyłaś, ale to jest JEJ decyzja. Nie wiem na czym polega naiwność
                  i frajerstwo, którym tak szafujesz.
                  • floric Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 13:52
                    silic napisał:

                    > >Jest jego, to on go sobie kupił, w związku z czym ja
                    > >jeżdzę nim bardzo rzadko,
                    >
                    > To chyba znaczy, że rzadko go prowadzi.

                    dośpiewaleś sobie, to co ci pasuje

                    Mogę sie mylić, nie jestem jasnowidzem
                    > takim jak ty - " znam wielu takich jak ty facetów" .Nie znasz mnie, nigdy nie
                    > spotkałaś, wyraziłem swoją opinię


                    wlasnie o te opinie mi chodzi, znam wielu posiadających opinie takie jak twoja,
                    wielu z nich z powodzeniem te opinie wprowadza w czyn

                    na temat waszych ataków w ty już "sruuu"
                    > wrzuciłaś mnie do worka "znam wielu takich jak ty" co utwierdza mnie w
                    pierwszy
                    > m
                    > osądzie na twój temat.
                    >
                    > Dziewczyna stara się SAMA Z SIEBIE dawać tyle ile może, nie chce brać tego co
                    > wg. NIEJ się jej nie należy. Zachowuje godną podziwu wytrwałość i
                    konsekwencje

                    obrońca się znalazl
                    buhahahaha

                    > w
                    > działaniu.
                    > > rzecz jasna znajdowali naiwne panny, które dwawaly się wkręcić w coś taki
                    > ego
                    > >jak ta Chie
                    >
                    > pewnie nie zauważyłaś, ale to jest JEJ decyzja.

                    walsnie dlatego, ze sama podejmuje niekorzystne dla siebie decyzje stanowi
                    obiekt latwy do wykorzystania przez takich jak ty. nawet nie trzeba jej
                    namawiać do sponsorowania faceta, dla niej taki sponsoring jest naturalny,
                    nawet nie widzi ile daje, wie że nic jej się w zamian nie należy. idealna
                    frajerka.


                    Nie wiem na czym polega naiwnoś
                    > ć
                    > i frajerstwo, którym tak szafujesz.

                    BTW
                    obecnie nowy samochód średniej kasy kosztuje mniej, niż kibel w mieszkaniu i z
                    każdym dniem staje się tańszy, w odróżnieniu od mieszkania. bądź więc laskaw
                    nie czynić takich kuriozalnych zestawień.

                    EOT
                    • hohoho7 Re: sytuacja finansowa twojej kobiety 04.11.06, 13:57
                      Juz wyzej sie o to pytalam, ale moze od Ciebie uzyska odpowiedz, bo nie rozumiem
                      niektorych facetow:

                      jak kobieta oczekuje, ze facet bedzie za nia placil i otaczal opieka finansowa-
                      to nietobrz, bo materialistka, wyrachowana, leci na kase itp

                      jak ustalila z facetem jasne reguly dzielenia wydatkow, i stara sie byc
                      niezalezna (bo w koncu nie ma jeszcze rodziny), to tez niedobrze bo frajerka, a
                      facet napewno ja wykorzystuje

                      :)))))

                      To jak to w koncu jest?