frustrat_o_optymista
21.08.07, 07:06
Moim zdaniem instytucja przytulania znajduje się na niedocenianym, jednak
bardzo wysokim miejscu po potrzebie snu i zaspokajania głodu.
Ostatnio rozmawiałem z koleżanką o sposobach okazywania uczuć, między innymi
właśnie o przytulaniu. Po tej rozmowie dotarło do mnie, że pomimo własnej
potrzeby bliskości (czyt. przytulenia) sam nie potrafię tak to prostu
przytulić bliskich mi osób. Zdałem sobie sprawę, że jest to wierzchołek góry
lodowej, która blokuje we mnie umiejętność mówienia o oczywistych i
codziennych uczuciach. Z trudem na przykład przytulam rodziców, a jeszcze
trudniej przychodzi mi powiedzenie o tym, że Ich kocham.
Te słowa połączone z gestem wychodzą ze mnie w zasadzie tylko w sytuacjach
krytycznych, w których po prostu muszą się pokazać chociaż na małą chwilkę. W
takich właśnie momentach można się przekonać jak wielką siłe mają proste słowa
i gesty, które nic przecież nie kosztują. Niezmiernie ważne jest uzmysłowienie
sobie ile dobrego można dać w tak zwykły sposób. Wydaje mi się, że ludzkie
opory w tej kwestii często biorą się z konieczności zdjęcia maski przybieranej
na potrzeby szarej codzienności. Bo przecież prawie każdy taką maskę posiada,
maskę która filtruje głębsze odczucia by pomimo problemów można się było
skupić na obowiązkach. Zazwyczaj przy zdejmowaniu maski występuje naturalny
strach, ponieważ bez niej jesteśmy odsłonięci, a co za tym idzie bezbronni.
Trzeba zwrócić uwagę, że przecież odsłaniając się mamy też większe szanse na
poczucie tych bardziej pozytywnych bodźców, niezależnie czy jesteśmy
przytulającym, czy przytulanym.
Ja już wiem, kogo dziś spróbuję przytulić, a Ty?