on mnie kocha, ja go kocham... ale...

27.04.08, 10:50
nie jesteśmy razem ;(

Nie mam pojęcia od czego zacząć, ale może tak jakoś od początku...
Na początku grudnia 2007 roku zostawił mnie narzeczony... po miesiącu od wyjścia z wojska... strasznie za nim płakałam zresztą robię to jeszcze do tej pory... byliśmy razem 2,5 roku... planowaliśmy już wspólne zamieszkanie i ślub jak skończę studia...
Główny powód zerwania podał, że ja zasługuję na lepszego (on nie ma matury a ja nie długo będę miała magistra, ale zawsze mu mówiłam, że dla mnie nie jest ważny papierek i naprawdę nigdy nie odczuwałam, żeby był jakiś głupszy czy coś). Powiedział jeszcze, że mnie nie kocha, ale nigdy prostu w oczy, zawsze gdzieś do ściany... No i oczywiście mu nie wierzyłam, bo brak miłości przede wszystkim widać w oczach...
Zerwał z dnia na dzień, jeszcze w dniu zerwania pisał w smsie, że kocha...
Po zerwaniu odzywał się co jakiś czas na gg, w końcu zaproponował spotkanie. Spotkaliśmy się, ja z nadzieją, że chce wrócić no bo niby po co chciałby się spotkać... a tu nic, tylko to samo, że nie będziemy razem...
Później cisza na gg... mi też było już troszkę lepiej, wmawiałam sobie, że rzeczywiście nie jest mnie wart... no ale znienawidzić go nie umiałam...
Jakiś miesiąc temu zaczął odzywać się na gg co dziennie... pytał czy mam kogoś czy planuję i takie tam...
Od jego bratowej się dowiedziałam, że chce wrócić... zaproponował spotkanie... więc się zgodziłam.. znowu z nadzieją...
Oczywiście na spotkaniu chciałam wyglądać jak najlepiej, żeby wiedział co stracił... i tak też było, bo jak mnie zobaczył powiedział, że "super wyglądam"...
Spędziliśmy na spacerku 2,5 godziny, było naprawdę miło... gadało mi się z nim super...
Zapewniał mnie że z nikim go nic nie łączy...
No ale znowu nic...
Ale w jego oczach widziałam to co wcześniej...
Na końcu mu powiedziałam że skoro nie chce wrócić to wolę żeby się na gg nie odzywał...
Dałam mu czas do końca miesiąca na powrót, bo wiem że on jest mnie pewny i uważa, że w każdym momencie będzie mógł wrócić... tylko że ja powinnam sobie życie ułożyć...
Wiem, że mnie kocha... i że jest mu źle beze mnie... nie wie co robić... boi się mojej choroby, że kiedyś będzie gorzej (ale to tylko zespół jelita nadwrażliwego)...

Nie wiem czy powinnam dać już mu spokój czy może się z nim spotkać i sobie wszystko wyjaśnić...

Bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie życia z kimś innym...
Spotykając się z innymi myślałam o nim...
    • veroy Re: on mnie kocha, ja go kocham... ale... 27.04.08, 12:06
      jak na mój gust to facet strasznie sciemnia. wybacz, ale chyba sama
      nie wierzysz, ze facet, ktory kocha, zostawia ukochana dziewczyne a
      tlumaczenie ,ze zaslugujesz na lepszego brzmi tu bardziej jak
      zwalanie winy i wmawianie samemu sobie z braku lepszej wymowki.

      Wielu facetow rzuca a pozniej zaluje, za kazdym razem naiwna
      laseczka mysli, ze przejrzeli na oczy a oni po prostu wykalkulowali,
      ze o wiele racjonalniej bedzie rzucic jak juz bedzie ktos nowy ,zeby
      miec lagodne przejscie. "lepszy rydz niz nic" - wydaje mi sie ,ze
      twoj mezczyzna tez dochodzi do takiego wniosku.

      Oczywiscie moge sie mylic, ale wierz mi - jak w zwiazku zaczynaja
      sie takie przekrety to bez wzgledu na przyczyne sytuacja jest dla
      mnie jednoznaczna - zwiazek mozna uznac za przegrany i nie warto juz
      sobie glowy zawracac.
      • lenka844 Re: on mnie kocha, ja go kocham... ale... 27.04.08, 12:15
        to że nie ma innej to jestem tego pewna, bo jego bratowa by mi na bank o tym
        powiedziała... bo ostatnio nawet stwierdziła, że jest po mojej stronie bardziej
        niż po jego...
        Wiem, że wiadomość z drugiej ręki niekoicznie może być pewna... ale są
        pewniejsze ręce i mniej pewne...
    • jakub_234 Re: on mnie kocha, ja go kocham... ale... 27.04.08, 13:22
      > Spotykając się z innymi myślałam o nim...
      to powinnas spotykac sie ze mna ^^

      A tak serio...To po co Ci taki leszcz? I tak juz nie bedziesz mu w
      100% ufac.
      • lenka844 Re: on mnie kocha, ja go kocham... ale... 27.04.08, 13:54
        Pewnie i tak jesteś zajęty:P

        A tak na serio... myślę, że jeszcze umiałabym mu zaufać...
        Bo z ufaniem mu nigdy nie miałam problemów... od samego początku mu bardzo
        ufałam... Gorzej jakoś z innymi facetami, bo im jakoś od samego początku nie
        potrafię zaufać...
        • gapuchna Re: on mnie kocha, ja go kocham... ale... 27.04.08, 14:33
          Dziewczyno, ja ciebie nie potrafię zrozumieć. Kończysz studia, podejmiesz pracę,
          jesteś wartościowym człowiekiem. Dlaczego MUSISZ być z chłopakiem, który tak się
          waha? Masz 24-25 lat, młodość praktycznie dopiero się przed tobą otworzyła.
          Dlaczego aż tak radykalnie traktujesz ten związek? Naprawdę, nie potrafię ciebie
          zrozumieć.
    • chooligan Godzina szósta, minut trzydzieści, kiedy pobutka.. 27.04.08, 15:44
      zaaaaaaaaaaaaagrała :DDDDDDDDD

      Grupa REZERWY szła do cywila,
      niejedna panna płakała
Pełna wersja