Do sprężynujących panów

20.09.03, 23:11
Oj, panoszą się tu babska, panoszą, na tym z założenia męskim forum :) Ale gdzeż ja mam iść z tą wątpliwością? - zdecydowanie tu muszę:) Jakiś czas temu wyczytałam w baaaardzo mądrej książce o naturze uczuciowej mężczyzn, którzy to podobno wg autora (mężczyzny zresztą) są jak sprężyny. Choćby najbardziej kochali, muszą co jakiś czas odsunąć się na pewną odległość, żeby zaczerpnąć powietrza, pobyć w izolacji (odkobiecej oczywiście) i zadbać wyłącznie o siebie. To pomaga Wam podobno przekonać samych siebie, że jednak bardzo potrzebujecie bliskości. I wtedy - smyk - i taki jeden z drugim szybciutko jest z powrotem:) Ponoć mężczyzna całe życie oscyluje pomiędzy głębokim pragnieniem wejścia w związek i wyrwania się z niego. Pomijam, ze dla mnie zalatuje to czystym egoizmem, ale właśnie nadeszła pora w moim życiu gdy mogę na własnej skórze zaobserwować ów proces. Nie jest lekko, drodzy panowie, nielekko być kochającą kobietą:) Już przechodzę do sedna sprawy, bo coś się rozwlekłam - czy to naprawdę Wam pomaga? Jak można się odnaleźć w tym, że człowiek (znaczy - mężczyzna, bo kobiety absolutnie tak nie robią) nagle się zamyka, robi się lodowaty i kobieta jego życia przestaje dla niego istnieć na jakiś czas? A może to wszystko bujda....? No to jak to z Wami jest naprawdę w tej kwestii?
    • vortex Re: Do sprężynujących panów 21.09.03, 06:15
      nie wiem jak inni, ja nie nabieram chęci na rozstanie się z moją drugą połową,
      po prostu nachodzi mnie chęć na wyciszenie i pobycie przez jakiś czas samemu.
      Nie trwa to nawet długo, dzień może dwa, po prostu chcę trochę czasu tylko dla
      siebie nawet jakbym miał leżeć do góry wentylem :P (ostatnie zdanie
      podpowiedziała mi moja kochana kobieta :) )

      pozdrawiamy
      vortex i jego kobieta
      • frisky2 Re: Do sprężynujących panów 25.09.03, 13:22
        Moim zdaniem autorka watku myli sie co do tego, ze facet sie zamyka na jakis
        czas i jego kobieta dla niego nie istnieje. Nawet jak potrzebuje samotnosci, to
        nie znaczy, ze caly swiat - kobieta, przyjaciele - nie istnieja w mojej glowie.
        Sa, choc nie jest to kontakt fizyczny. I nie ma czemu sie dziwic, to tak jakby
        faceci nagle zaczeli sie dziwic, ze kobiety lubia od czasu do czasu pogadac
        wylacznie w babskim gronie, wyplakac sie itp.

        Fakt, ze potrzebuje od czasu do czasu oderwania sie od innych. Moze wynika to
        stad, ze faceci sa indywidualistami, mimo, ze wstepuja w zwiazkiz kobietami tak
        naprawde nigdy nie przestaja byc przede wszystkim soba, odrebna osoba.
        • Gość: shemreolin Re: Do sprężynujących panów IP: *.crowley.pl 25.09.03, 14:27
          Ja chociaż jestem kobieta też potrzebuje tego samego. Ile można non stop
          przebywac z innymi, non stop widywac sie z kochana osobą i byc zawsze w tym
          samym nastroju? Kobiety przeciez też potrzebuja takich odskoczni.

          Ta książka to pewnie "Mężczyźni sa z Marsa a kobiety z Wenus" Johna Greya.
          Ciekawa chociaz troszk naiwna. Tak jakby facet który to pisze znalazł dobro
          uniwersalne. Niestety nie do każdego zwiazku da sie dopasować jego teorie. No
          cóż...

          A jesli chodzi o to, że faceci stają sie wtdy tacy nieprzyjemni i wogóle...
          popatrzmy n siebie pani jak nas dopadnie napięcie przedmiesiaczkowe :P
          • Gość: Y Re: Do sprężynujących panów IP: 62.233.175.* 25.09.03, 14:36
            Wedlug mnie to co opisalas jest tylko i wylacznie wynikiem lenistwa. Czlowiek
            sam decyduje o tym jaki jest i tlumaczenie, ze jestesmy juz tak skonstruowani
            jest zupelnie bez sensu. Po prostu wiekszosc ludzi jest zbyt leniwa i woli
            tlumaczyc sobie swoje zle cechy tego typu pierdolami zamiast wziasc sie
            porzadnie za siebie. To wlasnie dzieki tym roznicom mozna odroznic kogos
            wartosciowego od zwyczajnego prostactwa. Oddzielic ziarna od plew. PZDR.
            • inw.nn Re: Do Y 25.09.03, 17:11
              Szczerze powiedziawszy przy tych wszystkich pełnych zrozumienia komentarzach, że tak, że oczywiście, że każdy ma prawo do samotności, dla urozmaicenia, dla wytchnienia itd, Twoja wypowiedź jak cierń tu siedzi w tym wątku...a co najgorsze to i we mnie siedzi, bo usiłowałam tak naprawdę zagłuszyć w sobie TAKIE właśnie tłumaczenie sprawy. I wcale nie chciałam tego usłyszeć, bo łatwiej jest się łudzić, że to tak bywa, taka męska konstrukcja - poszedł, to poszedł, odpocznie to i wróci..Plewy powiadasz Pan...? Hmmm....
            • frisky2 Re: Do sprężynujących panów 26.09.03, 15:10
              Mam wrazenie, ze mylisz gburowatosc z potrzeba samotnosci. Pod twoja wypowiedz
              mozna podpiac wlasnie to moim zdaniem - ze ktos ma w dupie odzywanie sie, bo
              akurat mu tak wygodniej. Ale sa tez takie sytuacje, ze potrzebujesz byc sam,
              zeby pozbierac mysli, poukladac sobie w glowie caly swoj swiat i zreczywistosc.
              Moze nigdy czegos takiego nie male/as i dlatego uwazasz ze to lenistwo. Ale
              zauwaz, ze wielu wybitnych myslicieli polecalo samotnosc jako lek dla duszy.
              Zreszta od starozytnosci znany jest motyw pustyni i pustelni, masz to chociazby
              w Biblii (np. Jezus 40 dni na pustyni).
              Pozdrawiam
          • Gość: Y Re: Do sprężynujących panów IP: 62.233.175.* 25.09.03, 14:40
            TVN?
    • Gość: samowolny Re: Do sprężynujących panów IP: *.prokom.pl 25.09.03, 14:37
      myśle ze każdy potrzebuje takiej chwili dla siebie aby móc z pewnej
      perspektywy ocenic to co ma..ot taka "chwila dla debila" zawsze jest przydatna
      dla obu stron :)))
    • ja.to.roy Re: Do sprężynujących panów 25.09.03, 14:41
      Oj, panoszą się, ale bez nich to byśmy tu
      1)jakąś wojnę na dzień dobry wszczęli albo
      2)milczeli po siódmym poscie na każdym topiku.

      Owszem, potzreba jest czasem oderwać się od Tej Która Najukochańsza. Sam nie
      wiem skąd to się bierze, ale jest. Inne znaczenia mają kobiece 'brakuje mi
      Ciebie' i to co facet czuje na ten temat (bo rzadko powiem). Bywa że w jednej
      chwili czuję że mi Jej brakuje i że mam ochotę być sam /gdzie indziej. Kiedy
      jesteśmy razem, znika to od razu i pojawia się po jakimś czasie dłuższego
      razem przebywania (kilka dni), bo nie mieszkamy razem.

      INW.NN: Co to za książka, z chęcią bym przeczytał. Myślałem, że to moje jakieś
      dziwne zachowania z tą dwoistością uczuć.
      • inw.nn Re: do roya 25.09.03, 16:45
        Ktoś już tu slusznie trafił w nazwę - "Mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus" Johna Gray'a. Naiwna chwilami okropniście, ale jak widać, ma trochę racji autor Pan Psycholog, choć może nie zawsze do końca:)
        Miłej lektury, a szczególnie wniosków polekturowych życzę:)
        • ja.to.roy Re: do roya 25.09.03, 16:54
          hmm, przewinęła mi się przez ręce ze dwa lata temu, ale nie mogę sobie
          przypomnieć sprężynowania. Być może nie doczytałem jej bo owa naiwność czy
          nawet banalność pokonała moje ogromne pokłady cierpliwości. Chyba jednak
          wrócę, już z odpowiednim nastawieniem. Jeśli coś ciekawego wyniosę, a nie
          zostanę scyzorykiem przy okazji, podzielę się z pewnością.
          pozdrawiam
    • Gość: Ścierwo teoria ta sprawdza sie w moim przypadku (nt) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 25.09.03, 15:03
      • Gość: shemreolin Re: teoria ta sprawdza sie w moim przypadku (nt) IP: *.crowley.pl 25.09.03, 15:11
        Ta teoria sprawdza sie w przypadku każdego i nie tylko jesli chodzi o miłosc...
        to jest jak z ulubionym daniem. No ile można ciagle zjadac to samo dzien w
        dzień? Zawsze trzeba zjesć cos innego zeby doceni znowu kochanego
        schaboszczaka :P

        Tylko prosze tego nie używać w tłumaczeniu sie po zdradzie :))))))))
        • frisky2 Re: teoria ta sprawdza sie w moim przypadku (nt) 26.09.03, 15:13
          Gość portalu: shemreolin napisał(a):

          > Ta teoria sprawdza sie w przypadku każdego i nie tylko jesli chodzi o mił
          osc...
          >
          > to jest jak z ulubionym daniem. No ile można ciagle zjadac to samo dzien w
          > dzień? Zawsze trzeba zjesć cos innego zeby doceni znowu kochanego
          > schaboszczaka :P
          >
          > Tylko prosze tego nie używać w tłumaczeniu sie po zdradzie :))))))))

          Dlaczego nie do zdrady? I dlaczego zdrada jest uwazana za koniec wszystkiego. A
          jesli ktos zaluje zdrady i chce nadal byc z osoba, ktora zdradzil? Czy ktos kto
          naprawde kocha moze nie wybaczyc zdrady? To co to wlasciwie byla za milosc?
          • inw.nn Re: teoria ta sprawdza sie w moim przypadku (nt) 26.09.03, 20:21
            frisky2 napisała:

            > Dlaczego nie do zdrady? I dlaczego zdrada jest uwazana za koniec wszystkiego. A
            >
            > jesli ktos zaluje zdrady i chce nadal byc z osoba, ktora zdradzil? Czy ktos kto
            >
            > naprawde kocha moze nie wybaczyc zdrady? To co to wlasciwie byla za milosc?

            To pytanie można by odwrócić - co to była a miłość, że aż potrzeba zdrady, zeby się w ogóle przekonać, ze byla....? a zresztą o zdradzie, to kotłuje się tu przy każdej okazji na tym forum, bez efeków ani konstruktywnych wniosków, niestety. Ile osób, tyle pomysłów. Szkoda słów.
            Do zdrady daleka droga. Choć....jak tak odosobnienie i izolacja strony przeciwnej potrwa jeszcze trochę, mogę zacząć i to podejrzewać....Jestem już zmęczona tą sytuacją.
    • b.cage Re: Do sprężynujących panów 26.09.03, 22:06
      Wydaje mi się, przynajmniej tak jest w moim przypadku, ze funkcjonujemy na
      zasadzie kontrastów (chodzi mi o mężczyzn). Musimy poczuć się źle by docenić
      dobro. Być sami by zatęsknić za bliskością itd. itd.. Chcę Ci tez powiedzieć,
      że to wcale nie jest mile. Denerwuje mnie to, ale nad tym nie da się pracować.
      Można grać ale czy o to chodzi w prawdziwym związku?
      • inw.nn Re: Do sprężynujących panów 26.09.03, 22:30
        b.cage napisał:

        > Wydaje mi się, przynajmniej tak jest w moim przypadku, ze funkcjonujemy na
        > zasadzie kontrastów (chodzi mi o mężczyzn). Musimy poczuć się źle by docenić
        > dobro. Być sami by zatęsknić za bliskością itd. itd..

        "zasada kontrastów"? i niby ja mam pomóc w uzyskaniu tego kontrastu? sprawić żeby ten mój Jedyny i Niepowtarzalny, którego wybrałam poczuł się źle, samotny i opuszczony??? Bo tylko wtedy potrafi docenić? Taaaak....tylko, że dla mnie w tym własnie momencie zaczęłaby się gra. A czy o to chodzi?
        Mam nadzieję, ze ta zasada nie dotyczy wszystkich....Bo inaczej to ja wysiadam.
        • Gość: awa Re: Do sprężynujących panów IP: *.icpnet.pl 27.09.03, 00:57
          i o to właśnie chodzi, trzeba grać. juz sie o tym przekonałam chyba ze 100
          razy.
          co do sprężynowania, zauwazylam, ze jak taki za bardzo sprężynuje to jest
          niebezpieczeństwo, ze ta srężynka pęknie...takie juz właściwości spręzyn.
          i to jest najbardziej przykre...
    • gibenrath skoki w bok konieczne ja wojny 09.10.03, 00:48
      Związek z kobietą jest dla nas świętości taką jak pokój na świecie - żeby je
      docenić potrzebujemy tak samo skoków w bok, jak i wojen. To jest najzwyklejsza
      potrzeba adrenaliny, naruszenia ładu i spokoju, ryzyka...
      • inw.nn Re: skoki w bok konieczne ja wojny 09.10.03, 22:19
        Proszę mi tu pojęc nie mieszać :) Skoki w bok to materiał na osobny wątek i zupełnie nie ten kaliber sprawy, o którym chcę podyskutować.
        "Potrzeba adrenaliny"...taki podwyższony poziom adrenaliny szybko uzależnia, a zaspokajanie go w skokach na boki i w toczonych wojnach, jakoś nie leży w moich kręgach zainteresowań, bo niestety często powoduje ofiary śmiertelne. Serducho może komuś nie wytrzymać do tego ciśnienia albo coś co dla mnie jest jedynie granatem dla kogoś nagle okaże się bombą:) A ja wolę nie narażać bliskich mi osób na desrukcję wbrew ich woli a mi samej też nie uśmiecha sie bycie ofiarą.
        Wolę podnosić sobie (i nie tylko :D)poziom adrenaliny w inny sposób.
Pełna wersja