moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn

30.04.08, 17:10
Moj facet odzedl ode mnie...nie dochodza do mnie jego argumenty..wiec mam do
Was pytanie..
Otoz, powiedzial ze to wogole nie jest moja wina<pytalam czy cos zrobilam,
powiedzialam...wszystko wypytalam> tylko ze to jest w nim..
uwaza, ze nie jest dla mnie odpowiendim facetem..zapytalam dlaczego..a on?
powiedzial mi to, co wiedzialam..ze jest egoista.. bo i jest...ciagle mysli
tylko o sobie, nigdy o mnie...powiedzial rowniez, ze jestem najwspanialsza
dziewczyna jaka moglby miec ale jak patrzy gdy ja sie staram a on nie to cos
mu sie dzieje..
Tlumaczyl, ze bedzie mi z nim zle..
jestem pewna ze nie ma nikogo...a jego argumenty mnie nie przekonuja...i
przede wszystkim, uwazam ze zachowal sie jak "gó..arz"...
prosze o Wasze opinie...
    • taki_s_obie Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 17:33
      byloby lepiej jakby powiedzial: mam ciebie dosc wstretna szmato, znalazlem sobie inna, nie moge patrzyc na ciebie. byloby ci lzej? zrozumialabys? nie bylby wowczas gowni.arzem?

      • a_nuta Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 03.05.08, 16:04
        A nie przyszlo Ci do głowy,ze to prawda?Ze w tym związku On nic nie
        robi bo nie..musi? Nie ma za nic odpowiedzialnosci,o nic sie nie
        stara,nie zabiega-jest w tym związku pasozytem?Ze rola
        biernego "bracza" nie mobilizuje go do niczego a na bycie "dawaczem"
        nie ma szans?
        Do Ciebie taki argument nie trafia-nie musi,dla niego był
        wystarczający do podjecia decyzji o zakończeniu związku-iine
        oczekiwania wobec zwiazku nie są rozwnoznaczne z gowniartwem a tylko
        z roznymi potrzebami.
        • tygrysio_misio Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 03.05.08, 16:13
          kolejna nawiedzona baba...gdzie tam jest napisane o braczach i tym,ze on nie
          musi nic robic?

          a moze nie chce?
          eeee...taki obraz sprawy, ze facet moze chciec/niechciec...ze ma wola wole juz
          od bab nie przemawia?



          • a_nuta Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 29.05.08, 05:37
            A proszę Misiu "ze jest egoista.. bo i jest...ciagle mysli
            tylko o sobie, nigdy o mnie...powiedzial rowniez, ze jestem
            najwspanialsza
            dziewczyna jaka moglby miec ale jak patrzy gdy ja sie staram a on
            nie to cos
            mu sie dzieje..
            Tlumaczyl, ze bedzie mi z nim zle.." tu jest to napisane-rozumiem ze
            ww słowa są cytatem z wypowiedzi tego męzczyzny?
            Autorka prosi oopinie(co prawda męzczyzn) nie jestem męzczyzną-ale
            jest to tylko jedna z wielu opinii,moze ją odrzucic,lub wziąsc pod
            uwagę-o tym ,ze facet nie chce chyba w ogole nie ma co dyskkutowac?
            odszedł-prawda?Co do tego wątpliwosci nie ma?Pytanie bardziej
            dotyczy -wiarygodnosci argumentow niz faktu(niepodwazalnego)
            odejscia?
    • zeberdee24 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 17:35
      Zachowujesz się jak kapryśne dziecko.
    • facettt najelegantsza metoda 30.04.08, 17:44
      odejsc od kobiety - to powiedziec :
      nie jestem Ciebie godzien,
      lub...
      jestes za dobra dla mnie...

      wolalabys uslyczec : uwazam , ze znajde ciekawsza od Ciebie?
      c´est la vie...
      • dziadek_54 Re: najelegantsza metoda 01.05.08, 07:09
        Facett , a nie przychodzi Ci do głowy ,ze wolalaby usłyszec prawde ?
        moze łatwiej by jej było pogodzic sie ze strata, a moze na
        przyszlosc udalo by jej sie uniknac powodow ktore rozbily ten
        zwiazxek?To nic niewarte ??
        Poza tym to takie łatwe byc "szlachetnym" wtedy gdy klamiemy , gdy
        nic nas to nie kosztuje!!
        A moze tak własnie powinien powiedziec :"Byłas tylko chwilowa
        przystania, na czas gdy nie miałem "nic" lepszego ".
        Wykorzystałem Cie ile mogłem , dałas mi juz wszystko co miałas i nie
        masz juz nic czym mogłabys mnie zatrzymac"?
        Wtedy nie musiałby sie "samooskarzac" ,ze jest łajdakiem, sama by to
        zrozumiała.
        • eeela Re: najelegantsza metoda 02.05.08, 17:02
          Ja bym ceniła prawdę, jeśli tylko wypowiedzianą w kulturalny sposób. Ale mimo
          wszystko, kobiety mają po prostu taki psychiczny mechanizm obronny - odszedł,
          więc gó..arz, nieodpowiedzialny, egoista - wszystko jedno, co powiedział na do
          widzenia. I w sumie wydaje mi się, że bardzo dobrze być zdolnym do generowania
          tego mechanizmu, bo w przeciwnym razie występuje seria samoobwiniania,
          przesadnej wyrozumiałości i ustępliwości na rzecz wciąż kochanego mężczyzny.
          Doprawdy, zdrowiej nazwać gościa raz czy dwa gó..arzem, niż później wyrzucać
          sobie przez wiele lat utratę swojej godności.
          • dziadek_54 Re: najelegantsza metoda 02.05.08, 17:19
            To sa dwie zupełnie oddzielne sprawy.
            On powinien powiedziec jej prawde, potraktowac jak człowieka a nie
            bez mozga lale.
            A Ona oczywiscie moze właczyc mechanizm obronny ;"gowniarz,
            smarkach, obwisły fiut" . ale to nie ma jnic jedno co drugiego.
            Ja pisałem komentarz do tego co napisał facett , a nie ona.
            Pozdrawiam eeelu.
            • eeela Re: najelegantsza metoda 02.05.08, 18:52
              > On powinien powiedziec jej prawde, potraktowac jak człowieka a nie
              > bez mozga lale.

              Nie masz pojęcia, jak wiele kobiet bierze za dobrą monetę ten tekst o byciu
              egoistą i nie byciu wartym! Jeszcze mogę to pojąć, jak dziewczyna ma szesnaście
              lat (sama bym pewnie łyknęła), ale dorosłe kobiety - naprawdę nie rozumiem, jak
              to się dzieje. Panowie zazwyczaj liczą na to, że unikną scen i inwektyw,
              schlebiając kobiecie, a poniżając siebie. Czasami zaś być może naprawdę mają na
              względzie komfort psychiczny porzucanej kochanki.

              Co zabawne - tuła mi się po głowie jakiś facet, który od samego początku
              znajomości zapewniał mnie, że jest bardzo złym człowiekiem. Ja już wówczas, mimo
              wciąż młodego wieku, rozumiałam, że chodzi o asekurację. Zabawne zaś w tym
              wszystkim jest to, że za Chiny Ludowe nie mogę sobie przypomnieć, który to był -
              na pewno koniec końców z asekuracji nie skorzystał, bo wtedy bym pamiętała ;-)
              • dziadek_54 Re: najelegantsza metoda 02.05.08, 19:14
                eeela napisała:

                >
                > Nie masz pojęcia, jak wiele kobiet bierze za dobrą monetę ten
                tekst o byciu
                > egoistą i nie byciu wartym!


                Moze tak :)
                Znałem w zyciu kilka kobiet , z taka sama iloscia kobiet jakos tam
                sie rozstalem .
                Jakos sobie nie wyobrazam siebie wygłaszajacego takie komunały.

                Jeszcze mogę to pojąć, jak dziewczyna ma szesnaście
                > lat (sama bym pewnie łyknęła), ale dorosłe kobiety - naprawdę nie
                rozumiem, jak
                > to się dzieje.


                Musiałaby byc to bardzo glupia kobieta zeby wziac to za dobra
                monete. Moze mnie to nie przychodziło do głowy , bo zawsze wiazałem
                sie z kobietami starszymi od siebie, i nigdy ze słodkimi idiotkami.
                Moze powstrzymywał mnie poziom intelektualny tych kobiet mnie
                powstrzymywał.
                I to nie wazne jaki ten poziom faktycznie był, ja go postrzegalem
                jako wysoki.

                Panowie zazwyczaj liczą na to, że unikną scen i inwektyw,

                kłamanie w celu unikniecia czegos to obiaw zwykłego tchurzostwa.


                > schlebiając kobiecie, a poniżając siebie. Czasami zaś być może
                naprawdę mają na
                > względzie komfort psychiczny porzucanej kochanki.


                Nie sadze !! Takie rozumowanie jest mi obce.
                Ale ja nic na ten temat nie wiem.
                Nigdy nie porzuciłem zadnej kobiety.

                >
                > Co zabawne - tuła mi się po głowie jakiś facet, który od samego
                początku
                > znajomości zapewniał mnie, że jest bardzo złym człowiekiem. Ja już
                wówczas, mim
                > o
                > wciąż młodego wieku, rozumiałam, że chodzi o asekurację. Zabawne
                zaś w tym
                > wszystkim jest to, że za Chiny Ludowe nie mogę sobie przypomnieć,
                który to był


                :DDDDDDDD


                > -
                > na pewno koniec końców z asekuracji nie skorzystał, bo wtedy bym
                pamiętała ;-)

                Jestem pewien ze zapamietałabys faceta ktory Cie porzucił !
                A nie pamietasz , bo takiego nie było :))
                Musiałby byc chory na "gowe".
                >
                >
                • eeela Re: najelegantsza metoda 02.05.08, 19:29

                  > Jestem pewien ze zapamietałabys faceta ktory Cie porzucił !
                  > A nie pamietasz , bo takiego nie było :))

                  Ależ oczywiście, że byli :-)

                  Pierwszy to był przyjaciel-chłopak z liceum. Bardzo elegancko i zarazem szczerze
                  to rozegrał, aż trudno się było czegokolwiek uczepić :-) Jasne, że bolało, ale
                  znów nieprzesadnie - w zasadzie to głupio zrobilam, wciągając go w romans, bo
                  jako przyjaciele byliśmy bardzo dobrzy, jako para - beznadziejni ;-)

                  W drugim przypadku co prawda to ja byłam tą, która wypowiedziała sakramentalne
                  słowa rozstania, ale on wówczas na to tylko czekał (o czym nie wiedziałam) - i
                  bardzo skwapliwie się zgodził ;-)

                  Nie da się w życiu tylko rzucać i nie być rzucanym. To niedobrze robi na
                  charakter :-)
        • facettt najelegantsza metoda - lecz nie jedyna... 02.05.08, 17:28
          dziadek_54 napisał:

          > Facett , a nie przychodzi Ci do głowy ,ze wolalaby usłyszec
          prawde ?
          > moze łatwiej by jej było pogodzic sie ze strata,

          zgadzam sie z nickiem "brak.polskich.liter" , ze nie ma jednej
          uniersalnej metody.

          Ja preferuje ta, ktora zapodalem. nalatwiej wtedy uszunawac poczucie
          wartosci osoby - ktora sie porzuca.

          Gdy powiesz prawde, ze np: znudzilas mi sie, znalazlem/uwazam ze
          znajde/ ciekawsza od Ciebie itd... - to osoba o niskim poczuciu
          wartosci moze wpasc w depresje , w kompleksy, ze jest nic nie warta
          itd...

          Po co przykladac do tego reke?
          Czasem dobrze cos podkoloryzowac, czy nawet sklamac, by
          zminimalizowac wyrzadzane komus przykrosci (a rozstanie zawsze jest
          przykle)
          • dziadek_54 Re: najelegantsza metoda - lecz nie jedyna... 02.05.08, 17:41
            Prawde mowiac to trudno dyskutowac z tym co napisałes.
            Ale czuje jakies takie "rozczarowanie". Myslałem ,ze stac Cie na
            wiecej. Inteligentny człowiek powinien umiec tak przekazac prawde
            zeby drugiego nie ranic . Moze nawet trzeba troche rzeczywistosc
            podkolorowac , ale nie tak prostacko, nie takim szablonem , taka
            sztampa. A poza tym co to za men ktory zył z taka szantrapa ktorej
            powiedzenie prawdy byłoby obrazliwe. Przedtem tego nie widział?
            • facettt Re: najelegantsza metoda - lecz nie jedyna... 02.05.08, 17:50
              nie bierz mnie pod wlos :)

              na forum operuje sie czesto skrotami, wiec okreslenie "jestes za
              dobra dla mnie" odbieraj jako przekazanie sensu, a nie slownictwa.

              w realu zazwyczaj czyni sie to aluzyjniej. Tu mozemy wprost.

              2. Ano tak to w zyciu bywa. jestes z kims i nawet ci Nia dobrze,
              az tu nagle, jak spod Ziemi wyrasta ktos Nowy, kto Cie oczarowuje
              i czar poprzedniego uczucia pryska...
              • dziadek_54 Re: najelegantsza metoda - lecz nie jedyna... 02.05.08, 17:58
                Wycofuje sie, nie mam jakos dzisiaj natchnienia do dyskusji.
                a nie chce wyjsc na głaba .
        • zorbanek Re: najelegantsza metoda 28.05.08, 16:01
          > Facett , a nie przychodzi Ci do głowy ,ze wolalaby usłyszec
          prawde ?

          No mi po kilku takich wybrykach przestało to przychodzić do głowy.
          Raz był szantaż samobójczy, innym razem o mało pogotowia ratunkowego
          nie musiałem wzywać bo łkanie przerodziło się w jakieś spazmy, które
          mnie nieźle wystraszyły jeszcze kolejny raz były dziwne zabiegi
          mające rzekomo udowodnić, że następczyni jest nic nie warta...

          Rozżalone kobiety zawszę znajdą powód żeby odchodzącego nazwać
          dupkiem. Nie powiedział prawdy: dupek, tchórz. Powiedział prawdę:
          dupek, jak on mógł tak powiedzieć, nam kobietom się tak nie mówi,
          nas się tak nie traktuje. itd.

          Może i nie jest to szlachetne, ale jest praktyczne. Takiego
          zachowania kobiet (choć nie wszystkich, bo zdarzały mi się
          cywilizowane rozstania) nie zmienimy. A jak czegoś nie możemy
          zmienić, to znajdujemy furtkę jak zniwelować negatywne skutki...
    • no_okki Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 19:04
      nie byliście sobie pisani...
    • razjulianrazjulek Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 19:28
      typowy tekst typowego faceta, ktory nie ma odwagi i klasy rozstac
      sie z partnerka w typowy, meski sposob ! wspolczuje bylego i nie
      analizuj za nadto, nic nie wymyslisz. powodzenia !
      • no_okki Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 19:50
        razjulianrazjulek napisał:

        > typowy tekst typowego faceta, ktory nie ma odwagi i klasy rozstac
        > sie z partnerka w typowy, meski sposob ! wspolczuje bylego i nie
        > analizuj za nadto, nic nie wymyslisz. powodzenia !
        = przykra prawa = on ma już inną na okku....
      • tygrysio_misio Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 19:57
        tle powaznych bledow logicznych w jednym zdaniu na raz...to niecodzienne;]

        zachowal sie bardzo stosownie...rozstal sievnie raniac, nie ponizajac, nie
        zwalajac winy na partnerke...

        jak mial postapic zeby uznal ze to jest typowe meskie a nie typowe,typowe dla
        typowego faceta?
        • zeberdee24 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 20:03
          Męski facet to dla kobiety facet który postępuje ściśle według jej wyobrażenia.
      • dziadek_54 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 01.05.08, 07:13
        Bardzo madra wypowiedz :))
        zmieniłbym tylko jedno :
        To nie jest tekst typowego faceta, tylko ch...wego , faceta !!
        To niby niewielka , w tym społeczenstwie , roznica , ale nie odbiera
        nadziei.
    • brak.polskich.liter Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 20:27
      Jesuuuu, kobieto, a co mial Ci powiedziec? Co by Ci dala informacja, ze
      znudzilas mu sie/ okazalas sie beznadziejna w lozku/on ma juz kogos innego na oku?
      Lepiej bys sie poczula?
      • no_okki Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 20:49
        to fakt - cienka w czymś była
    • gapuchna Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 22:08
      No trudno, faceci jednak nie potrafią zrozumieć, o co biega. A to takie
      oczywiste: jeśli chce odejść, to niech nie chrzani, jaka to ona wspaniała i
      inne tego typu dyrdymały....Nie trzeba zaraz obuchem w łeb, wystarczy normalnie
      - już ciebie nie kocham. Boli, zresztą jak każda taka sytuacja, ale przynajmniej
      nie zostawia wątpliwości. Właśnie takich, jakie ma ta dziewczyna. Jeny, no brak
      słów!
      • brak.polskich.liter Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 22:51
        Wiesz, moj znajomy kiedys zrywal z panna wedle Twojej receptury, tj. grzecznie i
        bez wdawania sie w szczegoly oswiadczyl jej, ze jej nie kocha, w zwiazku z czym
        uwaza ich dalsze bycie razem za bezsensowne.
        Rezultat: pisk i histeria panny, zwyzywanie go od sk...synow, uwienczone
        przewroceniem stolika w kafejce i teatralnym wybiegnieciem na ulice (obciach,
        nawet jesli widownie stanowili obcy ludzie), telefony z placzliwymi pogrozkami,
        ze ona sie przez niego zabije, proby narobienia mu smrodu wsrod wspolnych
        znajomych, etc.
        Dodam - panna byla dorosla (zadna tam nastolatka) i nie miala zdiagnozowanej
        choroby psychicznej.

        Tyle w temacie "uniwersalnych recept" na zrywanie.
        • marek_brzeg Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 30.04.08, 23:10
          Myślisz, że zareagowałaby inaczej, gdyby ściemniał jej, że ona jest wspaniała, a on to drań?
          • brak.polskich.liter Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 01.05.08, 00:04
            Sadze, ze ta konkretna,panna zareagowalaby, jak niezrownowazona psychicznie
            kretynka, niezaleznie od tego, czy koles powiedzialby jej na odchodnym, ze jest
            wspaniala, a on dran, czy tez rzucilby krotkie "sp...laj". Taki typ, po prostu.

            Rozwalaja mnie jednak przerozne "uniwersalne rady", ktore maja rzekomo dzialac
            na kazdego i w kazdych warunkach, bez wzgledu na okolicznosci.
            • silverbaum no dobrze... 01.05.08, 00:30
              napisalas (jak to zwykle u Ciebie)
              merytorycznie slusznie...

              nie moznaby jednak ujac to "akceptowalnie(j)"
              vel przystepnie(j)?

              J.K.
      • no_okki Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 01.05.08, 05:49
        gapuchna napisała:

        > No trudno, faceci jednak nie potrafią zrozumieć, o co biega. A to
        takie
        > oczywiste: jeśli chce odejść, to niech nie chrzani, jaka to ona
        wspaniała i
        > inne tego typu dyrdymały....Nie trzeba zaraz obuchem w łeb,
        wystarczy normalnie
        > - już ciebie nie kocham. Boli, zresztą jak każda taka sytuacja,
        ale przynajmnie
        > j
        > nie zostawia wątpliwości. Właśnie takich, jakie ma ta dziewczyna.
        Jeny, no brak
        > słów!
        = jasne, tak byłoby najlepiej, ale jemu wygodnie pozostawić za sobą
        niejasnosć; jak to Gapuchna pogodzić ??/;d
        • gapuchna Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 03.05.08, 17:04
          No-okki, nie wiem jak można to pogodzić i na klęczkach Bogu dziękuję, ze jestem
          kobietą. Nie muszę stawać przed takimi dylematami, bo nie porzucam kobiet.
          Rzeczywiście, Bogu dziękować :D.......
      • dziadek_54 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 01.05.08, 07:17
        Ta wypowiedz tez mi sie bardzo podoba i podpisujem siem pod niom
        łobydwiema rencami.
    • nom73 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 01.05.08, 10:31
      Szczerość do bólu czasami nie jest wskazana. :-)
      Wszystko zależy od konkretnej osoby, np. siostrze mogę wszystko powiedzieć
      wprost, dziewczynie już nie, bo wiem, że będzie histeria. :-)
    • asqe Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 01.05.08, 14:02
      a ja mysle, ze czasem lepiej po prostu uslyszec prawde, nawet jesli
      to bardzo zaboli. uslyszec, przezuc, przetrawic (wyciagnac jakies
      wnoiski na przyszlosc) i wypluc, po to, zeby moc ruszyc do przodu i
      przestac analizowac i sie dreczyc. a jesli uslyszysz, ze ktos cie
      nie kochal, to przeciez nie oznacza, ze nigdy nikt cie nie pokocha.
      po prostu w tym konkretnym przypadku nie wyszlo. to chyba lepsze niz
      swiadomosc, ze ktos nie mial na tyle do ciebie szacunku, albo
      uwazal, ze nie poradzisz sobie z prawda, wiec wcisnal ci kit o tym
      jaka to jestes wspaniala, a on "niezaslugujacy".
    • lidka_77 po prostu nic się nie działo w tym związku 01.05.08, 14:39
      to go męczyło i powiedzial, że to jest w nim, bo pewnie czuje się
      winny, że go nie podniecasz i nie działasz, mimo że jesteś pewnie
      wartościową osobą (i niezłą dupą:P )
      lepiej, żeby był z Tobą ze strachu ze nikogo innego nie znajdzie,
      albo dlatego, żeby mieć kogos do pieprzenia pod ręką?
      Nie rozumiem tez komentarzy, że facet zachował się jak dupek.
      Powiedzial jej, że odchodzi? Powiedział. Próbowal wytłumaczyc
      dlaczego odchodzi? Próbował. No więc o co chodzi?
      To raczej autorka wątku zachowuje się dziwnie i po gó..arsku. Co on
      ma jej jeszcze powiedzieć? Jak ma się zachować? jak byście zerwali z
      kimś? Chętnie posłucham jako ktos kto nigdy nie był w związku.
    • bogo2 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 01.05.08, 15:33
      kiedy kobieta mowi "moj facet", facet z reguly odchodzi...
      mezczyzna nie znosi bycia czyjas wlasnoscia...
      kiedy mezczyzna mowi "moja kobieta", miekna jej nogi...
      mysli wtedy, ze facet jest jej na amen... :)

      lucija5 napisała:

      > Moj facet odzedl ode mnie...nie dochodza do mnie jego argumenty....
      • gapuchna Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 01.05.08, 15:44
        Bogo2! Przeczcież to tylko słowa, sformułowania. Nie czepiaj się słów, popatrz,
        co się działo między nią a nim, że oboje mają śmiałość mówić: mój, moja. Tu jest
        istota rzeczy.
        • bogo2 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 01.05.08, 16:16
          z tego co widze, to tylko ona ma smialosc glosic wokol, ze to
          byl "moj facet"...
          on natomiast zastosowal na rozstanie bardzo rycerska i szlachetna
          formule 'to nie ty, to ja jestem winien'...
          istota rzeczy ,moim zdaniem, w tym przypadku,to kobieca zachlannosc
          przywlaszczania...

          gapuchna napisała:

          > Bogo2! Przeczcież to tylko słowa, sformułowania. Nie czepiaj się
          > słów, popatrz,co się działo między nią a nim, że oboje mają
          > śmiałość mówić: mój, moja. Tu jest istota rzeczy....
          • gapuchna Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 01.05.08, 16:50
            Zawłaszczenie? Jak w miłości (abstrahuję od tego konkretnego przypadku) można
            używać terminu "zawłaszczenie"?. Czy dwoje ludzi nie po to jest ze sobą, by
            tworzy jakąś całość. Kobieca zachłanność? Uważasz, ze mężczyźnie naprawdę nie
            potrzebnie jest uczucie, ze do kogoś należy i że ktoś mówi o nim - "mój"? Ja
            oczywiście rozumiem, ze ty wypowiadasz się tylko za siebie i na tym forum
            polega. Ale można się nie zgadzać, prawda?

            Czy Ty w ogóle kiedykolwiek kochałeś kobietę?
            :D
            • nom73 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 03.05.08, 09:31
              gapuchna napisała:

              > używać terminu "zawłaszczenie"?. Czy dwoje ludzi nie po to jest ze
              sobą, by
              > tworzy jakąś całość.

              Mi sie wydaje, że raczej po to, żeby być szczęśliwym. A skoro on nie
              czuł się z nią szczęśliwy to po co miał się poświęcać i być z nią? W
              imię miłości i bycia jakąś tam całością?
              • gapuchna Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 03.05.08, 17:08
                Ależ ja to pisałam abstrahując od konkretnego, forumowego przypadku. Czyż
                szczęścia nie tworzy się wspólnie, w całości właśnie? Nie wiem, dla mnie to jest
                szczęście, by razem, jedno w drugim, a nie osobno. Bo jeśli osobno, no to równie
                dobrze mogę żyć w pojedynkę.
    • polska_potega_swiatowa Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 03.05.08, 09:51
      gowniarzem to on by dopiero byl, gdyby udawal ze jest to zwiazek
      partnerski...wykorzystujac twoje dobro, troske itd, samemu nie
      robiac absolutnie nic dla partnerki...
      Ale Ty oczywiscie uwazasz, ze "przeciez moglas go
      zmienic", "przemowic mu do rozsadku" itd? ...:)
    • sigrid.storrada Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 06.05.08, 20:29
      Mój były przy rozstaniu też mówił takie rzeczy. że jest egoistą, że jest
      samotnikiem, że nie potrafi we dwoje.. lucija5, jak chcesz pogadać napisz na
      maila gazetowego.
    • dzikoozka Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 06.05.08, 20:33
      jestem pewna ze nie ma nikogo..
      Tu leży błąd. Na pewno ma. Albo miewa czesto rózne dziewczyny.




      albo jest gejem.
      • nom73 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 06.05.08, 21:12
        dzikoozka napisała:

        > albo jest gejem.

        albo impotentem. :-)
    • cartahena Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 07.05.08, 01:13
      Wspolczuje Ci, bo jestes kolejna dziewczyna, ktora jakis facet
      oszukal. Facet nieodpowiedzialny, bo podejrzewam, ze przed odejsciem
      sypaliscie ze soba, a to powoduje przywiazanie do kobiety do
      mezczyzny. Dziewczyny ludza sie, ze facet jest zaangazowany, bo
      przeciez gdyby nie byl, nie sypial by z nimi, nie umawial sie, nie
      dawal powodow do przekonania, ze mu na nich zalezy. No, i niestety,
      potem okazuje sie, ze pozory myla i zaanagazowalyscie sie
      w "nierentowna" inwestycje, ktora wam powie za jakis czas, ze "sie
      pomylila", "rozmyslila', "nie wie, o co jej chodzi", "nie jest was
      warta", "jeszcze nie chce sie wiazac" itp., itd. Niestety, takich
      facetow jest teraz wiekszosc, zreszta same im pomoglysmy byc takimi
      i teraz czesc z nas cierpi. Musialas akurat na takiego trafic. Nic
      nie zrobisz w tym przypadku, a on zlowi nastepna ofiare. Moze ona
      bedzie od ciebie sprytniejsza i zlapie go na dziecko, a wtedy nie
      bedzie mgogl sie juz wymigac "brakiem pewnosci, co do swojej
      pewnosci co do waszego zwiazku". Historia zna takie przypadki.
      Jestem dosc dosadna, ale podobne rzeczy spotkaly mnie i moje znajome.
      • zorbanek Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 28.05.08, 16:11
        > oszukal. Facet nieodpowiedzialny, bo podejrzewam, ze przed
        odejsciem
        > sypaliscie ze soba, a to powoduje przywiazanie do kobiety do
        > mezczyzny.

        O rety, opamietajcie sie! byli para, przestalo grac - co dla NIEGO
        zaczynało byc jasne i odszedł. Nigdy nie było, nie jest i nie bedzie
        takich sytuacji, że idziemy do łóżka i zostaniemy z tą pierwszą
        partnerka do końca życia. Może się tak zdarzyć, ale jest to tak samo
        prawdopodobne, jak to że zostaniemy dopiero z 20-ta partnerką.
    • camel_3d no i mial racje 07.05.08, 19:52
      jeszcze kilka tygodni temu napisalbym, ze jest gowniarzem itd.
      ale identyczna sytuacje mialem u kolegi, tez rozstal sie z dziewczyna.
      Powiedzial jej ze jest egoista i ze jakos nie potrafi sie pogodzic z tym, ze nie
      moze wieczorami realizowac swojego hobby - malowanie,a mosi sie zmuszac do tego,
      zeby byc "chlopakiem" itd...

      mysle, ze to calkiem rozsadne podejsci..lepiej od razu niz sie mezczyc i miec
      nadzieje, ze cos sie zmieni.

      choc oczywiscie z drugiej strny, jest to ranienie uczuc tej drugiej osoby..ale
      czy to nie jelst lepsze teraz niz za kilka lat...meczenia sie wzajemnie?
    • kimmie_baby Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 10.05.08, 03:21
      słuchaj nie jest aż tak źle: odszedł a nie wybiegł z krzykiem albo
      nie rzucił się z balkonu. to jest wielki plus. porozmawiał z Tobą
      wyczerpująco i napewno był dobry dla Ciebie, itp. itd. no ale jakoś
      rzeczywiście teraz chciałby mieć trochę czasu wyłącznie dla siebie
      aby popracować nad swoimi cechami charakteru. on potrzebuje takich
      wewnętrznych wakacji dla spokoju ducha nie mówiąc już o tym, że
      chciałby facet odetchnąć od Ciebie. a nie połamałaś mu żebr jak go
      tak przytulałaś?
      • nom73 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 10.05.08, 10:59
        kimmie_baby napisała:

        > chciałby facet odetchnąć od Ciebie. a nie połamałaś mu żebr jak go
        > tak przytulałaś?

        A skąd wiesz, że go przytulała? Może właśnie tego mu brakowało. :-)
    • nienamacalna Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 14.05.08, 16:14
      Mój (bo jeszcze jestesmy razem) chlopak rzekł mi rok temu (po byciu
      razem przez ok rok.. ale na odleglosc)ze.. nie wie czy mnie kocha...
      ze nie wie czy w ogole on potrafi kochac... Rąbnęło mnie to w
      psychikę, nie powiem.. Chwile pomyslalam i powiedzialam, ze niech
      sie dowie, czy mnie kocha, poczekamy zobaczymy, wyjdzie w praniu.
      Śmiesznie, bo nie rozstalismy sie jeszcze, moze on sie boi, ze ja
      sie zabije?:) A moze jeszcze nie znalazl odpowiedniej kobiety i nie
      chce mnie rzucac skoro nie ma dla kogo?:) a moze mu odbilo i
      faktycznie mnie kocha?Póki co bede zyc jak kazda dobra i oddana
      swojemu mezczyznie kobieta- czekajac az mu sie znudze i mnie rzuci.
      Hyh.
      • mijo81 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 27.05.08, 23:05
        Dobrze robisz....jemu, nie sobie
    • zorbanek Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 28.05.08, 15:52
      > przede wszystkim, uwazam ze zachowal sie jak "gó..arz"...
      > prosze o Wasze opinie...

      Nieprawda. Zachowal sie jakby był sobą. Nie chciał z Tobą być zatem
      odszedł. Moja żona i jej siostra nieodmiennie kwitują zachowania
      facetów, ktore nie są po ich myśli - jako gó..arskie, a facetów
      jako dupków. Niezależnie czy obiektywnie postąpili słusznie, czy też
      nie.

      Żenująca jest ta stronniczość osądów:(
    • crimson_wind Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 28.05.08, 17:51
      O fuck, jakbym czytał swoją historię, tylko że w odwrotnej relacji :) Skąd się
      tacy ludzie biorą, co to za argumentacja na poziomie 5-latka?
    • bumcyk_24 Re: moj facet odszedl...pytanie do mezczyzn 03.06.08, 21:58
      Prawidłowa treść jaką wypowiedział twój facet to: jesteś nudna a co za tym idzie
      - znudziłaś mi się... Wolałabyś to usłyszeć? Ja sądze ze twoja wrazliwa dusza by
      tego nie wytrzymala- jestem tego pewien.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja