Dodaj do ulubionych

Osiem lat związku a oziębłość kobiety

20.09.03, 23:40
ciekawe czym powodowana jest tak naprawde sporadycznosc kontaktów
seksualnych w stałym związku? szukam i szukam, wszędzie brak konkretów.

FAKTY:
jestem ze swoja dziewczyna od ponad osmiu lat.Żywimy do siebie głębokie
uczucie - tak mysle, bo gdy nie widzę jej dłużej niż dobę to popadam w
melancholie, bo brakuje mi jej ciepla, glosu, usmiechu, wszystkiego co z nia
zwiazane. planujemy slub (choc to nie takie proste, zwlaszcza od strony
logistyczno-finansowej), planuje zareczyny w sympatycznym miejscu. tak
naprawde nasz zwiazek jest dobry, pozytywny i udany, zaklocany sporadycznie
przyziemnymi awariami, np. natury finansowej.
nasz sex byl - jak to zwykle bywa w zwiazkach - bardzo czesty przez
pierwszych kilka lat, potem bywalo roznie, w zaleznosci od okolicznosci i
mozliwosci lokalowych.

PROBLEM:
nasze wspolne pozycie lozkowe od mniej wiecej dwoch lat jest
marginalne,praktycznie czestotliwosc to trzy kontakty seksualne na miesiac -
w tym zero prawdziwego stosunku.raczej stymulacja zastepcza. nie kochalismy
sie tak "do konca" od kwietnia (a mamy koniec wrzesnia). mimo, ze
wynajmujemy sami mieszkanko tylko dla siebie. ja nie przepracowuje sie
zbytnio i nie mam klopotow z potencja. ona zas nie pracuje w ogole i jest w
domu. historie typu kolacje ze swieca czy dzika plaza odpadaja (mowi ze ja
to nie wzrusza-mowi to szczerze i wiem ze tak jest).
problem jest na tyle istotny, ze spycha na dalszy plan wszystkie moje
codzienne obowiazki, kaleczy prawidlowy tok myslenia, dzialania, pracy etc.
staje sie (chyba nawet juz sie stal) dla mnie tematem obsesyjnym, gdyz nie
wiem DLACZEGO tak sie dzieje. obserwuje dookola pary przyjaciol, ktorzy
raczej nie maja z tym problemow (ew.poruszanie tych spraw wywoluje w nich
szczere i radosne reakcje, podczas gdy w moim przypadku poruszanie tych
spraw prowadzi do mojej mimowolnej irytacji - mimowolnej, gdyz jestem
bardzo "fond of sex"., zas w przypadku mojej partnerki wywoluje co najwyzej
obojetny usmiech).

MOJE TEORIE:
-Przez kilka lat moja partnerka brala microgynon, rzucila dwa lata temu.
Mniej wiecej w tym czasie czestotliwosc jej ochoty na baraszkowanie zaczela
spadac. Mam pewne podejrzenie, ze odstawienie pigulek mialo wplyw na
zahamowanie libido (chociaz wszedzie czytam ze jest odwrotnie).
-nie zauwazylem "kogos trzeciego".zreszta, jak wspomnialem wyzej, laczy nas
miliard wspolnych dobrych innych rzeczy, nie wydaje mi sie, by miala ochote
szukac obok, to nie w jej stylu, nie podejrzewam jej o to i nie chce w ogole
byc podejrzliwy - po prostu uwazam, ze przyczyna tutaj z pewnoscia nie lezy,
w koncu nie jestem z nia od wczoraj
-ozieblosc moze wynikac z faktu, ze od poczatku w zwiazku zarowno ja jak i
ona chodzilismy po domu nago (jesli bylo to mozliwe) - chce przez to
powiedziec, ze nie wstydzilismy sie nigdy siebie i wlasnych cial oraz
pokazywania rozkoszy (historie z gaszeniem swiatla, chowanie sie pod koldra
przed partnerem uwazamy za niezdrowe) - byc moze fakt, ze znudzilem sie jej
jako nagi facet z takimi a nie innymi warunkami fizycznymi jest przyczyna
jej braku zainteresowania seksem / stosunkiem (wiem, ze zwraca uwage na
dobrze tzn lepiej ode mnie zbudowanych facetow na ulicy, ale bez przesady -
po prostu dla budowy ich ciala, moze ja akurat na tym trace, bo nie cierpie
lysych karkow z przerosnieta tkanka-ona tez nie- jesli zwraca uwage to na
pewno nie na typ pakera z silowni),
- czasami twierdzila, ze boi sie bolu przy stosunku (chociaz jak sama
zauwaza, bol ten wystepuje czasami - nie zawsze, na poczatku, nie mam
pojecia dlaczego-jesli juz wystepuje miedzy nami stosunek, to po odpowiednio
dlugiej grze wstepnej ,, gdy jest juz rozluzniona; NIESTETY - nad czym
bardzo boleje - nie zamierza chodzic do seksuologa ani pytac swojego
ginekologa, bo sie wstydzi i nie chce rozmawiac z obcymi o stosunku ktory
odbywala (a mamy prawie po 30 lat!!). nie wiemy jak tutaj zaradzic - a
zastanawiam sie, czy to nie jest np powod ktory hamuje poped kobiety w
ogolnosci, a w naszej sytuacji - w szczegolnosci

