różnica w wykształceniu w związku

    • madzia.7 to ja juz napisze... 18.04.08, 11:12
      Jestem w troche podobnej sytuacji.
      Skonczylam Politechnike, pracuje na stanowisku inzynieryjnym, dobrze
      zarabiam, dwa jezyki obce, bylam tez na doktoracie z ktorego
      zrezygnowalam.
      Jestem od 10 miesiecy z mezczyzna, ktory skonczyl pozawodowe
      technikum dla pracujacych -doroslych. Nie zrobil nawet matury- bo mu
      sie nie chcialo (serio), uwaza ze jest mu nie potrzebna ale nie
      wyklucza ze kiedys mu sie zachce...( wiem to troche dziwne moze sie
      wydawac)
      pracuje od 10 lat w swoim zawodzie, zarabia w miare dobrze ( jak
      narazie nie gorzej ode mnie).
      Narazie nie ma problemu z rozmowa i wydaje mi sie ze jestesmy na tym
      samym poziomie intelektualnym..Pracujemy w tej samej branzy, wiec o
      pracy w jakims tam stopniu mozemy rozmawiac..A rozmawiamy o
      wszystkim co nam w duszy gra, o zyciu itp..
      Owszem jest super w lozku, ale poza lozkiem na codzien jest
      czlowiekiem na ktorem moge polegac..Czuje sie noszona na rekach
      przez Niego..i jest czlowiekiem, ktory poprostu sobie zyje. Jak On
      twierdzi juz mu nic wiecej nie trzeba.. Czy naprawde cale zycie
      trzeba za czyms goniec?
      Ja mu nie wypominam tego, ze ma male ambicje.. ( czy kazdy musi je
      miec?) Ja z kolei jestem bardzo ambitna ( czasem mam wrazenie ze
      moze za bardzo)..Wiem, ze to jeszcze nie koniec- bo planuje studia
      podyplomowe zwiazane z zawodem..No ale ja juz taka jestem ze
      poprostu jak jest mozliwosc to ze wszystkiego chce skorzystac..Ale
      czy kazdy tak musi?
      Szanuje mojego za to ze jest czlowiekiem takim jakim jest. Moja
      rodzina ( w wiekszosci tez wyksztalcona i na dobrych stanowiskach)
      zna mojego faceta i wszyscy go akceptuja i szanuja- pewnie za to ze
      jest dobrym czlowiekiem, ze jest otwarty na nowe pomysly i
      pozytywny, i nie robi i nie gada totalnych glupot,
      Nie wiem moze jestem jeszcze mloda ( 28 lat) i nie wiem nic o zyciu,
      ale nie wiem czy to dobry pomysl zeby oceniac czlowieka po
      skonczonych szkolach..
    • olaj Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 11:31
      No kochana, chcesz zaczynać od wysyłania na studia męża :) Jak
      pójdzie to dobrze, jak nie - drugie dobrze. Pytanie, czy kochasz go
      na tyle, żeby przy nim trwać, niezależnie od jego decyzji,
      niezależnie od opinii Twoich rodziców. Można wartość człowieka
      mierzyć też i wykształceniem, ale można i charakterem, dobrocią,
      uczciwością, przebojowością a nawet poczuciem humoru. Jak miałabyś
      wybierać pomiędzy zlośliwym, zrgyżliwym mgr-krętaczem, a kimś innym
      to co byś zrobiła?
      W tym roku mam 8mą rocznicę ślubu z kimś gorzej wykształconym ode
      mnie... i co z tego?? Kochamy się nadal. Mamy o czym rozmawiać. Mamy
      swoje firmy, 2 dzieci, grono najróżniejszych znajomych.
      Brak wykształcenia nie przeszkadza czytywac książek noblistów i o
      nich rozmawiać, chodzić do kina i teatru, brak wykształcenia nie
      jest równoznaczny z intelektualnym zacofaniem, chyba, że sama tak
      uważasz.

      Zadaj sobie pytanie, czy wychodzisz za niego, czy za Twoich
      rodziców? Może postaw sprawę jasno, czy chcesz słuchać ich co
      chwilę, czepiających się Twojego przyszłego? Może problemem nie jest
      jego brak papierka, tylko ambicje Twoich rodziców i Twoje
      usiłowania, żeby im sprostać?

      Pozdr i życzę mądrych wyborów,
      Ola
      • pamana Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 12:25
        Po 20 latach wspolnego zycia to i panstwo z doktoratem ,profesorem czy tez
        innymi literkami przed nazwiskiem nie maja ze soba o czym rozmawiac.

        wszytsko zalezy od czlowieka nie przesadzalabym z tym mgr ze to jakies
        ;"żę,żą" bo mgr debili nie brakuje.

        intelignecje i oczytanie,obycie nie bierze sie z literek tylko
        wychowania,srodowiska i dążen czlowieka.
        p.

