limo-nade1977
14.08.07, 23:24
przyjechała do mnie na 2 tygodnie juz z brzuszkiem,była piękniejsza niż kiedykolwiek,nigdy nie zapomne tego czegoś w jej oczach tej iskry życia,wiary i szczęścia.2 tyg. minęły tak szybko i moja mała rodzinka pojechała do kraju.Potem zaczął się horror.Stwierdzono ubytek wód płodowych i prawdopodobieństwo że nie wytworzyły się nerki.Nie mogłem być przy niej bo to był pażdziernik a urlop 2 tyg. (tylko tyle miałem wypracowane)mieliśmy zaplanowany na święta.Jeżdziła do Poznania,Szczecina,znowu Poznań i żaden lekaż nie mógł stwierdzić czy nerki są czy nie.My takich przypadków nie potrafimy leczyć usłyszała i wypisano ją do domu.Justysia zdobyła kontakt do specjalisty w takich przypadkach i umówiliśmy się z nim na 2 stycznia.Byłem już w kraju pojechaliśmy do Wawy by usłuszeć wyrok.Nie ma nerek nasz dzidziuś nie przeżyje.Tylko ona wie co przeżyła przez okres ciązy,co czuje kobieta która nosi w sobie dziecko nie mające szans na przeżycie.Swiat zawalił nam się.Czym sobie na to zasłużyłem-myślałem.Wtedy zrobiłem coś czego nigdy sobie nie wybacze,do końca życia.Pojechałem spowrotem,urlop się skończył.Została sama a ja uciekłem by zarabiać pieniądze.Dziś wiem że moge je sobie w d*** wsadzić.Opuściłem ją wtedy kiedy byłem jej najbardziej potrzebny.Nie jest wymówką że mogli mnie zwolnić gdybym się nie stawił na czas,a napewno by to zrobili.Prawdziwy facet by to olał.Zyje z tym cały czas i nie moge uwierzyć że tak postąpiłem,mimo że to była nasza decyzja.Justynka urodziła 18.01.2006 o około 4 rano.Pamietam jak dzwoniła do mnie z porodówki ze słowami misiu zaczęło się,boje sie.Gdzie ja kur.. byłem wtedy.Następnego dnia przyleciałem bo dano mi urlop okolicznościowy.Pochowaliśmy nasze dzieciątko 21.01.2006 dzień po moich urodzinach. Dziś gdy to wspominam płyną mi łzy-któś powie że to niemęskie że jastem mięczak-być może.Na pogrzebie nie uroniłem łezki,nie wiem dlaczego.Po tygodniu wróciłem a po trzech dojechała do mnie Justysia.Byliśmy tam razem ale jakby osobno.Ona miała swój świat ja znalazłem swój.Nie dawałem jaj poczucia wsparcia,bezpieczeństwa.W polsce byliśmy w wakacje potem znowu Anglia.Justyś poszła do pracy.Przyszedł listopad i pojechała by pobyć kilka dni z Adasiem naszym synkiem na święto zmarłych.Potem święta w anglii i pojechała znowu w styczniu na pierwszy roczek naszego synka 18.01.2007 Przez ten czas strasznie zaniedbałem nasz związek,mało rozmawialiśmy,zająłem się komputerem,internetem i głupimi gierkami.Praca-komp-spać.Tak upływał dzień za dniem.byłem głuchy na jaj próby rozmów o tym, mówiłem że sobie wyolbrzymia,że chce mieć troche czasu dla siebie,tylko że to był cały czas.W owym styczniu będąc w polsce poszła na dyskoteke i tam poznała chłopaka.Gdy przyjechała do mnie i oglądaliśmy zdjęcia z jej wyjazdu odrazu coś poczułem gdy zobaczyłem ich razem.Przytulała się do niego a on ją czule obejmował.Mówiła że to tylko kolega z którym fajnie się jej gadało ale ja czułem że coś jest nie tak.Po wybuchu zazdrości,bo tylko na tyle mnie było stać poszło to w zapomnienie.co jakiś czas jednak wspominałem te zdjęcia i to co o nim mówiła i nie dawało mi to spokoju.Nasz związek coraz bardziej się sypał.Ja tkwiłem w matni wirtualnej nie zważając na jej próby rozmowy o tym,próby nawiązania ze mną kontaktu.Odizolowałem się prawie całkowicie.Nigdzie razem nie wychodziliśmy mimo że były ku temu okazje.Doznałem szoku gdy mi powiedziała że chce jechać do kraju na miesiąc-półtora by sobie wszystko przemyśleć i poukładać,by skożystać z pomocy psychologa.Nie sprecyzowała jednak terminu a ja miałem się nad tym zastanowić.Jak się dziś okazuje to już wtedy postanowiła że mnie zostawi,a był to marzec 2007.Dziś widze obrazy przed oczami jak jeszcze starała się walczyć o ten związek,rozmawiać ze mną,ratować to co pozostało w jej sercu.Wtedy byłem na to ślepy.Dziś,kiedy minęły już prawie 3 m-ce od jej wyjazdu (4czerwca) Zawiozłem ją na lotnisko a ja miałem dojechać w lipcu na urlop samochodem.Zaplanowaliśmy że wrócimy razem,tyle tylko że ona będzie w kraju dłużej.Po powrocie z lotniska gdy otworzyłem drzwi do domu,stało się tak jakbym otworzył swą dusze.Sam przed samym sobą.Zaczęło docierać do mnie co ja narobiłem,jakim gnojkiem byłem,egoistycznym gnojkiem niedojrzałem i zapatrzonym w swój wirtualny świat.Zamkniętym tak bardzo w sobie jak nigdy wcześniej.Otworzyłem te drzwi a razem z nimi oczy.Nie spałem całą noc rozmyślając i przypominając sobie wszystkie obrazy z sytuacji gdy Justa starała się mnie z tego wyciągnąć,oderwać choć na moment.Uświadomiłem sobie że trace jedyną istote na tej ziemi na której mi tak bardzo zależy,uświadomiłem sobie jak bardzo ją kocham i jak bardzo ona potrzebowała to czuć.Nie tylko w słowach ale na codzień od tak.Pomyślałem jakby wyglądało życie bez niej i wpadłem w panike bo sobie do dziś tego nie wyobrażam.Dzwoniłem do niej codziennie ale odrazu wyczułem że coś się tam dzieje.Często nie było jej w domu i wtedy przypomniałem sobie o tamtych zdjęciach.Zacząłem ją pytać o to wręcz byłem natarczywy aż w końcu powiedziała mi.Powiedziała lecz tak nie do końca,że to tylko kolega że on jest taki pomocny,zawsze może na niego liczyć.Pytałem dalej i tak z dnia na dzien dowiadywałem się więcej.W końcu przyjechałem do kraju pełen obaw i niepokoju o to co moge jeszcze usłyszeć z jej ust.Pierwszego dnia mojego pobytu wyciągnąłem z niej że zaproponował jej wspólny wyjazd do Irlandii gdzie chce podjąć prace,że podwoził ją na cmentarz do naszego synka i że .. po którymś razie doszło między nimi do pocałunku w romantycznym plenerowym miejscu nad zalewem.Nie mogłem tego słuchać a zarazem chciałem wiedzieć wszystko.Jego w tym czasie nie było bo wyjechał za granice(taką znam wersje)gdyby był nie bawiłbym sie w kotka i myszke tylko dopadł gnoja i obił(prostackie prawda ale tak wtedy myślałem)Urlop mijał szybko a my nie mogliśmy znalezc rozwiązania z tej sytuacji.Pytałem ją czy ze mną wróci ale za każdym razem słyszałem-nie wiem.Mówiłem że zrozumiałem jaki ból jaj zadałem,jakim dupkiem byłem lecz nasz związek zasługuje na to by go ratować po 11 latach.Ona bała się ze jak przyjedzie to wszystko wróci do (normy)Czas spędzaliśmy na spotkaniach z rodziną,grile,wypady do miasta odwiedziny synka na cmentarzu,ale nie iskrzyło między nami,to dało się odczuć.Na zewnątrz był uśmiech a w środku walka z samym sobą co moge jeszcze zrobić,jak ją przekonać by dała mi iskierke nadzieji.Któregoś dnia zostaliśmy sami w domu.Dzień był gorący więc paradowaliśmy w samej bieliznie,wskoczyliśmy do łużka i rozmawialiśmy.Potem niewinne żarty,pieszczoty które stawały się coraz bardziej namiętne.Kochaliśmy się tego dnia,lecz potem powiedziała mi że się głupio czuje dając mi w taki sposób nadzieje.Udałem że rozumiem,lecz zastanawiałem się czy to tylko była chwila potrzeby fizycznej?Chwilowa ochota na orgazm?Przyszedł dzień w którym musiałem już jechać,lecz teściowie wraz z Justynką namówili mnie bym został.Pojedziemy do Krakowa,do babci(teścia mamy)tam kilka dni i wracamy.Musiałem tylko wymyśleć jakiś bajer do firmy,że samochód się popsul lub coś podobnego.Jako juz 2 letni pracownik mogłem sobie na to pozwolić,bo wiem że im zależy na mnie.Nie potrafiłem im odmówić,szczególnie jej.Nic nie poradze że jak spojrzy na mnie tym swoim proszącym wzrokiem wymiękam.Z kilku dni zrobił się tydzień.Kraków pozwolił nam poczuć atmosfere urlopu i troche psychicznie odetchnąć.Ja miałem cały czas nadzieje że ze mną pojedzie a ona nic nie mogła mi obiecać.Wszystkim w koło mówiła że do mnie potem dojedzie,za tydzień dwa.Dziś wiem że czekała na niego.Pojechałem sam,po drodze odwiedziłem brata który pracuje w Belggii.Bardzo pomógł mi ,podtrzymał na duchu.Serce mi się radowało gdy patrzyłem na jego córeczke i szczęśliwą rodzine mimo tragedii jaką chwile wcześniej przeżyli.(stracili dzidziusia tak jak my w pierwszym przypadku)Ale musiałem jechać.Pierwsze dni pracy masakra,myślałem tylko aby iść do domu i zadzwonić do niej,porozmawiać usłyszeć głos.Potem dowiedziałem się że ON wrócił.Wszystko zaczęło się składać jak w ukła