WNIOSKI:
-jestem zalamany, popadam w coraz dluzsze deprechy, nie moge sie skupic na
pracy, przez co pietrza sie takze i problemy pozalozkowe, klienci mowia ze
powinienem wziac urlop bo zle wygladam; wiecej pije; ogladam porno w sieci i
sam smieje sie z siebie ze w ten sposob zachowuje sie jak nastolatek, glupio
mi przed samym soba;
-moje mniemanie o sobie jest niskie, coraz nizsze, widze w sobie juz same
negatywne cechy i trace wiare w siebie; jako ze jestem facetem i sypie mi
sie sytuacja z praca, finansami, a przede wszystkim z moim pozyciem z
ukochana dziewczyna, mam obsesyjne poczucie niezrealizowania, tego, ze juz
sie nie nadaje etc, jednym slowem zalamka, czego z natury nienawidze bo z
charakteru jestem raczej operatywny niz rozklejajacy sie, no ale jak na
razie przegrywam
-zaczynam coraz czesciej (nawet nieswiadomie przy mojej dziewczynie) ogladac
sie za kobietami na ulicy (no, zebym byl czasem dyskretny to nie powiem)-to
tak okropnie glupie i kretynskie uczucie; czesto siedzielismy sobie razem w
ogrodkach i "obcinalismy" laseczki chodzace wokol, kazde z nas mialo swoje
powody, nie rodzi to zadnych konfliktow miedzy nami, jakkolwiek ja z uwagi
na to ze dobijam do trzydziestki, mam niestety wysrubowany temperament nie
zgrany z temperamentem mojej pani i za tymi ladnymi kobietami ogladam sie
takze z odrobina fantazji erotycznej, niestety
-boje sie ze pewnego dnia moj chemiczny wewnetrzny procesor dokona jakiejs
sprzecznej operacji i nagle okaze sie, ze zbuntowalem sie przeciwko
zaistnialej sytuacji zbyt ostro i obudzilem w lozku nieznanej mi blizej ale
za to ognistej kobiety - jestem praktycznie pozbawiony seksu, mam prawie 30
a chemia to niestety chemia, boje sie ze niestety kiedys nie dam rady i
wtedy nie spojrze juz w lustro
-fakt, ze dopuszczam powyzsza mozliwosc, nie jest rownoznaczny z
jakimikolwiek planami albo akceptacja wskoczenia do wyrka z obca laska, gdy
jestem w zwiazku - to zaznaczam zeby powstrzymac nieuzasadniona krytyke - ja
po prostu nie wykluczam, ze kiedys mi w koncu cos odwali, jesli nie naprawie
seksu ze swoja partnerka
-chce byc z nia i tylko z nia.nie chce lazic do agencji towarzyskich.nie
chce miec zadnych kochanek.marze tylko zeby nasz zwiazek rozkwitl,ze tak sie
wyraze na nowo.takze w tej sferze. tym samym wyjasniam ze wiem, iz zwiazek
to nie tylko sex, ale przede wszystkim uczucie, wspolne chwile, przezycia,
wspolne jedzernie, zakupy, podroze, cieplo, dotyki, pocalunki, usmiech,
wspolne chrapanie przed tv i wspolne picie w knajpie, wspolne
spacery,imprezki, bluzy etc. ja to wiem. ale wiem tez, ze milosc bez seksu
jest w podobnym stopniu uboga co seks bez milosci (jesli sie myle, prosze
mnie poprawic). dlatego chce wszystko zmienic na lepsze. chce zeby jej
ozieblosc minela i zeby nasz seks byl ok.

CZEGO SIĘ BOJĘ
-boję się, ze tego się już nie zmieni, że będziemy na to skazani do knca
naszego bycia.
-boję się ze zdradzi albo ona mnie, albo ja ja.
-mam coraz wieksza obsesje zwiazana z seksem.duzo surfuje, mam coraz wiecej
fantazji ktorych miec nie powinienem
-boję się, ze przez to wszystko kiedys zwariuje.

CO NA TO ONA:
-wie, ze nie jest dobrze, tzn ze jest b.zle z jej ochota na seks. nie chce
odwiedzac specjalistow, bo sie wstydzi. z tych samych powodow nie rozmawia z
przyjaciolkami o tych sprawach.
-filmow (juz) nie lubi
-nie wie (przynajmniej tak mowi) skad to wszystko i dlaczego wlasnie tak i
wlasnie nam to sie przytrafilo
-seks obchodzi ja teraz w niewielkim stopniu - na zblizenia musze namawiac,
niekiedu "umawiamy sie" dzien wczesniej, ale seks "do końca" chyba raczej
zle sie jej kojarzy, chociaz zawsze staram sie byc maksymalnie delikatny
zwlaszcza znajac powage sytuacji
-nie lubi rozmawiac o seksie

CO DALEJ?
-czy przetrwamy ta próbę? czy da radę zmienic swoje nast
Obserwuj wątek
    • r2t21 Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety 20.09.03, 23:57
      CO DALEJ?
      -czy przetrwamy ta próbę? czy da radę zmienic swoje nastawienie do seksu? no
      i przede wszystkim - co ja mam zrobic, zeby to wszystko poprawic? znacie
      pewnie jakies kruczki, o ktorych nie slyszalem, bo to moj 2.zwiazek
      (pierwszy byl w zasadzie udany w tej sferze takze) wiec doswiadczenie w tym
      zakresie mam niewielkie - moze wiecej inwencji, moze troche perwersji albo
      wrecz przeciwnie? a moze najlepszym wyjsciem bedzie, by ona sprobowala seksu
      z innym mezczyzna? jesli to mialoby pomoc zwiazkowi, to jestem gotow na to
      przystac, aczkolwiek niechetnie. ale takie rozwiazanie znalazlem kiedys przy
      okazji opisu jakiejs równie pogmatwanej historii dot. seksu w zwiazku.

