wredne_zwierze
31.07.07, 23:05
Jesteśmy ze sobą bardzo długo ale ja, wcześniej zaślepiona i bezkrytycznie
kochajaca - dopiero teraz zdłam sobie sprawę z tego, że on jest okropny. Ma
włazience więcej kosmetyków niż ja, ma dwóch dziwnych kolegów, którzy
przychodzą do niego na ogół wtedy, gdy ja muszę wyjść. Od roku, odkąd
mieszkamy razem, śpimy na 2 tapczanach, koło siebie, ale rozdzielonych - bo
seks tylko po ślubie. Czy to jest normalne? Ja w ogóle nie czuję że mam
faceta!!!
Powoli dociera do mnie, że potrzebuję zupełnie innego: trochę nieokrzesanego
jaskiniowca, który rano ciężko pracuje na chleb a wieczorem rzuca mnie na
łóżko i robi ze mną takie różne straszne rzeczy.
Mój nie umie nic zrobić w domu. Ma tylko taki swój magiczny notesik z listą
hydraulików, elektryków i innych takich. Ja nie wymagam aby był jakąś złotą
rączką, ma wykształcenie humanistyczne więc niech nie umie zrobić trudnych
rzeczy, ale czy na przykład wymienienie żarówki do takich należy? Spaliła się
kiedys jedna w łazience. Przez 2 miesiace specjalnie nic nie robiłam,
czekając czy się ruszy. On, nie żarówka. W końcu go złajałam, to poszedł do
sklepu osiedlowego i kupił. Oczywiście słabiutką i niepotrzebną do niczego,
ale no kupił. Tylko że...położył ją na stoliku i leżała tam przez
tydzień...dopóki nie kupiłam nowej i nie wymieniłam. Mógłby chociaż do jasnej
**, zadzwonić po tego swojego elektryka!!!
Snuje się po domu i podchodzi co chwilę żeby mnie pogłaskać po ramionach czy
tam plecach. Czasami zdarza mu się z własnej inicjatywy mnie pocałować, nawet
dość namiętnie.
Ale to nie jest mężczyzna. Tama mojej wytrzymałości już pękła. Ja go nie
rozumiem. Nie wiem nawet czy go kocham. Nie czuję się w tym związku
spełniona. Przecież jestem człowiekiem i potrzebuję trochę seksu, chociaż od
czasu do czasu, mój boże... już nie wiem co mam robić...