agatita1982
02.02.08, 21:13
Witam, wątek ten umieszczam na forum męskim, gdyż potrzebuję przede wszystkim męskiej opinii.
Mieszkam z chłopakiem, który ma diametralnie różne od mojego poczucie czystości.
Przez ponad 3 lata związku sprawiłam, że zaczął myć naczynia (nigdy na bieżąco, tylko jak się nazbiera stos), myje i odkurza podłogi, ale tylko gdy ja zacznę lub go poproszę to się dołączy i pomoże. Zwykle jest to zrobione niechlujnie.
Robi za to zakupy. Rzadko, ale jednak - coś ugotuje.
Poza tym chłopak pracuje w domu na pół etatu (ma swoją działalność), żadnych innych obowiązków nie ma.
Ja uczę się, trenuję sport (oczywiście nie muszę trenować, ale chcę).
Często jest tak, że wracam wieczorem do domu i nie ma obiadu, gary w zlewie, jeśli wstawię rano pranie- to czeka ono na mnie w pralce az powieszę. Do tego syf na stole, bo dla mojego faceta to problem na bieżąco wynosić naczynia, śmieci, butelki po napojach itp.
Nasz kłótnie dotyczą w 95% jego bałaganiarstwa, lub jak kto woli, mojej pedantycznej upierdliwości.
Czy mam rację oczekując, że jeśli nawet jak jest moja kolej na gary, to on je umyje, bo wie, że późno wrócę?
Czy jak już on umyje podłogę, to czy mam prawo wkurzona mu powiedzieć, że kurz w kątach jest?
Czy mam prawo oczekiwać, że obiad będzie jak wrócę? Ja gotuję często.
Czy jestem szalona bo myję i jemu karzę myć od czasu do czasu szafki w kuchni (jak widać, że sa brudne, pozaciekane)? Czy ktoś z was myjąc naczynia nie myje kuchenki, lub kafli nad kuchenką, szafek wokół?
Dodam jeszcze, że on słabo mówi po polsku i wszelkie sprawy załatwiam ja sama.
A więc pytam czy ja jestem pedantką, czy on fleją i leniem?
Proszę o rady, bo może za dużo wymagam? Ja chcę mieć partnera w obowiązkach domowych,a nie kogoś kogo trzeba ciągle o wszystko prosić.