      Przepraszam za dlugiego posta ale musialem napisac, zeby dobrze oddac
      wartosc moich mysli

      prosze was o zdanie, pomoc, uwagi, cokolwiek - mimo swojego wieku w pewnych
      sprawach mam wciaz doswiadczenie nastolatka...
      pozdrawiam
      r2t21
      • inw.nn Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety 21.09.03, 00:21
        Twój list poszedł w dwóch kawalkach i nie doczytałam końca. ŻADNEGO SEKSU Z INNYM MEŻCZYZNĄ!!! Nawet o tym nie myśl! A Ty jeszcze wspaniałomyślnie - "pozwalam". Nie mam pojęcia co Ci chodzi po głowie...ale skoro jest z Tobą to znaczy, że jej dobrze przy Tobie. Nie w Tobie jest powód tego calego zamieszania, jestem tego pewna, po tym co napisałeś. Każdy związek jest inny, tu nie ma co liczyć na podobieństwa. Wygląda na to, że jesteś niesamowicie rozsądnym i świadomym siebie facetem , ale nikt Ci nie pomoże niestety tak do końca, bo choćbyś napisal najdłuższy post na świecie, nie zamkniesz w nim ośmiu lat pożycia. I to Ty będzisz wiedział najlepiej o co w tym wszyskim chodzi, choć przyznaję, można by nieźle skołowanym w Twojej sytuacji. Licz na siebie, bo masz do tego podstawy, żeby w siebie nie zwątpić.
      • Gość: jamisia Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: 217.8.186.* 23.09.03, 12:23
        Strasznie dramatyczny ten Twój list, rzeczywiście da się odczuć lekkie
        załamanie i skłonność do depresji, współczuję Ci i wiem co to znaczy, ja jestem
        ze swoim partnerem mniej więcej tyle samo co Ty i kochamy się dosyć często, ale
        po prostu on mnie już nie podnieca tak jak kiedyś, i na to chyba nie da się nic
        poradzić, bo jeśli jesteś z kimś tyle lat, widujesz go codziennie i spędzasz
        każdą chwilę to w końcu robi się to ździebko nudne i powszednie, jedyne co mogę
        Ci poradzić to żebyś pogadał ze swoją partnerką o swoich problemach, może coś
        razem wymyślicie, chociaż wydaje mi się, że najlepszym wyjściem dla Ciebie
        (chyba że ona czuje to samo) byłby "skok w bok", może to okrutne, ale nabrałbyś
        nowych sił witalnych, wiem co mówię...
    • inw.nn Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety 21.09.03, 00:06
      Nie czuję się kompetentna ani, ani, żeby siać rady na prawo i lewo, ale...Dobrze byloby się skupić jakoś na przekonaniu kobiety swego życia, żeby odwiedziła specjalistę. Czasem się coś tam w środku nie tak ułoży jak powinno, jakieś tyło- czy przodozgięcie, to naprawdę powoduje ból i nie ma w tym za grosz Twojej winy. Mówię w tej chwili z własnego doświadczenia:) Miłośc w ulubionej przez wielu mężczyzn pozycji "na jeźdźca", w moim przypadku zalatywała przez wiele lat niezłym poświęceniem. Mój "defekt" wyrównał się dopiero po urodzeniu olbrzymiego synalka :) Są kompetentne osoby, które mogą pomóc. A może byłoby jej raźniej gdybyście poszli do nich razem?

      PS. Twój list rozkłada na łopatki szczerością - nie sposób nie poczuć sympatii:) Powodzenia!
    • Gość: ktoś23 Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: 80.48.245.* 21.09.03, 08:58
      Moje małżeństwo trwał pięć lat, wcześniej 6 lat znajomości. PO urodzeniu się
      dziecka coś się zaczęło wypalać. Nie było ochoty na seks. Zawsze było pełno
      wytłumaczeń takiej sytuacji. Po pięciu latach na jaw wyszła zdrada mojego
      męża , jego roczny romansik i to był szok. W tym co napisałeś, widzę naszą
      sytuację sprzed kilku laty. Jego rozmowy o tym co mu brakuje i moje chłodne
      reakcje. Tylko mi też czegoś zaczynało brakować w tym związku. Po całym dniu
      pracy czasami człowiek marzy o przytuleniu się do kogoś bliskiego, a nie tylko
      o seksie. Teraz wiem, że wszystko można było rozwiązać inaczej, przez rozmowy,
      rozmowy i jeszcze raz rozmowy. Tylko wtedy tego nie wiedziałam i chyba nie
      chciałam tych rozmów. Jesteś w bardzo trudnej sytuacji, ale staraj się
      przekonać swoją partnerkę, o tym,że dzieje się coś niedobrego. Szkoda
      przekreślić tyle lat wsapniałego związku. Powodzenia i walcz
      • Gość: Panterka Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 09:31
        No to teraz moje porady.

        1. Blokować może ją sfera psychiczna- ale skoro piszesz, że wszystko jest ok,
        że nie jesteś samcem patrzącym na kobiety tylko przez rozporek, piszesz dużo o
        uczuciu, którym ją darzysz- więc sądze, ze facet, który tak ciepło wypowiada
        się o swoim związku również to ciepło daje kobiecie w rzeczywistości :-)))

        2. A zatem jakaś przyczyna organiczna. Wiesz, zanim zaczęlam brać pigułki moj
        okres wygladał tak, że mdlałam z bólu, wymiotowałam i ogólnie to był koszmar.
        Po pigułkach- normalnie cud, zero bólu!!! Później odstawiłam, zaczełam brać
        ponownie- i rownież odczuwam pewnien dyskomfort- w zależności od dnia przed czy
        po okresie. I to występuje również przy stosunku- więc wiem, co może odczuwać
        Twoja dziewczyna. To, że przedtem było ok, nie oznacza, że teraz też tak musi
        być. Wydaje mi się, że ona boi się bóu i dlatego unika zbliżeń. Naprawdę.

