związek na odległość, czy ktoś to lubi?

02.05.07, 01:30
Otoz jestem w takim związku, choc nigdy tego nie chciałam, zawsze
tym "gardziłam" (z braku lepszego słowa, w tym sensie że zawsze uważalam
takie związki za dośc iluzyjne, żadnej odpowiedzialności wzajemnej, żadnej
codziennosci) No i teraz jestem z facetem, któremu wydaje mi się to
odpowiada, choć deklaruje ze nie, to jednak ujawnily sie ostatnio pewne
korzyści dla niego. on ma mianowicie bardzo angazująca prace i bedzie sie
mogl mną zając dopiero za miesiąc. zając mna, to znaczy na razie nie piszemy
do siebie, od kilku dni mianowicie on nie ma sily na nic poza pracą i ja
czuje sie troche zle z tym, przez ten miesiąc co mam robic, pisać ze wszystko
u mnie pieknie? bo wynika z tego ze wszystko poza "tesknie za toba, mysle o
tobie" wszystko inne facet zaczął zle znosic? Czy powinnam to zrozumiec? bo
jakos nie rozumiem tego, tez mam cholernie wymagajaca prace, w cholere
problemow, a jednak lubie jak pisze, i nie wyobrazam sobie nie miec na to
czasu. napiszcie, bo straciłam dystans.
    • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 01:39
      dopowiem jeszcze, on ma czas na pisanie pie..w stylu "jak jestes
      ubrana" "mysle o tobie" "mam przesrane w pracy". ale jesli trafi na jakis
      kryzys, gdzie ja np potwornie go potrzebuje, i zaczynam na te odleglosc
      narzekac, to on sie odsuwa, mowi po tem ze nie najlepiej nam idzie ta
      korespondencja i ze lepiej odczekac. za tydzien sie widzimy ale on tu tez
      przyjezdza "sluzbowo" i napisal do mnie ze "modli sie zeby mial czas i sile na
      spotkanie ze mna" no to mnie szlag trafia! czy slusznie?
      • nikosik Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 16:32
        dziwne troichę...
        miłośc daje siłę, szczęscie

        dlatego mimo nawału obowiązków na randki z ukochanymi leci się jak na
        skrzydłach!
        • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 16:47
          No własnie, moze problem w tym że to nie jest taki bardzo radosny zwiazek,
          ostatnio troche przeszlam i nie jestem taka calkiem relaksujaca dziewczyna. Jak
          juz jestesmy razem to jest dla mnie absolutnie kochany, ale moze ma taki styl
          po prostu. Nic nie wiem, tak mnie ten ostatni mail wyprowadzil z rownowagi.
    • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 16:23
      zignorowali mnie ludzie...
      • renatulka Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 16:51
        chyba nikt tego nie lubi..
        no moze jakis masohista uczuciowy;p
        wiadomo,ze to ciezka sytuacja, wiecej tesknic niz byc razem...
        mozna tylko wspolczuc
    • brak.polskich.liter Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 17:44
      A nie jest ten Twoj facet przypadkiem zonaty?
      • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 18:53
        Nie, skąd, inaczej bym przedstawiła problem. Nie jest zonaty, nigdy nie byl,
        jest dojrzały i mądry, i traci przytomnośc ze szczęścia :))) jak jestesmy
        razem. Jak jestesmy razem jest absolutna harmonia. Jednak jak sie rozjeżdzamy,
        to nie potrafi znieść z mojej strony nawet najmniejszego przejawu frustracji. A
        wiary w taki związek z definicji nie mam, mnie to na serio frustruje, i
        wystarczyloby gdyby odpisal na to "wszystko bedzie dobrze, jeszcze tylko
        tydzien" albo "cos wymyslimy". Jest mi cholernie przykro, i zastanawiam sie czy
        jemu moze pasuje taki układ, a ja wszystko psuje...
        • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 20:05
          cierpię.
    • betti22 Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 20:19
      biedactwo:( wiesz marta ja tez jestem w zwiazku na odleglosc...i wiem co to
      znaczy..ale wiem tez ze zeby taki zwiazek trwal topotrzeba zaangazowania obu
      stron (jak w kazdym zwiazku) ...on powinien walczyc o twoje uczucie..o
      ciebie..zeby cie nie stracic..pielegnowac wasz zwiazek razem z toba...a jego
      zachowanie w stosunku do ciebie jest karygodne jak na "twojego" faceta..to
      wyglada tak jakby on mial cie tylko jako rozrywke kiedy przyjedzie ..a jak juz
      wyjezdza to szkoda mu czasu i energii dla ciebie..moim zdaniem w takim wypadku
      jedynym wyjsciem jest przekonanie sie czy jemu na tobie zalezy...ochlodz wasze
      stosunki..albo poprostu nie zabiegaj..olej go troche..tak zeby poczul ze cie
      traci i ze cie zranil swoim zachowaniem..jezeli mu na tobie zalezy to sie
      opamieta i da ci poczucie bezpieczenstwa..bo gwarantuje ci ze mozna dac drugiej
      osobie takie poczucie na odleglosc (kto byl lub jest w udanym zwiawzku na
      odleglosc dobrze o tym wie)...a jezeli nic z tym nie zrobi..coz ..znaczy ze mu
      nie zalezy i szkoda twojego czasu i twojego zaangazowania i uczuc na takiego
      patafiana ktory gra "faceta" a nim dla ciebie nie jest..trzymam kciuki zeby nie
      okazal sie palantem :)
      • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 20:40
        Dziekuje ze to napisałas, podobnie czuje. Wiem ze mamy totalnie inny
        temperament, calkiem inna "dynamike", wiem ze kiedy bylam w kryzysie, a
        poznalismy sie w sytuacji dla mnie dośc kryzysowej, mieszkalismy krótko w
        jednym miescie (poltora miesiaca), pomógł mi wtedy niesamowicie, był cały czas
        ze mną, potrafił sie mna zając, chociaż ja bylam wtedy jak z krzyza zdjeta.
        Potem sie rozjechalismy i przyjezdzal do mnie na pare dni i mielismy troche
        kłopotów juz mioedzy soba, ta roznica temperamentow. Ja jestem mianowicie dosyc
        gwaltownym typem, lubie temperature w związku, on jest człowiekiem bardzo
        wyciszonym, dośc pewnym siebie, ale wcale nie jakimś bardzo zdeterminowanym,
        chyba nie jest typem, który walczy. Konflikty pojawiaja sie zupelnie z
        zaskoczenia, nigdy nie wyczuwam ze cos jest nie tak, tzn zaskakuja mnie jego
        reakcje a jego moje, totalnie inna wrazliwośc.
        moze on tam faktycznie cos przechodzi, jakas straszna gehenne (mowa o pracy) i
        moje czarnowidztwo go dobija. ale kurde, to mozna tak latwo zalagodzic, jakims
        cieplejszym slowem. A on wtedy milknie, potem wyjasnia ze zle nam idzie to
        pisanie, ze najlepiej sie widziec. mnie skolei takie pisanie jak za toba
        tesknie, i co dzisiaj jadles, mnie to skolei dobija, to jest takie bez tresci,
        a jemu to odpowiada. dla mnie dialog to jest wtedy gdy mowimy albo na jakis
        zewnetrzny temat, niech bedzie polityka (tu nam dobrze idzie) albo rozmawiamy
        co nas gryzie. ale jak mnie gryzie to on tego nie zamierza znoscic. u niego to
        wywoluje kryzys. i on na ten kryzys ma czas za miesiac (jego slowa), napisal ze
        sobie na to nie moze pozwolic. za tydzien bedzie u mnie, ale tez w pracy wiec
        juz przestałam to liczyc jako okolicznośc dla nas. juz pomijam szok, ze moj
        problem wywoluje w nim kryzys... Ale moze za miesiac bede juz gdzie indziej,
        moze za miesiac nie bedzie mi potrzebny bo sie juz wprawie w tej samotnosci.
        Mam odroczyc swoje emocje, swoje problemy na za miesaic, co za propozycja.
      • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 20:43
        może wg niego to ja nie pielegnuje tego związku, bo nie znosze tej romantycznej
        pisaniny.
        • betti22 Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 21:01
          ciezka sytuacja bo widze ze wy macie rozne spostrzezenia na zwiazek..na
          wrazliwosc.. wiesz pamietaj ze zwiazek to sztuka kompromisow..jezeli on jest
          typem czlowieka ktory bardziej potrzebuje slow"tesknie" "co u ciebie" to moze
          postaraj sie mu to dac...ale jednoczesnie on powinien patrzec na twoje potrzeby
          i dac ci to czego ty potrzebujesz..moze wasz zwiazek nie jest spisany na straty
          tylko widocznie nie sluzy wam ta odleglosc...moze warto zacisna c zeby i
          przetrzymac to co zle ..w kazdym zwiazku zdarzaja sie kryzysy..musicie nawzajem
          wyczuc, poznac swoje potrzeby..swoje oczekiwania..moze poczekaj ten tydzien..jak
          przyjedzie to pogadajcie spokojnie czego oczekujecie od siebie w zwiazku.. czego
          kazde z was potrzebuje zebuy dobrze sie w nim czuc..jezeli on potrzebuje jak to
          powiedzialas "romantycznej pisaniny" to postaraj sie mu to dac jezeli ci na nim
          zalezy..a on niech postara sie ci zapewnic to czego ty potrzebujesz..

          widzisz te slowa ze tesknisz, ze on teskni..nawet codziennosc ..to wszystko
          umacnia zwizaek..i ta romantyczna pisanina" to wlasnie slowa ktore cie upewniaja
          ze jemu tez zalezy...

          pamietaj zwiazek to przezde wszystkim ZROZUMIENIE partnera...
          • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 21:29
            > widzisz te slowa ze tesknisz, ze on teskni..nawet codziennosc ..to wszystko
            > umacnia zwizaek..i ta romantyczna pisanina" to wlasnie slowa ktore cie
            upewniaj
            > a
            > ze jemu tez zalezy...
            >

            Pisalismy w ten sposob, przeciez tez jestem ciekawa jak jest ubrany, tez mam
            uczucia i pisze o nich, ale to jedyne co mi wolno. moge owszem napisac tez o
            moich problemach, jesli sa tylko moje, ale jesli napisze jaki mma problem z
            nim, to konczy sie rozmowa, z tym musze poczekac, dobre nie?
            Kocham tego goscia, ale on mnie wystawia na ciezka probe, zastanawiam sie jak
            wygladałoby to gdyby nie odleglosc. Po ostatnim mailu mialam odruch to
            skonczyc, zadziwil mnie, czy on chce mnie czy mojej usmiechnietej fasady, od
            czulych slow i glaskania. Po tym co napisal nie bede sie za dobrze czula jak
            przyjedzie, bedzie mi trudno przyjsc na takie spotkanie, na ktore on musial
            wygenerowac specjalny czas i sily (bedzie mieszkal w hotelu bo przyjezdza
            sluzbowo)
      • emi0650 Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 22:13
        super wypowiedź, też tak myślę ... powodzenia
    • kochanica2 Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 21:26
      Jak to, czy ktoś lubi? Przecież to coś cudownego :D Można się puszczać nie
      obawiając się, że partner nas nakryje :D
      • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 21:31
        heh, jasne, sprobuje to docenić.
        • kochanica2 Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 21:37
          marta_aa napisała:

          > heh, jasne, sprobuje to docenić.

          zawsze trzeba szukać czegoś pozytywnego, a to akurat plus takiego związku :D
          • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 21:59
            w imieniu mojego chłopaka mogłabym wymienić więcej takich plusów..
    • bryzeidaa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 22:21
      Sprobuj uzbroic sie w cierpliwosc, wiem, ze to bardzo trudne, ale nie masz
      wyjscia.On potrzebuje z tego co piszesz bys byla dla niego taka oaza , w ktorej
      nie istnieja problemy i moze dlatego zle znosi , gdy masz problemy .Jest wtedy
      bezsilny , nie moze Ci pomoc, bo jest z daleka od Ciebie.Jedyne wyjscie z tej
      sytuacji , to przenies sie do niego.Mysle, ze zle odebralas jego ostani list,
      wg mnie on bardzo za Toba teskni i dlatego jak napisal modli sie by choc
      troszke czasu w czasie delegacji spedzic z Tioba.Zaufaj mu.A dlugo juz
      jestescie ze soba?
      • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 22:36
        Niedlugo, 3 miesiace, w tym poltora osobno. Przy czym wtedy na samym początku
        było to bardzo intensywne, gwaltowne nawet, wszystko sie bardzo szybko
        potoczyło i po prostu filmowo. W jakims duchowym sensie jestesmy bardzo
        pokrewni, on potrafi podpowiedziec mi slowo ktorego szukam, poprostu wyprzedzic
        moja mysl... Ale mamy zupelnie inne charaktery, nie wiem czy to wychowanie,
        mentalnosc. jesli on szuka we mnie oazy, to chyba jest slepy, z nas dwojga to
        ja mam bardziej pokomplikowane zycie, on o tym doskonale wie ale jakby nie
        starczalo mu wyobrazni zeby sobie to zwizualizowac, i zastanowic sie czy ja
        przypadkiem nie place podobnej ceny (brak czasu i sily), tyle ze place ja w
        milczeniu, ze ją poprostu akceptuję.
        • bryzeidaa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 22:47
          Wydaje mi sie, ze macie szanse i to bardzo duze na to by byc razem, tylko
          postaraj sie byc cierpliwa.On wg mnie nie ma swiadomosci ze Cie rani i nie
          uzmyslawiaj mu tego, poniewaz z reguly bywa tak , ze odsuwamy sie od osob ,
          ktore krzywdzimy.Badz taka jakiej on pragnie- pogodna , kochana , bo onma z
          tegoco piszesz tak duzo problemow w pracy, ze przy Tobie pragnie uciec od tego
          wszystkiego.Badz mu ta oaza a zdobedziesz go:)A kiedy juz bedziecie razem
          problem braku kontaktu zniknie .Bo tylko ta odleglosc wam przezzkadza.I wiesz -
          mysle, ze on ma racje jesli chodzi o pisanie mailitzn za pomoca maili czy smsow
          nie da sie dyskutowac czy omawiac roznych spraw.Tu przyznaje mu racje, wiec nie
          upieraj sie:)Tylko probuj czesciej sie z nim widziec i staraj sie przeniesc do
          niego:)
          • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 23:02
            martwi mnie że nie jestem jednak pogodna i kochana, ale taka sobie
            mnie "wziął", zawsze widział że taka nie jestem.
            • bryzeidaa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 23:11
              Jemu nie przeszakdza ze jestes taka jestes, bo taka Cie zakceptowal, tylko
              chodzi o to , ze wielu spraw nie da sie rozwiazywac na odleglosc a juz napewno
              nie listownie.On woli pewnie i chyba ma racje rozwiazywac problemy jak sie
              spotkacie, ale jak juz sie spotkacie to woli byc z Toba a nie dyskutowac o
              problemach :) onpragnie sie cieszyc Twoja obecnoscia i byciem z Toba.taki
              obraz wynika z tego co napisalas, ze jest cudownie jak jestescie razem.Jesli
              nie dzieli Was zbyt duzoodleglosc to sprobuj co tydzien go odwiedzic.To wiele
              ulatwi
      • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 22:55
        aha, i dzieki że to napisałas, ja jestem dosc impulsywna, i w pierwszym odruchu
        zareagowalabym impulsywnie, powstrzymałam się i nie odpisałam nic, milczymy od
        kilku dni. Raz przerwalam milczenie zeby mu na spokojnie wyjasnic ze teraz nie
        pisze, bo widze ze piszac pogarszam wszystko, ze jestesm z nim itd, a on na to
        odpisal to cos (tzn ze nie pisze bo nie moze sobie pozwolic na kryzys, to
        zgrubsza), i poczulam sie strasznie. nie wiem co mysleć, nie wyrazil sie
        najfortunniej...
        • bryzeidaa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 23:07
          Widze, ze Twoj facet ma teraz gorący okres w pracy.Daj mu wiec zajac sie praca
          a on to doceni kochajac Cie jeszcze bardziej.Jesli mijaja dni a on nie pisze to
          znaczy tylko tyle, ze naprawde jest zajety.A nie chce pisac na odwal sie aby
          tylko napisac.Ufaj mu bo i tak nie masz innego wyjscia.Nie rob scen bo mezcyzni
          tego nie lubia i mozesz go stracic .Ja mysle, ze jesli tylko nie bedziesz
          reagowala nerwowo na cisze z jego strony to wszystko sie ulozy.Z tego co
          piszesz to Twoj facet nie jest jakims nastolatkiem tylko powaznym mezcyzna i
          szuka tej oazy przy boku kobiety, ktora nie robi scen s powodu braku listow:)A
          to, ze czesto zaskakuja Was wasze reakcje - to dlatego, ze jestescie jeszcze ze
          soba krotko i dopiero sie poznajecie:)Czy jest moze miedzy Wami jakas wieksza
          roznica wieku, bo to by duzo tlumaczylo:)
          • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 23:19
            Z róznicą wieku trafiłas. Ale nie trafiłas z jednym, ja nigdy nie narzekałam na
            brak ruchow z jego strony, pisal do mnie codziennie i nie bylo na co narzekac,
            narzekam teraz na to ze nie wolno mi byc spontaniczna, ze musze teraz
            cenzurowac moje listy, ze on mi wyznacza terminy!! To jest niewporządku.
            • bryzeidaa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 02.05.07, 23:24
              To dlatego, ze on musi teraz skupic sie na tym co robi i nie moze pozwolic
              sobie na to by angazowac sie w Twoje problemy ,a te slodkie listy o tyym ze
              teskni sa mu potzrebne tak samo jak wtedy kiedy pragnie Ciebie kiedy jestescie
              razem.i on nie narzuca cenzury tylko prosi bys wytrzymala, bo teraz nie jest
              czas na to.Postraj sie go zrozumiec a on Ci to wynagrodzi, gdy juz upora sie ze
              swoja praca.Aczy proponowalas mu, ze jesli on nie ma teraz czasu, to moze Ty do
              niego przyjedziesz? Z tego co czytam to on darzy Cie uczuciem ale ma prace i
              jest odpowiedzialny , wiec moze Ty do niego przyjedz.
    • yagiennka Coś takiego nie istnieje 02.05.07, 23:20
      To nie jest żaden związek. I nie chodzi o to żeby gardzić , ale o to że człowiek
      potrzebuje fizycznej obecności drugiego człowieka, po prostu. Potrzebuje dotyku,
      przytulenia itp na codzień z tą ukochaną osobą i inaczej sobie nie jestem nawet
      w stanie wyobrazić. To w czym ty jesteś to jest układ wygodny dla faceta dla
      którego praca jest wazniejsza niż ty. Jesteś okazjonalnie, od czasu do czasu. Wg
      mnie totalna pomyłka.
      • marta_aa Re: Coś takiego nie istnieje 02.05.07, 23:22
        Możliwe.
        • bryzeidaa Re: Coś takiego nie istnieje 02.05.07, 23:26
          yagienka sie myli.Znam taki typ mezcyzny, to mezcyzna dojrzaly i
          odpwqiedzialny.Ile lat ma Twoj facet? bo to duzo by wyjasnialo.
          • marta_aa Re: Coś takiego nie istnieje 02.05.07, 23:33
            Ma 40 lat, ja jestem 9 lat mlodsza. Ale ja nie jestem typem oazy, i gosc co
            szuka oazy nie jest dla mnie, nigdy zreszta nie poczułam żeby tego szukał. on
            zle znosi to co dla mnie jest normalne, ja problemy nazywam po imieniu, on to
            źle znosi, ja z kolei uwazam ze to niewporządku. Móglby sie chociaz odezwac na
            dobranoc, a nie karać mnie za to ze mam wątpliwości, on przez to moje
            wątpliwości pomnaża, i poprostu unieważnia wszystko czułe co do mnie pisał.
            • bryzeidaa Re: Coś takiego nie istnieje 02.05.07, 23:43
              Wtedy ranimy kogos, kiedy mamy swiadomosc, ze go ranimy czyli gdy robimy to z
              premedytacja a on jestem tego pewna nie chce Cie ranic,Jest tylko od Ciebie
              dojrzalszym , starszym i prosi Cie o cierpilowosc , by problemy nie zalatwaic
              na odleglosc.I ma racje.Wiem ze jest Ci ciezko, bo przechodze cos
              podobnego.Przez moment mysllam nawet , ze Twoj facet to moj :)A;e teraz juz
              wiem , ze nie.Moj jest od Twojego mlodszy. ale zachowuje sie identycznie i tez
              musze poczekac az upora sie ze swoimi obowiazkami.Kiedys przez moja
              niecerpliwosc niemal go stracilam Dzis dojrzalsza potrafie czekac, choc smutno
              mi , kiedy sie nie odzywa.Jesli go szanujesz zaufaj mu.A jak juz sie spotkacie
              to cieszcie sie soba, przyjdzie czas np urlop kiedy bedziecie mieli wiecej
              czasu dla siebie i wtedy zdecydujecie ze juz nie chcecie sie sie rozstawac .Ale
              to wymaga ciepliwosci.Nie sluchaj kobiet ktore Ci radza bys grala i usilowala
              wzbudzic w nim zazdrosc, bo to tylko wg mnie pogorszylo by sytuacje.Badz soba a
              jednoczesnie czekaj.Jesli go kochasz to dasz rade.Trzyma za Ciebie :)
              • marta_aa Re: Coś takiego nie istnieje 03.05.07, 00:07
                Widać miałas jednak mniej obowiązkow od niego, a ja mam ich nawet więcej, i nie
                rozczulam sie nad sobą, nie oskarżam go o swoje kryzysy.
                A jaka jest między wami odległośc? Jak dlugo to trwa między wami?
                • bryzeidaa Re: Coś takiego nie istnieje 03.05.07, 00:16
                  Juz kilka lat to trwa, z przerwami:)ale teraz chyba dojrzalam i zrozumialam go
                  i dlatego staram sie Tobie wyjasnic bys byla cierpliwa i nie psula tego piekne
                  miedzy wami, bo zaplaczecie sie w niepotrzebne zale .Odleglosc miedzy nami to
                  okolo 350 km i ja mam faktycznie mniej od niego obowiazkow, bo mam tylko studia
                  na glowie.
