tomek20055
14.11.06, 16:03
Niedawno na jednym z forów wyczytałem niezbyt przychylne (mówiąc
eufemistycznie) wypowiedzi dotyczące noszenia wąsów. Nie bardzo to rozumiem.
Ja wąsy noszę prawie 10 lat, jest to dla mnie coś zupełnie naturalnego i
nigdy nie spotkałem się z żadnymi uwagami dotyczącymi tego faktu. Wąsy
zapuściłem zaraz po maturze, właściwie pod wpływem sugestii ojca, który
uważał, że w tym wieku nie wypada mieć goło pod nosem, że wąsy to widocznuy
znak dojrzałości mężczyzny; weszło mi to trochę na ambicję. Poza tym męska
część mojej rodziny jest wąsata i czułem się w ich towarzystwie troche
szczylowato. Pomyślałem, że nic się nie stanie, jak wyhoduję
sobie "szczotki", a zawsze można je zgolić. Na początku czułem się
rzezczywiście trochę dziwnie, po prostu inaczej, drapało mnie troche pod
nosem, ale szybko sie przyzwyczaiłem do nowej ozdoby i teraz nie wyobrażam
sobie, że mógłbym sie ich pozbyć.
Z noszenia wąsów wynika sporo korzyści. Wyglądam dojrzalej, poważniej,
zwłaszcza jak jestem w garniturze i krawacie (bo wbrew pozorom nie jestem
dresiarzem czy kimś w tym rodzaju i noszę na co dzień garnitur i krawat),
budzi to większe zaufanie, co jest nie bez znaczenia w pracy z ludźmi. Inni
też traktują cię z wiekszym szacunkiem, jest to odczuwalne w codziennych
kontaktach.
Żeby uniknąć nieporozumień, od razu powiem, że wąsy noszę dość krótko
przycięte, nie jakieś sumiaste, dbam o nie, myję i nie mam tam resztek
jedzenia.
Rozpisałem się, ale chciałbym wreszcie obalić stereotyp wąsacza jako
niehigienicznego, niezadbanego gościa bez wykształcenia.
Może to skłoni innych do wyhodowania sobie tej prawdziwie męskiej ozdoby, to
naprawdę nic strasznego.