Jeszcze o pieniądzach w związku

18.03.08, 13:22
Sam już nie wiem co o tym myśleć. Dlatego proszę o opinie i
wypowiedzi. Otóż jesteśmy razem 3 lata. Ona jest ode mnie kilka lat
młodsza - ma w tej chwili 23, ja 29 lat. Problem dotyczy Jej
podejścia do kwestii pracy, zarabiania pieniędzy, pokrywania
kosztów. Przez cały okres trwania naszego związku wszystkie koszty
(no, powiedzmy prawie wszystkie) pokrywałem ja. Bo wiadomo - jestem
starszy, zarabiam itd. Ona jeszcze studiuje dziennie. Inna sprawa że
tych zajęć tak wiele znów nie ma. Nigdy się nie zdarzyło, żeby
chociaż dla zasady, raz za wyjście na pizze czy do klubu, zapłaciła
Ona. Kiedy próbuję chociażby napomknąć o lekkich zmianach takiego
układu rzeczy, słyszę że jestem sknerą i dusigroszem... Czy to
normalne i ok? Nie mówię tu na przykład o dzieleniem się kosztami
np. paliwa podczas wyjazdu na drugi koniec kraju. Kiedy delikatnie
zachęcam Ją do pomyśleniu o zarobieniu kilku groszy w wolnym czasie,
wychodzi na to że tyranizuję Ją i wypędzam do pracy... Trochę
zaczynam się niepokoić, bo rozumiem, że 19 lat to trochę jeszcze
wcześnie, ale mając już 23 lata można by chyba trochę pomyśleć o
własnych pieniądzach. Ja mam wrażenie, że chce się trochę powiesić
na moich plecach. Ok, zarabiam, stać mnie, ale chodzi mi o zasady.
Pozdrawiam
    • menk.a Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 18.03.08, 13:39
      Delikatne sugestie nie odnoszą skutku. Zapewne rodzice ja finansują.
      Jest jej dobrze. Zatem czemu miałaby zmieniać stan rzeczy?? No
      powiedz: jest Ci dobrze, więc chciałbyś to zmieniać?
      A Twój punkt siedzenia. Cóż , nie masz obowiązku jej utrzymywać. A
      ona nie ma prawa tego wymagać. Zatem przerwij to. Jest Ci źle? Zmień
      to.
      ;)
    • silic Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 18.03.08, 13:55
      >Bo wiadomo - jestem starszy,

      No i co z tego ?

      >zarabiam

      To prawidłowo.

      >Nigdy się nie zdarzyło, żeby chociaż dla zasady, raz za wyjście na >pizze czy
      do klubu, zapłaciła Ona.

      Jak dla mnie to pasożyt. jakieś pieniądze musi posiadać ( czy od rodziców czy z
      innego źródła to mniej ważne) i powinna pokrywać swoje wydatki. Na pizzę
      idziecie RAZEM i RAZEM ją jecie. Jeśli masz ochotę to oczywiście możesz za to
      płacić ale nie masz takiego obowiązku.
      Jeśli usłyszysz jeszcze raz debilny argument "sknera i dusigrosz" to powiedz
      jej, że jak na sknerę to jakoś dziwnie często ty płacisz za NIĄ.
      Lepiej wyprostuj tę sytuację jak najszybciej. Dla mnie ta dziewczyna nie ma
      godności oczekując płacenia za siebie.
      • bondarenko Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 18.03.08, 14:14
        Dlatego też chciałem zasięgnąć opinii czy rzeczywiście moje
        rozumowanie jest abstrakcyjne? Bo ja niestety myślę podobnie, jeśli
        nie tak samo. A koronnym argumentem jest że "przecież są faceci,
        którzy utrzymują swoje kobiety i nie rozliczają z kasy..." Ech...
        Ale wiecie jak to jest... Pomimo powyższej przypadłości ma wiele
        zalet i oprócz tego nieźle się dogadujemy. Nie jestem jeszcze na
        tyle wkurzony, żeby przekreślać to wszystko...
        • silic Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 18.03.08, 14:27
          Dla mnie takie rozumowanie nie jest abstrakcyjne, jednak spotkasz wiele osób
          (głównie kobiet) , które będą ci tłumaczyć, że utrzymywanie jej jest twoim
          obowiązkiem i ty się dzięki temu realizujesz.
          Powiedz jej, że utrzymuje to się swoją własność a ona nie jest twoją własnością
          tylko osobą i że ty należysz do grupy która nie ma zamiaru utrzymywać
          niezaradnej kobiety.
          Nie musisz jeszcze niczego przekreślać, zacznij oczekiwać od niej współpłacenia.
          Powiedz jej, że dziś nie płacisz za nią i już. Po reakcji będziesz wiedział co
          dalej zrobić.
          Lepiej teraz się przekonać jaka jest naprawdę.
          • madiaxyz jak ja robię... 20.03.08, 10:56
            nie wyobrażam sobie, żeby za każdym razem to facet za mnie płacił!
            Co prawda jestem w lepszej sytuacji od niej, bo pracuję. Choć z
            drugiej strony, też mogłabym mieć takie podejście. Jak gdzieś
            wychodzimy, to ona płaci a innym razem ja i uważam, że tak jest ok!

            Mam wrażenie, że ona Cię wykorzystuje!!! Jest jej z tym wygodnie!!!
            Tylko nasuwa się pytanie - czy tak chce robić przez całe wasze
            życie???
            • magessi Re: jak ja robię... 26.03.08, 09:12
              ja również sobie nie tego nie wyobrażam...chociaż u mnie sytuacja wyglądała
              troszkę inaczej...to mój chłopak zarabiał więcej i więcej wydawał, ale czesto
              zdarzało sie tak że wkładaliśmy do jednego "woreczka" tyle ile mieliśmy i
              mogliśmy i przeznaczaliśmy to na wspólne wydatki.Ciekawa jestem też czy jak
              skonczy się dopływ gotówki i wygodne życieto również skończy się miłość...
        • menk.a Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 18.03.08, 14:30
          bondarenko napisał:

          > A koronnym argumentem jest że "przecież są faceci,
          > którzy utrzymują swoje kobiety i nie rozliczają z kasy..."

          Niektórzy faceci chcą mieć utrzymanki. Niektóre kobiety chcą być
          utrzymankami. Najlepiej kiedy swój trafia na swego.

          Ech...
          > Ale wiecie jak to jest... Pomimo powyższej przypadłości ma wiele
          > zalet i oprócz tego nieźle się dogadujemy. Nie jestem jeszcze na
          > tyle wkurzony, żeby przekreślać to wszystko...