                  • marta_aa Re: Coś takiego nie istnieje 03.05.07, 00:31
                    W każdym razie dziekuje ci bardzo, bo mnie troche ostudziłas, tak zawrzałam po
                    tym mailu. Ja w kazdym razie nie moge sobie pozwolic na odgrywanie
                    bezproblemowej dziewczyny, jeśli jest faktycznie dojrzalszy ode mnie dlaczego
                    jest taki nieodporny. Nie będę w stanie udźwignąc związku gdzie wypielęgnowałam
                    kogos swoim kosztem, ja go rozumiem, nigdy go nie naciskałam, nigdy w niczym,
                    nie miałam potrzeby. I rozumiem go doskonale, widziałam to jego życie z bliska,
                    ale nie widzę próby zrozumienia mnie. I zaczełam sie zastanawiać, że ta
                    odległośc daje mu może jakiś komfort, i to jest dla mnie bolesne. Możemy tak
                    jeszcze pożyc skoro jestesmy do tego zmuszeni, ale nie dlatego że komus tak
                    jest lepiej.
                    • bryzeidaa Re: Coś takiego nie istnieje 03.05.07, 00:40
                      Postaraj sie zrozumiec powody obiektywne dla ktorych on nie moze Cie teraz
                      wspierac.Teraz ma jak wiesz ogrom pracy i czasem tak w zyciu bywa, ze jedna ze
                      stron jest jak by na drugim planie.Ale Wy jestescie ze soba dopiero 3 miesiace
                      i tak sie zlozylo, ze teraz Ty musisz sie wyciszyc , ale nie zawsze tak bedzie
                      przeciez.Jesli nie bedzie dzilic Was odleglosc toten problem zniknie
                      automatycznie.Czy nie zal Ci porzucac kogos kogo kochasz tylko dlatego ze teraz
                      on jest bardzo zajety? Zeby kogos zrozumiec tzreba miec czasna rozmowy, bo
                      listownie nie da rady,a teraz nie widzicie sie i dlatego on prosi bys poczekala
                      az minie ten cholerny miesiac.Sprobuj wiec wytrzymac ten miesiac, skoncentruj
                      sie na pracy, tymbardziej, ze jak piszesz ma duzo pracy. I jakos ten czas
                      minie.A jak bedziecie razem , to badzcie ze soba szczesliwi , przyjdzie czas,
                      ze bedziecie miec wiecej dla siebie czasu i wtedy wszystko sie ulozy.Przeciez
                      jak sie pozanliscie to on pomogl Ci, prawda? Ale wowaczas byliscie w jednym
                      miescie.Teraz to nie ejst mozliwe.Nie mowie ze masz grac bezproblemowa
                      dziewczyna ale poczekac az on bedzie mial wolna glowe tzn nie ebdzie mial na
                      glowie pracy zaodowej.Ja to zrozumialam i mysle, ze Ty tez zrozumiesz.Tak
                      nawiasem mowiac ja tez jestem narwana , impulsywna i tez sie roznimy z moim
                      facetem charakterami , ale to nie przeszkadza w zwiazku, podobno przeciwienstwa
                      sie przyciagaja:)
              • marta_aa Re: Coś takiego nie istnieje 03.05.07, 00:09
                aha, może zle zrozumiałam, jakos mi wyszło ze zyjesz w podobnym układzie..
                • bryzeidaa Re: Coś takiego nie istnieje 03.05.07, 00:20
                  no podobnie jest , bo teraz on jest bardzo zajety, nawet nie ma czasu na
                  smsmy :)ale czasem tak w zyciu bywa , ze mezcyzna musi byc daleko a kobieta
                  wiernie czekac.Uwierz mi, to ze potrafisz byc ciepliwa to bedzie dowod dla
                  niego ze jestes dojrzala, ze go szanujesz i mu ufasz,A jesli jest jak tu pisalu
                  niektore osoby, ze on nie jest fair w stosunku do Ciebie, to wczesniej czy
                  pozniej to wyjdzie.Tylko jeszcze prosze, nie stosuj zadnych gierek na wywolanie
                  zazdrosci , bo mozesz na tym przegrac.On wie jaka jestes i z taka wlasnie chce
                  byc,wiec badz cierpliwa, choc to jest trudne jak cholera:)
                  • marta_aa Re: Coś takiego nie istnieje 03.05.07, 00:38
                    nie, gierki nie sa w moim stylu.
                    Hm, ale powiedz sama, czy to nie jest przypadkiem troche taka filozofia jakbym
                    miała sobie zasłuzyc na nagrode? A czy facet nie powinien zaslugiwać na mnie? a
                    czy to jest takie dojrzałe: teraz jestem zajety a za miesiac zrobimy sobie
                    psychodrame pt milosc, wtedy mam czas na kryzys, a na razie nie mam czasu, tzn
                    moglbym miec czas ale moge nie miec sily itd... Czy on sobie nie zdaje sprawy z
                    logiki własnych słów??
                    • bryzeidaa Re: Coś takiego nie istnieje 03.05.07, 00:50
                      Ja go rozumiem, tzn Twojego faceta rozumiem , bo zrozumialam mojego.I naprawde
                      czasem w zyciu tzreba poczakac , nie ma tak, ze cale dni jest sie dla siebie
                      tylko.I nie chodzi o to ze w ten sposob zasluszysz na swojego faceta, ale o to
                      ze nie zniszczysz tego miedzy Wami sie rodzi.Bo robiac mu jazdy mozesz wszystko
                      zniszczyc.Twoj facet jest realista, ma obowiazki zawodowe i nie moze ich
                      zawalic.Cz y chcialabys by on cos zwalil tylko dla Ciebie? Nie czualabys sie z
                      tym dobrze.Ani on.Takei jest zycie, ze musimy pracowac, a na zycie osobiste
                      mamy niewiele czasu szczegolnie gdy jest to zwiazek na odleglosc .Ale kiedys
                      sobie wszystko ulozycie .To ze Twoj facet mowi ze teraz nie moze sobie pozwolic
                      na kryzys to jest odpowiedzialnosc .On jest szczery wobiec Ciebie.Zakochalas
                      sie w miezcyznie, ktory ma prace bardzo wyczerpujaca , ale moze nie zawsze tak
                      bedzie.Ja bym na Twoimmiejscu poczekala cierpliwie.Mezcyzni czesto nie zdaja
                      sobie sprawy ze swej nielogocznosci, ale przeciez kochamy kogos nie za cos ale
                      mimo czegos.Moge Ci tylko powiedziec ze twoj facet jest z lekka egoista, ale on
                      juz sie nie zmieni, nawet nie probuj go zmieniac, bo nie dasz rady.Jak dluzej
                      bedziecie ze soba i przestanie Was dzielic odleglosc to wszystkie te prolblemy
                      znikna,Wiec skoncentruj sie na tym by tej odleglosci juz nie bylo.:)
                • bryzeidaa Re: Coś takiego nie istnieje 03.05.07, 01:00
                  Dobranoc Marto, ide juz spac, i zycze Ci wytrwalosci, bo latwo odrzucic kogos,
                  ale jakze trudno spotkac kogos z kim sie chce byc.I dla takiej osoby warto
                  nauczyc sie cierpliwosci, czego Ci zycze:)
                  Dobranoc :)
                  • marta_aa Re: Coś takiego nie istnieje 03.05.07, 01:03
                    Dobranoc, dziękuje Ci.
          • yagiennka Re: Coś takiego nie istnieje 03.05.07, 09:39
            Tak tak, mylę się. Bo ludzie to roboty i moga sobie pogadac przez telefon,
            powysyłac smsy i to się nazywa "związek", sorry ale póki jestesmy ludźmi to NIE.
    • pendula Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 03.05.07, 11:27
      Przeczytałam to wszystko i jedno mi się nasuwa. Nie ma takiej pracy tak zajętego
      człowieka dla którego nie byłoby możliwością techniczną i praktyczną napisanie
      choćby jednego czy dwóch miłych słów do ukochanej, lub wykonania krótkiego
      telefonu. Ile to zajmuje czasu ? Kilkanaście sekund. Więc nie ma tłumaczeń. Jak
      kogoś się kocha, to myśli się o tym kimś i pragnie kontaktu. To pociesza i
      daje nadzieję. Ile to trwa? Godziny? Tym bardziej w świeżym związku. Bzdurą
      totalną jest wymawianie się obowiązkami. Jeśli nie pisze....i tu można dzielić
      włos na czworo, lub tyle razy ile się chce na x możliwości i zastanawiać się w
      nieskończoność. A gdzie spontaniczność w tym wszystkim? Problemy Twoje Marto,
      tez nie przychodzą kiedy sobie zaplanujesz. One są wtedy, kiedy są. Jedne mogą
      poczekać inne nie.
      Wasz związek dopiero się tworzy. To bardzo mało te trzy miesiące. Praktycznie to
      się jeszcze nie znacie. Bryzeida ma dużo racji, że wiek ma znaczenie i
      cierpliwość w związku i to, że prawdziwe uczucia Jego do Ciebie i tak wyjdą na
      wierzch. Ale natury nie zmienisz ani swojej, ani Jego. Robienie czegoś wbrew
      sobie, wbrew swojej prawdziwej naturze nie przyniesie nic dobrego . Związek to
      kompromisy, ale bez przesady. Miłego dnia.:)
      • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 03.05.07, 15:12
        Ale on nie wymawia się brakiem czasu, pisalismy codziennie dotąd, on tez
        wysluchuje jak ja piszę o swoich sprawach, wtedy potrafi zareagować, powiedzieć
        cos fajnego (nie wiem, może to kwestia wyrobienia, inteligencji, a nie jakos
        szczególnego stosunku do mnie) Problem powstaje kiedy ja zarzucam coś jemu,
        kiedy mówie o NASZYCH probemach, o tych właśnie które szczególnie przez te
        odległośc nalezy roziwązywać natychmiast. Jesli ja zostaje z tym sama, i -
        teoretycznie teraz - daje sobie radę, no to powiedzcie, po co mi ten zwązek?
        skoro i tak jestem sama...
        Czytam ten jego mail po raz kolejny, tam sie nie ma czego chwycic, jedyne
        wyjscie zeby to utrzymać to jest godzic sie na to dawkowanie, on ma siły za
        miesiąc.. jak ja mam wyjśc za tydzieno spotkanie, mam byc wdzięczna że się
        zdobył? Szkoda mi tego związku, ale nie potrafie sie zgodzić na te warunki. Co
        jeśli mieszkalibysy blisko, jak radziłby sobie wtedy, ze wszystkim na raz...
        • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 03.05.07, 15:42
          teraz wszystko zależy od tego jakimi słowami on sie odezwie, i kiedy... Ja nie
          ręcze za siebie :))) Jeśli on napisze dopiero będąc tutaj, to poczuję sie jak
          lalunia, od gorącego seksu i nie będe próbować byc czyms więcej.
          Przepraszam za błędy powyżej, sącze wino od rana i nie myśle zbyt klarownie.
          • facettt czy pomyslalas...? 03.05.07, 15:50
            by mniejsza wage przykladac do slow, gdyz powiedzeic mozna wiele...
            nawet bez pokrycia w rzeczywistosci...

