nfrv
11.08.07, 16:17
taak. to by bylo mniej wiecej tak.
przez tzw. kompletny przypadek /jak zwykle zreszta.) poznalam kogos,
kogo chyba po raz pierwszy moge nazwac mezczyzna.
nie facetem, nie chlopcem, chlopaczkiem itp. dziecinady, ale
mezczyzna.
odkrycie cokolwiek szokujace, bo hiperrzadkie.
coz.)
chyba jestem troche.. nie wiem jak to rozwiazac.
mysle, ze oboje jestesmy cokolwiek skrepowani? roznica wieku. mysle,
ze to ok./bo nie dochodzilam dokladnej liczby/ 15-20 lat.
on, w zwiazku z tym, widze broni sie przed ta rozkrecajaca sie
mieta.
ja tez nie jestem bardzo pewna czy to dobry pomysl.
ale, klopot jest taki, ze kreci mnie w tym gosciu wszystko.
nie bede sie rozplywac, ale ja wymiekam.
nawet moj dotychczasowy dramat /czyli moj kolega, ktorego myslalam
juz sie nigdy z glowy nie pozbede, po kilku
klinach .))))))))))))))))))) przestal sie liczyc.
kurcze, powiedzcie, isc za tym?
mam tez klopot z faktem, ze jego corka, z ktora sie calkiem niezle
poznalysmy, jest moja +- rownolatka .?
chyba to troche pokrecone.
jakos