inw.nn
20.09.03, 23:11
Oj, panoszą się tu babska, panoszą, na tym z założenia męskim forum :) Ale gdzeż ja mam iść z tą wątpliwością? - zdecydowanie tu muszę:) Jakiś czas temu wyczytałam w baaaardzo mądrej książce o naturze uczuciowej mężczyzn, którzy to podobno wg autora (mężczyzny zresztą) są jak sprężyny. Choćby najbardziej kochali, muszą co jakiś czas odsunąć się na pewną odległość, żeby zaczerpnąć powietrza, pobyć w izolacji (odkobiecej oczywiście) i zadbać wyłącznie o siebie. To pomaga Wam podobno przekonać samych siebie, że jednak bardzo potrzebujecie bliskości. I wtedy - smyk - i taki jeden z drugim szybciutko jest z powrotem:) Ponoć mężczyzna całe życie oscyluje pomiędzy głębokim pragnieniem wejścia w związek i wyrwania się z niego. Pomijam, ze dla mnie zalatuje to czystym egoizmem, ale właśnie nadeszła pora w moim życiu gdy mogę na własnej skórze zaobserwować ów proces. Nie jest lekko, drodzy panowie, nielekko być kochającą kobietą:) Już przechodzę do sedna sprawy, bo coś się rozwlekłam - czy to naprawdę Wam pomaga? Jak można się odnaleźć w tym, że człowiek (znaczy - mężczyzna, bo kobiety absolutnie tak nie robią) nagle się zamyka, robi się lodowaty i kobieta jego życia przestaje dla niego istnieć na jakiś czas? A może to wszystko bujda....? No to jak to z Wami jest naprawdę w tej kwestii?