zastrzezona1
13.04.07, 11:30
Wiem, że nie powinnam o tym pisać na forum, ale chciałabym zapytać o opinię.
Moi rodzice przez wiele lat wydawali mi się bardzo dobrym małżeństwem. Jak
wszyscy mieli trudniejsze momenty, ale nie było wątpliwości, że łączy ich
silne uczucie.
Jakieś kilka miesięcy temu ojciec wdał się w niewinny, bo głupi, jak mi sie
zdawało, internetowy romans(w mojej ocenie po prostu jak gó..arz zachłysnął
się tym, że w necie można być kim się tylko chce).Mama dowiedziała się o
wszystkim i choć zarzekał sie i wypierał do końca, to miała dowód na papierze.
Przepraszał, błagał o wybaczenie i je uzyskał.
Niedawno przyszedł rachunek telefoniczny na kwotę trzykrotnie wyższą niż
zwykle, więc mama najpierw się zdziwiła, a potem po mętnych tłumaczeniach ojca
zażądała billingu. Obruszył się i nie zgodził. Dopiero po mega-awanturze
zamówił wykaz. Okazało się, że większość to smsy (do tej pory ojciec prawie
nigdy ich nie pisał, albo zdawkowo- kilka słów) do powtarzających się numerów,
w tym do jednego numeru "na kartę". Najpierw wymyślił ze trzy wzajemnie się
wykluczające histrie- wszystkie naprawdę kretyńskie, aby wreszcie się zrzucić
to na kłopoty w pracy. Z tym, że jak dla mnie kwestie służbowe nieczęsto
załatwia się korzystając z "tak taka" czy innego "simplusa", więc dziwni to
jacyś kontrahenci. Mam przyjęła jego tłumaczenie po raz drugi, ale ciągle ją
dręczyło, że coś jest nie tak.
Ojciec nagle miewał przy sobie gotówkę- a od wielu lat płaci wyłącznie
kartami. Przy tym mama znalazła w domu wydruk z bankomatu z numerem karty,
której nie zna (w zasadzie to dwa) i rachunek za doładowanie karty
telefonicznej. Oczywiście ojciec ma telefon na abonament i karty wspólne z
mamą, a te wszystkie rzeczy znalazły sie u niego przypadkiem.
Chcąc nie chcąc znalazłam się w centrum awantury:/ Ojciec twierdzi, że mama
zwariowała, jest chorobliwie podejrzliwa, a on niewinny. Mam natomiast
faktycznie wpadła w lekką histerię i wszystko już było podejrzane.
każde z nich chce mieć mnie po swojej stronie i nie mam szans pozostać neutralna.
Kocham moich rodziców i chciałabym żeby to wszystko okazało się wielkim
nieporozumieniem, ale wiem, że w kłamstwie żyć się nie da.
Nie mogę traktować ojca tak, jakby nigdy nic się nie stało, bo mu po prostu
nie wierzę (mam z nim bardzo dobry kontakt- wywaliłam mu co myślę w całości,
powiedziałam mu, że najlepsza jest prawda, jaka by nie była i że trzeba stawić
czoła temu co się dzieje, ale on się zaklina na wszystkie świętości, mówi, że
kocha mamę , nie ma w jego życiu innej kobiety, ale nie może juz wytrzymać z
jej podejrzliwością). Znam ich oboje- wiem, że ojciec potrafi skłamać nawet z
błahego powodu, żeby tylko wyszło "na jego".
Najbardziej mnie dziwi, że skoro ją tak kocha, to dlaczego nic nie robi, aby
ja przekonać o swojej niewinności? Ja tez jestem od kilku lat w związku i
myślę, że wywróciłabym świat do góry nogami, żeby ukochaną osobę zapewnić o
swojej wierności i sprawić, żeby nie cierpiała.
Kurcze, zaproponowałam im nawet żeby poszukali terapii małżeńskiej. Mama się
zgadza, mówi, że może faktycznie nie może sobie poradzić z zazdrością od kiedy
przyłapała go po raz pierwszy. Ojciec twierdzi, że to nie nie ma sensu, nic
nie zmieni, ale nawet nie chce spróbować. Poddał się niby. Dla mnie to jest
potwierdzenie, że ma cos na sumieniu.
Co ja mam zrobić? Czy wyjdę na świnię, jeśli na razie ograniczę kontakty z
ojcem? Nie mogę ścierpieć myśli, że umie żyć w takim obrzydliwym zakłamaniu! Z
drugiej strony nie mam dowodów.
Czy powinnam utwierdzać mamę w postanowieniu o rozstaniu? Wiem, że ona go
bardzo kocha i najmocniej pragnie żeby się pogodzili, ale czuje się jak
idiotka, która daje się oszukiwać. Mama mówi, że miałaby gdzieś godność, ale z
ojca strony nie ma żadnej inicjatywy.
Nie umiem się w tym znaleźć, chciałbym móc się odciąć, ale to niemożliwe.
Próbowałam im powiedzieć, że to ich zwiążek i będę ich wspierać jak tego będą
potrzebowali, że kocham ich oboje, ale każde oczekuje, że stane po jego stronie...