          Waż, co jest dla Ciebie ważne, ważniejsze.
          Ona też.;)
        • floric Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 13:23
          ...ale ty nikogo nie utrzymujesz!

          z tego, co piszesz wynika że nie mieszkacie razem.
          płacisz TYLKO za wspólne wyjścia

          czy finansuje jej tez jedzenie, ciuchy, kosmetyki, książki, etc.??
          jeśli odpowiedź na powyższe brzmi "nie" to owszem: jesteś sknerą i
          zrzędzisz jak stara baba.
          dziewczyna chce spokojnie skończyć studia i tobie nic do tego, nie
          masz żadnego prawa gonić jej do pracy. jedyne, co mozesz zrobić to
          ograniczyć wspólne wyjścia, albo planowac je tak zeby obnizyc
          koszty.

          rozmowa o przyszlosci i jej planach zawodowych to inny temat i waro
          byloby go podjac, ale w innym, nieco bardziej przyjazdnym
          kontekscie. jesli wasze wizje ewentualnego wspolnego zycia sa
          calkiem rozne to niestety, ale "z tej mąki chleba nie bedzie".
    • dzikoozka Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:04
      Prawdopodobnie juz czuje sie Twoja żoną ;))
      No, jest taki stereotyp faceta, co to ma utrzymywać rodzinę i już.
      Niektórzy faceci mają nawet za punkt honoru nie dopuscić kobiety do
      płacenia. To albo leży w naturze takiego mężczyzny albo nie.
      Tak jak w naturze niektórych kobiet leży przekonanie, ze to
      naturalny stan rzeczy. Ona widać do nich należy. Mam znajomych,
      małżeństwo od 15 lat, on od początku namawiał ją do podjecia pracy
      (fryzjerka), jej sie po prostu nie chciało. Urodziła 2 dzieci i
      siedzi w domu do dziś (obecnie dzieci mają chyba 14 i 12 lat)
      No i jej przecież nie zmusił. Ma szczęście, ze to przyzwoity
      facet ;)) Nie zostawił jej z tego powodu, ale i szczęśliwy też nie
      był. Dla mnie to jakaś schozofrenia kobiet, to domaganie się
      równouprawnienia i oczekiwanie, ze facet bedzie ja utrzymywał. Mi
      samej byłoby źle, gdybym była finansowo uzależniona od meża.
      Podsumowaując ten mój chaos, najwyraźniej wasze wzajemnie
      oczekiwania rozmijaja sie, problem może narastać bo leży głęboko w
      Twojej i jej naturze (takie wychowanie w rodzinie otrzymała).
      Radziłabynm zapytać sie, jak ona wyobraża sobie wasze sprawy
      finansowe po ślubie, czy w ogóle chce isć do pracy a jeśli tak (chce
      sie "realizować") to czy swoje zarobki ma zamiar przeznaczać "na
      waciki" czy na życie.
      • menk.a Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:20
        dzikoozka napisała:

        > Dla mnie to jakaś schozofrenia kobiet, to domaganie się
        > równouprawnienia i oczekiwanie, ze facet bedzie ja utrzymywał.

        To się chyba wyklucza. Nie wyobrażam sobie pogodzenia jednego z
        drugim. Nie znam kobiety, która myśli takim schematem.;)
        • dzikoozka Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:24
          A schizofrenia myslisz, ze jest logiczna?
          • menk.a Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:32
            dzikoozka napisała:

            > A schizofrenia myslisz, ze jest logiczna?

            Jeden ze schozofreników dostał Nobla z ekonomii. ;)
            Natomiast do do tych poglądów: wydaje mi się, wydaje, że te które
            mówią o równoupawnieniu (np. ja i tego jestem pewna) nie pragną być
            utrzymywane czyli zależne ekonomiczne od nikogo. ;)
            • dzikoozka Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:47
              ten od "pięknego umysłu" wiem,
              chodzi mi o sprzeczne pragnienia wielu kobiet. Wierze, ze nie jesteś
              takową, co nie zmienia faktu, ze takie znam.
              • menk.a Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:57
                Schizofreniczne poglądy przejawiają się nie tylko u kobiet. szkoda
                forsować takie ogólne wnioski.;)
                • dzikoozka Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 20.03.08, 10:41
                  oczywiście ze nie tylko u kobiet, ale akurat na ten temat się
                  wypowiadam i tego dotyczy moja wypowiedz. Czego Ty sie mnie
                  czepiasz????? Zawsze w tego rodzaju dyskusjach czyni sie pewne
                  uogolnienia.
                  • menk.a Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 20.03.08, 10:59
                    dzikoozka napisała:

                    > Czego Ty sie mnie
                    > czepiasz?????


                    Publicznie się zobowiązuję: więcej nie będę.
                    • dzikoozka Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 20.03.08, 11:03
                      dzieki :) Mnie sie nie powinno czepiac bo jestem drażliwa i
                      obrażalska.
                      • menk.a Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 20.03.08, 11:17
                        Czepiam się poglądów, postów, nie piszących. Ale słowo staje się
                        ciałem. Czas start.
    • brak.polskich.liter Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:29
      W krotkich, zolnierskich slowach - zyjesz z pasozytem.

      23 lata to juz duza dziewczyna, zas studiowanie nie wyklucza dorywczej pracy -
      dla wielu ludzi w wieku i polozeniu damy Twojego serca, dorabianie jest norma i
      koniecznoscia ekonomiczna, zadne tam cuda na kiju. Zakladam, oczywiscie, ze dama
      nie studiuje np. prawa i medycyny jednoczesnie, ale, z tego, co piszesz, nie wynika.

      Delikatne napomkniecia nie dzialaja? Trudno. Nalezy zatem rzucic otwartym
      tekstem i nieco mniej delikatnie. Swoja droga, niezle sie laska ustawila:
      ciagnie maksimum profitow z ukladu z Toba, ma zero motywacji, zeby cokolwiek
      zmieniac, zas Twoje delikatne sugestie w temacie lifestyle zlewa, wrzucajac je w
      koszty calej tej imprezy i tylko od czasu do czasu fuknie "ales ty materialista
      i sknerus"... Niezle.

      Krotko - nie badz frajerem, bo nie warto. Myslisz, ze ktokolwiek bedzie Cie
      kochac, cenic i szanowac za frajerstwo?
    • taki_s_obie Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:39
      kilka regul:

      1) kobiety KOCHAJA pieniadze i luksus w kazdej postaci.
      2) kazda kobieta chce sie czuc ksiezniczka, ZAWSZE.
      3) bardzo wiele kobiet jest gotowe "sprzedac dusze diablu" aby prowadzic zycie jak w pnk. 1. i 2.
      4) pierwsze 3 pnk. prowadza do tego, ze pomiedzy kobietami kroluje ZAZDROSC POSIADANIA.
      5) z powyzszych punktow latwo mozna dojsc do wniosku, ze dla kobiety istnieje zasadnicza roznica pomiedzy MOIMI i TWOIMI pieniedzmi.
      6) temat TWOJE pieniadze - wiekszosc marzen kobiecych w tym zakresie nie zajmuje sie tematem - "jak JA moglabym cos zarobic" - tylko tym - "JA CHCE i moim jedynym problemem jest to, jak tobie to zjadliwie zaserwowac". prowadzi to najczesciej do mentalnosci meczennicy - jestem taka biedna,.... moj maz jest tylko malym, zwyklym pracownikiem,.... kiedys mialam szanse, ale milosc nie sluga i wszystko poswiecilam dla niego,... itd., itd
      7) temat MOJE pieniadze - to sa ostatecznie ciezko zarobione wlasna praca pieniadze. dlaczego mialabym je wydawac na jakies tam drogie kostiumy, jezli ja bede TAAAAAAAAAAAAK STRASZNIE SZCZESLIWA jezeli to on mi to kupi.


      bondarenko, jezeli ona do tego czasu nie czuje potrzeby do wspolnoty i finansowej odpowiedzialnosci to nie ludz sie. nawet jezeli pozniej ZOSTANIE ZMUSZUNA do zarabiania to bedziesz caly czas slyszal jak to ona sie poswieca oraz z tych przez nia zarobionych groszy nie zobaczysz NIC!!!
      • menk.a Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:46
        taki_s_obie napisał:

        > kilka regul:
        >
        > 1) kobiety KOCHAJA pieniadze i luksus w kazdej postaci.
        > 2) kazda kobieta chce sie czuc ksiezniczka, ZAWSZE.
        > 3) bardzo wiele kobiet jest gotowe "sprzedac dusze diablu" aby
        prowadzic zycie
        > jak w pnk. 1. i 2.
        > 4) pierwsze 3 pnk. prowadza do tego, ze pomiedzy kobietami kroluje
        ZAZDROSC POS
        > IADANIA.
        > 5) z powyzszych punktow latwo mozna dojsc do wniosku, ze dla
        kobiety istnieje z
        > asadnicza roznica pomiedzy MOIMI i TWOIMI pieniedzmi.
        > 6) temat TWOJE pieniadze - wiekszosc marzen kobiecych w tym
        zakresie nie zajmuj
        > e sie tematem - "jak JA moglabym cos zarobic" - tylko tym - "JA
        CHCE i moim jed
        > ynym problemem jest to, jak tobie to zjadliwie zaserwowac".
        prowadzi to najczes
        > ciej do mentalnosci meczennicy - jestem taka biedna,.... moj maz
        jest tylko mal
        > ym, zwyklym pracownikiem,.... kiedys mialam szanse, ale milosc nie
        sluga i wszy
        > stko poswiecilam dla niego,... itd., itd
        > 7) temat MOJE pieniadze - to sa ostatecznie ciezko zarobione
        wlasna praca pieni
        > adze. dlaczego mialabym je wydawac na jakies tam drogie kostiumy,
        jezli ja bede
        > TAAAAAAAAAAAAK STRASZNIE SZCZESLIWA jezeli to on mi to kupi.
        >
        >

        A propos tych złotychh reguł (które zapewne każdy pan sobie
        wygraweruje na złotej tabliczce i powiesi ku pamięci w widocznym
        miejscu, coby przez kobietami ostrzegały)... współczuję mężczyznom
        skazanym na bycie czy otaczanie się kobietami. Nie napiszę TAKIMI
        kobietami, wszak opisałeś nas wszystkie. Kondolencje.
        I jednocześnie słowa uznania za rzetelne podejście psycho-
        socjologiczne.;)


        > bondarenko, jezeli ona do tego czasu nie czuje potrzeby do
        wspolnoty i finansow
        > ej odpowiedzialnosci to nie ludz sie. nawet jezeli pozniej
        ZOSTANIE ZMUSZUNA do
        > zarabiania to bedziesz caly czas slyszal jak to ona sie poswieca
        oraz z tych p
        > rzez nia zarobionych groszy nie zobaczysz NIC!!!

        Nie strasz go. Może panna pójdzie po rozum do głowy jak już zacznie
        kiedyś zarabiać na emeryturkę to chłopak doczeka się jakichś wacików
        czy żyletek do golenia :P
        • taki_s_obie Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:58
          menka - poczytuje ciebie dosc czesto. masz zdrowe podejscie do zycia. gratulacje.
          wiem, ze uderzam w dosc czuly punkt u pan ale do cholery - jak kobiety chca rownouprawnienia to niech razem z prawami rowniez przejma obowiazki i odpowiedzialnosc.

          nie wierze w to, ze ona sama z siebie "pojdzie po rozum do glowy". jej jest wygodnie tak jak jest. bedzie szukala partnera macho, ktory bedzie ja mogl utrzymywac aby udowodnic cos tam sobie. na partnerstwo nie bedzie miala za duzej ochoty.

          • menk.a Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 13:07
            taki_s_obie napisał:

            > menka - poczytuje ciebie dosc czesto. masz zdrowe podejscie do
            zycia. gratulacj
            > e.

            O recenzje moich poglądów nie proszę, bo to wiem;)

            > wiem, ze uderzam w dosc czuly punkt u pan ale do cholery - jak
            kobiety chca row
            > nouprawnienia to niech razem z prawami rowniez przejma obowiazki i
            odpowiedzial
            > nosc.
            >

            Pełna zgoda. Poproszę przykłady w tych kwestiach. Co boli mężczyzn?

            > nie wierze w to, ze ona sama z siebie "pojdzie po rozum do glowy".
            jej jest wyg
            > odnie tak jak jest. bedzie szukala partnera macho, ktory bedzie ja
            mogl utrzymy
            > wac aby udowodnic cos tam sobie. na partnerstwo nie bedzie miala
            za duzej ochot
            > y.
            >

            Dlatego napisałam gdzieś wcześniej: ona nie będzie zmieniać stanu
            rzeczy, który jej odpowiada. Jej jest tak dobrze, więc po co ma
            pogarszać swoją sytuację? Głupia by była, gdyby to zrobiła ot tak
            dobrowolnie. Ale też głupi byłby jej facet, gdyby nie próbował
            zmieniać stanu rzeczy, który jemu nie odpowiada. Bo z tego co
            napisał, utrzymywanie swojej kobiety mu nie leży.
            Zatem zamiast narzekać na forum i szukać poparcia dla swoich odczuć
            czy planów powinien zakasać rękawy i panience coś wytłumaczyć albo
            pożegnać w razie odmowy współpracy.;)
    • kotkaaaa Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:44
      to nie jest partnerka do wspolnego zycia, tylko kula u nogi i pasozyt
    • pluskwaparszywka Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 12:59
      a, zasady!
      podrzucę ci fajną zasadę: jej pieniądze, to wasze pieniądze, a twoje pieniadze,
      to twoje piniądze.
      pozdrawiam.

