różnica w wykształceniu w związku

17.04.08, 09:38
Jest tak: bronię się w czerwcu więc będe mieć magiczne 3 literki
przed nazwiskiem, mój facet ma poprostu mature. Mnie to wogóle nie
przeszkadza, pracuje, zarabia, a jakoś fakt ukończenia studiów lub
nie nie jest dla mnie wyznacznikiem niczego. Planujemy ślub i tu
pojawił sie problem - moi starzy. Niby zawsze mówili, że nie będą
sie wtrącać w tego typu kwestie, ale dzwonienie co chwile tylko po
to żeby mi powiedzieć, że on jest bez studiów, powinien cokolwiek
skończyć żeby mieć papier, bo jak to żeby mu nie przeszkadzało to,
że jest mniej wykształcony od swojej żony itp. Jednym słowem w ich
oczach jest człowiekiem bez "powera", któremu wszystko wisi i na
pewno jest złym materiałem na męża dla dziewczynki z jakże dobrego
domu...
I teraz pytanie do Was: czy faktycznie któremuś z was
przeszkadzałoby to że macie dziewczyne po studiach sami będąc z
maturą? Motywowałoby do pójscia na jakies zaoczne?
    • zeberdee24 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 10:07
      Jak zaczniesz zarabiać więcej od niego to się wszystko posypie.
      • menk.a Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 10:15
        zeberdee24 napisał:

        > Jak zaczniesz zarabiać więcej od niego to się wszystko posypie.

        Taaaa na głodniaka jest szczęśliwiej:D
        • zeberdee24 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 10:17
          > Taaaa na głodniaka jest szczęśliwiej:D
          Znaczy że co ? Facet nie może więcej zarabiać ?
          • menk.a Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 10:27
            Ależ może. Bardzo proszę.
            A kobieta? Nie powinna więcej zarabiać od mężczyny? ;)
            • yuka4 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 10:33
              uważam ,że powinna
              • pepe.le.pew Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 12:10
                yuka4 napisała:

                > uważam ,że powinna

                Taaaaaa powinna też, rąbać drewno, nosić cegły, wymieniać rury, kafelkować,
                spawać i kopać rowy ;)

                Jeżeli kobieta zarabia więcej od mężczyzny to powinna być to tylko zachęta dla
                mężczyzny, żeby zarabiał jeszcze więcej i tyle
                • jacek226315 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 13:06
                  mezczyzna nie podciagnie sie do poziomu kobiety jesli ona ma wyzsze
                  wyksztalcenie,kobieta tak ale nie facet.Pracowalem z prawnikiem
                  ktorego zona miala dwa fakultety a on tylko jeden,i po jakims czasie
                  zaczela go traktowac "per noga".Mojej zony przyjaciolka zna trzy
                  jezyki jest po studiach ,a maz ledwo mature i szczatkowa znajomosc
                  jez.radzieckiego, istwierdzila,ze po 10 latach pozycia wlasciwie nie
                  ma o czym z mezem rozmawiac,a on nie ma zamiaru sie podciagac,.jego
                  meska "duma" nie pozwala mu na to.
                  • wiseman_said nie nie nie 17.04.08, 13:30
                    a jakie to ma znaczenie??? co w ogóle dają te literki mgr???
                    jest się kimś lepszym??? twoi rodzice są niestety, lekko zacofani
                    (bez obrazy)
                    dla mnie drugi człowiek to drugi człowiek,
                    magister, człowiek ze średnim wykształceniem, jaka różnica
                    liczy się to jak jest między wami, czy jesteście razem szczęsliwi
                    jest wielu mądrych ludzi bez tytułów i wielu "durni ze szkołą"
                    • zgryzliwyzenek Ma znaczenie 17.04.08, 13:50
                      Przez uniwersytet przeszlas i zylas w srodowisku ludzi, ktorzy
                      generalnie maja wieksze aspiracje i sa bardziej swiadomi, widza
                      szerzej. To jest twoje srodowisko.
                      Srodowisko twojego przyszlego jest raczej jak on.
                      Prawdopodobnie jego koledzy ktorzy poszli na studia, oslabili z nim
                      kontakt: brak wspolnego tematu: on-praca, oni-nauka. Zostali koledzu
                      z pracy i ze szkoly ktorzy sa jak on.

                      Niewazne jaki kierunek sie konczy, wazne ze studiujac rozwijasz sie.

                      Z uplywem czasu stanie sie bardzo wyrazne.

                      A tobie polecam doktorat!
                      To taka praca magisterska, jedynie nieco bardziej samodzielna ! :)

                      Oczywiscie zdarzaja sie wyjatki.
                      • veszta Re: Ma znaczenie 17.04.08, 14:39
                        a po co doktorat? dla samego doktoratu? ja mam doktorat tak samo jak
                        moj maz. Posiadanie doktoratu nie koniecznie przedklada sie na
                        lepsze zarobki. Natomiast stawia posiadacza tytulu naukowego w
                        sytuacji gdy jego/jej przelozony moga czuc sie urazony jesli sami
                        nie maja doktoratu...
                        Co do tematu roznicy wyksztalcenia, jak zwykle, to zalezy od
                        przypadku. Mi sie wydaje to ryzykowne. Jesli czlowiek dobrowolnie
                        stara sie podniesc swoje wyksztalcenie, to dobrze o nim mowi, chce
                        sie rozwijac, etc.
                        Ale wydaje mi sie ze autorka watku i tak juz ma odpowiedz na swoje
                        pytanie, sadzac po jej reakcji...
                        • tetlian Re: Ma znaczenie 17.04.08, 21:39
                          Weźmy na ten przykład Ferdynanda Kiepskiego. Niby nie ma to znaczenia, ale jego
                          żona wciąż mu każe znaleźć pracę.
                      • homard Re: Ma znaczenie 17.04.08, 15:14
                        dobra dobra...ja już znam takich "magistrów" ktorzy co najwyżej
                        zawodówke powinni skończyc Przy takiej ilości uczelni,i takim
                        wskazniku młodzieży idącej na studia sam fakt trzech literek przed
                        nazwiskiem jest prochem i niczem;-))))))))))

                        Nie przejmuj sie rodzinką, wierz mi że ludzie bez mgr mogą wykaza
                        sie znacznie wieksza eurydycją niż ci tytułowani...wykształcenie nie
                        do konca oddaje wartośc człowieka


                        • veszta Re: Ma znaczenie 17.04.08, 15:59
                          wykształcenie nie
                          > do konca oddaje wartośc człowieka
                          >
                          no, ewidentnie sam masz watpliwosci co do tego co oddaje wartosc
                          czlowieka ;)
                          • homard Re: Ma znaczenie 18.04.08, 16:16
                            wykształcenie może miec wpływ na dalszy rozwój i na jego wartośc
                            intelektulną. Może ale nie musi.
                      • frankhestain Re: Ma znaczenie 17.04.08, 16:32
                        Przez uniwersytet przeszlas i zylas w srodowisku ludzi, ktorzy
                        > generalnie maja wieksze aspiracje i sa bardziej swiadomi, widza
                        > szerzej. To jest twoje srodowisko.

                        ta szcegolnie uniwersytet zarzadzania marketingu slonca i pogody ktory miesci
                        sie w dawnej hurtowni win do ktorego dojezdza intelektualna elita z grojca
                        rzdzymina i zabek gdzie raz na 2 tygodnie spotykaja sie zeby wymienic ksero i za
                        oplata dostaja jakze istotny tytul licencjata a potem po wydaniu jeszcze
                        wikszech pieniedzy mgr. po ktorym pracuja w sklepie Reserved lub podobnym
                        intelektualnie motywujacym miejscu takie myslenie to bylo z 5 lat temu
                      • hermina5 Re: Ma znaczenie 19.04.08, 07:43
                        > Przez uniwersytet przeszlas i zylas w srodowisku ludzi, ktorzy
                        > generalnie maja wieksze aspiracje i sa bardziej swiadomi, widza
                        > szerzej. To jest twoje srodowisko

                        Szczerze w to wątpię;/ Jeszcze 10 lat temu studenci w wiekszej
                        częsci znajdowali sie na studiach z chęci,. chcieli rozwijać
                        aspiracje. Dziś własciwie co 2 student przychodzi po papier, nic go
                        nei interesuje , o niczym nic nie wie. Między bajki nalezy włozyć
                        opowieśc o tym, ze studia coś poszerzają , rozwijają - moze niektóre
                        kierunki humanistyczne, dla pasjonatów to i owszem, ale prędzej
                        swinia przejdzie przez ucho igielne niz cz\łowiek wyniesie coś
                        oprócz umiejętnosci zakuwania do niemozlwiwości np. z prawa. Studia
                        budują ludzie - jesli w kadreze doktrosko-profesorskiej nei ma
                        wymiany mysli, ruchu intelektualnego i zwykłej ludzkiej sympatii -
                        nic się nie dzieje.
                        Nie mówiąc już o tym, ze istniją setki szkół wyższych drylowania
                        wiśni i innych bredni - ludzie , którzy to kończą to funkcjonalni
                        idioci i intelektualne zera z tytułem magistra i pracą napisaną na
                        zamówienie. Powiem szczerze - studia obecnie to jakaś farsa, moz
                        epoza kilkoma kierunkmai w największych osrodkach akademickich w
                        Polsce.
                        • wypasiona_foczka Re: Ma znaczenie 19.04.08, 17:59
                          Hermina, zgadzam się całkowicie.
                          W dzisiejszych czasach wykształcenie (mgr) zdewaluowało się tak strasznie, że czasem aż trudno uwierzyc, że taki głupek jeden z druigim mają wyższe.
                          Tak jak piszesz, przychodzi taki do Wyższej Szkoły Wypasania Byków (czy Drylowania Wiśni - whatever), płaci, nie przychodzi na zajęcia, po paru latach dostaje dyplom który tak naprawde jest g.wno wart.
                          Na publicznych uniwersytetach mnogośc nieżyciowych kierunków (te wszystkie administracje, socjologie, psychologie, historie, kulturoznawstwa, bibliotekoznawstwa itp) produkujacych kluchowatych bezrobotnych wielce zdziwionych faktem, że przeciez skończyli uniwersytet a pracodawcy nie walą do nich drzwiami i oknami.

                          "Poszerzanie horyzontów", "zgłębianie wiedzy", "dyskusje z wykładowcami", "obycie w kręgach studenckich", "chłoniecie atmosfery uniwersytetów i studiów" to jakaś farsa w sytuacji gdy ogromna większośc studentów studiuje byle co (to na co sie akurat załapali), byle gdzie, jednocześnie pracując (takie czasy), pokazujac sie na uczelni jedynie po wpisy i na egazmin. O czym my w ogóle rozmawiamy? MGR to ŻADNA nobilitacja a co najgorsze to samo dzieje sie już z innymi tytułami naukowymi. Osobiscie znam 3 uczelnie wyższe, które za pieniądze, "zaocznie", po znajomosci "produkują" doktorów nauk wszelakich...
                          Smutne.

                          ---
                          "Trzeba żyć tu by wiedzieć, co dosłownie jest co noc
                          Gdy samochody płoną, latarnie gasną,
                          Los przypadkowych pieszych łapie za gardło.
                          Ten świat jest pułapką, tu nawet z nieba wrócę
                          Ten świat to Bałuty, stąd nie da się uciec..."
                          • malutka_kropka82 Re: Ma znaczenie 21.04.08, 11:53
                            Skończyłam studia, mam tytuł magistra, na studiach udzielałam się
                            kulturalnie, towarzysko i społecznie. Mój mąż studiów nie skończył i
                            co? Ja jestem bezrobotna, a on pracuje jako technik serwisu i
                            zarabia kokosy. Wykształcenie w dzisiejszych czasach o niczym nie
                            decyduje. Czy żeby mieć o czym rozmawiać z mężem, to trzeba mieć
                            skończone studia? Wystarczy być ciekawym świata, otwartym na nowe
                            doświadczenia, czytać i rozmawiać. Do tego studiów nie potrzeba.
                            Znam też parę, gdzie ona po studiach, a on nawet matury nie miał. I
                            co? Teraz on zrobił maturę, idzie na studia, pracuje i dobrze
                            zarabia. Nie chciał się rozwijać, a jak poznał ją, to się wszystko
                            zmieniło.
                            Co do kultury studenckiej, to taka nie istnieje. Jak był
                            organizowany jakiś ciekawy wykład, to nie przychodził nikt, chyba,
                            że wykład odbywał się w czasie, gdy trwały zajęcia i można było się
                            zwolnić. Ludzie walili za to drzwiami i oknami, na imprezy
                            studenckie, gdzie pierwszych 100 osób dostawało kupon na darmowe
                            piwo...Nigdy nie udało mi się zaangażować ludzi z mojego roku do
                            jakiejkolwiek działalności kulturalnej czy społecznej...
                          • ritsuko Re: Ma znaczenie 22.04.08, 12:03
                            Proszę Pani, najwyraźniej nie ma Pani pojęcia o czym mówi, ale to ostatnimi czasy często spotykane u "pseudoelity naukowej". Zajęcia są obowiązkowe także w Wyższych Szkołach (tu niech Pani wstawi co chce, o poziomie określenia nie chcę nawet mówić), a poza płatnościami trzeba w ciągu tych pięciu lat wykazać się wiedzą (bo tak się składa, że jestem studentką studiów jednolitych magisterskich).
                            > "Poszerzanie horyzontów", "zgłębianie wiedzy", "dyskusje z wykładowcami", "obyc
                            > ie w kręgach studenckich", "chłoniecie atmosfery uniwersytetów i studiów" to ja
                            > kaś farsa w sytuacji gdy ogromna większośc studentów studiuje byle co (to na co
                            > sie akurat załapali), byle gdzie, jednocześnie pracując (takie czasy), pokazuj
                            > ac sie na uczelni jedynie po wpisy i na egazmin. O czym my w ogóle rozmawiamy?
                            > MGR to ŻADNA nobilitacja a co najgorsze to samo dzieje sie już z innymi tytułam
                            > i naukowymi. Osobiscie znam 3 uczelnie wyższe, które za pieniądze, "zaocznie",
                            > po znajomosci "produkują" doktorów nauk wszelakich...
                            Studiuję zaocznie, pracuję (tak, takie życie), a na uczelni pojawiam się regularnie, także na spotkania Koła Naukowego, wpadam do Samorządu. Ze sporą ilością wykładowców nie tylko dyskutuję, ale mam na bieżąco kontakt (z częścią długo po zakończeniu z nimi zajęć). Nie mam problemu jeżeli chodzi o dyskusje, wymianę spostrzeżeń odnośnie danych badań czy teorii ze studentami (czy wykładowcami!) innych uczelni, także Uniwersytetów. I zapewniam Panią, że tytuł mgr przed moim nawiskiem będzie odzwierciedleniem pasji, wiedzy i doświadczenia zdobytego w trakcie studiów.
                            Inna sprawa, że nazwała Pani kierunek, który studiuję (czyli Psychologię, o której zapewne ma Pani mgliste pojęcie, jak większość ludzi, która wiedzę o tej dziedzinie nauki czerpie najwyraźniej z TV i czasopism dla nastolatków, zapraszam do bazy EBSCO czy do lektury Przeglądu Psychologicznego) nieżyciowym... Oczywiście może wg Pani jest nieżyciowy, ale dla mnie to moja pasja i niezależnie od przyszłych zarobków, wiem, co chcę i będę po nim robić- życzę Pani tego samego- dużo lepsze niż kolejny student "życiowego kierunku". Nie muszą pracodawcy do mnie "walić drzwiami i oknami", sama chętnie się zgłoszę, po tym, jak uzyskam odpowiednie wykształcenie :).
                            • iluminacja256 Zalezy kogo się zna i kim się jest 25.04.08, 09:56
                              skoro studioujesz zaocznie to prosze sprawdz jak bardzo twoje studia
                              mają okrojony program w stosunku do studiów dziennych:) W trakcie
                              semestru masz około 6-7 zjazdów góra - a tym samym z klasycznych
                              ćwiczeń masz miesięcznie o połowę mniej niz twój kolega z dziennych.
                              I dotyczy to niestety kazdych zajeć...bogu dzięi nikt jeszcze nie
                              wymyslił zaocznej medycyny...A co do wykształcenia, mam nadzieje, z
                              e wiesz, z e sam tytuł mgr psychologii nie daje ci kompletnie
                              żadnych uprawnien do teapii - potem jeszcze długi, długi staż i
                              egzamin. Nie piszę tego, zeby twierdzić, ze jestes gorsza, czy
                              jesteś mniejszym pasjonatem - po prostu studia zaoczne mają inna
                              specyfikę i piekielnie rzadko trafiają sie tam perły (choć
                              oczywiscie zdaję sobie sprawę, ze są wyjątki od reguły)
                              Uwazam, że ludzie inteligentni to zupełnie inna sprawa niż ludzie
                              wykształceni - znam mnóstwo magistrów prostaków, znam nawet
                              profesorów prostaków(sic!), którzy produkują od lat te same gnioty,
                              nie czytają nowości ze swojej dziedziny i nie znaja zadnego obcego
                              języka w stopniu podstawowym;/ Dla mnie zdecydowanie mądrzejszą
                              osobą jest ktos, kto aby szlifować język obcy czyta w nim księzki i
                              uczy sie dla siebie niz ktoś kto przychodzi na egzamin, naryty
                              czegokolwiek w 3 dni i mówi " ciekawe, czy mnie ta ku.. usadzi"
                              (zasłyszane) W tym temacie pomylone są dwie rzeczy - tytuł magistra
                              i inteligencja. Jedno z drugim jest czesto wybitnie na bakier ;/
                              • ritsuko Re: Zalezy kogo się zna i kim się jest 25.04.08, 10:30
                                Nie muszę sprawdzać, bo wiem, znam dużo osób z dziennych i część przenosiła się :), akurat u mnie na uczelni nie jest okrojony, a godziny zajęć prawie pokrywają się z dziennymi (wyraźna różnica, to brak W-Fu i drugiego języka). Klasyczne ćwiczenia mamy tak samo (co swoją drogą rzeczywiście jest rzadkie na zaocznych- spotkałam się nawet z sytuacją, gdzie zaoczni na jednej uczelni prawie wcale nie mieli ćwiczeń czy laboratoriów)- tyle tylko, że więcej godzin w ciągu zjazdu niż dzienni. Może i ciężko jest wytrzymać od rana do późnej nocy na zajęciach, ale jak się chce, to nic trudnego. Często z materiałem podstawowym wyrabialiśmy się przed dziennymi zresztą.
                                Co do wykształcenia, mylisz zawód psychoterapeuty z psychologiem. Jedno nie równa się drugiemu, a rzeczywiście do terapii potrzeba jeszcze wielu lat nauki, terapii własnej, wyboru szkoły, lat superwizji... Ale nie planuję iść tą ścieżką, chcę sie zajmować dość jeszcze zaniedbywaną w Polsce psychologią śledczą, być może zacznę od bardziej przystępnej sądowej i penitencjarnej- czyli jak widzisz nieco inna ścieżka zawodowa :).
                                Powiem szczerze, że dla mnie w momencie, w którym musiałam się zdecydować na studia zaoczne (niestety sytuacja była taka a nie inna)- to była tragedia, bo miałam podobne zdanie co większość osób na forach, jednak po trzech latach nauki widzę, że niepotrzebnie. Teraz jedynie w przypadku, gdy moja wymarzona specjalność nie zostanie utworzona na zaocznych, mogę myśleć nad przeniesieniem- wtedy musiałabym zaliczać drugi język (to jest ta różnica programowa :)).
                                Inteligencja to nie wszystko również, trzeba samemu nad sobą pracować, rozwijać się i umieć spełniać w tym co się robi.
                                Pozdrawiam

                                P.S. Z ciekawości spojrzałam na swój plan zajęć, bo w tym semestrze mamy wyjątkowo mało przedmiotów i sama byłam ciekawa jak zjazdowo jest to rozłożone- 8 zjazdów, czyli przekraczamy "górę" :)
                          • logita Re: Ma znaczenie 30.04.08, 11:25
                            Zgadzam się całkowicie. Znam takich magistrów, że... żenada :( i nic poza tym. Ważne jest, by dwoje ludzi mówiło tym samym językiem. Po prostu. W końcu chyba porozumienie w małżeństwie jest sprawą najistotniejszą (obok dobrego seksu?
                      • mhr-cs Re: Ma znaczenie 21.04.08, 10:34
                        zgryzliwyzenek

                        a wiec myslisz rze jak ktos nie studiuje
                        to nie ma nic w glowie
                        (zly polski)
                        a co powiesz na to
                        inteligencji nie mozna nauczyc
                        tak stwierdzilam,3 literki a zachowuja sie jak ????
                  • michal_powolny12 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 15:51
                    Język radziecki? Pokaż mi tu słowniki.
                    • jacek226315 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 16:00
                      michal_powolny 12 Ty naprawde jestes powolny ale w mysleniu,Ciebie
                      gdyby ironia kopnela w cztery litery nie domyslibys sie.Jesli mamy
                      takich magistrow to nic dziwnego ,ze jestesmy na szarym koncu Europy
                      • michal_powolny12 Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 10:33
                        Nie można zapytać o wynalazek jakim jest język radziecki?
                        Nie widzisz mojego żartu?
                • czerwony_burak Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 22:52
                  > Jeżeli kobieta zarabia więcej od mężczyzny to
                  > powinna być to tylko zachęta dla
                  > mężczyzny, żeby zarabiał jeszcze więcej i tyle

                  Ez, ty madralo, pewnie wydaje sie tobie, ze cos strasznie madrego wymysliles?

                  Bije od Ciebie przekonanie, ze kobiety sa glupsze
                  z definicji (ciekawe by to bylo gdybys byl kobieta) i to az o tyle, ze kazdy
                  mezczyzna, jesli tylko zechce, moze kazda kobiete przescignac.

                  Nie przyszlo ci do glowy, ze ona tez moze sie starac zarabiac coraz wiecej i
                  pomimo jego wysilkow wiecej od niego?

                  I co wtedy? Panie tak walczyly o mozliwosc rywalizacji z rownymi szansami ale
                  gdy wygrywaja to im sie owoce ich zwyciestwa nie podobaja?

                  Nie przewidzialy, ze zwyciestwo moga osiagnac nie tam gdzie chcialy, czyli we
                  wlasnym domu?
                  Czyzby nie byly az tak madre by to przewidziec?

                  No to niech sie tak nie staraja i zarabiaja mniej
                  albo siedza w domu!

                  Beda szczesliwsze, u boku lepiej zarabiajacych mezow, mezczyzni nie beda sie ich
                  bali i zniknie kobieca frustracja. Sytuacja wroci do idealnego stanu naturalnego
                  i wszyscy beda szczesliwi!
                  • pepe.le.pew Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 23:47
                    czerwony_burak napisał:

                    > > Jeżeli kobieta zarabia więcej od mężczyzny to
                    > > powinna być to tylko zachęta dla
                    > > mężczyzny, żeby zarabiał jeszcze więcej i tyle
                    >
                    > Ez, ty madralo, pewnie wydaje sie tobie, ze cos strasznie madrego wymysliles?

                    Wręcz przeciwnie, są to aksjomaty znane od wieków, które teraz feministki
                    próbują podważyć

                    > Bije od Ciebie przekonanie, ze kobiety sa glupsze
                    > z definicji (ciekawe by to bylo gdybys byl kobieta) i to az o tyle, ze kazdy
                    > mezczyzna, jesli tylko zechce, moze kazda kobiete przescignac.

                    Nie wiem na jakiej podstawie wysuwasz takie wnioski, najwyraźniej swojego
                    "widzimisię". Uważam po prostu, że w niektórych dziedzinach kobiety przewyższają
                    mężczyzn, a w innych to mężczyźni górują- co w tym złego. Prosty przykład -
                    kobiety do perfekcji mają opanowane kontakty między ludzkie i środki persfazji,
                    w tej materii my panowie jesteśmy troszkę upośledzeni;) Z kolei w dziedzinach
                    takich jak np. programowanie, to panowie przejawiają większe zdolności.

                    > Nie przyszlo ci do glowy, ze ona tez moze sie starac zarabiac coraz wiecej i
                    > pomimo jego wysilkow wiecej od niego?

                    No i bardzo dobrze ! Taka rywalizacja (jeżeli już musi zaistnieć) może wyjść
                    tylko na dobre, efekt będzie taki, że oboje będą mieć więcej pieniędzy.
                    Rozumiem, że to tragedia dla ciebie ?


                    > Beda szczesliwsze, u boku lepiej zarabiajacych mezow, mezczyzni nie beda sie ic
                    > h
                    > bali i zniknie kobieca frustracja. Sytuacja wroci do idealnego stanu naturalneg
                    > o
                    > i wszyscy beda szczesliwi!

                    Skomentuję to ironiczne stwierdzenie genialnym zdaniem Korwina-Mikkego: "w
                    starożytnym Rzymie pan siedział w domu, a niewolnik na niego robił w polu,
                    obecnie już nie wiadomo kto jest niewolnikiem, a kto panem"

                    Ja myślę, że panowie nie mają nic przeciwko temu, żeby być "niewolnikami" i
                    podejmować heroiczny obowiązek utrzymania rodziny, dziwi mnie natomiast, że
                    panie dają z siebie zrobić woły robocze.

                    Model rodziny w której pan pracuje, a pani zajmuje się(a właściwie rządzi) domem
                    obecnie jest przedstawiany jako "staroświecki" (na dodatek dowód na
                    ultrakatolickość), gdyby jeszcze miała gosposię, która by ją wyręczała w
                    najcięższych pracach, to już w ogóle kuriozum! Kto to widział, żeby kobieta NIE
                    harowała cały dzień!;)

                    Obecnie ideałem rodziny jest dom w którym pan i pani domu najpierw cały dzień
                    harują za grosze (no bo przecież musi być po równo, więc w myśl pewnej zasady-
                    "po równo czyli gó....no"), potem wracają do domu i oboje tyrają na drugim
                    etacie, tym razem w gniazdku, przy sprzątaniu gotowaniu itd.

                    Do tego modelu już nie daleko, póki co jesteśmy na etapie, że facet pracuje cały
                    dzień, wraca do domu i odpoczywa, a pani musi pracować na dwóch etatach - jednym
                    w pracy i jednym w domu.
                    • kzrider Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 11:39
                      > mężczyzn, a w innych to mężczyźni górują- co w tym złego. Prosty przykład -
                      > kobiety do perfekcji mają opanowane kontakty między ludzkie i środki persfazji,

                      Naprawdę? Dlaczego więc w firmach zajmujących się odzyskiwaniem długów pracują
                      faceci? Przecież tam persfazja liczy się najbardziej ;)

                      NMSP :P
                  • tatamak Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 07:08
                    Z niektorych wątków aż wypływa jeden zasadniczy cel życia, a mianowicie... kasa,
                    kasa, kasa. Ludzie, czy Wy żyjecie dla kasy??? Ona jest tylko środkiem do życia.
                    Przejdziecie przez życie tyrając (lub symulując tyranie) i ... nagle
                    stwierdzicie, że Wasze dzieci dorosły bez Was, wiele lat tyraliście żeby mieć
                    kasę na koncie (dla cyferek :-)).
                    Najbardziej bawią mnie te problemy kto więcej zarabia: żona czy mąż. Jaka to
                    różnica??? Moja żona jest z dzieckiem w domu i jak wróci do pracy to niech
                    zarabia nawet 2. razy więcej niż ja. Przecież małżeństwo to miłość, partnerstwo,
                    wspólne cele, wzajemna pomoc i wspieranie się. Również wspólny budżet (na ogół),
                    więc powtórnie pytam: jaka to różnica???
                    Co do wykształcenia przyszłego męża autorki wątku- jakim prawem rodzice ingerują
                    w wykształcenie swojego ewentualnego przyszłego zięcia??? Jeżeli ona go kocha,
                    niech wyjdzie za niego, podejmnie decyzję, przecież jest dorosła, no i ... po
                    uniwersytecie:-).
                    Pozdrawiam...
                    • wypasiona_foczka Re: różnica w wykształceniu w związku 19.04.08, 18:39
                      tatamak napisał:


                      > Co do wykształcenia przyszłego męża autorki wątku- jakim prawem rodzice ingeruj
                      > ą
                      > w wykształcenie swojego ewentualnego przyszłego zięcia??? Jeżeli ona go kocha,
                      > niech wyjdzie za niego, podejmnie decyzję, przecież jest dorosła, no i ... po
                      > uniwersytecie:-).

                      No właśnie na to tez zwróciłam uwagę. Co im do tego?
                      Myślę, że to kwestia staroświeckiego podejscia do wykształcenia.
                      Za czasów rodziców autorki "wykształcenie wyższe" to było coś! Człowiek który je miał był naprawdę wyjątkiem w społeczeństwie chłopo-robotniczym.

                      Ja tą postawę doskonale rozumiem bo podobnie zachowuje się moja matka. Każdemu "niby przypadkiem" w rozmowie MUSI wspomniec, że skończyłam studia (ona ma zawodowe) i traktuje ten fakt jak wyczyn niebywały. Dochodzi nawet do takich głupich sytuacji gdy przy ludziach mówi do mnie "pani magister" :/ i bynajmniej farmacji nie kończyłam. :/ Zwracam jej uwagę by tak się do mnie nie odzywała bo to żenujące w sytuacji gdy uzyskanie tytułu mgr jest proste i w zasięgu każdego kto tylko chce pójśc na studia.

                      Myślę, że rodzice autorki sami maja kompleks wykształcenia (jak moja matka), mają o nim nierzeczywiste wyobrażenia (te mity jak to jest ciężko i ile wyrzeczeń kosztuje "kuc po nocach na egzaminy") a jeśli mgr mają to żyją przeświadczeniem, że znaczy on tyle samo co za ich czasów.

                      Co do głównego pytania jakie autorka zadaje: NIE różnica wykształcenia nie ma najmniejszego znaczenia jeśli ludzie się kochają, wspierają i szanują. Wykształcenie nie ma nic wspólnego z inteligencją. Mi osobiście bardziej przeszkadzałoby życie z człowiekiem głupim, płytkim ale wykształconym niż z fajnym, inteligentnym gosciem chocby po zawodówce. Autorka żyje dla siebie a nie dla swoich rodziców i ona a nie rodzice będa z tym człowiekiem spac i spedzac wspólne dni. Skoro go wybrała to widocznie jej odpowiada. To czy ma studia nic nie znaczy no chyba, że przyszły mąz sam zacznie miec kompleksy i frustracje związane z niższym niz żony wykształceniem. Wszelkich powodów nieporozumien zacznie upatrywac w tych róznicach ale to juz jego problem w takim razie a nie autorki.

                      --
                      "Trzeba żyć tu by wiedzieć, co dosłownie jest co noc
                      Gdy samochody płoną, latarnie gasną,
                      Los przypadkowych pieszych łapie za gardło.
                      Ten świat jest pułapką, tu nawet z nieba wrócę
                      Ten świat to Bałuty, stąd nie da się uciec..."
                  • michal_powolny12 Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 10:41
                    Różnica w wykształcewniu albo zarobkach pomiędzy partnerami nie ma
                    żadnego wpływu na związek oile obydwoje się kochają.Są sobie wierni
                    i oddani. Razem budują swój świat. A co do różnic w zarobkach. U nas
                    bywały okresy że żona miała fantastyczne wynagordzenie, niekiedy
                    ja.Teraz żona zarabia bardzo dobrze zaś moje mocno spadły i to ja
                    się zajmuję domem. Mojej dumy to nie ubodło. Oboje wiemy że jak
                    wszystko dobrze pójdzie to za 2-3 lata moje szanse na dobre
                    pieniądze poszybują do góry. Bałem się strasznie tego wyzwania ale
                    żona mnie wspierała. Tak jak ja ją gdy robiła specjalistyczne kursy
                    księgowe.
                • yennyfer11 Re: różnica w wykształceniu w związku 20.04.08, 13:30
                  ...jestem kobieta i potrafie spawac :D:D:D co w tym trudnego :P...
              • mhr-cs Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 10:23
                kobieta jak wiadomo ma wiecej rozumu,instynktu,
                mezczyzna zna zawod,wyksztalcenie,
                oczywiscie to sa wyjatki jaki mezczyzna jaka kobieta
                ale to inny temat
                po co mi mezczyzna z 3 literkami,papierkiem,z zawodem a ogolnie
                nie ma pojecia o niczym innym

                jak z nim porozmawiasz
                • Gość: jacek226315 Re: różnica w wykształceniu w związku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 15:21
                  mhr-cs napisala:
                  > kobieta jak wiadomo ma wiecej rozumu,intelektu
                  ales walnela jak chory w kubel.Sprawdz swoje wypowiedzi blad na
                  bledzie bledem pogania,az sie oczy przesuwaja na druga strone.To
                  pewnie z nadmiaru rozumu i intelektu
        • rastalioness Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 14:43
          Bzdura! Ja zarabiam wiecej od meza i wcale nie sadze, zebysmy z tego
          powodu mieli jakiekolwiek problemy. Posypac posypie sie jesli
          bedziesz mu kiedykolwiek wypominac, ze on jest tylko po maturze a ty
          po studiach albo, ze on nic do gadania nie ma bo przynosi do domu
          mniej szmalu. Jesli te rzeczy nie stanowia problemu, to nie widze
          dlaczego mialoby sie posypac. Na rodzicielskie ambicje natomiast
          machnij reka, przeciez tu chodzi o Twoje szczescie a nie satysfakcje
          rodzicow!
      • pyzz Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 11:16
        A skąd założenie, że wykształcenie z automatu daje wyższe zarobki? Bo właściwie,
        to w dzisiejszych czasach właśnie powoli przestaje. ZWŁASZCZA wykształcenie
        niezwiązane z pracą którą się wykonuje. Na zachodzie już obserwuje się zjawisko
        polegające na tym, że zrobienie doktoratu OBNIŻA szanse na rynku pracy.
        W zglobalizowanym wysoko rozwiniętym państwie nie potrzeba naukowców, ani
        inżynierów, bo w chinach są tańsi. Jedyne czego potrzeba dużo to ludzie to
        przekładania papierów i obsługi transferów pieniędzy, i towarów do, i z tych Chin.
        W Polsce też jest tak, że każdy kierowca TIRa zarabia kilkakrotnie więcej od
        naukowca. Zatem wykształcenie nic nie daje.
        Sam będąc pracodawcą wolałbym do obsługi, ja wiem koparki zatrudnić kogoś bez
        mgr, niż np. mgr historii.
        Ten "jakikolwiek mgr, bo trzeba mieć papier" to mrzonka i głupota.
        • rumnieburak Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 12:30
          pyzz napisał:

          > A skąd założenie, że wykształcenie z automatu daje wyższe zarobki?

          Nie daje, przedmówca chyba kieruje się zasadą "bez pracy nie ma kołaczy", tylko że to nijak się ma do rzeczywistości.

          > Bo właściwie
          > ,
          > to w dzisiejszych czasach właśnie powoli przestaje. ZWŁASZCZA wykształcenie
          > niezwiązane z pracą którą się wykonuje. Na zachodzie już obserwuje się zjawisko
          > polegające na tym, że zrobienie doktoratu OBNIŻA szanse na rynku pracy.

          Na jakim rynku pracy ? Dla przeciętnych zjadaczy chleba, którzy jak dalej piszesz są potrzebni do obsługi koparki. Po doktoracie zrobionym w PL można dostać w zachodnich instytutach taką robotę, że kopara opada. Dochodzi tylko kwestia tego czy rzeczywiście się jest dobrym, czy się ma tylko doktorat no i z czego ten doktorat...

          > W zglobalizowanym wysoko rozwiniętym państwie nie potrzeba naukowców, ani
          > inżynierów, bo w chinach są tańsi.

          W zglobalizowanym świecie potrzebna jest tania siła robocza, która znajduje się w Chinach oraz Afryce. Potrzebni są też wyjątkowo wybitni naukowcy, którzy w dobie internetu mogą być w każdym miejscu na świecie. Płacąc nawet naukowcom krocie, będą to pieniądze pomijalnie małe w porównaniu do tego co się na ich pomysłach zarobi. Problem polega na tym, że rządzący nami delikwenci po zawodówkach i średnich nie wiedzą nawet jak można spożytkować potencjał naszych naukowców. Ważniejsze dla nich jest to, żeby dać większe zasiłki, bo to skutkuje natychmiast w skaczących w góre słupkach poparcia. Przykładem może być wczorajsze wystąpienie Pluska, żenada. Koleś pier...olił 3po3.

          > Jedyne czego potrzeba dużo to ludzie to
          > przekładania papierów i obsługi transferów pieniędzy, i towarów do, i z tych Ch
          > in.

          Może w PL, bo to ciemnogród radiomaryjny, który co najwyżej zainwestuje w becikowe zamiast linię technologiczną do produkcji półprzewodników. Wystarczy spojrzeć na oferty pracy w Czechach, Austrii, Niemczech, Irlandi, Anglii, USA.... Tam dopiero szuka się inżynierow wysoko wykwalifikowanych, znających/chcących opanować najnowsze technologie.

          > W Polsce też jest tak, że każdy kierowca TIRa zarabia kilkakrotnie więcej od
          > naukowca.

          j.w. bo to ciemnogród, który nawet nie potrafi wykorzystać wiedzy naukowca. Skutek: masa ludzi po doktoracie wyjeżdza do pracy w zachodnich instytutach.

          > Sam będąc pracodawcą wolałbym do obsługi, ja wiem koparki zatrudnić kogoś bez
          > mgr, niż np. mgr historii.
          > Ten "jakikolwiek mgr, bo trzeba mieć papier" to mrzonka i głupota.

          a to fakt, jest sporo takich mgr "bo tatuś i mamusia kazała", albo "bo na tym wydziale mnie zechcieli"
        • titta Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 13:08
          Co jak co, ale dobry inzynier (a jak ma jeszcze doktorat), a moze
          byc nawet z Ameryki Poludniowej, w Chinach dostanie pensje wyzsza
          niz w Europie...
          • rumnieburak Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 14:07
            titta napisała:

            > Co jak co, ale dobry inzynier (a jak ma jeszcze doktorat), a moze
            > byc nawet z Ameryki Poludniowej, w Chinach dostanie pensje wyzsza
            > niz w Europie...

            dziwne.... niedawno oglądalem program o chińskich naukowcach.
            Przedstawiano w nim jednego profesora (elektroniki), który zarabiał
            500$/msc :/ To raczej kiepawa pensja...
            • rumnieburak Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 14:07
              program był kręcony rok, góra 2 lata temu
        • czerwony_burak Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 23:15
          >W zglobalizowanym wysoko rozwiniętym państwie nie >potrzeba naukowców, ani
          >inżynierów, bo w chinach są tańsi.

          Buahahaha.
          Do jakich to niedorzecznosci w mysleniu potrafia
          ludzi zaprowadzic marzenia o idealnym swiecie,
          w ktorym nikt nie jest za madry, zeby glupszym nie bylo smutno :)))

          Co to za "wysokorozwiniete panstwo", ktore musi pozyczac taniego rozumu od
          Chinczykow?

          Cos slyszales ale nie wiesz co.
          Rozwiniete kraje wlasnie wszystko wymyslaja
          a Chinczykom daja do zrobienia.
          Na razie to jednak najlepsi naukowcy pracuja
          nie w Chinach. Nie znaczy, ze to sie nie moze zmienic, ale na pewno nie dlatego,
          ze Chinczycy
          o niczym innym nie marza jak o mysleniu za darmoche.


          Jesli Chinczyk ma rzeczywiscie rozum wiekszy
          od tych z "wysokorozwinietego panstwa" to doprowadzi do tego, ze nie on na nich
          a oni na niego beda tanio pracowali.

          Chyba ominely Cie ostatnie wiesci o potanieniu dolara?

          Jego producentom tez sie pewnie wydawalo, Chinczyk bedzie myslal za nich tanio,
          w zamian za pare papierkow, ktorych drukowaniem oni beda sie tylko zajmowac?

          Ty tez tak mysl. A w ogole to czy nie wydaje sie Tobie, ze jestes za madry na
          ten dzisiejszy wysokorozwiniety swiat? Moze bys wynajal sobie taniego szympansa
          do pisania postow?
          • dragon_fruit Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 18:41
            Moze bys wynajal sobie taniego szympansa
            > do pisania postow?




            hahaha świetne to było:D
        • czerwony_burak Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 23:25
          > Sam będąc pracodawcą wolałbym do obsługi, ja wiem koparki zatrudnić kogoś bez
          > mgr, niż np. mgr historii.

          Rzeczywiscie, bylbys po prostu glupcem nie lada.
          Bylbys tez glupcem gdybys chcial zatrudnic jako historyka goscia, ktory umie
          obslugiwac tylko koparke.

          Mam nadzieje, ze jednak rozumiesz, ze jednego i drugiego nie powinno sie w
          zasadzie robic.

          Jednak w wyjatkowych wypadkach, gdybys mial do wyboru tylko historykow to pewnie
          by Ci jednak obsluzyli koparke. Skutecznosci zamiany w druga strone nie bylbym
          juz taki pewien.
    • facio60 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 11:09
      różnice w wykształceniu potrafią być dokuczliwe w dłuższym okresie.
      A czasem już i na początku, gdy minie oczarowanie seksem i
      zauroczenie.
      Gościu z maturą to chyba jeszcze nie najgorzej.
      Dużo zależy też od tego jakie on będzie miał towarzystwo.
      Znałem kobietę będącą w średnim wieku (pod 40), która wybrała sobie
      gościa nawet bez matury, rezygnując z faceta mgr.
      Ale tam było zauroczenie- on był młodszy o parę lat od niej.
      Facet prosty, wstydziła się z nim pokazywać u własnych znajomych.
      Ale mówiła,że przy nim czuje się jakby miała naście lat.
      Może tego było jej potrzeba na tym etapie.
      Nie wiem jak to jest od strony kobiety, ale ja wolę mieć na stałe
      kobietę o podobnym stanie wykształcenia.Kiedyś myślałem zupełnie
      inaczej.
      Ale z czasem zobaczyłem, że brak jest wspólnych tematów,
      zainteresowań.
      To potrafi rozwalić związek.
      Myślę,że jedynym praktycznie czynnikiem który popycha nas do
      wiązania się z człowiekiem o sporo niższym poziomie wykształcenia
      jest fascynacja seksem.Czy to wystarczy, nie wiem.
      • zwyczajnieniezwyczajna Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 11:12
        Fascynacja seksem? Nie to nie to. To jest normalny facet pracujący
        jako informatyk, interesujący się światem, no zupełnie normalny
        czlowiek obracający sie wśród ludzi z "papierkiem", tylko poprostu
        sam go nie posiada i już. To czasami on mógłby się mnie wstydzić w
        towarzystwie jak palne coś typowo blondyńskiego hihi :)
        • tangerka kiedyś to może być uciążliwe 17.04.08, 11:28
          teraz prawdopodobnie prezentujecie podobny poziom intelektualny i
          zarobkowy ale potem, za 20 lat, może się okazać że twój "papier"
          pozwolił jednak ci się rozwinąć zawodowo, zarobkowo i
          intelektualnie, a on stoi w miejscu i irytuje go twój rozwój i
          kariera. Oczywiście, on mimo braku dyplomu też może zrobić karierę
          ale to jednak trudniejsze, no i wtedy napewno kwestia studiów będzie
          nieunikniona. Reasumując: lepeij niech zacznie jakieś studia, tylko
          sensowne, nie historię albo marketing, bo na to pracodawcy mają już
          alergię. Poza tym, jako informatyk bez dyplomu daleko nie zajedzie,
          w tym zawodzie studia się jednak przydają.
          • rumnieburak Re: kiedyś to może być uciążliwe 17.04.08, 12:54
            tangerka napisał:

            > teraz prawdopodobnie prezentujecie podobny poziom intelektualny i
            > zarobkowy ale potem, za 20 lat, może się okazać że twój "papier"
            > pozwolił jednak ci się rozwinąć zawodowo, zarobkowo i
            > intelektualnie, a on stoi w miejscu i irytuje go twój rozwój i
            > kariera. Oczywiście, on mimo braku dyplomu też może zrobić karierę
            > ale to jednak trudniejsze, no i wtedy napewno kwestia studiów będzie
            > nieunikniona.

            Moje obserwacje to potwierdzają (niestety...). W naszej "kulturze" sytuacja odwrotna, gdy to kobieta ma gorsze wykształcenie, byłaby dużo łatwiejsza do przełknięckia.

            > Poza tym, jako informatyk bez dyplomu daleko nie zajedzie,
            > w tym zawodzie studia się jednak przydają.

            Teraz informatykami potrafią nazywać ludzi od przysłowiowego odbierania maila, bo to w sumie też przetwarzanie informacji :/.
          • annalee Re: kiedyś to może być uciążliwe 17.04.08, 14:18
            O jezzzzzzzzzzz, ide sie powiesic ,bo moj stary ma doktorat a ja tylko magisterke.Jakos mamy wspolne tematy od 9 lat mimo ,ze on jest biochemikiem a ja architektem.Oczywiscie o swojej pracy ze mna nie pogada ale szczesliwie w normalnym zwiazku jest 1000 innych tematow do rozmowy, wspolne pasje, styl zycia, podejscie do ludzi.
            Co my tu analizujemy???Jak laska ma o czym gadac z nim teraz, to dobrze wrozy i tyle.A jak mu matura zablokuje mozliwosc awansu to pewnie sam zmieni zdanie nt studiowania i byc moze z jej pomoca skonczy cos.
            Ludzie!Przestancie tworzyc kasty, to jest glupie.
            • jacek226315 Re: kiedyś to może być uciążliwe 17.04.08, 14:30
              annalee napisala: ide sie powiesic bo moj stary ma doktorat,a ja
              tylko ,magister, tak ale jak stwierdzilem poprzednio Ty jestes
              kobeta,a niewiasta sie do bardziej wyksztalconego wspolmazonka
              podciagnie a odwrotnie raczej nie i w tym sek.Niech pozyja pare lat
              wspolnie zauroczenie minie,to i seks sie z nudnawym i ogranczonym
              factem znudzi.psycholog Ci to wyjasni bo jako Twoja magisterka nie
              daje rady
              • czerwony_burak Re: kiedyś to może być uciążliwe 17.04.08, 23:34
                > annalee napisala: ide sie powiesic bo moj stary ma doktorat,a ja
                > tylko ,magister, tak ale jak stwierdzilem poprzednio Ty jestes
                > kobeta,a niewiasta sie do bardziej wyksztalconego wspolmazonka
                > podciagnie

                Powiedz, skad ty to wszystko wiesz i co to znaczy,
                wedlug Ciebie "podciagnie"? Wiem, ze gdy ktos
                uzywa takich mglistych pojec to wlasciwie nie wie co powiedziec, chociaz czuje,
                ze musi bo mu czegos brakuje.
                • jacek226315 Re: kiedyś to może być uciążliwe 18.04.08, 06:42
                  skad ja to znam.Miedzy innymi z wlasnych obserwacji ,ale i nie
                  tylko. Znam pare, ona dwa fakultety ,biegla znajomosc trzech
                  jezykow,on ledwo matura,i twierdzi ,ze on nie ma po co sie dalej
                  uczc .Powiedz mi tylko o czym mowi taka zona z mezem ktory potrwai
                  chlapnac cos w rodzaju -uwaga: czy Zydzi to chrzescijanie,albo
                  uwaga:-w warszawie jest ulica jana pawla drugiego czy jakiegos.Aby
                  bylo dowcipniej od urodzenia mieszka w Warszawie.Gdybym takich hasem
                  nie slyszal na wlasne uszy nie uwierzylbym.Osobiscie uwazam ,ze
                  dziewczyna ktora laczy sie z takim ignorantem daleko od niego nie
                  odbiega.Napewno za kilka lat zmeczy sie sama i wreszcie zobaczy z
                  jakim kabotynem sie zlaczyla.Niestety my mezczyzni jestesmy bardziej
                  oporni,jakas prozna ambicja powstrzymuje nas do dociagnieca sie do
                  poziomu bardziej wyksztalconych kobiet,a przytoczone tu pojedyncze
                  wyjatki tylko potwierdzaja regule.
        • facio60 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 11:36
          to nie widzę większego problemu.:-)
          Ja myślałem o b.skrajnych przypadkach, w których facet nie ma nawet
          matury,a jeśli już nawet ma, to taki, dla którego wykształcenie nie
          gra żadnej roli.
          W poruszanym przeze mnie konkretnym przypadku,gościu był ślusarzem
          dość przystojnym (jeszcze młody-tuż po 30)i przechwalającym się jak
          to kobiety na niego lecą.
        • moniowiec Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 13:45
          jakbym czytała o mężu... ja mam studia, znam dobrze 2 języki, dużo podróżuję... on informatyk - po ogólniaku i policealnej szkole informatycznej. i, uwaga, bardzo mądryc złowiek. rzucił studia, zarabia wiecej ode mnie i wcale sie ie przepracowuje. ja jestem pracownikiem budżetówki - wiec wiadomo dlaczego kipeska pensja, ale za to mam robotę od 8 do 16 i koniec. on pracuje w tych samych godzinach, pensje ma wyższą, super premie, robi co lubi. nigdy nam nie zabrakło tematów do rozmów z powodu braku mgr przed jego nazwiskiem. to ze nie ma papierka po lipnej uczelni (którą ja dałam radę skończyć a on nie - ta sama politechnika!) nie znaczy że jest półimbecylem. rodzice jakoś to przełknęli od kiedy pracuje.
        • wj_2000 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 19:55
          zwyczajnieniezwyczajna napisała:
          > Fascynacja seksem? Nie to nie to. To jest normalny facet pracujący
          > jako informatyk, interesujący się światem, no zupełnie normalny
          > czlowiek obracający sie wśród ludzi z "papierkiem", tylko poprostu
          > sam go nie posiada i już.

          Skoro tak, to się nie zastanawiaj!!!!!!
          Znam małżeństwo, już w tej chwili po kilku dziesięcioleciach od
          ślubu: on technik, "złota rączka", poza tym o szerokich
          zainteresowaniach. Ona mgr, śliczna, ciagle, mimo lat, przystojna -
          trochę roztrzepana. Mimo, że brunetka, to "blondynka". Wyjątkowo
          udana para.
        • yennyfer11 Re: różnica w wykształceniu w związku 20.04.08, 13:43
          jesli facet ma jakas pasje to musi byc wartosciowy czlowiek-
          niezaleznie od papierka...a informatykiem zazwyczaj czlowiek jest z
          wyboru a nie 'bo rodzice kaza'...tym bardziej ze na tym polu jest
          naprawde duza konkurencja i jesli znalazl prace to znaczy, ze
          naprawde jest dobry...uswiadom to rodzicom a jesli sie nie da-
          poprostu sobie daruj i rob swoje-niech sobie pogadaja-w koncu maja
          do tego prawo-a ty masz prawo robic pewne rzeczy po swojemu:)
      • morekac Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 13:17
        A po kilku latach i tak możesz nie mieć o czym z facetem pogadać,
        poza sprawami domowymi i dziećmi, swoimi/jego pasjami i problemami
        w pracy. I vice versa. Np jakie wspólne tematy mogą mieć humanista
        i inżynier - oboje mogą miec wyższe wykształcenie i zero wspólnych
        tematów do rozmowy (poza wymienionymi w pierwszym zdaniu). Ale jest
        to raczej niezwiązane z wykształceniem a osobą.
    • tanczacy.z.myslami Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 11:34
      zwyczajnieniezwyczajna napisała:

      > czy faktycznie któremuś z was
      > przeszkadzałoby to że macie dziewczyne po studiach sami będąc z
      > maturą? Motywowałoby do pójscia na jakies zaoczne?

      Żartujesz? :)
      Ja mam wykształcenie "policealne" [studium pomaturalne - młodsi mogą nie
      wiedzieć co to takiego :)], moja żona studia + podyplomowe + multum ukończonych
      dodatkowych kursów i szkoleń. Zarabiam ok. 2,5 x więcej niż ona, w pracy
      posługuję się 3 językami obcymi (choć nie mówię w nich jak native speakerzy) a
      ona od niedawna wkuwa angielski (z moją wydatną pomocą). To kto tu powinien czuć
      się "motywowany"?
      • tanczacy.z.myslami Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 11:39
        A w nawiązaniu do wypowiedzi Tangerki:
        "za 20 lat, może się okazać że twój "papier"
        pozwolił jednak ci się rozwinąć zawodowo, zarobkowo i
        intelektualnie, a on stoi w miejscu i irytuje go twój rozwój i
        kariera."

        Jesteśmy razem od ponad 11 lat. Ona się "rozwija zawodowo i intelektualnie" a ja
        (bez "papieru) zarobkowo. Znaczy - w duecie jesteśmy nie do pokonania :)
        • agagin W duecie nie do pokonania 17.04.08, 15:44
          Swietnie to ujales, nie mozna bylo lepiej:)

          Ja mam mgr i super prace, mozliwosci. On nawet nie ma matury, ale z
          obecna sytuacja na rynku pracy on jest w stanie zarabiac dwa razy
          tyle co ja. Moje wyksztalcenie i rozwoj ma sie przekladac na prace,
          a na zwiazek moja osobowosc. Wiec duzo pracy z obu stron i mysle, ze
          damy rade, pomimo ze jestesmy tak rozni (ekstrawertyczka i
          introwertyk).
          Powodzenia wszystkim parom z roznicami
      • kadanka Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 11:49
        sorry, ale dla mnie to jest sytuacja od d..y strony, ze osonba z
        wyzszym wyksztalceniem studia mgr+ kilka podyplomowych zarabia mniej
        niz malzonek po studium policealnym. ona wlozyla wiecej wysilku w
        edukacje.
        ale w polsce na szczycie drabiny finansowej zawsze bedzie robol, a
        na dnie profesor:/ zaczelo sie w prl, i nadal KWITNIE we wspanialej
        III RP:/
        • anima2006 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 12:23
          Coż Ty kobieto piszesz???!!!! On był prawdopodobnie bardziej
          dynamiczny, przedsiębiorczy, miał pomysł na firmę i na swoją
          karierę. Dlaczego miałby nie zarabiać więcej? Dlaczego dobry
          fachowiec zakładający firmę w dziedzinie, na której się zna ma nie
          zarabiać lepiej, niż ktoś z doktoratem z filozofii pracujący np. w
          skarbówce?
          • kadanka Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 12:38
            nie czepiam sie jego. chodzi mi bardziej o to ze robol typu skladacz
            mebli bierze 150zl za godzine, profesor socjologii BYNAJMNIEJ nie
            proznujacy zarabia 2800 na reke. PROFESOR!!!!!
            sama nie mam magisterki, mam licencjat i 5 lat studiowania. nie
            chcialo mi sie magisterki pisac. wstyd, ale tak jest. jest mi co
            najmniej GLUPIO jak czytam ze profesorka zarabia niecale 3 tysiace.
            wstyd dla rzadu polskiego, ze w ogole nie lozy na nauke
            • michal_powolny12 Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 10:26
              Jesteś przykładem tak zwanej "elity" gardzącej innymi.Ten twój robol
              to pracownik fizyczny vel usługodawca dzięki któremu ten profesorek
              ma gdzie posadzić swoją tłustą leniwą dupę. Boże chroń nas przed
              taką "elitą".Takich inteligencików to nam niepotrzeba.
              • kadanka Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 11:35
                gardzę tym, ze koles za skladanie szaf bierze 150zl za godzine a
                przykladowa pensja uniwersytecka profesora to 2800zl. ale jak
                rzeklam, II wojna wybila inteligencje i od tamtych czasow mamy
                odwrocenie hierarchii - robol gora://zalosne
                • michal_powolny12 Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 12:42
                  Na tyle wolny rynek wycenił pracę owego robotnika. I dobrze.
              • kadanka Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 11:38
                a ty kim jestes, cwoku, skoro dla ciebie profesor - pracownik
                UMYSLOWY, to ktos kto "ma tlusta leniwa dupe"?
                WSTYD. przez takie ogolnonarodowe tumanstwo Polska zawsze bedzie
                ogonem i totalnym zadupiem Europy
                • michal_powolny12 Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 12:57
                  Dla mnie każdy gardzący niżej od siebie urodzonym zasługuje na
                  pogardę. Nie znoszę chamów profesorów,chamów robotników.Nie znoszę
                  oszustów plagiatujących cudze książki i oszustów bylejak
                  remontującym moje mieszkanie.
                • poprioniony Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 20:47
                  Nie podniecaj sie tak dziewczynko. To, ze ktos pracuje
                  umyslowo nie znaczy jeszcze ze niewiadomo co robi i naleza mu
                  sie niewiadomo jakie pieniadze. Zbyt wielu profesorow ignorantow
                  widzialem, zeby sikac po nogach na dzwiek tego tytulu.

                  > WSTYD. przez takie ogolnonarodowe tumanstwo Polska zawsze bedzie
                  > ogonem i totalnym zadupiem Europy

                  Zgadzam sie, wstyd, ze po pieciu latach studiow przychodzi taka
                  i wypisuje stereotypowe bzdety, to nie najlepiej swiadczy o naszej edukacji.
                  • meczywor Re: różnica w wykształceniu w związku 30.04.08, 16:53
                    poprioniony napisała:

                    Zbyt wielu profesorow ignorantow
                    > widzialem, zeby sikac po nogach na dzwiek tego tytulu.
                    >
                    >
                    > wstyd, ze po pieciu latach studiow przychodzi taka
                    > i wypisuje stereotypowe bzdety, to nie najlepiej swiadczy o naszej edukacji.


                    Najmadrzejszy komentarz dot. tego tematu!!Pozdr
    • goodwhyowa Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 12:38
      Matura i studia, to chyba nie jest tak daleko. Ja znam inny
      przykład. Moja siostra wychodząc za mąż kilka lat temu była po
      technikum, jej mąż po zawodówce. Cieszyła się, że on taki spokojny,
      cichy, pracowity... A ja prosiłam, żeby się zastanowiła. Gdy
      skończyła studia z tytułem mgr zaczęły się problemy. Jej mąż nadal
      jest po tej nieszczęsnej zawodówce, szczyci się, iż zaper... jak
      osioł. Do szkoły nie chce iść, nawet średniego skończyć. Tematów do
      rozmów nie mają, nie spędzają razem wolnego czasu. Ja z nim również
      niewiele rozmawiam, ponieważ on w kółko opowiada jak był mały, albo
      o swojej pracy piekarza. Ehh wydaje mi się, że w tym przypadku to
      jest zbyt duża róźnica. Szkoda mi siostry, ale... widziały gały co
      brały.
    • veroy Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 13:09
      wydaje mi sie ,ze zbyt wielu ludzi wypowiadajacych sie w tym watku
      uosabia brak wyksztalcenia z glupota czy prymitywizmem, tymczasem
      dzisiaj - kiedy studia moze skonczyc kazdy (nie oklamujmy sie, sa
      studia i "studia") nie stanowia juz one zadnego wyznacznika poziomu
      intelektualnego czlowieka.

      Podobnie jest z zarobkami - mamy mnostwo wszelkiej masci magistrow
      po "studiach" i nikogo nie powinno dziwic, ze robia kariere w
      miesnym naprzeciwko. Mamy tez troche magistrow z prawdziwego
      zdarzenia ,ktorzy wybrali studia pod katem zapotrzebowania na rynku
      pracy i teraz zbieraja kokosy. Mamy takze, choc niewielu, ludzi,
      ktorzy wybieraja fachowe zawody nie dlatego, ze nie chcialo im sie
      uczyc/byli zbyt tepi/nie mieli co ze soba zrobic ,ale z czystego
      zainteresowania w dziedzinie tudziez z rozsadnego planowania (w
      koncu tym tez musi sie ktos zajac a wszyscy poszli na psychologie i
      inne ladnie-sie-nazywajace kierunki) i ci robia w branzy kariere >
      osiagaja wysokie zarobki. Czesto taki interes sie dziedziczy i tez
      glupota byloby robic studia, jesli ksztalcac sie pod katem interesu
      mozna go przejac i sie swietnie ustawic.

      Nie uwazam, by roznica w wyksztalceniu byla jakakolwiek podstawa do
      stwierdzenia, ze wasz zwiazek nie ma przeszlosci wlasnie dlatego, ze
      dzisiaj wyksztalcenie nie wyznacza poziomu intelektualnego, ktorego
      roznica juz bylabym przyczyna jakis zaburzen komunikacji ("nie mamy
      o czym gadac", brak zrozumienia, ale taki zwiazek chyba raczej by
      nie zaistnial na powaznie).
      Uwazalabym bardziej na zarobki - ponoć pary, w ktorych kobieta
      zarabia wiecej czesciej sie rozwodza - ale wyksztalcenie nie
      przeklada sie takze na zarobki, wiec jesli stanowicie jedna
      plaszczyzne nie tylko w poziomie intelektualnym ale w wysokosci
      wyplaty to bedzie wam razem bardzo dobrze.
    • female01 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 13:12
      Moim zdaniem tu nie tyle chodzi o tytuł mgr ile o horyzonty... chcac nie chcac, studiujac poszerza sie je, stykasz sie z ludzmi o roznych swiatopogladach, ktorzy potrafia mowic, przekonywac, wyjasniac. I wtedy zaczynasz myslec, calkowac i w taki oto sposob rozszerzasz swoje horyzonty, podczas gdy osoba bez wyzszego wyksztalcenia(matura to jeszcze nie tak zle, moglo byc gorzej ) nie zrozumie o co Ci chodzi i po co to wszystko. Najgorzej, gdy sie utknie w jednym srodowisku, wtedy nikle szanse na rozwoj(mam takich znajomych, po zawodowce, sympatyczni, serio, ale nie ma o czym rozmawiac, bo ja mechanikiem nie jestem a oni nic innego nie wiedza...)
    • morekac Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 13:12
      A moja mama zmotywowała mojego tatę, żeby poszedł na studia...
      Zawsze możesz motywować, żeby pposzedł na zaoczne (tylko nie miej
      potem pretensji, że nie ma czasu dla rodziny...) - może sam pójdzie,
      jeśli będzie odczuwał taką potrzebę. W wielu zawodach nie jest
      potrzebne wyższe wykształcenie - zresztą robienie studiów w Wyższej
      Szkole Powiatowej dla samego robienia papierka jest bez sensu.
      Swoją drogą znam przypadek, że gość ma zawodowe, a jego żona wyższe -
      i nie orzeszkadza im to przynajmniej na razie, nawet jeśli ona
      zarabia więcej.
    • karola12341 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 14:12
      jak jeszcze ma mature to jest szansa na to że pójdzie na studia :)
      kumpela teraz sie broni- ma faceta po zawodówce i juz po roku widac,
      że do siebie nie pasuja ze względu na wykształecenie (i wychowanie w
      innych srodowiskach) ona ma aspiracje chce jeszcze cos w zyciu
      osiągnąc, ma plany, a jemu jest dobrze tak jak jest mimo, że nie ma
      super pracy na
      Poczatu jak bylo zauroczenie to wszstko było si! a teraz on jej
      wypomina ze ona na pewno znajdzie sobie kogos lepszego dosłownie
      paranoja, ale faktycznie on z matura ma furtke zamknięta...
      • odoll Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 16:03
        Moim skromnym zdaniem nie ma powodów do obaw. Jeśli teraz jest wam
        ze sobą dobrze, macie o czym rozmawiać, i nie będą wam przeszkadzały
        ewentualne różnice w zarobkach, które mogą, ale nie muszą wystąpić,
        to nie oglądajcie się przesadnie na reakcje Twoich rodziców. Jak już
        pisał ktoś powyżej - jest na tym świecie mnóstwo magistrów mających
        problemy z deklinacją, a także magazynierów, czytających
        Dostojewskiego i ceniących filmy Wajdy. A tych, którzy powyżej
        pisali o osobach bez matury i pracujących fizycznie per ,,robole''
        naprawdę serdecznie współczuję. Nie wiem, kto im wmówił, że przez
        uzyskanie matury lub dyplomu wyższej uczelni stają się lepsi od
        kogokolwiek, ale wpuścił ich w tęgie maliny. Życzę szybkiego, i w
        miarę bezbolesnego przejrzenia na oczy. Sam pochodzę ze wsi, w
        której wszyscy są rolnikami po zawodówkach. Dziś, kiedy tam pojadę,
        nadal mam z nimi o czym rozmawiać, i nie przeszkadza ani im, ani
        mnie, że jest pomiędzy nami różnica w wykształceniu.
    • gosiaczek557 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 14:54
      Jak to w życiu... nie da się z góry przewidzieć, jak się wam ułoży
      życie. Czy jeśli Twój partner skończy studia to będzie to gwarancja
      udanego związku?????

      My z mężem (oboje koło czterdziestki)jesteśmy bardzo udaną parą.
      Jeśli chodzi o nasze wykształcenie to ja mam wyższe + MBA + studia
      podyplomowe + 2 języki obce. Mój mąż ma wykształcenie średnie
      techniczne.

      Czy kiedykolwiek nam to przeszkadzało? Nigdy.
      Czy kiedykolwiek wstydziłam się mojego męża? Nigdy.

      Do udanego związku nie są potrzebne fakultety, ale wspólne cele,
      dążenia, miłość, namiętność, szacunek do siebie. Dla mnie ważne jest
      to, że mój mąż jest dobrym człowiekiem. Nie ma między nami zazdrości
      o wykształcenie, czy osiągnięcia zawodowe. Ja wspieram męża w jego
      celach (ma własną firmę) a on mnie w moich. Ja jestem szczęśliwa i
      dumna z jego osiągnięć a on z moich. Mamy wspólne plany, do których
      realizacji dążymy, i które nas łączą.

      Ale jeśli już teraz masz wątpliwości, czy nie będzie Ci
      przeszkadzała ta różnica w wykształceniu, to rzeczywiście może to
      dla Ciebie będzie problem. Musisz się zastanowić, co dla Ciebie jest
      ważne... nikt Ci w takiej decyzji nie pomoże - sama musisz być
      przekonana, że Ci to odpowiada.

      Pozdr.

      M.

    • pernambuko46 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 15:03
      To przede wszystkim siebie zapytaj o to, czy różnica wykształcenia
      będzie miała w Waszym związku znaczenie. Niezależnie od wszystkiego
      warto chłopaka motywować do dalszej nauki, co niekoniecznie musi
      oznaczać zdobywanie stopni naukowych. Po latach dobrze jest
      stwierdzić, ze się chętnie rozmawia z partnerem.
    • karolcia-1 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 16:01
      Teraz się wydaje pięknie i bez różnicy. Problemy zaczną się o ślubie.
      W końcu ci zacznie wypomnać i zarzucać że uważasz go za gorszeo.
      na początku jest tylko słodko. Namów go na studia prędzej czy
      później.
    • man35 Mnie przeszkadzałoby, że dziewczyna po studiach 17.04.08, 16:29
      w krótkiej wypowiedzi robi 2 błędy ortograficzne, 10 interpunkcyjnych, o stylistyce nie wspominając... Co to za studia? O tempora, o mores! Wszystko spada na psy...
      • the_cause Re: Mnie przeszkadzałoby, że dziewczyna po studia 17.04.08, 22:09
        Odezwał się purysta językowy..."Spada" na psy, dobre sobie!
    • mamulec Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 17:58
      podobieństwa się przyciągają, mam nadzieję, że - dla waszego dobra - to ma
      "papier na mistrza ortografii"
      • mal_tka Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 18:38
        Czy nie przyszło Wam do głowy, że w małżeństwie sa dwie osoby kobieta i
        mężczyzna a nie mgr i absolwent szkoły średniej????

        Mój mąż miał skończoną szkołę średnią, ja studia i bylismy ze soba przez prawie
        18 lat. Zapewne bylibyśmy ze soba do dziś gdyby ...... żył.

        Co więcej jego miejsca nie zajął (przez 6 lat) żaden facet nawet z doktoratem.
        • charlie_x Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 20:26
          mal_tka napisała:

          > Czy nie przyszło Wam do głowy, że w małżeństwie sa dwie osoby
          kobieta i
          > mężczyzna a nie mgr i absolwent szkoły średniej????
          >
          > Mój mąż miał skończoną szkołę średnią, ja studia i bylismy ze soba
          przez prawie
          > 18 lat. Zapewne bylibyśmy ze soba do dziś gdyby ...... żył.
          >
          > Co więcej jego miejsca nie zajął (przez 6 lat) żaden facet nawet z
          doktoratem.
          _____
          ..masz racje pierwsza i chyba najwazniejsza sprawa to
          dwoje kochajacych sie ludzi.To wowczas jest prawdziwe malzenstwo,a
          nie jakis porabany kontrakt biznesowy z aneksami i intercyza
          malzenska.
    • pelissa81 Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 20:36
      Ale dużo naprawdę zależy od poziomu zamego faceta a nie od samego
      papierka. Jak slusznie zauwazyli wyzej, sam fakt skonczenia
      socjologii czy politologi (a najlepiej naraz, by sie chwalic dwoma
      fakultetami) nie czyni z dziewczyny super wyksztalconej osoby. U
      mnie na socjologii (uw) chodza ludzie interesujacy sie glownie
      kserowaniem notatek, ale beda magazynierami. Na zarzadzaniu
      (prywatnym teraz) jest jeszcze smieszniej :-) Mozna z palcem w nosie
      zrobic i 3 faklutety, jesli nie jest to politechnika/prawo/medycyna
      to wiekszosc studiow, a juz napewno wszystkie humany sa proste.
      Jesli ktos chodzi tylko by odbebnic te 5 lat a i tak jego zycie
      zawodowe ani intelektualne za bardzo sie nie zmieni, to niby w czym
      jest lepszy?

      Moj maz ma tylko srednio. Ledwo skonczyl. Od 18 roku zycia prowadzi
      firme, jest informatykiem z zamilowania i studia informatyczne to
      tak naprawde strata czasu (matka, fizyka, filozofia, podstawy
      Pascala (!)) - program informatyki zaczyna sie moze na 3 roku.

      Dlatego zamiast patrzec czy ktos jest mgr czy bez mgr raczej
      spojrzec na caloksztalt, czy ma pasje, czy ci czyms imponuje (moj to
      pasjonat motoryzacji i wyscigow robi auta i sie sciga). Dla niego 5
      lat studiow to by byla katorga. Jest wasko myslacy, ale
      wyspecjalizowanie. Studia sa raczej samorozwojowe. On mi imponuje
      innymi rzeczami. Moze twoj tez podobnie?
      • vanessa14 Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 00:43
        Przepraszam, że zapytam, ale gdzie Ty znalazłaś tych studentów
        Instytutu Socjologii UW, którzy zostaną magazynierami i zajmują się
        głównie kserowaniem notatek? Za moich czasów, na ten kierunek było
        18 osób na miejsce, poziom studiów był naprawdę wysoki i samo
        nauczenie się notatek nie wystarczało do zdania egzaminu. Poza tym
        dużą wagę przywiązywano do statystyki, był moduł poświęcony
        socjologii matematycznej (algebra, analiza, matematyka dyskretna
        itd.) i praktyczne zajęcia (dobór próby, badania-specjalistyczne dla
        różnych rynków, nauka pakietów statystycznych). Z mojego
        doświadczenia wynika, że absolwenci Instytutu bez najmniejszego
        problemu znajdują zatrudnienie nie tylko w agencjach badań rynku i
        jako specjaliści ds. badań od strony klienta, ale i w wielu innych
        obszarach. Może coś się ostatnio zmieniło i poziom studiów znacznie
        się obniżył, dzięki czemu na studia dostają się ci, którzy kiedyś
        nie zoistaliby dopuszczeni(?)
        • pelissa81 Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 02:21
          juz ci mowie - ja chodzilam do ISNS czyli instytut stosowanych nauk
          spolecznych na UW, konczac tez maz dyplom socjologa. Jest mniej
          statystyki i matematyki, ale kierunek jest bardziej ogolnorozwojowy
          (specjalizacje rodzina, psychlogia, negocjacje itd)

          Moze zle sie wyrazilam, bylo troche erudytow, ale duza czesc same
          studia nie sa jakies straszliwie trudne same w sobie - widze ile
          brat robil na polibudzie, ile sie trzeba uczyc na humanach. Pewnie,
          ze na kazdym mozna byc najlepszym i siedziec z nosem w ksiazkach,
          ale jednak jak ominiesz jakis przedmiot na socjlogi, przezyjesz. Na
          politechnice np. - raczej nie zaliczysz jednego materialu nie
          znajac poprzedniego. Nie mowie oczywiscie o znalezieniu pracy w
          zawodzie, to wogole osobna bajka:-)
    • beata.laska ja mgr, mąż - zawodówka 17.04.08, 21:43
      Ja jestem naprawdę wyjątkowym przykładem! Własnie studiuję drugi fakultet (mam już jeden tytuł mgr), a mój mąz skończył zawodówkę. I wcale nie uważam, że jest mniej inteligentny - po prostu miał mniej ambitnych rodziców. Moi rodzice też mieli problem przed ślubem - czy ja się z nim dogadam, a teraz twierdzą, że zięć lepszy niż córka... Jesteśmy razem 11 lat. On zarabia 2 razy więcej niż ja. I najważniejsze - tylko dlatego, że jest taki cudowny mogę dalej studiować - wspiera mnie (sam mnie namówił na te studia), pomaga (zajmuje się dziećmi jak mam zjazd i zabiera je na spacerki jak chcę sie uczyć). Ja jestem jego dumą, a on jest moją!
      • pawman a masz siostrę? 17.04.08, 23:18
        (wolną)!?
      • yennyfer11 Re: ja mgr, mąż - zawodówka 20.04.08, 13:45
        ...az sie gebula usmiecha jak sie czyta takie posty :) maz-skarb:)
    • a.part Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 21:44
      spotkałam sie z tym, że facet zgryźliwe wypowiadał się: no tak pani magister to
      znaczy że na pewno wiesz lepiej - widać chłopina miał jakieś kompleksy
      Bo tak miedzy Bogiem a prawdą to wykształcenie o niczym nie świadczy można być
      profesorem - burakiem i interesującym człowiekiem po zawodówce(a na pewno można
      lepiej zarabiać kolega mechanik śmieje się nauczycielom w twarz - oczywiście w
      przenośni :) tylko w dzisiejszych czasach troszke wstyd sie przyznać ze się nie
      ma wykształcenia
      • nycwonderer Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 22:15
        tu nie chodzi o różnice w wykształceniu, tylko o róznice w charakterze,
        swiatopoglądzie. jesli uważasz swojego chłopaka za intersująca, ambitną i
        ciekawą swiata osobę, z którą chcesz spedzic zycie i z która nie bedziesz sie
        nudzic, to nie widzę problemu w różnicy w wykształceniu.
        • a.part Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 22:20
          a nie to napisałam? :)
    • boruta_wwa Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 22:49
      studia zaoczne to bzdura i powinni tego zakazać
      chodzą po tem takie magistry co głupsze są niż ustawa przewiduje
      szczególnie po prywatnych szkołach
      b.
    • zigzaur A najśmieszniej jest gdy osoba 17.04.08, 23:01
      niżej wykształcona zarabia znacznie więcej niż wyedukowany partner.
      • lilith.b Re: A najśmieszniej jest gdy osoba 17.04.08, 23:50
        A o tu śmiesznego?
        Edukację nie zawsze zdobywa się by zarabiać więcej.
        Nie jest niczym nadzwyczajnym fakt, iż robotnik czy smieciaz zarabia więcej niż nauczyciel.
        Nie rozumiem komizmu sytuacji, który sugerujesz?

        zigzaur napisał:

        > niżej wykształcona zarabia znacznie więcej niż wyedukowany partner.
        • zigzaur Re: A najśmieszniej jest gdy osoba 18.04.08, 00:18
          Inteligencja polega na tym, aby dobrze sprzedać wiedzę i umiejętności.

          Dobry pedagog jest w stanie dobrze zarobić.

          Chodzi mi o komizm sytuacyjny.
          • lilith.b Re: A najśmieszniej jest gdy osoba 18.04.08, 10:25
            zigzaur napisał:

            > Inteligencja polega na tym, aby dobrze sprzedać wiedzę i umiejętności.

            Ludzie bez mgr przed nazwiskiem też są inteligentni, umieja sprzedać swoje umiejętności jak i wiedzę.


            >
            > Dobry pedagog jest w stanie dobrze zarobić.

            Nie sądzę, nie w polskiej szkole i nie na jednym etacie.

            >
            > Chodzi mi o komizm sytuacyjny.

            Nadal nie widzę komizmu. Nie zawsze wykształecenie idzie w parze z zarobkiem wyższym od kogoś po zawodówce. Studia wyższe zaspakają też inne potrzeby i reprezentują inne wartości niż te materialne i związane z dochodem.
            Ja idąc na studia - filozofia, nie szłam przecież po to, by zarabiać potem kokosy.
      • vanessa14 Re: A najśmieszniej jest gdy osoba 18.04.08, 00:24
        Sugerujesz, że to może wyrównać statusy partnerów? (niższe zarobki i
        wyższe wykształcenie+wyższe zarobki i niższe wykształcenie). Nie
        jest to wcale taki dziwny pomysł - Kiedyś w Stanach zrobiono badania
        nt. mieszanych małżeństw. Okazało się, że chodziaż małżeństwa czarna
        kobieta+biały mężczyzna miały dużo szerszą społeczną akceptację,
        małżeństwa biała kobieta-czarny mężczyzna zdarzały się dużo
        częściej. Konkluzja autorów badań była taka, że kobieta ma niższy
        status niż mężczyzna, a Czarny niższy, niż Biały, więc małżeństwo
        białej kobiety z czarnym mężczyzną zapewniało wyrównanie statusów.
    • lilith.b Re: różnica w wykształceniu w związku 17.04.08, 23:46
      Ja jestem po studich, mój chłopak nie. On się do szkoły nie nadaje i na zajęciach wysiedziec nie umie i nigdy nie umiał - próbował nie raz. Po żadne kolejne nauki się nie wybiera. Mnie nie przeszkadze brak mgr przed jego nazwiskiem, bo przecież za literki za mąż nie wychodzę, tylko za człowieka.
      Jemu imponują natomiast moje naukowe aspiracje.
    • vanessa14 Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 00:15
      Wszystko zależy od Waszego przypadku, na pewno nie znajdziesz
      odpowiedzi na forum. Już sam fakt, że napisałaś tego posta nie wróży
      najlepiej - słowa rodziców jednak Cię zaniepokoiły. Posiadanie
      tytułu mgr samego w sobie o niczym nie świadczy - szczególnie teraz,
      w dobie rozkwitu najróżniejszych szkół prywatnych, gdzie wystarczy
      obecność i dokonanie opłaty, by podnieść poziom wykształcenia. Nie
      trzeba mieć skończonych wyższych studiów, aby chcieć się rozwijać,
      mieć pasje i zainteresowania. Znam osoby, które zaczęły pracować od
      razu po szkole średniej i na studia poszły dopiero w wieku 27-30
      lat, po wielu latach zdobywania praktycznego doświadczenia w
      obszarze studiów. Ktoś niżej napisał, że np. informatyk bez
      wykształcenia niewiele osiągnie. W rzeczywistości jest inaczej -
      akurat w tym obszarze liczą się przede wszystkim praktyczne
      umiejętności i nie jest istotne, w jaki sposób nabyło się te
      umiejętności - liczy się efekt. Na związek nie można patrzeć przez
      pryzmat zinstytucjonalizowanych podziałów - trzeba umieć się wznieść
      ponad nie. Jeżeli uważasz partnera za mało inteligentnego, jeżeli
      nie macie wspólnych tematów lub nudzicie się - lepiej zakończyć
      związek, ale nie z powodu wykształcenia, ale zwykłego braku
      dopasowania.
    • mrrathmines Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 00:42
      mysle, ze roznica w wyksztalceniu ma znaczenie. i o ile zgadzam sie ze znaczaca czescia osob twierdzacych, ze wyksztalcenie samo w sobie nie jest wskaznikiem potencjalu intelektualnego, czy predyspozycji socjalnych czy psychologicznych; to jednak jest ciagle wyrazem pewnwej zapobiegliwosci, czyz nie? rozumiem tych, ktorzy drwia z owych nieszczesnikow pobierajacych nauki w pseudo-uniwersytetach, czy politeechnikach. wiem jak smieszne bywaja te szkolki, podobnie ich dyplomy. pomimo jednak wszystkich i ch brakow, ludzie ci moga przynajmniej pochwalic sie jesli nawet nie 'parciem na wiedze', to przynajmniej wyobraznia, czy zwyklym trzezwym mysleniem. gdzie bedziesz ty za lat 20 ze swoim mgr, ktore tak latwo teraz bagatelizujesz, gdzie bedzie twoj niedoszly malzonek ze swoja matura? paradoksalnie a moze przewrotnie raczej twierdze, ze n aplaszczyznie komunikacji, wzajemnego zrozumienia, kreslenia planow wieksze znaczenie ma jakie oboje odebraliscie wyksztalcenie srednie. moze kogos to zaskoczy, ale to czy teraz jestem mniej czy bardziej interesujacy, zawdzieczam przede wszystkim 'gruntownemu wyksztalceniu' licealnemu. mialem szczescie do nauczycieli przez cala swa droge edukacyjna, ale moi profesorowie z ogolniaka wykonali zdaje sie najlepsza robote. otworzyli mnie i moim kolegom i kolezankom oczy na wiele aspektow zycia, przyrode, humanistyke, biologie molekularna, wrazliwosc na poezje, sztuke.... sprobuj spojrzec na swojego narzeczonego z dystansu. dlaczego nie skonczyl studiow? nie ma ambicji? potencjalu intelektualnego? mial to nieszczescie, ze rodzice nie wyksztalcili w nim 'potrzeby' uczenia sie? nie mial szczescia do nauczycieli, ktorzy nie wytlumaczyli mu jak wazne jest w dzisiejszym swiecie dobre wyksztalcenie? pamietaj jednak, ze jesli chlopak ma talent, jest tworczy, ambitny to formalne wyksztalcenie nie bedzie mialo zadnego znaczenia! ja ozenilem sie niespelna 7 miesiecy temu. mam cudowna, piekna, wyksztalcona i madra zone. przed slubem jednak pojawialy sie pytania o slusznosc wyboru. czytalem wiec (zawsze z pewna rezerwa) porady innych ludzi, specjalistow, kazdego kta ma cos do powiedzenia w temacie. wszyscy wiemy, ze nie ma jednej metody na udany zwiazek, zlotego srodka na problemy i kryzysy, ktore was spotkaja (oby jak najmnijesze i nieczeste). da sie jednak opisac statystycznie pary, ktore maja wieksze niz inne szanse na stworzenie udanego zwiazku. pamietaj, ze maz to nie chlopak i wiazesz sie z nim na wiele lat, byc moze cale zycie. nie pamietam juz dokladnie jakie to cechy wspolne dzialaly na kozysc malzenstw, ale wyksztalcenie bylo jedna z nich. poza tym o ile dobrze pamietam: podobne pochodzenie spoleczne, wrazliwossc religijna i sama religia, temperament, naped seksulany itd. powiem ci szczerze, ze zupelnie nie bralem tego na powaznie, ale to sa istotne czynniki. np. moja zona jest raczej gleboko wierzaca i praktykujaca rodzina, pochodzaca ze zdecydowanie konserwatywnego srodowiska i rodziny. ja dla odmiany jestem w najlepszym wypadku agnostykiem o bardzo liberalnych pogladach i zapatrywaniach obyczajowych. to rodzi problemy, moze nie konflikty a le punkty zapalne wytwarza. prowokuje cizkie kalibrowo rozmowy na podstawowe tematy. na nasze szczescie mamy oboje otwarte glowy i nie jestesmy uparci. poza tym doceniamy pozytywny wzajemny wplyw na siebie. ja juz nie pale, zona polubila czerwone wino, ja czasem z szacunku dla niej, ale zawsze, pojde do kosciola, ona zaczela interesowac sie polityka, feminizmem. czasem nawet wydaje mi sie, ze staje sie antyklerykalem hahahha. podsumowujac jednak. wszyscy, ktorzy sie tu wypowiedzieli maja racje lub czasc racji, ale najwieksza ci twierdzacy, iz najwazniejsze by widziec w drugiej osobie czlowieka, ktorego sie miluje i szanuje, nie zas profesjonaliste. pozdrawiam, zycze madrych wyborow i duuuuzo radosci i szczescia. :* p.s. moze tak dla sprawdzenia umow sie na kawe z chlopcem, ktory jest po studiach i sprawdz, czy ma to znaczenie czy tez nie?
    • albba Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 09:11
      Małżeństwo to nie jest krótki sprint, to całe (miejmy nadzieję) życie. Różnice
      nie pomagają. Poziom wykształcenia niekoniecznie jest miarą inteligencji, ale
      aspiracji i celów na pewno. Inne towarzystwo, inne sposoby spędzania czasu,
      tematy rozmów. Oczywiście, mowa o "wykształciuchach" a nie "wykształciołkach" po
      różnych uczelniach "za pieniądze dyplom". Co będzie gdy pojawią się dzieci?
      Wykształcone osoby chcą dzieci kształcić, niewykształcone niekoniecznie. W
      wielu znajomych mi rodzinach o różnym poziomie wykształcenia rodziców to był
      duży problem i źródło konfliktów. Kwestie towarzyskie: rozmowa mniej lub
      bardziej intelektualna a słabo wykształcony partner albo "milczy i wydaje sie
      głupi albo się odzywa i rozwiewa wszelkie złudzenia". Z czasem, nigdzie nie
      chodzą razem. Inne moje obserwacje, a mam już niestety swoje lata, gorzej
      wykształcony mąż aby podleczyć swoje kompleksy, upokarza "szkoloną" żonę
      publicznie, że ona może i mgr ale on to pan i władca. To zwykle kończy sie
      konfliktami, nierzadko rozwodem. Problemem są lub stają się kontakty obu rodzin.
      Wyższe zarobki wykształconej żony pogłębiają problemy, tzn kompleksy męża. Ale
      mgr tych zarobków nie gwarantuje, więc to może najmniejszy problem. Jestem
      pewnie w wieku rodziców autorki i też byłabym zaniepokojona. Mamy po prostu za
      sobą zbyt wiele lat obserwacji, by mieć złudzenia, że uczucie załatwia problemy.
      A odpowiadając na ostatnie pytanie autorki- wiele moich koleżanek po studiach
      związało się z gorzej wykształconymi mężczyznami, za komuny nie opłacało się
      studiować. Wielu z tych panów podjęło studia zaoczne, źle się czuli jako
      "ciemniejsza" połowa, choć ich wiedza, inteligencja, oczytanie mogły
      zaimponować. To są lub były świetne pary. Tam gdzie róznica pozostała było
      kiepsko- raczej obok siebie a nie ze sobą.
      • taki_s_obie podpisuje sie obydwiema rekami !!! 18.04.08, 10:10
        • sagittarius954 Re: podpisuje sie obydwiema rekami !!!a ja nie:) 18.04.08, 15:47
          Ja niekoniecznie podpiszę sie pod twoim postem , To od obu partnerów zależeć
          będzie jak potoczą sie ich losy . Bardzo ważne jest by rowy jakie im życie
          wykopie i niekoniecznie życie , rozwiązywali oboje i mieli dosyć dużo w sobie
          inteligencji by je zakopywać . Od początku muszą szanować siebie i to co robią .
          I niech żadnej ze stron nie przychodzi do głowy wypominanie drugiej stronie jej
          niedostatków . Małżeństwo to nie wyścig szczurów o miano lepszego . A jak sie
          już obje strony dotrą,to jak napisał tu jakiś internauta, posiadacz tylko matury
          szybko uzupełni papier , tylko po co jeśli obojgu będzie dobrze w związku . Ale
          gwarantuję, że pierwszy trudny okres małżeństwa tj. utrata pracy , choroba,
          wszystko wyjaśni i od zaangażowania tego "lepszego " będzie wiele zależało .
        • gucio1970 Re: podpisuje sie obydwiema rekami !!! 21.04.08, 20:04
          Ja również się pod tym podpisuję. Znam osobiście parę,która miała
          jednakowe wyższe wykształcenie ale żona zarabiała dużo lepiej.Dla
          świętego spokoju ukrywała ten fakt wiele lat. Mało który mężczyzna
          znosi bez problemu przewagę finansową lub intelektualną
          żony.Większość woli wygrywać w drugiej lidze niż przegrywać w
          pierwszej...
    • piecius Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 10:04
      Nie nie przeszkadzaloby mi. Liczy się inteligencja i charakter człowieka z ktorym ma się zamiar żyć. Przecież mnóstwo ludzi pokończyło studia bo nie mieli nic lepszego do roboty a są takimi gamoniami, że płakać się chce. Wykształcenie i inteligencja to dwie różne rzeczy.
    • naprawdetrzezwy Clou jest tu: 18.04.08, 10:12
      zwyczajnieniezwyczajna napisała:

      > Mnie to wogóle nie
      > przeszkadza


      A smaczek jest tu:

      zwyczajnieniezwyczajna napisała:

      > będe mieć magiczne 3 literki
      > przed nazwiskiem
      • rangheros Re: Clou jest tu: 18.04.08, 10:50
        ja zkoczylem zafodowke, wkrutce potem, moja zona profesur jakiegos
        tam uniwesytetu czy jakos tam, miala wanty do mnie, no to wyrwalem
        chwasta. za 25 lat wyjdem i dobze mnie bedzie, no!
        Takze jak widzita wykztzalcenie nie przeszkadza tego no.
Pełna wersja