izolatka
20.01.07, 10:05
Wczoraj zoatalam zasypana telefonami od żony mężczyzny z którym przez 2
miesiące miałam romans. Odkryła smsy.
Nie mogłam rozmawiać, więc sama do niej oddzwoniłam. Powiedziała iz mąż
twierdzi że to ja go uwiodłam i byłam stroną aktywną, przyznał się do wszystkiego.
Wypytała mnie czy mi cos obiecywał, jak myslę dlaczego i co pchnęło go do zdrady.
Zabolało mnie to jak przedstwił żonie "mój udział w romansie". Po krótce
przestawiłam prawidziwą wersję zdarzeń, nie chciałam kontynuować tej rozmowy
dalej mimo izo ona nalegała na szczegóły.
Dziś rano zadzwonił mój "były". Powiedział "Po tej całej sprawie winnaś
usłyszeć wyjaśnienia. Nigdy nie traktowałem tej znajomosci poważnie, kocham
swoja żonę i rodzinę. Nie warto dla chwili przyjemności burzyć szczęścia
rodzinnego i mam propozycję, żebyśmy nie kontaktowali się nigdy więcej pod
żadnym pozorem i unikali.
Powiedziałam:dobrze, do widzenia.
Pracujemy prawie razem, jeszcze wczoraj rano wysyłał czułe smsy.
Nie kochałam go, ale cała ta akcja napawiła mnie obrzydzeniem do żonatych.
Moja wina, że w to weszłam.