      hm, dlaczego od 23 latki wymagasz "dorosłości"? masz 29 lat i nie umiesz sobie
      sam poradzic z problemem? mam wrażenie, że chcesz sie troche powiesić na plecach
      internautów.
      • wiktorka_24 Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 13:43
        Uważam, ze 23latka ma prawo chcieć w spokoju studiowac i przy tym nie pracować -
        na pełny etat. Ja mam tez 23 lata, studiuję, ale dorabiam lekcjami z
        angielskiego. [poza tym dobrze się uczę i mam stypendium, także zawsze mam swoje
        pieniądze i jak wychodzę gdzieś z chłopakiem, to raz ja, raz on płaci. i to jest
        normalne. źle bym się czuła, jeśli zawsze płaciłby tylko on. To kwestia ambicji
        wg mnie
        • kateoz Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 15:29
          ach
          powiem ci szczerze ,ze jak studiowalam to dorabialam sobie na
          boku,dawalam lekcje,roznosilam ulotki,bawilam dzieci a nawet
          sprzatalam i tak robilo wiekszosc moich kolegow-kolezanek z
          roku.zreszta pierwsze pieniadze zaczelam zarabiac juz w liceum a
          zarabialam je dla wlasnej wygody.aby kupic modne ciuchy ,pojechac w
          gory na weekend,isc na piwo do baru.
          mieszkalam wtedy z chlopakiem starszym,ktroy juz pracowal (czyli
          podobna sytuacja do twojej).on mial wiecej pieniedzy jednak zawsze
          rachunki,oplaty,zywnosc dzielilismy na polowe.
          nie wiem jak wychowana zostala twoja dziewczyna??z jakiego jest
          domu??moze jej matka cale zycie nie pracowala??jesli tak to masz
          odpowiedz i problem .
          no ale mozna powiedziec ze narazie to jest zajeta i nie moze podjac
          pracy.nie wiadomo co studiuje,moze jest jej ciezko i musi zakuwac po
          godzinach,sam powinienes wiedziec najlepiej.
          jesli po studiach sytuacja sie nie zmieni to ci wspolczuje bo
          najgorsze jest jesli kobieta sama w sobie nie poczuwa sie do pojscia
          do pracay i zarabiania pieniedzy.
          wtedy twoj bedzie wielki,skoro juz teraz przeszkadza ci wieczne
          sponsorowanie swojej dziewczyny.
    • lacido Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 15:50
      tzn że jej kasę dają rodzice? czy ma jej na tyle dużo że może uczestniczyć w
      kosztach Waszych wypadów?Mieszkacie wspólnie?jeśli nie ma dożo kasy to nie
      bardzo ma możliwość pokrywania kosztów, co z tego żę zaproponuje że zapłaci np
      za kolację a przez ostatni tydzien miesiąca będziesz musiał jej pożyczać na
      autobus bo już nie będzie mieć kasy?
    • plisowanka Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 16:31
      Wiecie co, dla mnie najgorszą rzeczą jest hipokryzja. A jak kobieta nigdy nie raczy sięgnąć do swojego portfela, zawsze każe płacić facetowi, a siebie uważa za PORZĄDNĄ - to jest to MEGAHIPOKRYZJA. Dla mnie niczym się nie różni od prostytutki/kobiety sponsorowanej. Szczerze mówiąc to do takiej prostytutki mam większy szacunek, bo ona przynajmniej nie jest hipokrytką.

      Niestety z moich obserwacji wynika, że taki typ kobiety nie widzącej nic złego w tym, że facet za nie ciągle płaci, jest bardzo często spotykany. U moich znajomych/koleżanek to jest standard. Jak jakiś facet nie chce za nie zapłacić to są wielce obrażone.

      Wiesz co bondarenko, poszukaj sobie porządnej kobiety w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Wiem, że znaleźć taką jest bardzo trudno, ale - jak głosi stare porzekadło - "kto szuka ten znajdzie". I tak z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że jak twoja dziewczyna pozna kiedyś bogatszego, to ty pójdziesz do odstawki. Bo wielokrotnie swoim zachowaniem dała do zrozumienia, że dla niej są najważniejsze pieniądze. Więc po co to ciągnąć dalej? I tak już ładny kawałek życia zmarnowałeś na materialistkę. Lepiej ty ten "związek" zakończ, będziesz przynajmniej miał satysfakcję, że ty zostawiłeś materialistkę, a nie ona ciebie, bo znalazła bogatszego...
      • floric Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 16:45
        plisowanka napisała:

        > Wiecie co, dla mnie najgorszą rzeczą jest hipokryzja. A jak
        kobieta nigdy nie r
        > aczy sięgnąć do swojego portfela, zawsze każe płacić facetowi, a
        siebie uważa z
        > a PORZĄDNĄ - to jest to MEGAHIPOKRYZJA. Dla mnie niczym się nie
        różni od prosty
        > tutki/kobiety sponsorowanej. Szczerze mówiąc to do takiej
        prostytutki mam więks
        > zy szacunek, bo ona przynajmniej nie jest hipokrytką.

        Żal ci, ze za ciebie nikt nie płaci :P

        najgorsze, co moze byc to PORZADNA kobieta.

        > Niestety z moich obserwacji wynika, że taki typ kobiety nie
        widzącej nic złego
        > w tym, że facet za nie ciągle płaci, jest bardzo często spotykany.

        Zdziwiłabyś sie; nie jeden facet tez nie widzi w tym nic złego.

        U moich znaj
        > omych/koleżanek to jest standard. Jak jakiś facet nie chce za nie
        zapłacić to s
        > ą wielce obrażone.

        tylko ty taka PORZĄDNA <LOL>
        >
        > Wiesz co bondarenko, poszukaj sobie porządnej kobiety w prawdziwym
        tego słowa z
        > naczeniu.

        np. ciebie

        Wiem, że znaleźć taką jest bardzo trudno, ale - jak głosi stare porze
        > kadło - "kto szuka ten znajdzie".

        jest przeciez Plisowanka !

        I tak z dużym prawdopodobieństwem można przyp
        > uszczać, że jak twoja dziewczyna pozna kiedyś bogatszego, to ty
        pójdziesz do od
        > stawki.

        nie dość, ze PORZADNA to jeszcze przepowiada przyszlosc

        Bo wielokrotnie swoim zachowaniem dała do zrozumienia, że dla niej
        są n
        > ajważniejsze pieniądze. Więc po co to ciągnąć dalej? I tak już
        ładny kawałek ży
        > cia zmarnowałeś na materialistkę.

        cale 3 latka
        z PORZADNA mialby juz 2 bachory, a trzecie w drodzie

        Lepiej ty ten "związek" zakończ, będziesz prz
        > ynajmniej miał satysfakcję, że ty zostawiłeś materialistkę, a nie
        ona ciebie, b
        > o znalazła bogatszego...

        nio brawo, niezła prowokacja :D
        • brak.polskich.liter Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 16:57
          floric napisał:

          > > Niestety z moich obserwacji wynika, że taki typ kobiety nie
          > widzącej nic złego
          > > w tym, że facet za nie ciągle płaci, jest bardzo często spotykany.
          >
          > Zdziwiłabyś sie; nie jeden facet tez nie widzi w tym nic złego.

          NIEJEDEN ("niejeden" piszemy razem, btw) facet zapewne nie widzi i mu to nie
          przeszkadza - i kul. Innym z kolei rola wylacznego sponsora/fundatora/zywiciela
          przeszkadza - vide pierwszy post autora watku.

          • floric Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 17:01
            brak.polskich.liter napisała:

            > floric napisał:
            >
            > > > Niestety z moich obserwacji wynika, że taki typ kobiety nie
            > > widzącej nic złego
            > > > w tym, że facet za nie ciągle płaci, jest bardzo często
            spotykany.
            > >
            > > Zdziwiłabyś sie; nie jeden facet tez nie widzi w tym nic złego.
            >
            > NIEJEDEN ("niejeden" piszemy razem, btw)


            tak właśnie myślałem i poprawiłem na źle

            dziękuje Pani Nauczycielko

            btw, jak tam kursy przygotowawcze dla gimnazjalistów?

            facet zapewne nie widzi i mu to nie
            > przeszkadza - i kul. Innym z kolei rola wylacznego
            sponsora/fundatora/zywiciela
            > przeszkadza - vide pierwszy post autora watku.
            >
            >
      • menk.a Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 16:52
        plisowanka napisała:

        > Wiecie co, dla mnie najgorszą rzeczą jest hipokryzja. A jak
        kobieta nigdy nie r
        > aczy sięgnąć do swojego portfela, zawsze każe płacić facetowi, a
        siebie uważa z
        > a PORZĄDNĄ - to jest to MEGAHIPOKRYZJA. Dla mnie niczym się nie
        różni od prosty
        > tutki/kobiety sponsorowanej. Szczerze mówiąc to do takiej
        prostytutki mam więks
        > zy szacunek, bo ona przynajmniej nie jest hipokrytką.
        >
        > >
        > Wiesz co bondarenko, poszukaj sobie porządnej kobiety w prawdziwym
        tego słowa z
        > naczeniu.

        Od razu powinien zakolegować się z jakąś prostytutką. Nie jest taka
        hipokrytką i od razu wiadomo o co chodzi.

        >Wiem, że znaleźć taką jest bardzo trudno, ale - jak głosi stare
        porze
        > kadło - "kto szuka ten znajdzie".

        ;DDDDDDDDDDD taaaaaaaaaaa :D
        • bondarenko Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 21:40
          Ufff..:)
          Przyznam się szczerze, że nie spodziewałem się aż tak ożywionej
          dyskusji na swoim wątku, aczkolwiek bardzo mnie ten odzew cieszy.
          Nie chciałem, aby mój post wyglądał na utyskiwanie lub użalanie się
          nad swoim losem ("wieszanie na plecach internautów"). W związku z
          tym, że nie bardzo mam z kim skonsultować owe zagadnienie (znajomi
          już sparowani, dzieciaci - żyją totalnie innymi sprawami), chciałem
          po prostu poznać zdanie innych osób na ten temat. Uważam, że właśnie
          do tego fora internetowe służą. Zdaję sobie sprawę, że istnieją w
          życiu większe problemy niż mój, ale zawsze dobrze spojrzeć na dany
          problem oczami innych, nie zaangażowanych w sprawę, osób.
          Tak, moja partnerka studiuje dziennie, dlatego też nie wymagam
          płatności pół na pół. Pomieszkuje u mnie, wszelkie opłaty typu
          czynsze czy inne zakupy finansuje tylko ja. Chodzi mi tylko o to,
          czy normalnym i przyjętym jest zasugerowanie, aby DLA ZASADY, raz w
          miesiący pokryła rachunek w pizzerii (o wysokości powiedzmy 50 PLN).
          I tylko tyle. Wszelkie spostrzeżenia przyjmuję z wdzięcznością i
          wypiekami na twarzy:) Pozdrawiam i dzięki
          • brak.polskich.liter Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 21:56
            bondarenko napisał:

            > Chodzi mi tylko o to,
            > czy normalnym i przyjętym jest zasugerowanie, aby DLA ZASADY, raz w
            > miesiący pokryła rachunek w pizzerii (o wysokości powiedzmy 50 PLN).

            W moim matriksie normalnym i przyjetym jest wspolfinansowanie, w miare wlasnych
            mozliwosci finansowych, ofkors. Studia dzienne - kul, ale nie wierze, ze dama
            nie posiada ZADNEJ wlasnej kasy (dorabianej na korepetycjach, od rodzicow, ze
            stypendium, uotewer), chocby na przyslowiowe waciki. Skoro u Ciebie pomieszkuje,
            jak rowniez nie doklada do zarcia, rachunkow, itede, placenie za czesc ekstrasow
            (chocby za te nieszczesnia pizze) powinno byc oczywiste.

            W moim matriksie wiszenie na partnerze a la bluszcz zdecydowanie nie jest mile
            widziane.
            • kotkaaaa Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 22:11
              pomieszkuje u ciebie? to popros ja co jakis czas o male zakupy, moze
              wtedy sie zawstydzi, ze nie ma kasy
              jak bedzie chciala gdzies wyjsc - stop! wiesz kochanie, mialem duze
              wydatki w tym miesiacu, wolalbym zebysmy zostali w domu
              panna nie ma szacunku dla pieniedzy bo nigdy ich sama nie zarobila,
              pora to zmienic, niech sie jej nie wydaje, ze tak latwo sie je wydaje
              • brak.polskich.liter O to to 19.03.08, 22:48
                "kochanie, byloby milo, gdybys dla odmiany Ty mnie gdzies zaprosila" :P

                > panna nie ma szacunku dla pieniedzy bo nigdy ich sama nie zarobila,
                > pora to zmienic, niech sie jej nie wydaje, ze tak latwo sie je wydaje

                Ja mam brzydkie wrazenie, ze pannie nie tyle cos sie wydaje, ile potrafi dobrze
                liczyc.
                O ile przedszkolak moze zyc w przekonaniu, ze pieniadze rosna na drzewach i
                samoistnie wpadaja do bankomatu/portfeli rodzicow, o tyle 23-letnia kobieta na
                ogol kojarzy zwiazek miedzy zawartoscia portfela a wysilkiem intelektualnym badz
                fizycznym, poprzedzajacym napelnienie tegoz portfela. Pisze "na ogol", bo
                oczywiscie istnieja princessy/coreczki tatusiow/wieczne malenstwa - uposledzone
                intelektualnie i spoleczne niunie, za ktore otoczenie zawsze wszystko zalatwialo.

                Tak czy owak, autorowi watku sytuacja zaczyna ciazyc (co mnie specjalnie nie
                dziwi), totez najwyzsza pora, zeby uswiadomil wybrance serca, ze utrzymanka go
                nie interesuje i wolalby partnerke. Jesli nie zrobi tego teraz, sytuacja tylko
                sie utrwali i facet bedzie mial naprawde niefajnie.
                Zycze pomyslnych rozwiazan.
            • facettt No i skim ja sie - NIE ozenilem :))) 19.03.08, 23:00
              brak.polskich.liter napisała:
              > W moim matriksie normalnym i przyjetym jest wspolfinansowanie,
              w miare wlasnych mozliwosci finansowych, ofkors.

              Oczywiscie.
              Ale sloohaj, czy ja musze sie z Toba we wszystkim zgadzac...
              Pominawszy (niestety) MERITUM?
          • lacido Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 23:04
            Nie bardzo rozumiem, na początku finansowałeś jej wszystko, wszelkie wypady itp,
            czyli teraz jak już rybkę złowiłeś to już nie trzeba jej zanęcać, tylko czas
            żeby zaczęła za siebie płacić?Satysfakcjonuje Cię żeby raz w miesiącu zapłaciła
            za pizze?I już zasadzie stanie sie zadość? Wg mnie istotne jet to, jak ona
            wydaje swoje pieniądze i czy rzeczywiście inicjatywa jeśli chodzi o wyjścia
            wychodzi od niej?
          • plisowanka Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 23:28
            bondarenko napisał:
            > Pomieszkuje u mnie, wszelkie opłaty typu
            > czynsze czy inne zakupy finansuje tylko ja.

            Jeżeli ona u ciebie pomieszkuje i nie płaci ani grosza za nic, to - chcąc nie chcąc - mamy do czynienia po prostu z UTRZYMANKĄ. Innej definicji utrzymanki nie ma. A jeżeli ci dodatkowo ma czelność mówić, że jesteś "sknerą" to mamy do czynienia z wyjątkowo bezczelną utrzymanką. Takie jest moje zdanie.

            Moim zdaniem zrobiłeś duży błąd, bo przed przyjęciem jej pod swój dach powinieneś ustalić, że ma obowiązek się dokładać do rachunków. Teraz trudniej będzie ci te rzeczy wyegzekwować, skoro nie ustaliliście tego na początku.

            Powinieneś postawić jej ultimatum - albo zaczynasz partycypować w kosztach wspólnego mieszkania albo koniec naszego związku. Dopiero wtedy będziesz mógł się przekonać, czy jest z tobą, bo cię kocha, czy też dlatego, że jej tak wygodnie pod względem finansowym.
    • avital84 Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 19.03.08, 23:01
      No ja ogólnie czuję się fatalnie jak facet płaci za wszystko.
      Raz mi się to zdarzyło. To był, że tak powiem mały romans, przygoda powiązana z
      wyjazdem,na który w życiu nie było by mnie stać. Pamiętam, że schował wtedy mój
      portfel w sejfie i przez kilka dni byłam zupełnie na jego utrzymaniu. Trochę
      dziwne to było no i poza tym byłam całkowicie od niego uzależniona. Gdyby coś mi
      nie pasowało to nie mogłam nic zrobić, ale widzę to dopiero z perspektywy czasu. ;)
      Dziwne uczucie. Generalnie jak się umawiam z facetami to staram się płacić pół
      na pół. Bywa, że ja ponoszę koszty lub większe koszty. Co do związku. Nie byłam
      nigdy w prawdziwym związku, ale podejrzewam, że miałabym problem z tym, że facet
      wszystko funduje. Powiem Ci, że i tam masz szczęści, że to nie działa na nią w
      drugą stronę. Mogłaby w ogóle nie chcieć z Tobą być, bo czułaby się głupio w
      takim układzie. Ja jakoś nie lubię być zależna i bałabym się właśnie takich
      pretensji jak Twoje. Z czasem jak zamieszkacie razem to wypomnisz jej, że to
      Twoje mieszkanie, bo Ty na nie zarobiłeś i tak dalej. Coraz bardziej się
      przekonuję do tego, że w związki powinny wchodzić osoby o podobnym statusie
      finansowym.
    • ryko Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 20.03.08, 00:19
      bondarenko napisał:

      > Sam już nie wiem co o tym myśleć. Dlatego proszę o opinie i
      > wypowiedzi...

      Związek to nie jest prosta sprawa. Nawet jeśli rozmawia się tylko w kontekście
      finansów.

      Ale, ale - first things first :D
      Ze związkiem jest trochę jak ze Sp. z o.o. - tzn. jest duża DOWOLNOŚĆ
      zdefiniowania własnych relacji, podziału obowiązków, podziału przychodów itp itd.

      Sam obserwuję parę modeli rozliczania finansów wśród znajomych i generalnie mam
      wrażenie, że jeden model przeważa i jest najzdrowszy (generalnie pokrywa się z
      domyślnymi zapisami kodeksowymi):
      - wszystko jest jednakowo wspólne, niezależnie od tego kto to faktycznie wypracował,
      - jest podział obowiązków - zgodny ze swego rodzaju "specjalizacjami", każdy
      robi co umie najlepiej i najlepiej mu wychodzi
      - jest jednakowa chęć działania na rzecz dobra wspólnego i jednakowe poczucie
      odpowiedzialności (w tym dotyczy ono również wydawania wspólnej kasy)

      Oczywiście przy takim systemie jest parę pułapek:
      - należy uważać aby żadna ze stron nie czuła się wykorzystywana (co chyba
      faktycznie występuje jest w Twoim przypadku) - ale uwaga, okresowo możliwe są
      duże dysproporcje wynikające z przyczyn zewnętrznych/obiektywnych (właśnie jak
      nauka, dziecko, utrata pracy, choroba itp) - ale w tym też leży siła związku,
      można się wzajemnie wspierać i zachęcać
      - przy dużej dysproporcji zarobków, strona słabsza jest bardzo pokrzywdzona, bo
      uzależnia się od drugiego partnera, bez którego samodzielnie sobie już nie
      poradzi - jej składki emerytalne są żadne, podobnie jak pozycja zawodowa (i
      kobiety które idą na taki układ same sobie robią krzywdę na późniejsze lata, bo
      jak wiadomo nic nie trwa wiecznie...)

      Także Twoja sytuacja nie jest jednoznaczna i jej ocena zależy od wielu
      szczegółów... o jej nauce pomyśl jak o inwestycji w przyszłość, a póki co to
      korzystaj :D:D:D
      • lacido Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 20.03.08, 00:25
        > Sam obserwuję parę modeli rozliczania finansów wśród znajomych i generalnie mam
        > wrażenie, że jeden model przeważa i jest najzdrowszy (generalnie pokrywa się z
        > domyślnymi zapisami kodeksowymi):
        > - wszystko jest jednakowo wspólne, niezależnie od tego kto to faktycznie wyprac
        > ował,
        > - jest podział obowiązków - zgodny ze swego rodzaju "specjalizacjami", każdy
        > robi co umie najlepiej i najlepiej mu wychodzi
        > - jest jednakowa chęć działania na rzecz dobra wspólnego i jednakowe poczucie
        > odpowiedzialności (w tym dotyczy ono również wydawania wspólnej kasy)

        wg mnie to dobre rozwiązanie
    • mnop2 Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 20.03.08, 00:22
      najlepsza jest rozdzielność majątkowa
    • naprawdetrzezwy Twoje pieniądze, twój problem 20.03.08, 11:22
      (ale bzykanko masz free?)

      Nie chcesz jej utrzymywać?
      No to jej nie utrzymuj?
      Nas będziesz pytać o zdanie?
      No to już wiesz co masz robić.
      • kol.3 Re: Twoje pieniądze, twój problem 23.03.08, 20:04
        Skoro Bondarenko tak dobrze potrafisz wyliczyć koszt wszystkiego
        szczegółowo to powinieneś może obliczyć koszt usług seksualnych tej
        pani i rozliczać się z nią uczciwie?
        A co Ty jej takiego zafundowaleś, że ona powinna Ci zwracać połowę -
        pizzę, herbatę? Chłopie masz 29 lat i chcesz od kobiety którą
        teoretycznie adorujesz współfinansowania pizzy?! Mężczyźni w ramach
        adoracji wydają na kobiety grube sumy - brylanty, podróże
        zagraniczne, futra, jachty - z czym Ty się właściwie wychylasz?
        JESTEŚ mizernym sknerą i Twoja Kobieta ma rację!

        Ambicja u pań to bardzo piękna rzecz i jestem za, ale moje drogie
        panie doprowadzacie do tego, że mieszkacie z facetem, robicie u
        niego latami za kuchtę za darmo, dokładacie do tego finansowo po
        połowie, po to żeby potem pokazał Wam nieelegancko drzwi i jojczył
        na forum jak to wymuszacie na nim ślub, a Wy boicie się otworzyć
        buzię w sprawie ślubu żeby bóstwo się nie obraziło.Same sobie grób
        kopiecie.
        • viviene Re: Twoje pieniądze, twój problem 23.03.08, 20:23
          Bingo :)
        • a1901a Re: Twoje pieniądze, twój problem 24.03.08, 13:00
          A co on funduje? Mieszkanie, utrzymanie, wyjścia i nie wiadomo co jeszcze. A nie
          pizzę raz na miesiąc ;)

          Ale stereotypy z tą kuchtą ;) Obecnie facet pichci, sprząta, finansuje
          mieszkanie, urlopy a potem taka "droga pani" sobie odlatuje z innym no bo "taki
          sknera, na Karaiby nie chciał polecieć". Co jest dla kobiety najważniejsze?
          Brylanty, szmaragdy, pereł sznur ;) Jachty, podróże, samoloty ;)) Wypruwaj sobie
          facet żyły, jak za mało zarabiasz to jedź na emigrację albo spadaj ;))

          Niestety (albo stety) jest coś takiego jak zasada wzajemności. Gdy daję i daję,
          to oczekuję, że druga strona też coś da.

          Fundator biżuterii, podróży, ciuchów i innych rzeczy ;)) I jeszcze kucharz
          znakomity ;))
          • menk.a Re: Twoje pieniądze, twój problem 24.03.08, 13:06
            a1901a napisał:

            > > Fundator biżuterii, podróży, ciuchów i innych rzeczy ;)) I jeszcze kucharz
            > znakomity ;))

            I musi umieć powiesić firanki :D
            • a1901a Re: Twoje pieniądze, twój problem 24.03.08, 13:14
              Zdjąć, wyprać i powiesić ;)) Wyszorować wannę, wyprać skarpetki i zamknąć klapę
              od sedesu (stereotypy ;))
          • kol.3 Re: Twoje pieniądze, twój problem 24.03.08, 13:46
            Przeczytaj dokladnie posty Bondarenki. W pierwszym pisze że płaci za
            wszystko (no prawie za wszystko - dodaje). Więc może nie płaci tak
            całkiem za wszystko? Poza tym co to znaczy "wszystko"? Nie wiemy, bo
            mowa jest przeważnie o pizzy, więc pani przesadnie przez pracującego
            29-latka rozpieszczana nie jest.Mam niejasne wrażenie, że "wszystko"
            to jednak dość niewiele. Potem dodaje że chciałby, żeby dla zasady
            dziewczyna dołożyła się czasami do tej pizzy.
            Dalej wychodzi że dziewczyna nie mieszka u niego, ale pomieszkuje i
            zaznacza, że sam płaci za swoje mieszkanie. Co to znaczy
            pomieszkuje - wpada na noc?, na weekend? - nie wiemy.
            Wydaje mi się, że para jest na etapie "przed stałym związkiem" ale
            panu zależy, żeby panią uwikłać w spółkę finansową. Sypiać z panią
            to owszem, ale śniadanie rano już kosztuje, więc niech dama płaci za
            siebie. Co najmniej nieleganckie, ale wątpię żeby on wiedział co to
            znaczy. Taka cecha jak szczodrość też jest mu raczej nieznana.
            Powiedziałabym, że prezetuje użytkowe podejście do tej kobiety, co
            się o tempora! paniom w tym wątku podoba i jest akceptowane.

            • a1901a Re: Twoje pieniądze, twój problem 24.03.08, 22:05
              Konkrety od Bondarenki by się przydały. Ja odczytuję "pomieszkuje" jako "mieszka
              nieoficjalnie" ale jak jest w rzeczywistości? Pisał też o wyjściu do klubu czy
              jechaniu na drugi koniec Polski. To już zależy, kto zaprasza.

              Panie z jednej strony chcą partnerstwa, z drugiej podejścia tradycyjnego,
              zależnie co akurat korzystniejsze ;)
        • floric Re: Twoje pieniądze, twój problem 25.03.08, 11:03

          Mężczyźni w ramach
          > adoracji wydają na kobiety grube sumy - brylanty, podróże
          > zagraniczne, futra, jachty

          oglądasz zbyt dużo brazylijskich seriali :P
          • kol.3 Re: Twoje pieniądze, twój problem 25.03.08, 19:04
            Partnerstwo nie wyklucza adoracji i szczodrości. Nie ma nic bardziej
            naturalnego niż chęć obdarowania ukochanej. Zdarza się to nie tylko
            w społeczeństwach zamożnych, u nas też. Natomiast jeśli ktoś za
            równouprawnienie uważa zapraszanie pani na noc bez śniadania i
            wszyscy mu przyklaskują - to nic dziwnego, że forum pełne jest
            skwaszonych frustratek.

        • silic Re: Twoje pieniądze, twój problem 28.03.08, 02:15
          > Skoro Bondarenko tak dobrze potrafisz wyliczyć koszt wszystkiego
          > szczegółowo to powinieneś może obliczyć koszt usług seksualnych tej
          > pani i rozliczać się z nią uczciwie?

          Jeśli wg. ciebie kobiety tylko świadczą usługi seksualne nie mając nic z tego to
          współczuję smutnego i przygnębiającego życia. Na dodatek na kobiety świadczące
          usługo seksualne za wynagrodzenie jest kilka znanych określeń.

          > A co Ty jej takiego zafundowaleś, że ona powinna Ci zwracać połowę
          > pizzę, herbatę?

          Powinna zwracać ? Ona nie powinna oczekiwać , że ktoś za nią zapłaci. Ma 2 ręce,
          głowę i chyba rozum by być samodzielną. Tę pizzę jedzą wspólnie , czemu tylko on
          ma za nią płacić regularnie ?
          • kol.3 Re: do silic 28.03.08, 19:36
            A napisałam coś takiego, czy to raczej Twoja nadinterpretacja?
            Facet się z dziewczyną chce rozliczać na zasadzie nic za darmo.
            To podałam skrajny przykład, co zresztą przede mną ktoś też zauważył
            ("bzykanko za free").
    • trafiony_zatopiony Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 24.03.08, 13:52
      Jak ładna i warta inwestycji finansowej to siedź cicho i ciesz się,
      że masz laske na ktorą miło popatrzeć (młodą i chętną), a
      jak średniej urody (delikatnie mówiąc) to pogoń do roboty.

      "Chcesz mieć Panią to rób na nią" ;)

      ps. na brzydką tez bym robić nie chciał, ale piekna kobieta to skarb
      codzienna przyjemność to bardzo ważna składowa życia meżczyzny :)

      • kol.3 Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 24.03.08, 14:06
        Ja bym tu widziała dużo cech starego kawalera. Ale jak się w wieku
        29 lat nie ma żony to o czymś świadczy.
        • trafiony_zatopiony Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 24.03.08, 14:11
          Chyba o tym, że nie był taki głupi żeby dać sie w kajdany zakuć :)
          Nie dał się wrobić w stado dzieciaków i ideałow nie sprzedał za
          tależ pomidorowej.
    • bogo2 Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 24.03.08, 14:07
      zuch dziewczyna!!!
      ona , w przeciwienstwie do ciebie, wie, ze bezpieczny seks przed
      slubem, mozna wycenic...dlatego ceni siebie ....
      ty, mowiac o zasadach, troche smieszny jestes...!:
      bo co ty masz na mysli...?

      bondarenko napisał:

      (...)
      >Ja mam wrażenie, że chce się trochę powiesić
      > na moich plecach. Ok, zarabiam, stać mnie, ale chodzi mi o zasady.
      > Pozdrawiam
      • ravi10 Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 27.03.08, 02:20
        A ja uwazam, ze jezeli faceta nie stac na kobiete, to powinien
        siedziec spokojnie na dupsku, czytac gazete, ogladac telewizje w
        czterech scianach i nie marudzic.
        Ostatecznie nie musi wychodzic z kobieta do kawiarni, na pizze , do
        kina. Moze isc sam albo z kumplem i wtedy nic nie bedzie mu
        przeszkadzalo i gnebilo.

        • plisowanka Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 27.03.08, 23:22
          ravi10 napisała:
          > Ostatecznie nie musi wychodzic z kobieta do kawiarni, na pizze , do
          > kina.

          Może iść z kobietą, tylko z taką, która umie za siebie sama zapłacić. Nikt nie wymaga od kobiety, by płaciła za faceta, ale płacenie za siebie, to w kręgu kobiet z klasą, oczywista rzecz.
        • mike2005 Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 13.04.08, 11:44
          ravi10 napisała:

          > A ja uwazam, ze jezeli faceta nie stac na kobiete, to powinien
          > siedziec spokojnie na dupsku, czytac gazete, ogladac telewizje w
          > czterech scianach i nie marudzic.

          Właśnie. Każda kobieta kosztuje, zarówno własna, jak i dziwka z
          agentury. Dla mnie ma to swój urok. A gołodupcom pozostaje
          rękodzieło. :)
    • kasiulaaa11 Skąpstwo "mężczyzn" nie zna granic 27.03.08, 14:23
    • ansag Re: Jeszcze o pieniądzach w związku 13.04.08, 23:08
      Faktycznie, powinna znaleźć sobie jakąś pracę. Oczywiście dodatkową. Studiuje
      dziennie i to jest naprawdę ciężki kawałek chleba, dlatego niekoniecznie powinna
      znaleźć pracę na pół etatu (bo cały nie wchodzi w grę).
      Może niech poszuka czegoś, gdzie można sobie tylko zwyczajnie dorobić?
      Np. w Empiku można się zatrudnić na 1/4 etatu i pracować w wybranych godzinach,
      może jako opiekunka do dzieci (jeśli lubi i umie) albo jako hostessa?
      Może zwyczajnie podsuń jej jakąś ofertę? Bo jak rozumiem ona jest na Twoim
      utrzymaniu? Wiesz... Może myśli, że jak skończy studia, to urodzi dziecko i
      nadal będziesz na nią pracował? Oczywiście nie potępiam tego, wręcz przeciwnie,
      ale może chce to zrobić perfidnie?
Pełna wersja