1karolakarola
03.06.08, 20:43
Mam 29 lat, jestem ze swoim facetem juz ponad 7 lat.
Ostatnio zaczelam sie bardzo frustrowac nasza sytuacja. Otoz moj chlopak,
majac juz 31 lat, zyje sobie z dnia na dzien, nie myslac o wspolnej
przyszlosci. Oczywiscie mnie zapewnia, ze mnie kocha, ale sama nie
wiem...czuje sie strasznie wykorzystywana. Z gory zaznaczam, ze nie chodzi mi
o malzenstwo - to tylko papierek, ale o jego podejscie do mnie i do naszego
zwiazku. On chodzi do pracy, na 7 godzin na dzien, przychodzi do domu i nic
nie robi. Czeka az ja wroce - ja pracuje dlugo, 10 - 12 godzin na dzien,
dojazdy + doksztalcam sie, wiec czesto wieczory i weekendy mam zajete. On nie
poczuwa sie do zadnych obowiazkow domowych - czeka az ja wroce do domu
wyczerpana i zajme sie gotowaniem i sprzataniem. Calymi dniami oglada
telewizor, nie chce mi pomoc kiedy mam stres w pracy albo egzaminy. Jestesmy
juz tak dlugo razem, a on ciagle rozlicza mnie z kazdego funta, ktorego na
mnie wydal. Mieszkamy od 4 lat w Anglii, ja chce wrocic do domu, on ciagle
obiecuje, ale ciagle odklada. Mam juz serdecznie tego dosc. Zadne prosby czy
roznowy nie pomagaja. Czuje, ze nie mam wsparcia, ze mnie po prostu
wykorzystuje. Do tego marudzi, ze to ja jestem egoistka bo nie chce miec
dzieci. Fakt jest taki, ze ja chce miec dzieci, tylko w normalnych warunkach,
w swoim domu a nie w obcym kraju w domu z kupa innych ludzi i z ojcem, ktoremu
nie bedzie chcialo mu sie o nie dbac. Bo to wszystko bedzie na mojej glowie -
tak jak teraz jest. Dowodem jest to, ze kupilam mieszkanie w Polsce - sama na
siebie musialam wziac kredyt bo wykrecal sie jak mogl, a to dowod ze nie wiaze
ze mna przyszlosci...Sama nie wiem co mam robic, mam ochote rzucic to wszystko
w cholere.