magdaraf2
28.07.07, 18:35
Wdałam się w romans z żonatym. On ma rodzinę i ja też, ale zakochałam się i
łamiąc wszelkie swoje zasady zaangażowałam się w to. To już prawie rok. Na
początku czekałam cierpliwie a on przychodził kiedy tylko mógł. To były
krótkie chwile( ok. 20 min) lub sporadycznie dłuższe 1-2 godzinne spotkania.
Było ciężko bo mieszkamy dom w dom, okna w okna...
Po pewnym czasie przestałam wytrzymywać. Wyznałam mu miłość i to, że chcę z
nim być ponad wszystko. On również powiedział, ze mnie kocha ale musimy być
odpowiedzialni a poza tym jego żona by go zabiła a nam zniszczyła życie.
Heh... Dla mnie to były wymówki, wiec spytałam co może dla mnie w takim razie
zrobić. Powiedział :zastanowię się i po tygodniu zaproponował pierwsze
spotkanie poza domem. Godzinne spotkanie w samochodzie. Porażka totalna. Czy
jeszcze na coś liczyć czy dać sobie spokój i cierpieć ale bez niego?