        • bellasorella Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 17:24
          pamana napisała:

          intelignecje i oczytanie,obycie nie bierze sie z literek tylko
          > wychowania,srodowiska i dążen czlowieka.
          > p.
          >

          Święta racja !!! Brawo.
    • bellasorella Wykształcenie nie jest wyznacznikiem 18.04.08, 17:22
      Śmiać mi się chce jak czytam wypowiedzi tych, którzy twierdzą, iż
      wykształcenie jest wyznacznikiem. Dla mnie to kompletna bzdura. Mój
      facet ma też "tylko" średnie wykształcenie, ja natomiast jestem w
      trakcie kończenia studiów. Nie jest to dla mnie problem. Facet
      zarabia więcej ode mnie i jest nam dobrze. Nigdy nie dokonałabym
      takiej hierarchi wg wykształcenia. Wystarczy spojrzeć,
      ilu "inteligentów" w obecnej chwili jest po studiach. W dzisiejszych
      czasach studia, to nie aż taki rarytas co kiedyś. W koło pełno
      studentów i magistrów. Ale czy wszyscy mają poukładane w główkach
      jak powinni ?
      • akacja68 Re: Wykształcenie nie jest wyznacznikiem 18.04.08, 20:33
        Zgadzam się, ze nie wykształcenie jest tu ważne. Raczej
        zainteresowania, wspólne tematy do rozmowy. Po wielu latach
        małżeństwa to jest ważne- mieć o czym z tą drugą osobą rozmawiać.
        Mój mąz ma maturę, ja owe 3 literki przed nazwiskiem i wszystko jest
        ok. jeśli rozmawiamy. Gdy nagle zabraknie tematów, co niestety też
        się zdarza, to robi się dziwnie i smutno.
    • friedaa Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 19:13
      Śmieszą mnie wypowiedzi ludzi, którzy chyba nie zrozumieli pytania albo mają
      inne problemy z czytaniem ze zrozumieniem... oczywistym jest to, że nie
      wykształcenie decyduje o zarobkach a chęci, szczęście, zrządzenie losu itd itp.
      ameryki nikt tutaj nie odkryje, bo dyskusja miała być o tym, czy facet, nie
      czuje się gorszy, jako ktoś, mniej wykształcony, mniej wiedzący, nie uczony itp.

      Czy faktycznie komuś może przeszkadzać to, że jego kobieta jest po studiach,
      kiedy on sam ma tylko maturę?

      Związek to na początku motylki, pszczółki, fascynacja, zauroczenie... z czasem
      to przemija i pojawia sie proza życia... na tym etapie, ludzie są często sobą
      znudzeni, bez względu na to, czy są na podobnym poziomie czy nie, wkrad sie
      rutyna, popada się w marazm, i na tym etapie związku wszystko już jest zależne
      od CHĘCI!
      Bo związek to nie klocki i nie "musi pasować do siebie" chodzi głównie o chęci
      właśnie. Myślę, że z szacunkiem do drugiej osoby mozna zajść baaaaardzo daleko,
      o ile druga neiwykształcona połówka nie jest przysłowiowym mietkiem, cześkiem z
      piwem przed tv :)
      • anusia_4 Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 21:39
        Od dwudziestu lat żyję w szczęśliwym związku, któremu niewielu
        wróżyło powodzenie. On po zawodówce, ja magister. Zdał maturę na
        miesiąc przed urodzeniem naszego pierwszego dziecka. Osiem lat temu
        ukończyłam drugi fakultet na UW i jestem podwójnym mgr. Skończyłam
        studia podyplomowe i trochę kursów doskonalących i kwalifikacyjnych.
        Pracuję na stanowisku kierowniczym. On jest ze wsi, ma średnie
        wykształcenie, pracuje w laboratorium przy roślinkach, bo to kocha.
        Mamy dwie córki uczące się w jednym z najlepszych warszawskich
        liceów (wg rankingu w pierwszej dziesiątce). Nie kłócimy się,
        szanujemy wzajemnie swoich rodziców i nie wyobrażamy sobie życia bez
        siebie. Zawsze mamy o czym rozmawiać. W związku ważne jest
        wykształcenie, ale tylko wtedy, gdy pozwala się zawodowo realizować
        obu stronom. W życiu ważny jest człowiek, a tego nie zagwarantują
        uniwersytety. A tak naprawdę liczy się miłość...
    • molakrupek Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 21:41
      Witam! Gratuluję przyszła Pani mgr! Ja też będę miała magiczne trzy
      litery przed nazwiskiem w lipcu. Mój mąż natomiast ma tylko
      podstawówkę i to mi absolutnie nie przeszkadza. Gdy braliśmy ślub ja
      byłam po licencjacie. Mój mąż nie chciał chodzić do szkoły, bo wolał
      zarabiać pieniędze z własnej woli niż siedzieć w szkolnej ławce.
      Jest pracownikiem fizycznym, ale robi to co lubi i w dodatku zarabia
      wiecej ode mnie. Mamy wspólne pasje, tematy do rozmów, więc
      wykształcenie w niczym nie przeszkadza. Mamy dwoje cudownych dzieci!
      Uważam, że Twoi rodzice nie mają racji. Pozdrawiam przyszłych
      magistrów!
    • wielorak Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 21:59

      po pierwsze ty za niego wychodzisz a nie twoi rodzice
      po drugie gdyby mi rodzice zwracali uwagę na temat mojego partnera jeżeli by mi
      to przeszkadzało to wyraźnie powiedziałabym im, że nie życzę sobie takich uwag a
      już wogóle nie przyszłoby mi do głowy żeby takie sprawy roztrząsać na forum
      po trzecie spytaj rodziców w jakim świecie żyją. czy oni wiedzą co daje
      magisterka? nic, zwykły papier, magiczne jak to nazwałaś cztery literki, które
      nikomu do szczęścia nie są potrzebne bo i tak wszędzie liczy się doświadczenie
    • baru0 Re: różnica w wykształceniu w związku 18.04.08, 22:07
      Powinnaś -jeżeli chcesz tego
      ,nie pytaj ludzi bo oni nie będą z Tobą przez całe życie
      [ludziska się rozpisali, ciekawe czy połowe postów przeczytasz]

      życzę dużo radości i wyrozumiałości potrzebnej w każdym związku
    • arek103 No dobra, ale po co wam w ogole slub i malzenstwo? 18.04.08, 23:31
    • daaar0 Re: różnica w wykształceniu w związku 19.04.08, 09:21
      Papierki o niczym nie świadczą. Wykształcenie też nie. Niektórym wykształcenie
      potrafi solidnie poprzewracać w główce. Ja nie mam kompleksów, że moja żona ma
      wyższe, a ja tylko maturę. Tym bardziej, że pracę ja jej napisałem ;-)
    • ab-xy Re: różnica w wykształceniu w związku 19.04.08, 09:57
      Moim zdaniem ma znaczenie i to duże. Uważam , że podstawą dobrego
      związku winien być między innymi dobór intelektualny. Możesz bowiem
      po pewnym czasie usłyszeć" ja nie mam wyksztalcenia ale wiem to i to
      a ty nie" albo może być odwrotnie i okaże się , że nie możesz znieść
      tej różnicy intelektualnej i będzie ci przeszkadzała w codziennym
      życiu. Dlatego też zgadzam się w zupełności z wypowiedzią Herminy5 i
      dobrze zrobisz jeśli ty też z tym się zgodzisz.
    • lady.godiva Re: różnica w wykształceniu w związku 19.04.08, 10:22
      Dopóki różnica w wykształceniu jest na niekorzyść kobiety- wszystko w porządku.
      jeśli kobieta ma większe wykształceni od partnera- prędzej czy później to kończy
      się niedobrze.
    • daaar0 Re: różnica w wykształceniu w związku 19.04.08, 10:44
      Wykształcenie nie świadczy o tym jakim się jest człowiekiem.
    • sola_72 Re: różnica w wykształceniu w związku 19.04.08, 10:56
      Myślę że Twój facet z maturą może Cię zaskoczyć i powiedz rodzicom
      że mgr to tylko literki, nie mają nic wspólnego ze zdolnościami i
      umiejętnościa radzenia sobie w życiu:) Znam tych po szkole
      zawodowej którzy mają prywatne gabinety lekarskie i kilka domów w
      świecie hehehe a zapewniam że potrafią prowadzić interesy bez mgr:)
      • nanan1 Re: różnica w wykształceniu w związku 19.04.08, 15:08
        ja - magister lingwistyki, 2 jezyki biegle.
        on - zawodowka + 2 klasy liceum (czyli nie ma matury nawet), niepismienny angielski. Jestesmy razem od 10-ciu lat. Rodzice nawet nie smieli nic pisnac, bo to nie ich sprawa.

        Problemu nie ma najmniejszego, bo we mnie nie ma kszty snobizmu, a on jest bardzo inteligentny i pelen energii zyciowej. A ze z zawodu jest fotografem to wyksztalcenie nie ma wiekszego znaczenia.
    • asia-live Re: różnica w wykształceniu w związku 19.04.08, 16:12
      Osoba z wyższym wykształceniem powinna tak pisać: "w ogóle".
    • aquarius1973 ja bym sobie paznokcie wydrapal z tego powodu ;-)) 19.04.08, 19:33
      przede wszystkim teraz twoj facet ma prace. za chwile jej moze nie miec a wtedy
      znalezienie innej bez WIEDZY i bez papierka bedzie trudne... wtedy on nie bedzie
      zarabial ale Ty bedziesz (powiedzmy)... zapytaj sie sama siebie czy Ci to nie
      bedzie przeszkadzalo...

      wiem, wiem... jak przyziemnie patrze, slub za chwilke, wszystko romantyczne...
      itd... ale prawda jest taka, ze jest pieknie jak sie ma za co zyc, jest
      romantycznie, sielansko, kiedy nie mysli sie czy starczy do 1go, kiedy nie liczy
      kazdej zlotowki itd...

      nie ma znaczenia jak bardzo wierzy sie w romantyczna milosc, piramida potrzeb
      Maslowa w jakiej by nie byla "postaci" obowiazuje caly czas...

      a odpowiadajac bardzo krotko na Twoje pytanie...

      bardzo by mi przeszkadzalo [brak wyksztalcenia], poniewaz jestem ambitny,
      ciekawy swiata, lubie pracowac naukowo i jak zycie pokazuje wyksztaceni ludzie
      maja bardziej romatyczne zycie (ok, maja wieksze mozliwosci jego [zycia]
      posiadania...

      pozdrawiam

      Kuba
    • only.wera Re: różnica w wykształceniu w związku 19.04.08, 22:51
      Ma znaczenie i to zwlaszcza kiedy kobieta jest lepiej wyksztalcona.
      Lepiej zarabiajacej zony,z wiekszymi perspektywami,inteligentnymi
      znajomymi,odpowiedzialna praca meska duma nie zniesie! Znam to z
      autopsji.Aprocz wlasnego doswiadczenia znam jeszcze przypadki takie
      w mojej rodzinie. Jak to facet jest lepiej wyksztalcony to kobieta
      to zaakceptuje i taka para funkcjonuje. Jak jest odwrotnie to po
      pewnym czasie facet sie frustruje i ma pretensje do calego swiata a
      najbardziej do zony. U mnie byl to powod rozwodu-maz nie mogl zniesc
      moich sukcesow i szacunku jakim ciesze sie w pracy. A poza tym mi
      tez tez zaczal przeszkadzac jego brak wyksztalcenia wyzszego- to
      wstyd miec niedouczonego partnera. Szczerze odradzam takie
      malzenstwo. Choc mi przed slubem tez sie wydawalo,ze wszystko bedzie
      ok i to nie jest zaden problem. A teraz wiem,ze jest i to
      zasadniczy! Nigduy juz nie zwiaze sie z facetem bez wyzszego!
      • blue-zabojad Re: różnica w wykształceniu w związku 19.04.08, 23:04
        Zgadzam się z przedmówczynią. Niestety dla mężczyzny to zbyt
        stresujące. Oczywiście nigdy się do tego nie przyznają, ale
        wykształcenie ma dla nich bardzo duże znaczenie. Mężczyźni patrzą
        inaczej na życie. Kobiety częściej patrzą na człowieka. Mężczyźni
        tylko o tym mówią, zwłaszca, gdy kobieta jest słabsza i gorzej
        wykształcona. Nie powiem, że to główny powód (moje literki przed
        nazwiskiem) ale też miały znaczenie rozpadu związku.
        • aquarius1973 nie ma znaczenia?????????? 20.04.08, 00:48
          oj tos powiedziala :-) prosze nie uogolniaj! mezczyzni patrza na wyksztalcenie,
          inteligencje, rozwoj duchowy! utarte, obiegowe opinie ksztaltowane na podstawie
          pewnej grupy nie moga byc podstawa oceniaani calej spolecznosci!
          jednym slowem wyksztalcenia ma znaczenie! nie wyksztalcenie w postaci "mgr"
          literek przed imieniem i nazwiaskiem. procz literek potrzebny jest prawdziwy
          rozwoj, kulturalny, duchowy, intelektualny! w dobie licznych szkol marnej
          jakosci chamow magistrow mozna spotkac czesto...
          • Gość: jacek226315 Re: nie ma znaczenia?????????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.08, 09:57
            oj powiedziala i trzezwo powiedziala.Powiedz mi o czym babka z dwoma
            fakultetami i biegla znajomoscia trzech obcych jezykow moze
            rozmawiac z mezem ktory ledwo ma mature i zadaje pytania w rodzaju:"
            czy Zydzi to Chrzescijanie",lub:" w Warszawie jest ulica Jana Pawla
            Drugiego czy jakiegos"Wstyd sie przyznac ale to moi bliscy
            znajomi,ale wierz mi to poruta jak sie zjawia w wiekszym gronie bo
            nigdy nie wiadomo z jakim idiotyzmem wyskoczy, w koncu moja zona
            jako tamtej zony przyjaciolka zaapelowala do niej by zostawiala go w
            domu,no ale juz sie pomalu stadlo rozpada.
            • Gość: jac3226315 Re: nie ma znaczenia?????????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.08, 11:02
              zapomnialem dodac,ze mialem z nim rozmowe,chcialem wejsc mu na
              ambicje,zapytalem sie jak sie czuje obok wyksztalconej zony to mi
              odpowiedzial ,ze nie czuje potrzeby uzupelnienia swych wiadomosci i
              jest mu z tym dobrze,a kiedy powiedzialem mu ,ze swoimi
              wypowiedziami kompromituje nie tylko siebie ale i zone to mi
              odparl ,ze to nie jego problem.Nie jego-wiec czyj? Pojedyncze
              wypadki przytoczone do tej pory o niczym nie swiadcza.Mezczyzna nie
              podciagnie sie do poziomu kobiety,kobieta natomiast tak.Trzeba znac
              psychike obu plci.Roznimy sie miedzy soba nie tylko budowa fizyczna
            • michal_powolny12 Re: nie ma znaczenia?????????? 20.04.08, 13:26
              Ci jest dziwnego w pytaniu o ulicę?Zwykła gra słow.
              • Gość: jacek226315 Re: nie ma znaczenia?????????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.08, 14:13
                michal_powolny12napisal:
                >Ci jest dziwnego w pytaniu o ulice?/chyba mialo byc-co jest
                dziwnego?/.Ale to nie bylo pytanie,tylko stwierdzenie,autor tego
                stwierdzenia od urodzenia mieszka w Warszawie,a ta ulica to nie
                jakas nowa uliczka na Ursynowie.Pytanie to bylo "czy Zydzi to
                Chrzescijanie?.Nauczcie sie w koncu czytac dokladnie,michale_powlny
                i Tobie podobni
                • michal_powolny12 Re: nie ma znaczenia?????????? 21.04.08, 15:20
                  Z W-wą jestem związany od siedemnastu lat i bywam tutaj regularnie
                  (od czasu do czasu pomieszkuję na dłużej)i też mi się zdarzyło zadać
                  pytanie o taką dużą ulicę z mostem na przeciwko Dw.Centralnego.
                  Zdarzyło mi się powiedzieć że czekam na JoTPEII. I co burak jestem?
                  A może objawem buractwa jest zdanie łodzianina z krwi i kości o
                  dużej alterii która za patrona ma ks.Popiełuszkę-to ta duża ulica z
                  wiaduktem.
                  A pytanie o Żydów i chrześcijan wcale nie było idiotyczne. Mamy
                  przecież przypadki przyjęcia chrzt a i o wspólnej tradycji wiele się
                  mówi.
                  • Gość: jacek226315 Re: nie ma znaczenia?????????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 15:34
                    michal_powolny12 naprawde jestes bardzo powolny samo pytanie o
                    uliece Jana Pawla II bym zrozumial,ale dodatek jana pawla II czy
                    ktoregos to juz nie do przetrawienia Poza tem jest roznica miedzy
                    ks.Popieluszka a Janem Pawlem II. Murzyn w zapadlej wiosce
                    afrykanskiej wie kto to byl Jan Pawel II a,ks.popieluszko to postac
                    regionalna.W gole to piszesz nie na temat ,w calej sprawie chodzi w
                    wpolny temat dwai osobnicy z zupelnie odmiennymi
                    zainteresowaniami.Jeszcze raz apel o dokladne czytanie, i Twoje
                    pytanie"Ivco burakiem jestem?" pozostawiam bez odpowiedzi. Jak Ty
                    uwazasz ,ze to ze Zydzi i Chrzescijanie to to samo to rzeczywiscie
                    nie mamy o czym ze soba rozmawiac.Bo niby kto od kogo przejal
                    Chrzest,Zydzi od nas,czy my od Zydow.kolego nie klep glupot
                    • michal_powolny12 Re: nie ma znaczenia?????????? 21.04.08, 23:22
                      Tyle że mieliśmy już papieża JPI. I pytanie czy on nie nadaje się na
                      patrona ulicy? Znam się na żartach. I takie pytanie o którym piszesz
                      traktuję jako zwyczajną grę słów.
                      A co do relacji finansowych w małżeństwie. Norlmalnym facetom nie
                      przeszkadza gdy partnerka zarabia więcej. Różne są koleje życia.
                      Normalnemu nie przeszkadza że żona ma wyższe/niższe wykształcenie od
                      niego.
      • ladluk Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 11:45
        Mi by nie przeszkadzało gdyby moja kobieta była inteligentniejsza ode mnie,
        chyba że na każdym kroku chciałaby mi tym dokopać. Rozumiem, że ciężko jest żyć
        z totalnym ignorantem - ale osoby o podobnym wykształceniu potrafią mieć bardzo
        różniący się potencjał. Jedni tytuł zawdzięczają talentowi inni ciężkiej pracy.
        Natomiast mojej kobiecie jej aspiracje do moich zarobków tłumaczę bardzo prosto
        - podaje nazwę firmy informuję ją o pensji i o warunkach pracy i pytam się czy
        jej takie życie pasuje :] Ostatecznie zawsze wypada złoty środek - czyli dobrze
        (ponoć nie można mieć wszystkiego). A przy założeniu, że ona pracuje 5 lat a ja
        dopiero rok a mam 10% niższe wynagrodzenie od niej to chyba nie jest tak źle?
        • plisowanka dyskryminacja płacowa kobiet 22.04.08, 00:51
          ladluk napisał:
          > A przy założeniu, że ona pracuje 5 lat a ja
          > dopiero rok a mam 10% niższe wynagrodzenie od niej to chyba nie jest tak źle?

          Ano widzisz, udowodniono, że w Polsce mamy do czynienia z dyskryminacją płci na rynku pracy w zakresie wynagrodzenia. Kobiety zarabiają średnio mniej od mężczyzn na tych samych stanowiskach.

          Tak więc nie masz się co chwalić, że mimo iż masz pięciokrotnie krótszy staż pracy zarabiasz niewiele mniej od kobiety, bo wynika to raczej z dyskryminacyjnej polityki płacowej na rynku pracy, a nie z powodu twoich nadzwyczajnych kwalifikacji.
          • ladluk Re: dyskryminacja płacowa kobiet 23.04.08, 07:39
            chyba jednak mam - bo koleżanka która pracuje ze mną na podobnym stanowisku
            dostaje tyle co ja :]
    • aniadominik Re: różnica w wykształceniu w związku 20.04.08, 12:28
      ja nie rozumiem takiego podejścia,brak szacunku do takiego człowieka
      jakim jest ,sam papierek nie wystarczy.owszem może to przeszkadzać
      człowiekowi z maturą na tyle,że zmotywuje się do dalszej nauki,jeśli
      sam będzie tego potrzebował, a nie dla rodziców.większoś jest z
      trzema literkami przed nazwiskiem,ale to jak je zdobyli,a jacy są
      jako ludzie ,o niczym nie świadczy.
      • coccolina ja mgr x2- on podst 20.04.08, 14:33
        Studiuję dwa, bardzo prestiżowe fakultety. Obecnie szukam pracy i nie moge
        narzekać na brak zainteresowania moją osobą.
        Mój narzeczony ma wykształcenie podstawowe...
        Tak jakoś się ułożyło.
        Dopiero teraz kończy LO.
        Ale wiecie co, dobrze mi z tym:) tzn nie przeszkadza nam to w normalnym życiu:)
        czasem mi wstyd kiedy przy znajomych palnie jakąś kompletną głupotę, ale to
        mądry i dobry człowiek. I to jest najważniejsze;)
        • Gość: jacek226315 Re: ja mgr x2- on podst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.08, 16:20
          coccolina napisala:.....>czasem mi wstyd kiedy przy znajomych palnie
          jakas kompletna glupote,ale to madry ..czlowiek.
          Tak wiemy madry i dlatego palnie glupote,Twoja inteligencja az bije
          od tego stwierdzenia
    • funstein Re: różnica w wykształceniu w związku 20.04.08, 15:00
      wyksztalcenie kobiet jest najczesciej nominalno-papierowe.
      Albo to jakas psychologia albo nawet cos rozsadnego, ale zrobione
      na ladne oczy a nie na ciezka prace.
      Wiec jakie znaczenie ma wyksztalcenie kobiety?
      Czy od tego lzej sie rodzi?
      Ktos kiedys robil powazne badania populacyjne i wyszlo ze astma i zaburzenia
      psychiczne u dzieci sa znacznie czestsze
      u wyksztaconych mam.
      Czy to znaczy, ze wyksztalcona kobieta traci swoja zdolnosc do
      milosci do dziecka?
      Po prostu baby goniace za kariera i wyksztalceniem czesto
      nie maja zielonego pojecia o swojej roli biologicznej.
      Gubia swoj sens.
      • blue-zabojad Re: różnica w wykształceniu w związku 20.04.08, 16:03
        To właśnie była odpowiedź godna mężczyzny.
        Nie chcę generalizować, ale spójrzcie nawet na to, jak matki
        wychowują synów, a jak córki. Częsciej córki są "partnerkami" od
        małego; chłopcom albo się służy albo odrzuca.
        Oczywiście, że nie chodzi tylko o wykrztałcenie, ale poziom wiedzy
        ma duży wpływ na związek. Zwłaszcza w póxniejszym etapie związku. Na
        początku zawsze jest fascynacja. Różnice mogą być pociągające, ale z
        biegiem czasu....
        • blue-zabojad Re: różnica w wykształceniu w związku 20.04.08, 16:12
          FUNSTEIN
          Kto Cię tak skrzywdził? Wydajesz się być bardzo rozgoryczony. chcesz
          o tym pogadać?
    • flood101 Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 09:18
      Jeśli facet jest zaradny, ma fach w ręku i ogólnie jest do rzeczy, to nie ma się
      co przejmować, że nie ma studiów. Gorzej, jeśli jest sierotą, który nie zamierza
      nic zrobić ze swoim życiem, któremu wystarczy praca za 1200 zł.
    • mhr-cs Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 10:12
      3 literki
      miec papier
      co to znaczy
      moze byc wspanialy w swoim zawodzie
      a potem,
      znalam kilku tej kategori
      nie wiem jak napisac zeby kazdy zrozumial(zly polski)
      postaram sie
      w swoim zawodzie wspanialy a potem koniec
      jak by powiedziec po polsku nie wiem
      konik z okolarami
    • markac28 Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 10:13
      co za zacofanie, jakie magiczne trzy literki, ja mam takie i jakoś żadnej magii
      nie doświadczam, co za brednie , konwenanse w tych czasach - fee, to jak rasizm.
      Zabierz się lepiej za edukację, ale rodziców, bo coś tu nie gra, średniowiecze
      już minęło.


      mój suwaczek
      • mhr-cs Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 10:46
        markac28 napisała:

        > co za zacofanie, jakie magiczne trzy literki, ja mam takie i jakoś
        żadnej magii
        > nie doświadczam, co za brednie , konwenanse w tych czasach - fee,
        to jak rasizm
        > .
        > Zabierz się lepiej za edukację, ale rodziców, bo coś tu nie gra,
        średniowiecze
        > już minęło.
        >
        > myslisz czy wiesz

        >
    • olaj Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 11:37
      A czy gdyby Twój mąż np (podam przykłady z życia wzięte):
      prowadził własną firmę
      i dobrze zarabiał
      i chodził nawet czasami do teatru (ostatnio np Upiór w Operze)
      i chodził do kina na najróżniejsze filmy
      i brał dzieci do Muzem Narodowego, bo właśnie jest ciekawa wystawa z
      Ukrainy (kultury trypolskiej chyba nawet)
      i właśnie sobie kupił do czytania nową książke Pilcha (i czytal ją,
      nie dekorował półki)
      i zakochany w książkach Mika Waltari był
      i uczciwym i porządnym czlowiekiem był
      ale też przy okazji grał w piłkę w lidze dzielnicowej z kolegami
      i był kibicem w wersji "light"
      i kochał cię

      to chyba miałabyś o czym z nim rozmawiać? czy w takim wypadku liczył
      by się papierek w szufladzie?

      Ola
      • mhr-cs Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 13:23
        olaj masz racie
        tu nie bedzie rozmowy
        • olaj Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 20:23
          No - dziewczyna się nas pyta, to ja się pytam jej.

          A może trzeba porozmawiać między sobą?

          Pozdo
          mgr Ola
          haah aha hha ha
          nagrobek sobie wyszykuję
          mgr + podyplomowe, oba na UW, nagrobek mi spuchnie z radości:))
      • olaj Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 20:27
        a, zapomniałam dopisać - ten przykład z życia wzięty nie ma matury.
        Formalnie ma wykształcenie zawodowe...
      • dereca Nie ma takich mężczyzn... 22.04.08, 11:23
        Na pytanie zadane przez autorkę odpowiem, że wg. mnie różnica w
        wykształceniu ma znaczenie. U mnie jest różnica, i choć mąż nie
        mówi, nie robi przytyków do mojego (wyższego) wykształcenia, to
        czuję w zachowaniu bunt. Jest to bunt typu: chcesz jechać na
        zagraniczną wycieczkę - zarób, przecież to ty masz możliwość
        lepszego zarobku. Chcesz kupować droższe prezenty (bo to wstyd dawać
        balsam po goleniu za 30zł) - to zarób... Ja to czuję na każdym
        kroku, gdy mamy zaplanować na co i ile wydamy. To jest problem.
        Jemu jego wykształcenie "nie przeszkadza" i nie czuje potrzeby
        dokształcenia się. A pensja, cóż "z moim wykształcenie lepszej pracy
        nie znajdę". Za to, jeśli ja mam ochotę kontynuować naukę, czemu
        nie... Problem się pogłębia, ale dopóki jestem w stanie zarobić na
        swoje "wymyślne" potrzeby - jest OK. Wg mnie jednak nie jest...
        A co do opisanego przez Ciebie mężczyzny, bez wykształcenia, ale z
        zainteresowaniami - nie znam takich. A trochę znajomych mam. Gdyby
        tak interesował się kulturą, sztuką, chętnie pokazywał dzieciom
        świat - to jestem pewna - skończyłby studia, bo miałby taką
        wewnętrzną potrzebę.
        • dereca Re: Nie ma takich mężczyzn... 22.04.08, 11:37
          Dodam, że wiem iż są zgodne szczęśliwe małżeństwa, pomimo różnic w
          wykształceniu. Ale moja odpowiedź jest podyktowana szczególnie
          pewnym zdaniem autorki listu: "Jednym słowem w ich
          oczach jest człowiekiem bez "powera", któremu wszystko wisi i na
          pewno jest złym materiałem na męża dla dziewczynki z jakże dobrego
          domu..." Wypisz wymaluj mój m. Żeby mi kiedyś, ktoś zwrócił w ten
          sposób uwagę, poobserwowałabym mojego m. zanim założyłam rodzinę. A
          teraz, jak to ktoś powiedział na innym forum: twój wybór. Takiego
          chciałaś to masz.
      • plisowanka Re: różnica w wykształceniu w związku 22.04.08, 23:27
        Problem tkwi w tym, że osoby, które nie chciały studiować, najczęściej do książek nie zaglądają. Jak by lubiły książki, to by swojej edukacji nie zakończyły za wcześnie. Jest tyle kierunków studiów do wyboru, że każdy dla siebie znajdzie coś odpowiedniego, jeśli tylko ceni sobie towarzystwo książek i wzbogacanie swojej wiedzy. Nawet pasjonat silników samochodowych znajdzie dla siebie kierunek na politechnice. Więc argument, jakoby człowiek niewykształcony lubił czytać ambitne książki, nie wydaje mi się trafny. A nawet jeśli je czyta, to pozostaje pytanie, czy je tak naprawdę rozumie.

        Argument o chodzeniu do teatru też do mnie nie przemawia, bo bardzo rzadko słyszę o tym, by np. mechanikowi samochodowemu chciało się po całym dniu harówki w smarach ubierać się w garnitur i iść do teatru. A jeżeli już to pod wpływem nacisku partnerki, a nie "z głębi duszy".

        Oczywiście są wyjątki, ale one zdarzają się jeden na milion, bo coraz mniej osób w Polsce nie ma wykształcenia - ci, którzy mają zawodówkę w życiorysie a są ambitni pręczej czy później ale studia skończyli. Więc małe prawdopodobieństwo w dzisiejszych czasach spotkać - wśród tej niewielkiej liczby osób niewykształconych jaka pozostała - jednostkę autentycznie inteligentną.

        Do tego dochodzą różnice w słownictwie i to takim potocznym. Byłam świadkiem rozmowy osoby wykształconej z niewykształconą. Ta pierwsza pyta się: "Co preferujesz?", a ta druga nie wie, co znaczy słowo "preferować" i ma pretensje, że ta pierwsza się "wymądrza" i celowo stosuje zwroty, których ona nie rozumie. Wykształcona osoba oczywiście nie miała żadnych złych intencji, by wprawiać kogoś w zakłopotanie, po prostu użyła zwykłego słowa, o którym sądziła, że je większość ludzi rozumie.
    • krmargo Re: różnica w wykształceniu w związku 21.04.08, 23:00
      Ja mam skończone studia, mój mąż jest po zawodówce. To jaką kto skończył szkołę
      nie jest wyznacznikiem inteligencji czy "powera". Wierz mi znam ludzi z mgr
      przed nazwiskiem którzy są tak płytcy i tak tępi że szkoda mojego klikania w
      klawiaturę aby to opisywać.
      Więc nie patrz na rodziców - to nie oni będą żyli z twoim facetem. I jeśli
      jesteś szczęśliwa z nim to powiedz rodzicom że drzwi się zamykają z drugiej
      strony. :) To Twoje życie!! I jesteś dorosłą dziewczynką!!
    • rav107 Wykształcenie a zarobki w związku to co innego!!! 22.04.08, 12:32
      Czytając Wasze wypowiedzi zauważam, że większość z dyskutantów
      utożsamia wykształcenie z wysokością zarobków. Tymczasem w pytaniu o
      róznice w wykształceniu w związku chodzi przecież o coś zupełnie
      innego... osobiście nie miałbym problemu z tym, gdyby kobieta mojego
      życia zarabiała więcej ode mnie. Natomiast nie wyobrażam sobie, aby
      miała niższe ode mnie wykształcenie. Poziom intelektualny partnerów
      jest przecież absolutnie podstawową sprawą dla udanego związku,
      zwłaszcza kiedy opadnie pierwsze zauroczenie i upojenie...
      • basspl Martin Eden-Jacka Londona 25.04.08, 00:05
        Tam problem jest opisany do ostatniego atomu.
        Wykształecenie nie przekłada się niestety na poziom intelektualny.
        Stąd tysiące wykształciuchów którzy mają wiedzę ale myślą
        telewizorem.
        Pakujecie partnerów w uniform pod presją otoczenia.
        Trzeba było pytać o szkołę przed zaangażowaniem się w związek.
        Ilu ludzi-tyle światów, a tu widzę że konformizm kwitnie w stopniu
        nieznanym za komuny. Nie znacie samych siebie, co dopiero mówić o
        partnerach. Polecam lekturę, w sieci jest dostępna za darmo w
        oryginale, można sobie zrobić ucztę intelektualną.
        I wrócić do dyskusji ...
    • patik110 Re: różnica w wykształceniu w związku 04.05.08, 22:40
      No cóż. U mnie jest podobnie. Ja po studiach prawniczych (pracuję w budżetówce),
      mąż po wieczorowym technikum bez matury (branża budowlana). Oczytany, wygadany
      itd. Ale dalej uczyć się nie chciał, wprost mi powiedział, że nie chce i tyle. I
      dobra, żyjemy. Mamy dwoje dzieci, już jesteśmy 9 lat po ślubie, no i jesteśmy
      raczej jesteśmy zgodną i szczęśliwą parą. Ale czasem ta różnica w wykształceniu
      wychodzi. Otóż przede wszystkim chodzi o środowisko w jakim mąż pracuje, jego
      koledzy to prości robotnicy (bez urazy), a kto z kim przestaje takim się
      staje... Dlatego przestaliśmy już rozmawiać na tematy polityczne, czy
      ekonomiczne, bo się zwyczajnie kłóciliśmy. Koledzy mojego męża czytają "Fakt" i
      tym podobne gazetki i mimo,że mój mąż ma swój rozum, to czasem retoryka takich
      gazet do niego przemawia:( Moi znajomi mężowi nie zawsze pasują, chociaż nie
      jest aż tak źle. Mąż nie czuje się wyalienowany w ich towarzystwie. Ale jakiś
      dystans jest, jakby dwa światy. Ja na szczęście (ha, ha) nie zarabiam więcej od
      męża, bo tak sobie myślę, że to go by bolało. I chyba tylko dlatego moje
      wykształcenie nie stanowi w naszym związku problemu, bo nie idą (w moim
      przypadku) za tym większe pieniądze. Poza tym mąż nigdy nie miał nic przeciw
      mojemu rozwojowi zawodowemu (angielski, studia podyplomowe, kursy id). Ale na
      zmianę przeze mnie pracy na bardziej ambitną, dyspozycyjną ale też lepiej płatną
      nie chciał się zgodzić (ustąpiłam na razie, ze względu na małe dzieci, zresztą
      chyba nie byłam do końca do tej roboty przekonana). Tak więc są z takim związku
      wzloty i upadki.
      Ja jeszcze uważam, że w związku istotne jest też pochodzenie społeczne
      partnerów, zwyczaje rodzinne itp. Nie wierzcie, że miłość wszytko pokona, nie
      żyjemy przecież w próżni. I nie chodzi tylko o odwiedziny teściowej (to można
      przeżyć) ale o całą otoczkę związku. Przykładowo, nasze rodziny bardzo się
      różnią. Nie żebym wywyższała swoją rodzinę nad rodziną męża ale prawda jest
      taka, że w rodzinie męża zawsze się dużo piło, prawdę powiedziawszy za dużo. Mąż
      nie pije w ogóle (znaczy jakieś piwko to tak, ale żeby sie upijać, to nic z tych
      rzeczy) ale jak jego rodzina nas odwiedza, to na stole zaraz wódka jest, aby
      jego ojciec nie powiedział, że sknery jesteśmy. Żałosne, no nie? W mojej
      rodzinie tez pije sie alkohol ale nie tak często i tak dużo. I jak nasi rodzice
      się spotykali, to bywały zgrzyty, bo moja mama nie uważała żeby np w zwykły
      pracujący dzień należało tak dużo pić i zwykle po jednym kieliszku dziękowała
      (albo i tego nie chciała). A teściowie takie zachowanie odbierali jako afront.
      Kolejny przykład, w mojej rodzinie zawsze był nacisk na dekorację stołu, potraw,
      wystrój domu na święta. Nie żeby przesada była, ale żeby świąteczne dni się
      różniły jakoś od powszednich. A u rodziny męża tego nie było, potrawy nie
      udekorowane (bo po co, w żołądku wszystko i tak się przemieli) żadnego
      świątecznego obrusu, stroiku, świeczki (szkoda kasy) itd. Efekt - mąż chyba się
      tego wstydził ale wstyd maskował arogancją, że to moja rodzina się ośmiesza, że
      to my dziwaki jesteśmy itd. I co wy na to? Niby takie drobne sprawy ale to z
      drobnych spraw życie się układa. Generalnie, to ja często w przeszłości byłam
      przez rodzinę męża wyśmiewana (teraz już mniej), chodziło o moje pomysły na
      życie, sposób spędzania wolnego czasu (inny niż przed telewizorem, bo po co iść
      na spacer na Starówkę, szkoda nóg). Myślę, że oni czują się gorsi od mojej
      rodziny, bo taka agresywna często reakcja świadczy o kompleksach. Dodam, że moi
      rodzice są po zawodówce (tato) i technikum (mama), a Teściowe po podstawce i
      zawodówce. Tak więc nie ma w wykształceniu jakiegoś ogromnego dystansu.
      Oczywiście w moim przypadku wszystkie różnice dało się przezwyciężyć ale czasem
      nie było lekko. Dlatego, jeśli go kochasz, to nie patrz na rodziców, ale
      przygotuj się na nieporozumienia w małżeństwie. I na ich rozwiązanie.
Pełna wersja