Kiedy sie ma męża-pocieszacza...

18.12.06, 14:35
Czy to sie facetom nagminnie zdarza,czy tylko moj taki egzemplarz?Co jakis
czas zmienia prace,mlody jest-wiec probuje szczescia.I ZAWSZE trafi sie jakas
asystentka/sekretarka, ktora w przeciwienstwie do pozostalych nie moze sobie
zycia ulozyc.A to rozwiedziona,a to panną jest grubo po 30-tce.I ten moj maz -
Don Kichot od siedmiu bolesci- zawsze sluzy za przyjaciela i pocieszacza...A
potem wychodza jakies dziwne sytuacje,bo panie myslaly,ze przyjazn to tylko
wstep,a on rodzine zostawi itp.Ogolnie fajnie sie nam zyje,podrozujemy, mamy
fajne dziecko, prace i lubimy sie powyglupiac. Ale po kiego on musi te baby
pocieszac???(Nie w sensie sypialnianym,jak sądzę).To taki altruizm,czy moze
proznosc,bo pewnie mu milo,ze sie do niego baby (strasze) lepia?
    • smok_sielski Re: Kiedy sie ma męża-pocieszacza... 18.12.06, 14:39
      Niedawno pisal tu taki od ktorego baby uciekaja, pomimo (a moze dlatego?) ze
      jest singlem, do twojego mezusia sie lepia :) Nie ma sprawiedliwosci na swiecie :)
      smok
      • 30_letni Re: Kiedy sie ma męża-pocieszacza... 18.12.06, 19:14
        Nie pocieszaj sie zono, ze one sa starsze;) wiek nie gra roli, czesto widze
        przepiekne kobiety po 40-e przy ktorych 20-i i 30-i nie maja szans;)
        Nie chce byz zlym prorokiem, ale facet nie ma natury pocieszacza "za darmo".
        Guzik nas obchodza zlamane serca tych, ktore sie nam nie podobaja. Te, ktore
        sie nam podobaja pocieszamy za to z przyjemnoscia;) W ogole cos mi tu pachnie
        ukontentowaniem nadmiernym ze zlapania faceta na meza. Wydaje Ci sie, ze inne
        kobiety zazdroszcza Ci, prawda?;)
        • doopa-snoopa Re: Kiedy sie ma męża-pocieszacza... 19.12.06, 13:15
          Czym mam sie szczycic-ze meza mam?Nie w tym rzecz,ze ja MAM,ale w tym,ze one NIE
          mają i widzą w tym problem,nieszczescie i co tam jeszcze...W przeciwnym razie by
          ich nie pocieszal.A ze sie roznie moze skonczyc?Moze,jestem tego swiadoma,tak
          jak tego,ze moge zginac w wypadku,bo samochodem jezdze.Niezbyt dobrze zreszta ;-)
          Mnie interesuje jakie sa POBUDKI tego pocieszania.Bo ja chyba inaczej
          rozumuje,mniej interesownie.A tolerancyjna jestem,do czasu...
          • sinsi Re: Kiedy sie ma męża-pocieszacza... 19.12.06, 13:19
            Czy Ty znasz osobiście te jego znajome które pociesza?
            • sinsi Re: Kiedy sie ma męża-pocieszacza... 19.12.06, 13:34
              Pytam, bo u nas w pracy też jest taki jeden mąż. Ileż on się nastara i
              nakombinuje, komplementów nagada,żeby tylko któraś kobieta dała mu się
              pocieszyć... A wybiera sobie takie, które nie mają faceta albo są akurat po
              rozstaniu. Może dlatego, że to łatwy łup, emocje spragnione zainteresowania. A
              do tego bezpiecznie,nic mu nie grozi, bo nie mają jakiegoś zazdrosnego małżonka
              który dałby mu w zęby. Pewnie żonę też ma "tolerancyjną":))))
              • doopa-snoopa Re: Kiedy sie ma męża-pocieszacza... 19.12.06, 14:35
                No,dwie znalam osobiscie.Tej najnowszej jeszcze nie.Bo to nie jest zupelnie
                tak,ze on mnie przed nimi ukrywa (lub odwrotnie).Nawet by sie pewnie
                cieszyl,jakbysmy sie zaprzyjaznily..W kazdym razie przychodzi do domu i
                opowiada:A wiesz, ta A. to taka biedna,bo ja maz rzucil.-albo- Ta B. ma
                przechlapane,bo tyle pracuje,ze nie mogla sobie zycia ulozyc.A jak ja kiedys
                kumpla probwalam na prosta wyciagnac po rozstaniu to byly grzmoty,pioruny i
                obraza boska...
                • sinsi Re: Kiedy sie ma męża-pocieszacza... 19.12.06, 14:45
                  Czyli to że kobiety Muszą byc pocieszane to raczej wymysł Twojego męża, który
                  Chce je pocieszać. One bez niego na pewno by sobie poradziły.
                  A, że Tobie nie pozwala pocieszać kolegów- nic dziwnego, przecież sam wie o co
                  jemu samemu w tym "pocieszaniu" chodzi ;)))).
                  Zastosuj terapię grzmotami piorunami i obrazą boską,
                  albo jeszcze skuteczniej- udawaj biedną, niezaradną, której trzeba pomagać nawet
                  jeść zupkę- będzie mógł się realizować z Tobą, a nie z innymi. A jeśli to go nie
                  przekona.... no cóż:) nic nie jest dane na zawsze. a chłop tym bardziej. ;)

                • kiciuniak Re: Kiedy sie ma męża-pocieszacza... 19.12.06, 22:31
                  Szczerze, to Ci wspolczuje tych kobiet, skad ja to znam, biedne samotne kobiety
                  ktore mysla ze moga odebrac męża.Powiem Ci tylko zebys uwazala na nie, bo niby
                  sa takie biedniutkie, ale wbrew pozorom sa to straszne istoty i powinny mowic o
                  swoich problemach przyjaciolkom a nie cudzym meżom..
                  Powodzenia!

                  Jedno wiem na pewno- baby sa wredne i beszczelne,Pchaja sie tam gdzie nie ich
                  miejsce:/
                  (wiem cos o tym, mam męża ginekologa)
    • nemo1968 Re: Kiedy sie ma męża-pocieszacza... 19.12.06, 09:58
      Widocznie lubi te lekkie wibracje, albo jazde po bandzie. Zalezy jaka mu sie
      trafi. Nie za wporzo jest wobec tych nieszczesnych niewiast. Jest jak hunter,
      drapieznik szukający w stadzie slabych (byle nie chorych !) sztuk. Pewien
      rodzaj kobiet, znajdujący sie w pewnej zyciowej sytuacji nie jest zbyt trudno
      oczarowac, wystarczy poswiecic troche uwagi. To najbardziej obecnie deficytowy
      towar: "moj czas tylko dla ciebie". Jest mu z tobą dobrze, wiec na razie
      wszystko jest spoko, az trafi na bystrzejszą od siebie...
      • dzikoozka Re: Kiedy sie ma męża-pocieszacza... 19.12.06, 10:18
        no wnikliwe, nie powiem.
        Ja sie dziwię, że ta żona taka tolerancyjna, aż żal taka porzucać ;))
Pełna wersja