        Ja też czasem odczuwam ból- nawet jak siadam! I to potrafi zaboleć
        niemiłosiernie. Moja pani ginekolog, mówi, że wszystko ok. Podczas stosunku,
        kiedy maż "wchodzi" po prostu musi robić to powoli, a ja staram się rozluźnić-
        tzn myślę o każdym mięśniu w mojej miednicy i wyobrażam sobie jak staje się
        wiotki. Bo przy napięciu- takim jakie występuje normalnie, nie muszę się nawet
        spinać- to czasem boli.

        Natomiast, gdy się rozluźnie, to nie czuję bólu. Penis zdola się usadowić
        względem mojej szyjki macicy tak, że jej nie traca boleśnie tylko wprost
        przeciwnie- i nie mam problemów z orgazmem. I faktycznie- w pozycji na jeźdzca
        ból przy wprowadzeniu nie występuje- bo kobieta sama reguluje glębokość
        wporowadzenia. A penis musi sobie dobrze "rozepchnać" miejsce pracy ;-)

        Mam pytanie- dlaczego twoja Dziewczyna przestała brać pigułki? źle je
        tolerowała? Były za drogie? Czy myślała o dziecku??

        Może spróbuj z nią isć do ginekologa. Bo zanim pójdziesz do seksuologa i tak
        ginekolog musi obejrzec co i jak ;-)

        Bo może u niej być tak jak w przypadku inw.nn

        Pozdrawiam!
        • Gość: Wladek Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.09.03, 11:39
          Bardzo współczuję r2t21 i boleśnie go rozumiem. Mam podobny układ tyle, że
          jesteśmy ze sobą już 22 lata. Od paru lat żona moja (43) stara sie unikać
          zbliżeń. Co więcej, daje wyraz niechęci do wszystkiego, co wiąże się z seksem i
          erotyką. Nawet wycofała się z pieszczot lub takich zabaw, które robiliśmy jak
          wzajemne mycie pleców itp. W trakcie filmów potrafi przełączyc kanał jeśli
          sceny są zbyt "ostre". Jestem od niej o 10 lat starszy i może już troche mniej
          atrakcyjny fizycznie ale przecież jeszcze pare lat temu to może poza seksem
          grupowym nic w tej dziedzinie nie było nam obce. Ponieważ jestem lekarzem więc,
          moim zdaniem perfidnie symuluje różne dolegliwości (od anginy do grzybic) ale
          po kazdej kuracji zmienia ginekologa jeśli on nie widzi przeciwwskazań do
          współżycia. Na moje sugestie o seksuologu obraza się. Ostatnio cierpi
          na "bezsenność" to znaczy nie kładzie sie dokąd nie upewni się, że ja juz
          głęboko śpię. Często wyjeżdżam za granicę na kilkunastotygodniowe kontrakty.
          Wieczór pożegnalny (powitalny zresztą również) zawsze "powikłany" jest
          miesiączką, migreną itp. Nie jestem młody ale ciagle jeszcze "mi się
          chce". "Sex wirtualny" nie zaspokaja mnie a wprost przeciwnie budzi żal, że
          inni "robia to tak ładnie". Nie wiem, co robić bo próba rozmowy kończy się
          zmianą tematu na "ważniejsze" - dzieci, dom finanse itp lub/i wyniosłą obrazą.
          Wiem, że zbliża się jesień mojego życia a ona zbliża się do klimakterium ale
          czy musi być tak smutno. Z kontaktów z pacjentkami wiem, że większość ma wprost
          przeciwne problemy. Smutno mi i dlatego współczuję r2.
    • Gość: natasza Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: 2.5.STABLE* / *.sk4.am.poznan.pl 21.09.03, 12:36
      zareczyny? ślub? praca? dom? rachunki? Człowieku ty gaśniesz, wypalasz się, nie
      widzisz tego? po co to ciągniesz? Jesli sex jest dla Ciebie ważny, jeśli jego
      brak waży na wszystkie sfery Twojego życia, to zmień to! Nie ciągnij tego w
      nieskończoność, myślisz, że później może być lepiej? Nie ludź sie, może być
      tylko gorzej.
      Znasz historię Abelarda i Heloizy? Istnieje "miłość ponad" więc możesz również
      tak żyć, bez seksu, bez realizowania swoich potrzeb w tej kwestii. Ale czy tego
      potrzebujesz?
      A może Tobie nie chce się niczego zmieniać? Wygodnictwo?
      Za kilka lat będziesz zgorzkniałym facetem.
      powodzenia
      ps. A może pokusisz się na anlizę SWOT swojego związku?
    • anna-maria17 Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety 21.09.03, 15:07
      Opowim ci historie mojego brata. To jakby twoja historia za lat 20. Pomysl, czy
      chcesz miec takie zycie?
      Moj brat ozenil sie z piekna kobieta. Wszyscy mu zazroscili i zazdroszcza, ale
      nikt nie wie, jak jest naprawde. Moja bratowa nigdy nie byla ognista kobieta.
      Nalezy raczej, do tych wynioslych i chlodnych. Moj brat wiedzial o tym zeniac
      sie z nia, ale liczyl na to, ze ja rozbudzi, ze ona dojrzeje, ze czas ich
      zblizy. Do urodzenia sie syna, przed 19 laty, dochodzilo jeszcze do czestych
      zblizen, ktorych i moja bratowa szukala. Od czasu urodzenia dziecka, moja
      bratowa unika zblizen. Raz na miesiac, raz na dwa miesiace, "dopusci" swojego
      meza do siebie, bedac przy tym strona zupelnie pasywna. Od 10 lat moj brat tego
      nie wytrzymuje. Miewa rozne kochanki. Zwiazki, nazwalabym to, ktore trwaja do
      momentu, az nie zaczna sie naciski, zeby moj brat opuscil zone. On nie chce
      zony opuszczac. On chce z nia zyc. Propozycje z jego strony udania sie na
      terapie, nie przynosza zadnego echa. Ona tego nie potrzebuje. Ona chce
      malzenstwa, ale bez seksu. Nie zrezygnuje ze standartu, jaki ma. Sama nie
      pracuje. Od dluzszego czasu moj brat ma nowa "znajoma". Znam ja. Ani
      ladniejsza, ani mlodsza od jego zony. Ale pelna ciepla i akceptacji dla mojego
      brata. Maja wspanialy seks. Moj brat ozyl, odmlodnial, jego oczy nabraly blasku
      i czuje sie znow mezczyzna. Nie raz, nie dwa rozmawialismy na ten temat. To nie
      ejst tylko czysty sex, rozladowanie fizyczne, ktore mu brakuje. Wraz ze
      wspolzyciem, ktorego mu zona odmawia, czuje sie nieakceptowany jako mezczyzna,
      czuje sie odrzucony. Ale nie chce zony porzucic. Na razie nie chce. A ja czuje,
      ze moj brat jest na rowni pochylnej. Coraz czesciej mowi o tym, ze ma tylko
      jedno zycie, ze nie bedzie wiecej u zony zebral o sex, ze tak dluzej nie moze.
      Moja bratowa cos weszy. Przyzwyczajona jednak przez te wszystkie lata do
      udzielania aktu laski w lozku, dziwi sie, ze maz o ten akt od miesiecy nie
      zebrze. A moj brat zyje podwojnym zyciem. jak dlugo jeszcze i co bedzie, jak
      sprawa sie wyda? Kochanka bedzie winna? Moj brat bedzie swinia? Zal mi go, bo
      proboweal juz wszystkiego. Romantyczny wyjazd? Owszem, ale sex poza wlasnym
      lozkiem, dla mojej bratowej nie do przyjecia. Radoosne zabawy we dwoje? Nic
      podobnego. Moja bratowa nie uznaje zabaw w tej dziedzinie. Piekna bielizna?
      Owszem, do szuflady. Itd, itd. W umysle mojego brata dojrzewa mysl, ze byl
      swojej zonie potrzebny tylko do posiadania dziecka i do zapewnienia jej
      dostatniego zycia. Ona nie pracuje. A ja widze, jak to sie wszystko rozwija i
      zal mi ich. jej, bo nie wie, ze maz ja zdradza i nie wie, jak wazna dziedzina
      zycia jest sex. Jego, bo widze jak bardzo sie zmienil, odkad ma ta nowa
      kochanke i jak nieuchronnie idzie ku katastrofie. Wysluchuje go, rozmawiam z
      nim, ale pomoc mu nie potrafie. I nie wiem, czemu tak jest. Wiem tylko jedno,
      ze jej zachowanie przed slubem bylo inne. I wiem, ze nie moge mojego brata
      winic za te romanse. On naparwde probowal z zona rozmawiac. Zal mi ich obu.
    • Gość: Zeb Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: *.sympatico.ca 21.09.03, 16:51
      Napisales, ze sytuacja zaczela sie gdy Ona przestala brac pigulki. Moze niech
      zacznie je brac ponownie... Poza tym wizyta u specjalisty bylaby jednak
      wskazana. Szkoda tego czasu. Duzo rozmawiaj z nia. Moze niech ona wypowie sie
      na tym forum, albo na jakims innym. Moze w ten sposob bedziecie mogli sobie
      pomoc.

      Zycze duzo wytrwalosci w ratowaniu tego, co piekne.

      Pozdrawiam

      Z
    • Gość: żonaty Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.09.03, 09:08
      A moim zdaniem uciekaj chłopie od tej baby póki jesteś młody. Nie widzisz, że
      ona cię nie chce, nie akceptuje jako faceta, tylko jest jej wygodnie z tobą?
      Nie możesz cały czas dawać!!! Jeśli już zaczynają cię interesować inne to
      znaczy, że twoja psychika mówi ci prawdę, której nie chcesz przyjąć - to nie
      jest kobieta dla ciebie!
      Jestem w bardzo podobnej sytuacji i takie mam wnioski.
      • Gość: marcin Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: *.toya.net.pl 29.09.03, 01:33
        Ja mam również podobna sytuację jak autor posta. Po 4 latach od ślubu mniej
        więcej. Romantyczne kolajce kończa się najwyżej zaśnięciem obok; zdobywanie
        spełza na niczym; też zaczynam się oglądać za innymi kobietami i to co raz
        częścięj; miewam kochanki, co jakiś czas: i wcale nie mam wyrzutów sumienia:
        skoro seksu nie mam w domu; mam 30 lat i chce mi się żyć; próbuję rozmawiać
        codziennie; przekonywać; namawiać; tłumaczyć: gadał dziad do obrazu: jak mam
        już bardzo ochotę to żona stara się pójśc późno spać; bo wtedy jest za późno,
        żeby cokolwiek zrobić; a mieliśmy przed ślubem i tuż po taki wspaniały seks;
        smutno mi się robi, gdy pomyślę; doskonale rozumiem autora wątku: ale wiem, że
        nawet jak one to przeczytaja (tj. nasze partnerki) to skwitują jednoznacznie:
        nam chodzi o seks... a w związku przecież jest tyle innych ważnych rzeczy...
        bleeeee; we wtorek się widzę z kochanką; już we wtorek....marcin
    • Gość: melena Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: *.centrala.kbsa / *.kredytbank.com.pl 23.09.03, 00:25
      Jeśli chcesz z nią być, warto próbować coś zmienić ze wszystkich sił. Mogę
      jedynie napisać dlaczego ja czasmi nie mam ochoty. Przeszkadza mi monotonia.
      Chciłabym być zaskakiwana.Zrób coś niecodziennego dla niej, coś czego twoja
      dziewczyna nie spodziewa się po tobie. Zdobywaj ją jak dawniej. Nie proś tylko
      bierz, oczywiście nie chodżi o przemoc ale o stanowczość i siłę której kobieta
      oczekuje od mężczyzny. Pokazuj swoją namiętność. Mów jej że jej pragniesz. Nie
      zrażaj się.Rób swoje i czekaj na efekty. Początkowo będzie zachowywała się jak
      dawniej, ale w pewnym momencie sama przyjdzie zaciekawiona zmianą.Jeśli
      potrafisz ją sobą ponownie zafacynować nie bedzie miało znaczenia czy boli,
      przecież wczesniej też bolało. Powodzenia. Nie takie lodowce zdobywano.
    • Gość: gosia Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: 217.153.137.* 24.09.03, 14:30
      To masz problem i naprawdę trudno tu jednoznacznie coś radzić... Z jednej stro
      ny jak piszesz, tyle lat razem - wspólne zainteresowania,.. z drugiej strony
      masz już tego dość. Może daj przeczytać jej to co napisałeś.? To ne może być
      tak, że ona nie chce iść do specjalisty i tyle - jeśli komuś na kimś zależy to
      zrobi wszystko aby ratować związek. Wybacz ale jesli ona ma taką postawę, to
      może oznaczać, że jest bardzo pewna ciebie że i tak zawsze przy niej będziesz
      (i może zbyt pewna siebie). A jak się ona zachowuje gdy ty patrzysz na inne
      kobiety? Czy okazuje odrobinę zazdrości... jeśli nie, może to oznaczać ...
      wybacz.. że czuje do Ciebie napewno bardzo mocne.. ale tylko przywiązanie.Więc
      może zafunduj jej dreszczyk emocji w tym względzie..:))Wiesz przecież że po
      tylu latach pewne kwestie w seksie mogą osłabnąć, są cięższe dni gdy
      człowiekowi się nic nie chce, ale zawsze jednak gdy dwoje ludzi chce to może
      się dogadać - do wszystkiego trzeba dwojga! Może ona już nie chce być z Tobą,
      ale jest jej wygodnie tak jak jest, a wiesz w tym wieku (wybacz za to
      określenie ale chodzi mi o porównanie np. z nastolatkami)to niektórym z
      wygodnictwa nie chce się nic zmieniać. Musisz poważnie z nią porozmawiać i
      powiedziec jej jak poważna jest to sprawa żeby wiedziała co może stracić.
      Jeśli będzie jej zależało - zrobi dla Ciebie wszystko!! A jeśli nie to ... na
      swiecie jest wiele kobiet, może to nie była ona? Piszę to z własnego
      doświadczenia, też mi się kiedyś wydawało że jestem strasznie w pewnym facecie
      zakochana, że tylko on.. 3,5 roku katuszy, wiecznych kłótni (akurat sex
      mieliśmy zawsze udany, ale nie w tym rzecz)wydawało mi się że nie ułożę sobie
      z nikim innym życia i te wspólne sprawy, wspomnienia. Mój drogi jakie to było
      mylne pojęcie!! Jestem szczęśliwą mężatką, mamusią zakochaną w swoim mężu
      (matką, żoną i kochanką:)), a różnie było, ale czego się nie robi dla
      ukochanego. Nie ma ludzi niezastąpionych, a na złą miłość najl;epsza jest
      nowa:)) i nie wiem czy o coś takiego Ci chodziło ale mam nadzieję że na coś
      się to przyda, ale to już twój wybór.
      Pozdrawiam Gosia
    • Gość: BigMac Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: *.tasomix.pl / 10.10.10.* 02.10.03, 14:41
      Moja historia jest podobna

      Znamy się od ponad 2 lat. Ona jest moją pierwszą kobietą, . Jestem kilka lat
      młodszy ja mam 25 ona 29 lat. Pierwszy raz byliśmy tak do końca razem po ok.
      3miesiącach. Wynikało to z tego, że miałem opory. Nie to żebym nie chciał, ale
      pierwszy raz był dla mnie czymś ważnym , chciałem czuć że to jest ta chwila i
      że jestem gotowy. I stało się. Od tego czasu kochaliśmy się dzień w dzień, w
      róznych miejscach i w róznych pozycjach. Czasami było tak, że nie miałem za
      bardzo ochoty na sex (robiliśmy to kilka razy dziennie), ale Ona bardzo chciała
      się kochać i robiliśmy to. Nie miałem nic przeciwko bo uwielbiam być z nią tak
      blisko. Nie chodzi o sam orgazm, ale samo bycie w niej pozwalało mi odpłynąć..
      Świat poza nami nie istniał.. Ponieważ była moją pierwszą kobietą, trochę bałem
      się czy będzie jej ze mną dobrze. Nie wierzyła mi że jest moją pierwszą, że tak
      na nią działam, że potrafię robić to kilka razy z rzędu przez całą noc, że mnie
      nie odda żadnej innej itp. Kochaliśmy się kiedy chcieliśmy, nie było żadnych
      zachamowan typu, że nie zdążymy do pracy itd..

      Kiedy zamieszkaliśmy razem troszeczkę mniej mieliśmy oboje ochoty na sex.
      Wiadomo inaczej działa na ciebie człowiek, z którym się spotykasz na randkach,
      a inaczej ktoś z kim jesteś przez cały dzień... Można to jakoś wytłumaczyć.
      Dopóki mieliśmy takie same potrzeby wszystko było ok. Do czasu..

      Postanowiliśmy, że będzie brać tabletki, żebyśmy mogli kochać się kiedy tylko
      chcemy i nie martwić się że prezerwatywa pęknie np. Na początku brania Cilest
      było ok, kochaliśmy się często, było naprawdę super, bardziej beztrosko,
      mogliśmy skupić się tylko na sobie... Po kilku tygodniach zadzwonił ginekolog z
      Warszawy, że wykrył nadżerkę. Partnerka musiała poddać się zabiegowi, wymagał
      on później 40 dniowego postu od sexu. Nie wiedzielismy jak to wytrzymamy. Mi
      było bardzo ciężko, ale jak mus to mus. Po tym okresie partnerka zaczęła się
      inaczej zachowywać, kochaliśmy się ale nie co dziennie, ale raz może dwa na
      tydzień. Zaczęły się wymówki, kiedy próbowałem inicjować zbliżenie typu: "głowa
      mnie boli", "nie mam nastroju", "sąsiedzi usłyszą", "nie zdązysz do
      pracy". "jestem zmęczona", "taki mamy bałagan" i cała litania innych.
      Początkowo byłem wyrozumiały i nie niepokoiło mnie to. Wiadomo, kobieta ma
      ciężkie dni, ma prawo nie mieć ochoty, z resztą nie chodzi o to, żeby zmuszać
      do seksu, bo to mija się z celem. Seks bez obustronnej ochoty jest dla mnie
      pozbawione sensu. Kiedy już się kochaliśmy zacząłem zauważać, że zerka na
      telewizor, patrzy w sufit, strasznie mnie to bolało. Ogólnie stała się mniej
      czuła, przestała mnie dotykać, całowanie zamieniło się w cmokanie. Nie
      wiedziałem co się dzieje. Próbowałem z nią rozmawiać, doszliśmy do wniosku, że
      to moze wina tabletek. Odstawiła je. Żadnych rezultatów. Próbowałem rozmawiać,
      pytałem dlaczego zmieniło się coś między nami, tak uwielbialiśmy się kochać,
      mówiłem że bardzo mi tego brakuje. Ona odpowiadała, że nie widzi problemu, że
      po tej przerwie 40 dniowej nie ma już takich potrzeb. Że to mój problem, myślę
      tylko o seksie, wszystko mi się z tym kojarzy, dawała mi do zrozumienia, że nie
      wie o co mi chodzi, i że to ze mną jest coś nie tak.. Taki stan rzeczy
      powodował , że byłem podenerwowany, bałem się nawet jej dotknąć, bo zaraz mnie
      odtrącała jakby mój dotyk ją parzył. Przyczytałe tutaj na grupie wsparcia o
      podobnych problemach. Trochę mi to pomogło, zrozumiałem, że to się zdarza w
      związkach, że to nie moja wina. Odpuściłem, nie wspominałem o seksie, nie
      dotykałem ją w dwuznaczny sposób. Bardziej próbowałem być dla niej większym
      oparciem, przyjacielem. Od tego czasu kochaliśmy się kilka razy, ale był to
      cudowny seks, to ona błagała mnie żebym z nią był tak blisko, otworzyła się
      znowu cała na mnie. Problem jest tylko w tym, że dzieje się tak może raz w
      miesiącu, jak dla mnie to 5% tego czego potrzebuję. Seks jest dla mnie czymś
      bardzo ważnym. Jest mi z nią dobrze, łączy nas głębokie uczucie, ale jakoś w
      sferze seksu nie jest ok.. A było kiedyś cudownie.
      • Gość: frot. Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: 193.235.68.* 02.10.03, 15:27
        No to masz problem. Albo to polubisz i zaakceptujesz tak jak jest, albo
        poszukaj nowego zwiazku. Osiem lat to w dosc dlugo, ale i tak krocej niz 10 czy
        12. A prawdoopdobnie, jezeli nie odejdziesz, to za klika lat staniesz przed
        takim samym dylematem. Tylko wtedy bedziesz tez o te kilka lat starszy i
        bedzuesz zalowal, ze nie zdecydowales sie wczesniej. Poza tym jest pewne
        ryzyko, ze po pewnym czasie tez tobie przejdzie ochota na seks w zwiazku z ta
        sytuacja. Po prostu nawet podswiadomie bedziesz czul do niej zal i niechec. I
        to nie przejdzie. Po prostu tak jest. Wiec albo przekonaj siebie, ze bez seksu
        tez jest fajnie albo zacznij od nowa. I chyba im szybciej tym lepiej.
        PS A moze cos z nia jest? moze ona jest jakos powaznie chora?
    • Gość: M Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.10.03, 17:00
      Ja bym sie bal z nia ozenic. Po prostu mialbym powazna watpliwosc czy ona mnie
      kocha. Jesli ze mna byloby cos nie tak, to szukalbym specjalistow zeby to
      naprawic. Jesli komus na kims zalezy, to trzeba czasem pokonac wstyd i pojsc do
      lekarza. Uwazam to za przejaw milosci jesli walcze o to by ukochana osoba byla
      ze mna szczesliwa. Gdyby mi smierdzialo z geby od prochnicy, to poszedlbym czym
      predzej do dentysty, zeby moja ukochana nie miala tego dyskomforu. Nie
      przejmowalbym sie tym, ze bedzie bolalo. Jesli sie kogos kocha, to mozna
      przeciepiec wiele dla wspolnego dobra. A jesli tej kobiecie na tym nie zalezy
      zebys byl szczesliwy, to czy warto sie zenic, a potem za pare lat rozwodzic.
      Moze to byc po prostu przyzwyczajenie. Trudno sie rozstac, bo wiele rzeczy was
      laczy i pewnie daloby sie to naprawic ale musi byc dobra wola z obu stron.
      Milosc to szukanie dobra drugiej osoby, a nie udawanie ze nie ma problemu.
      Mysle, ze warto zeby ona sie zastanowila czy jej naprawde na Tobie zalezy; zeby
      odpowiedziala chocby sobie na pytanie czy Ciebie kocha, czy naprawde zalezy jej
      tez na Twoim szczesciu, czy jest z Toba, bo sie boi samotnosci, tego ze juz
      nikogo nie znajdzie jak sie z Toba rozstanie. Chyba wazne zeby sobie
      uswiadomila, ze Ty wcale nie musisz sie nia zenic. Zwlaszcza jesli jest (moim
      zdaniem, obym sie mylil) powazna watpliwosc czy ona Ciebie kocha. Strach przed
      samotnoscia to zupelnie niewystarczajacy powod do zawierania malzenstwa.
      Predzej czy pozniej moze sie to zemscic. Jak bedziesz do niej mowil? Kolezanka-
      malzonka? Nie wolno mowic: "jesli mnie kochasz, to mi to udowodnij i chodz ze
      mna do lozka". Ale chyba mozna powiedziec: "Jesli mnie kochasz, to idz do
      lekarza" tzn. zrob co sie da aby naprawic, to co szwankuje w naszym zwiazku.
      Albo ktos robi co sie da, aby ratowac swoj zwiazek albo tylko egoisycznie boi
      sie samotnosci i dlatego w tym tkwi. Jesli ktos zrobil wszystko co mogl ale nic
      nie pomoglo, to co innego. Jesli obie strony to zaakceptuja, to moga byc
      szczesliwe nawet z tym brakiem seksu. Mozliwa jest milosc bez seksu ale uwazam
      to za ostatecznosc np. jesli jest to jakas fizjologiczan niemoznosc. Wiele
      malzenstw (moze wiekszosc) ma jakies wieksze czy mniejsze problemy seksualne
      ale trzeba cos z tym robic! Jesli sie to tak zostawi, to prowadzi to do
      zgorzknialosci. Nieraz do tego, ze oboje sie onanizuja ... kazde w swoim lozku.
      A to juz nawet nie jest film erotyczny tylko horror.
      • Gość: Kochas Re: Osiem lat związku a oziębłość kobiety IP: *.sympatico.ca 06.10.03, 03:46
        Z twojego opisu odnioslem wrazenie, ze to jest podpucha pisana przez kobiete -
        byc moze dziennikarke, ktora szuka uzasadnienia i moralnego poparcia na swoja
        teorie, ze bez seksu tez mozna mezczyzne utrzymac przy sobie.

        Jesli natomiast to nie jest podpucha, tylko fakt z zycia wziety, to Ty po
        przeczytaniu tego wszystkiego, a niektore panie maja racje (np opowiadanie o
        bracie, opowiadanie lekarza itp). Moja sugestia jest prosta, ktoregos dnia
        najpierw zrob domowe zawarcie pokoju w swojej mysli - badz normalny jak zwykle,
        ale nie szukaj okazji do kontaktu seksualnego a po paru dniach spokojnie, bez
        awantur i wymowek spakuj walizke co najwazniesze i wyjdz po przyslowiowe
        papierosy i wiecej nie wracaj - jesli to konieczne nawet do tego samego miasta.
        Tez zwiazek nie ma najmniejeszej szansy na przetrwanie - zwlaszcza po slubie.
        po slubie bedziesz ugotowany jak w wiezieniu i jeszcze za wszystko bedziesz
        placil jak za przyslowiowe zboze.

        Czlowieku! zwiewaj gdzie pieprz rosnie i nie waz sie ogladac za siebie. Dla
        zmiany zycia kup sobie pol litra i jednym ciurkiem wypij bez jedzenia a jak sie
        obudzisz nastepnego dnia, to bedziesz szukal zsiadlego mleka na kaca, bo
        seksualnego kaca to Ty juz masz przez ostatnie 8 lat. Powiedz mi jak dlugo
        mozesz tak zyc ze swoim kapucynem, az Ci reka odpadnie?

        Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy jaka wspaniala przygoda na ciebie czeka za
        pierwszym rogiem nastepnego miasta. Bron Boze tylko mi nie dzwon do niej z
        pytaniem jak sie czujesz i czy cie spowrotem przyjmie - jak to zrobisz to
        bedziesz wycieraczka do konca swoich dni i zadna okazyjna kochanka tego Ci nie
        odbierze i nie naprawi. Daje Ci tylko 7 dni od momentu przeczytania tego
        komentarza, inaczej jestes zgubiony z kretesem na zawsze.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka