gryllotapla
06.02.08, 20:47
Czy obecni tutaj Panowie pomogliby mi zrozumieć (lub przedstawić
swój punt widzenia) w takiej sprawie:
Jest młode małżeństwo. Przed ślubem on miał "narzeczoną", z którą
był dość długo; związek ten przestał istnieć na kilka lat przed
ślubem, natomiast już po rozstaniu (a przed związaniem się z obecną
panią) korzystał, jak to często bywa, z wdzięków tamtej.
Swojej żonie powiedział kiedyś, że ma nagie zdjęcia swojej byłej, na
co reakcją była jedynie umiarkowanie kwaśna uwaga nt. męskich
trofeów; żadnych pretensji, żądań zniszczenia, nic z tych rzeczy.
Później on powiedział jej, że zdjęcia o których mowa odesłał byłej,
co okazało się NIEPRAWDĄ. I w tym momencie zaczęły się problemy.
Bywa, że ktoś ma uczulenie na kłamstwo, ona miała. Zaczęła się
niepokoić, prosić o wyjaśnienia, w końcu sugerować żeby zdjęcia
faktycznie odesłać.
Pan zaczął się wykręcać, udawać że nie wie gdzie te zdjęcia są, że
wysłałby, ale nie zna adresu (!), PRZYSIĘGAĆ że gdzieś mu zginęły,
posunął się nawet do (udawania?) płaczu i wyznania że ma zaniki
pamięci, że przygotował wszystko do wysłania i to zniknęło, itd.
Cyrk.
W rzeczywistości zdjęcia schował. Sprawa skończyła się (lub
właściwie nie skończyła) tak, że on stwierdził, że wysłał. Jakiś
list polecony faktycznie został wysłany na tamten adres, ale nie
wiadomo, co w nim było - mogła to być np. kartka z życzeniami:),
prawda?
Jak rozumiecie tę sytuację? Może Wam, jako mężczyznom, łatwiej jest
zrozumieć zachowanie tego człowieka. Żona widzi to tak: chciał sobie
zachować tamtą panią na jakąś sprzyjającą okazję (odesłanie zdjęć
oznaczałoby ostateczne zerwanie, hm, stosunków - a zapomniałam
powiedzieć, że on swojej byłej nie powiedział, że się ożenił!)
Oznaczałoby to z kolei, w jej rozumieniu, potencjalną zdradę, ergo
brak miłości do niej, no i rozpacza, biedaczka.
Jak to widzicie?