balaganiarz2
07.09.07, 14:08
Czy nie zastanawiałyście się kiedyś dziewczyny jakie poniżające dla
nas facetów jest podrywanie was. Oczywiście zdarzają się supermacho
którzy mogą mieć każda i któremu żadna kobieta nie odmówi ale
większość facetów wielokrotnie w ciągu swojego życia miało sytuację
kiedy próbowali poderwać dziewczynę i dostali kosza. Nawet kiedy uda
się dziewczynę poderwać to facet musi koło niej skakać jak małpka,
kupować kwiaty, prawić komplementy, organizować wolny czas, starać
się być zabawny, interesujący, płacić za kino, w kawiarni itp. Ja
wiem wy kobiety lubicie być adorowane i podrywane ale czy zdajecie
sobie sprawę że dla nas facetów to zwykłe poniżanie się. Inna
sprawa, że to przeważnie dziewczyna rzuca chłopaka bo znalazła sobie
lepszy model. Przypadków odwrotnych jest dużo mniej. Zresztą same
spójrzcie sobie w lustro i odpowiedzcie na pytanie czy to wy
zrywałyście ze swoimi byłymi czy oni z wami. Mam jednak nadzieje i
widzę, że powoli się to zmieni i teraz dziewczyny musza już podrywać
chłopaków i one wreszcie musza się starać. Nie powiem bardzo mi się
to podoba
Poznacie wreszcie jakie to trudne i niewdzięczne zadanie.
Tylko proszę nie dajcie mi cudownych rad w stylu "to przerzuć się na
facetów" Niestety taka opcja nie wchodzi w rachubę. Wole jednak
kobiety:)Denerwuje mnie tylko że za każdym razem człowiek musi się
dla was kobiet tak poniżać:(
Problem w tym, że tak zostaliśmy wychowani, że to facet ma uwodzić
kobietę a nie na odwrót więc 99,9% facetów i kobiet uważa taki stan
rzeczy za naturalny. Gdyby jednak się trochę nad tym zastanowić i
pomyśleć logicznie to jest właśnie tak jak pisze czyli facet
podrywanie kobiet jest właśnie upokarzające. Kobitki w zasadzie
tylko muszą być w miarę ładne i mogą sobie spokojnie czekać na
faceta a potem już tylko sobie oceniają, wybierają czasami nawet się
pośmieją we własnym granie jacy ci faceci żałosni a facet musi się
starać. Dlaczego nie jest na odwrót. Niech kobiety się starają. W
końcu chciałyście równouprawnienia ale widzę że takiego selektywnego.