            a wieksza do czynow?
            • bryzeidaa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 15:57
              I to jest najprawdziwsza prawda, liczą sie czyny a nie slowa.Dlatego gdy
              jestescie razem widzisz co on dla Ciebie robi , a gdy jestescie z dala od
              siebie to po co przelwac z pustego w prozne slowa w mailach.A jesli jestes z
              nim i nie wiesz co on do Ciebie czuje, bo z tego co wyczytalam, to laczy Was z
              jego strony tylko seks- no coz, tak najczesciej jest z mezcyznami, ze aby
              pokochac potrzebuja najpierw seksu, a kobiety zeby pojsc do lozka z mezczyzna
              musza go najpierw pokochac.:)
              • marta_aa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 16:54
                akurat z nas dwojga to on jest bardziej skłonny do róznych kwiecistych wyznan.
                Juz o tym pisałam.
                Ludzie jestescie kochani!!
            • marta_aa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 16:50
              ojej, nie wykładaj mi takiego elementarza, jeśli sie nie widzimy to chyba
              zostają nam tylko słowa...
              • facettt Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 16:54
                musze, gdyz uwazam to za konieczne...

                gdy sie nie widzicie, zostaja Ci tylko slowa, fakt.
                Ale one nie moga byc podstawa budowania relacji i gdy twierdzisz, ze od slow
                zalezy wszystko - to jakas to abberacja chyba?

                Podstawa moga byc tylko czyny, zarowno te, gdy jestescie razem ,
                jak i te , ktore sluza temu, byscie razem byli...???
                • marta_aa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 16:56
                  Wiesz przeciez o co mi chodzilo. Nie wyobrazam sobie za bardzo, przyjezdza tu,
                  dzwoni, i mowi: no to co, widzimy sie?
                • bryzeidaa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 16:58
                  No wlasnie , caly czas usiluje Marcie podpowiedziec, by zaczela cos robic aby
                  byli razem , inaczej bedzie miala piekne slowa, ktorych nie pragnie, bo pragnie
                  jego czynow, gdy sa razem.
              • bryzeidaa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 16:54
                Przepraszam, jesli urazilam Cie tym co napisalam.Widze, ze jestes podobnie do
                mnie impulsywna i bardzo zle znosisz tesknote.Na to nie ma innej rady, jak albo
                polubic tesknote( co raczej by bylo masochizmem:) albo zrobic wszystko by byc
                razem.Wowoczas wszystkie problemy znikna.Bo to co Cie bardzo meczy, ta tesknota
                i brak Twojego mezczyzny w Twoim codziennym zyciu, gdy masz np problemy to sa
                wlasnie uroki :( zwiazku na odleglosc .
                • marta_aa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 16:58
                  nie, nie uraziłas mnie, absolutnie. Gdyby mu miało chodzic o ten seks to
                  przecież tez jest cos :)))))
                  • bryzeidaa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 17:02
                    Posluchaj mojej dobry rady i rady facetta- zrob wszystko bysciew byli blisko
                    siebie, byscie mogli spotykac sie codziennie chocby na kilka minut, a reszta
                    sama sie ulozy.Twoj facte Cie pragnie,nie przerazily go Twoje problemy gdy
                    pomagal Ci je rozwiklac,A wiec masz w nim oparcie, jestes przez niego
                    pozadana , ale by zbudowac zwiazek odleglosc psuje relacje , wiec posluchaj
                    Facetta i mnie i skoncentruj sie na tym bys byla blizej swojego mezczyzny:)
            • marta_aa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 17:04
              aha, jeszcze jedno, jesli mamy jakies tam czyny, to one tez wymagaja
              interpretacji. Jesli ktos "przemawia" tak jaby te czyny nie miały zwiazku z
              jego intencją, no to ja wtedy dyskutuje ze słowem, a z czym innym??
              • bryzeidaa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 17:12
                Pewien poeta pisal:
                "...... chodzi mi o to, aby jezyk gietki
                powiedzial wszystko co pomysli glowa....."

                i jesli takiemu wielkiemu poecie trudno bylo ubrac w slowa to co w jego
                glowie , to badz wyrozumuiala dla swojego mezcyzny:)
                Jestes na tym etapie, na ktorym ja bylaqm na poczatku nojego zwiazku i choc
                wszyscy wokol mowili mi to co ja i Facett teraz Tobie tu piszemy, to i tak
                musislam "zjesc te zabe":) i z trudem udalo nam sie uratowac nasz zwiazek.
              • facettt blad :))) 03.05.07, 17:16
                To wlasnie blad...

                bez obrazy... dosc typowy, glownie dla kobiet :)))

                1. naturalnie, logiczna jest dyskusja ze slowami,
                gdy czyny sie z nimi pokrywaja...

                2. gdy czyny NIE POKRYWAJA sie ze slowami...
                nie ma co dyskutowac ze slowami (gdyz nie one sa w zyciu najwazniejsze...)

                - wtedy zapedzisz sie w slepa uliczne i zaczna sie niekonczone dyskusje typu:
                mowiles tak, a zrobiles tak... - dlaczego??????

                Przyczyn moze byc 100:
                celowe klamstwo
                omylka
                brak sil...
                itd...

                Wtedy pomijaj slowa i dyskutuj OD RRAZU Z CZYNAMI:

                i stawiaj pytania WPROST...

                - dlaczego tak zrobiles.
                - dlaczego tego nie zrobiles, chociaz wydaje mi sie,ze mogles...

                itd...

                rozumiemy sie?
                • marta_aa Re: blad :))) 03.05.07, 17:30
                  bez obrazy - to gdybys powiedział ze popełniam błąd typowy dla męczyzn, jeśli
                  jest typowy dla kobiet to nawet czuje ulge. Poza tym, może to jest błąd w
                  sensie zyciowym ale na pewno nie w sensie logicznym. Nie każ mi traktować
                  faceta jak dziecko.
                  Nie wiem czy przeczytałes w tym wątku, on zamiast napisac mi np: "pomówimy
                  pózniej, albo "nie rozmawiajmy w ten sposob, albo "wytrzymaj z tym jeszcze
                  tydzien, on zamiast tego zamilkl. A na moj, maksymalnie cieply email,
                  odpowiedzial ze ma czas na kryzys dopiero za miesiąc. Gdyby nawet to samo, choc
                  to niefajnie sie czyta, gdyby to samo napisal od razu, po tym co ten kryzys
                  rzekomo wywołalo, miałoby to juz inne znaczenie. A tak przestałam to sobie w
                  ogole wyobrażać, nigdy nie postawiłabym mu takich warunków. Co gdybyśmy byli
                  razem w tym samym mieście? Przeciez to cos fantastycznego miec babe w innym
                  mieście w innym kraju, i sobie móc odroczyc kryzys w związku, do urlopu.
                  • facettt Re: blad :))) 03.05.07, 17:43
                    marta_aa napisała:
                    Przeciez to cos fantastycznego miec babe w innym mieście

                    - czasami, ale nie za dlugo :)))

                    w innym kraju,

                    - zapewniam, ze nie, znam to, za duza odleglosc :)))

                    sluchaj, slyszalas cos o tym, ze mezczyzni (czesto, by nie powiedziec zazwyczaj)
                    maja mniejsza potrzebe komunikacji, niz kobiety?

                    warto sie z tym pogodzic, gdy ktos jest tego wart...
                    lub poszukac sobie innego, "gadule", miast przytlaczac partnera problemami ,
                    an ktore nie ma czasu, sil, czy ochoty :)))

                    pa.
                    • marta_aa Re: blad :))) 03.05.07, 18:06
                      Przytłaczać problemami? rany boskie, to ja go przytłaczam problemami które sami
                      sobie stworzylismy?!! oboje!! Poza tym chodzi mi o krótkie, niezłożone reakcje,
                      w odpowiednim czasie, nie o zadna niesamowita komunikacje. Ile w was ludzie
                      stereotypów, czy wy czytacie posty na które odpowiadacie!?
                      • bryzeidaa Re: blad :))) 03.05.07, 18:22
                        Marta, to co pisze tu Facett jest prawda, wielu mezcyzn nie ma potrzeby tyle
                        gadac, i Twoj mezcyzna widac taki wlasnie jest.Zmeczony praca zaowodowa pragnie
                        z Toba byc a nie gadac .I racje ma Facett, ze przytlaczanie problemami nie
                        wrozy dobrze zwiazkowi, bo Twoj mezcyzna pragnie byc z Toba a nie roztrzasac
                        problemy nawet jesli to sa wspolne problemy wynikajace z tego ze nie ejstescie
                        razem.Przyjdzie czas, kiedy Wasz zwiazek okrzepnie, ze wspolnie bedziecie
                        omawiac rozne problemy , ale nie teraz Marto.Nie badz w goracej wodzie kapana,
                        bo wylejesz dziecko z kapiela.Jesli kochasz tego mezcyzne to kochaj go takim
                        jakim jest tzn pomimo jego wad.
                        • facettt Re: blad :))) 04.05.07, 16:19
                          zdaje sie temu panu trafilo sie na gadule, ktora bez codziennego feed back´u

                          ani rusz :)))
                          • bryzeidaa Re: blad :))) 04.05.07, 23:29
                            oj , ona chyba przegada tez zwiazek, jesli nie zrozumie, ze jej facet nie jest
                            babą:)
                            • facettt zmienilem zdanie, gdy poprosilem o szczegoly :) 04.05.07, 23:32
                              spojrz na moje moje rozmowy (z autorka watku) ponizej....

                              nawet zapracowany mezczyzna min. 2 razy w tygodniu se odezwie...
                              gdy nie...
                              to kryzys...
                              lub cos innego :)))
                              • bryzeidaa Re: zmienilem zdanie, gdy poprosilem o szczegoly 04.05.07, 23:37
                                cos innego byc moze , ale jesli facet milczy calkowicie to byc moze jest
                                jedynie tchorzem i nie potrafi wprost zerwac,tak przeciez bywa u mezcyzn nie
                                potrafiacych ranic
                                W takiej sytuacji tymbardziej ona powinna nie odzywac sie , zachowa wowczas
                                szacunek do samej siebie.
                                • marta_aa Re: zmienilem zdanie, gdy poprosilem o szczegoly 05.05.07, 00:02
                                  No to mi nawet przez mysl nie przeszlo, byłabym naprawde zaskoczona.
                                  Przykro mi ze nazwaliscie mnie gadula, przecież ja zupelnie o czym innym piszę,
                                  w zasadzie w ogole nie chodzi mi o to jak często sie kontaktjemy, a jedynie o
                                  to czemu ten kontakt jest TAKI.
                                  A facett zmieniles zdanie, czyli?
                                  Psiunio przyjezdza za dwa dni a mi sie odechcialo go widziec. Choć jak znam to
                                  parszywe życie, jak go juz zobacze to mu wszystko zapomne.
                                  • facettt Re: zmienilem zdanie, gdy poprosilem o szczegoly 05.05.07, 00:12
                                    marta_aa napisała:
                                    > A facett zmieniles zdanie, czyli?

                                    czyli... wczesniej napisalem...)))

                                    mezczyznni nie maja potrzeby codziennego kontaktu.
                                    ale ze 2 razy w tygodniu wypada sie odezwac )))
                                    • marta_aa Re: zmienilem zdanie, gdy poprosilem o szczegoly 05.05.07, 00:15
                                      na razie nie odzywamy sie od 5 dni.
                                      3 tygodnie temu widzielismy sie, dotąd pisaliśmy codziennie. i nagle bach,
                                      kryzys (juz mi się smiac chce na to słowo).
                                  • bryzeidaa Re: zmienilem zdanie, gdy poprosilem o szczegoly 05.05.07, 00:18
                                    Przepraszam za te " gadulke" , nie chcialam urazic Cie.Chodzilo mi tylko o to,
                                    ze mezcyzni na poczatku chca sie nacieszyc swoim "Kochaniem" i wola nie tracic
                                    czasu na jakies tam rozmowy :)Przyjdzie czas, jak juz zwiazek okrzepnie i na
                                    rozmowy.Przeciez Wy spotykacie sie nie tak czesto, bo wiec wasz zwiazek jest
                                    poddawany probie rozlaki.A wierz mi, nie ma nic gorszego od braku codziennych
                                    kontaktow.Odleglosc oddala, bo nie sprzyja zblizeniu sie i do tego uczy , ze da
                                    sie zyc z kims , kto jest daleko.A to wlasnie jest niebezpieczne.Jesli Twoj
                                    facet sie tego nauczy, to Wasz zwiazek bedzie trudnym zwiazkiem.Rob wszystko
                                    byscie byli chocby co weekend razem, jesli narazie nie mozesz sie do niego
                                    przeniesc.Zycze Ci wspanialych chwil z Twoim mezcyzna.
                                    Natomiast ostatnia uwaga Facettta , dala mnie do myslenia:)I zaczynam czarno
                                    widzec, a ze jestem raptuska , to pod wplywem impulsu moge zrobic , czego potem
                                    bede zalowala, no ale to juz moj problem i nie chce Ci macic teraz w glowie.
                                    Zycze Ci powodzenia Marto:)
                                    • marta_aa Re: zmienilem zdanie, gdy poprosilem o szczegoly 05.05.07, 00:29
                                      Dziękuje ci, ktoś tu napisał że jestes anielsko cierpliwa, naprawde taka
                                      jesteś, dla mnie (nie wiem jak dla twojego chłopaka:)))
                                      Nie chcesz mi mącić, czy to oznacza że wy kontaktujecie sie jeszcze rzadziej?
                                      • bryzeidaa Re: zmienilem zdanie, gdy poprosilem o szczegoly 05.05.07, 00:43
                                        Teraz bardzo zadko, ale wiem , ze on teraz autentycznie nie moze .
                                        Nauczylam sie tej cierpliwosci , nauczylam sie, ze mezcyzni to nie kobiety,
                                        ktore o byle glupstwie chca gadac przez telefon:)
                                        Oni po prostu sa inni od nas i Ty tez tego sie nauczysz:)

                                        .........choc to napisal Facett tu na forum dalo mi do myslenia:(
                                        Ale poczekam, az on upora sie z tym co ma teraz do zrobienia i wtedy wszystko
                                        sie rozstrzygnie .
                                        Ja potrafie byc cierpliwa , ale do czasu:)
                                        Zreszta to sa tak osobiste sprawy, ze na forum wolalabym nie mowic wiecej:)
                                        Jeszcze raz Cie pozdrawiam i zycze Ci samych pieknych chwil z Twoim mezcyzna:)
            • marta_aa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 17:13
              weźmy taki czyn jak milczenie, co z tym zrobic? Własnie przykładam wage do
              czynów, uwierz.
              • bryzeidaa Re: czy pomyslalas...? 03.05.07, 17:20
                Milczy, bo moze jest po prostu albo zajety albo zmeczony .Nie doszukuj sie
                niczego zlego.
                On milczy?
                Wiec Ty tez nie odzywaj sie.
                Poczekaj az on sie odezwie , az sie spotkacie i wtedy jesli nie bedzie za malo
                czasu, bo jak piszesz on bedzie sluzbowo w Twoim miescie, zapytaj go kim dla
                niego jestes.
                Jesli nie bedzie umial tego okreslic to bedzie znaczylo ze naprawde jeszcze
                tego nie wie.
                Ale to bedzie dla Ciebie informacja, ze nie jestes w jego zyciu najwazniejsza.
                Idopiero wtedy podejmij decyzje czy chcesz czekac na rozwoj wypadkow ,czy nie
                masz sily tak czekac i konczysz znajomosc.
          • pendula Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 03.05.07, 23:16
            Dużo tego winka zostało?:) Życzę, aby nie skończyło się na laluni:)
            • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 04.05.07, 01:54
              Wino wypiłam doszczętnie, w południe juz bylam pijana, straciłam cały dzień bo
              musiłam to pijaństwo odespać, juz nie powiem jakiego sobie naważyłam piwa w
              robocie. więc mi słabo na samą myśl o jutrze. Mój luby zadzwonił dziś ale nie
              miałam przy sobie telefonu, i znowu mnie życie zmusza do inicjatywy, trza
              oddzwonić albo coś. Ale jak zobaczyłam że dzwonił to sie na chwile poczułam
              piękna :)))) jaki człowiek głupi.
        • bryzeidaa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 03.05.07, 15:59
          Jesli on chce sie z Toba spotkac to dlatego ze on tego pragnie, nie robi zadnej
          laski,bo to kobiety potrafia sie litowac i ciagnac w nieskonczonosc nieudany
          zwiazek.Mezcyzni sa brutalniejsi - jak nie chca byc z kobieta to koncza i
          juz.Wiec nie ponaglaj go, bo go wyploszysz.Badz cierpilwa :)
          • hatszept Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 03.05.07, 23:09
            Byłam w takim związku. Odpuściłam, a on mnie nie zatrzymywał...Bolało, teraz
            boli trochę mniej, a nie mam teraz żadnych wątpliwości, że nic by z tego nie
            wyszło.
            • pendula Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 03.05.07, 23:19
              Skoro wątpliwości nie masz to i dobrze. Bo mniej bólu. Ale Bryzeida ma
              cierpliwość. Podziwiam wręcz :))
              • viki265 Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 04.05.07, 15:25
                Jestem jeszcze w takim zwiazku,ale juz sie powli z niego wypisuje. A
                "dorobilismy sie" po drodze dziecka.

                Smsy dokladnie takie same jak u autorki tekstu, ie moge przejawiac
                spontanicznosci, etc.

                Mojemu facetowi najlepije wychodzi pisanie typu "ale mam na ciebie ochote", "co
                robisz", jak ja go pytam o konkrety w smsie, to jest taki zmeczony, albo olewa i
                nie odpowiada bezposrednio na moje pytanie, lub po jednym dniu;

                Na poczatku bylo miodzio, jak sie spotykalismy, wypisz wymaluj jak u ciebie, ale
                czas plynie i z reguly w takich zwiaezkach jak nasze jest coraz gorzej a nie lepiej.

                Jak chcesz, mozemy popisac na priva.

                Ps. Aaaa co do jakiejs wypowiedzi wczesniejszej, ze jak facteowi nie zalezy to
                krotka pilka z jego strony i nie dazy do spotkan, to moj przypadek tej teorii
                zaprzecza, bo mojemu jest wygodnie, nie ma mnie na codzien, swietnie realizuje
                sie sam, a jak sie spotkamy to ma odlotowy sex, mnie bardziej starajaca sie, bo
                szkoda przeciez klocic sie jak tak rzadko sie widzimy... Ech, ja sie wypisuje!
                :) A on nie chce. :)
                • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 04.05.07, 16:15
                  A napisz więcej, jak długo to trwa? Jaka odległośc, byliście kiedys dłuższy
                  czas razem, tak żeby jeśc razem śniadania?
                  Nabardziej mnie boli, że ten związek funkcjonuje nie pomimo ale własnie dlatego
                  że jestesmy daleko. nie wiem czy tak jest, nie wiem na pewno, ale jeśli tak
                  jest to ja już nie chce.
                  (mozemy na priv, na gazetowy adres?)
                  • facettt Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 04.05.07, 16:29
                    caly czas czytam tylko narzekania, ze nie podoba Ci sie sytuacja, gdy spotykasz
                    sie z Lubym co jakis czas( raz na tydzien?).

                    To zrozumiale.
                    Ale jakos nie widze zadnych konkretow.
                    Czy masz szanse zmienic prace i przeniesc sie do jego miasta,lub on do Twojego?
                    Nic o tym nie napisalas.
                    Jezeli tak, to dlaczego zadne z was tego nie robi?

                    A jesli zmiany beda mozliwe dopiero za jakis czas to za jaki?
                    Za rok, dwa?

                    Czy gotowa jestes tyle wytrzymac?

                    Konkrety!!!

                    Gdyz inaczej, to tylko tu gdybamy :)))


                    • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 04.05.07, 16:56
                      Spotykamy sie nieregularnie, ostatnio 3 tygodnie temu. Nie ma konkretów bo ich
                      nie ma, gdyby były byłoby w porządku, ale skoro nie ma konkretów to tymbardziej
                      mnie złosci ze gosc mnie zaniedbuje, o własnie tak sie czuje, zaniedbana przez
                      niego.
                      Zeby cos zmienic, ja potrzebowałabym roku, on to mniej więcej wie ale nigdy nie
                      mówilismy o tym, ot. Wierze ze mysli o tym, pewna jestem, ale na dzisiaj zadne
                      z nas nie ma ruchu, więc o tym nie mówimy.
              • bryzeidaa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 04.05.07, 23:35
                Nawet nie jest mi ciezko , mam swoje zajecia, ktore wypelniaja mi czas bez
                niego:)
                Choc przyznam , ze tesknie, ale nie mozna teroryzowac faceta tym , ze sie
                teskni, bo on bedzie mial poczucie winy i odejdzie.
                Albo sie komus ufa , albo nie ma sensu wchodzic dalej w zwiazek.Juz wyzej
                pisalam, ze jesli on nie jest fair wobec niej to i tak to wczesniej czy pozniej
                sie wyda.
                • marta_aa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 05.05.07, 00:24
                  Napisałam wyżej, ale juz sie tu zrobił chaos, że nie podejrzewam, żeby był nie
                  w porzadku, czyli np żeby bawił sie ze mną. Jest niewporządku, bo jestesm
                  bardziej samotna przez niego niz gdybym poprostu była sama. Wiem ze nie jestem
                  pierwsza babą, z którą uprawia taka korespondencyjna miłośc, może to mi
                  przeszkadza, może dlatego nie ufam że chciałby to zmienić, może to mu pasuje. Z
                  drugiej strony jak analizuje nasze spotkania, to jednak zawsze był uważny kiedy
                  mówiłam o swoich planach, i wyraźnie chciał sie w nie wpisać.
                  • bryzeidaa Re: związek na odległość, czy ktoś to lubi? 05.05.07, 00:35
                    No wlasnie, to sa uroki zwiazku na odleglosc:(
                    Kiedy jestescie razem jest cudownie, a kiedy on jest daleko "budza sie
                    demony" :)
                    To nie jest latwe kobiecie tak czekac, takie zycie spala, rodzi bunt, poczucie
                    osamotnienia ,gdy on jest tam a Ty u siebie.]
                    Dlatego ciesz sie kazda chwila, gdy jestescie razem.
                    Narazie tylko tyle albo az tyle masz.
                    To, ze przez 5 dni milczal, to nie powod do czarnych mysli.Moze on naprawde
                    jest zapracowany.
                    Za jakis czas powieszz mu , ze te rozstania bola Cie, ale jeszcze teraz nie mow
                    mu o tym.
                    Cieszcie sie soba teraz :)
                    Powodzenia i glowa do gory:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja