na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężczyznę

16.06.08, 01:06
Piszę do was u skraju załamania.
Właśnie się rozstaliśmy. Tzn, jak to w naszym związku:)... ja się kłócę i ja się rozstaję.
Mój chłopak generalnie milczy, czasem coś powie, ogólnie niby nie chce sie rozstawać. Ba, mówi: kocham cię:(
Kiedyś tym rostaniem groziłam:), potem przestałm, teraz nie mam juz wyboru... choć kocham tego faceta jak nie wiem, heh.

W czym problem. W niedotrzymywaniu obietnic, ot obiecuje iż uprzedzi mnie o swojej decyzji( np apropos wspólnego wyjścia, wyjazdu etc) i nie dzwoni:( albo miał byc ale coś mu wypadło:(,ale ani me ani be ani kukuryku.Choc przyznam,ze czasami uprzedza,ale gdy mi na czymś zalezy i chce sie mignąc to NIGDY. Generalnie problemy w 90 % dotyczą sytuacji związanych z wychodzeniem do ludzi:(.
Ja czuję sie okropnie.. tzn tak jakby się mnie wstydził ( ale na wesela i sylwestry mnie wlecze z chęcią i dumą, ale to nasze jedyne wyjścia do ludzi, na ktore on idzie bez protestu i uników).Generalnie nie ma też potrzeby jakiś super czestych spotkań 3-4razy w tygodniu zupelnie wystarczy. Czasem to poprostu wieczór z rankiem.

Ostanio znów mnie "zignorował". Miał dac znać,a nie dał:). Mówi mi za to,że miał zamiar:), heheh. Kultura:) i jej reguły nie obowiązują tutaj. Nie umiem sobie z tym dac rady. Jest mi smutno jest mi źle.... wolę chyba sie nie męczyć,bo nie wytrzymuję tego:(. A uwiezcie nie jestem skrajnie namolna, owszem dzwonię, ale nie wydzwaniam,czesto nie mam czasu,ale poprostu głupio czekam:(. Kiedyś tak poczekałm 4 dni, pomyślałam,ze to on powinien sie tłumaczyć a nie ja dopytywac, to on mi rzekł: jakżesz to, nie martwilaś sie o mnie!( urocze:), doprawdy!). I noramlnie wyszukła sam urocż aknajpke na randkę(a domator z niego).


Czemu tu jestem i pytam? Bo nadal kocham, bo w w innych sprawach wypracowaliśmy kompromis, zaczeliśmy wychodzić!(co prawda we dwojkę,ale jednak), bo mówi mi komplementy, bo w łózku dba także o mnie, bo jest nieziemsko czuły. Bo ma poczucie humoru i po prostu lubię z nim spedzac czas.

Nie osądzajcie mnie zbyt surowo, owszem mam w sobie troche babskiego zawodzenia, pretensji i lania wody ,ale ipoczucie humoru i dystans też.No i lamentuję okresowo , nie chronicznie:).

Ps. Moze to wazne, że mój chlopak dłuuugo byl sam, jest już prawie starym kawalerem:) . Razem jesteśmy rok.
Avide, może pokusisz się o analizę:). Czytam i podziwiam wnikliwość
    • simonette Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 01:14
      Aneks:
      Otóż, nigdy nie przeprasza, tzn coś mamrocze i dawaj do przytulania i wiadomo...:). zazwyczaj godizmy się często i oboje chętnie:)
      Ale czasem w waznej kwestii by chyba wypadało, przeprosić tzn zrozumieć,ze sie kogoś zraniło nawet jeśli niechcący. Pozatym te kwestie (uprzedanie, tudzież wyjść do ludzi) są dla mnie ważne Rozstanie teraz jest też efektem braku prawdziwego przepraszam, co mu powiedziałam I co ? I zero pzerosin za to: no przeproszę. Kiedy, nie wiem:(.
      Po prostu niechcę,zeby dalej było tak.
    • cloclo80 Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 01:24
      Pobaw się lalkami. To ci dobrze zrobi.
      • simonette Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 02:54
        znam cię z ostrych sądów:). Ale powiedz proszę, czy takie zachowanie to nie zwiastun tego,że nasz związek zabrnął w ślepą uliczke z MOJej lub jego winy. Z małych problemów robią się duże:(
        • cloclo80 Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 12:22
          Nie informowanie drugiej strony o swoich zamiarach nie mieści się w moich
          standardach bo jeśli kolo nie ma czasu albo ochoty (lub go nie stać, co też jest
          możliwe) to powinien uprzedzić odpowiednio wcześnie aby można było zorganizować
          sobie czas bez niego lub zaproponować inny dogodniejszy termin. Co prawda w
          niektórych "poradnikach" podrywu zaleca się trzymanie kobiety w niepewności, ale
          ten twój misio kompletnie nie rozróżnia co to znaczy niepewność a permanentne
          dezorganizowanie życia (z tego co piszesz to facet nieźle oscyluje).
    • eeela Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 01:35
      ot obiecuje iż uprzedzi mnie o swo
      > jej decyzji( np apropos wspólnego wyjścia, wyjazdu etc) i nie dzwoni:(

      A sama nie możesz zadzwonić i zapytać?

      Słuchaj, nie chcę cię obrażać ani nic, ale twoje problemy z tym facetem są
      bardzo małej wagi, i jeśli za każdym razem na takie duperele będziesz reagowała
      zrywaniem związku, to z góry można ci przepowiedzieć, że męża ani dzieci to ty
      się w życiu nie dorobisz.
      • simonette Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 02:51
        Dzięki za szczerość. Wiem,że to nie jest jakiś mega problem,ale czy na Boga taka możliwośc polegania na drugiej osobie to nie podstawa?

        Czy nie powinno byc inaczej? Przecież ja szanuję jego czas i po prostu chciałbym tego samego, albo jakis wyjaśnień, czy to naprawdę za duzo?
        • eeela Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 12:07
          Korona ci z głowy nie spadnie, jeśli sama przed wyjściem czy wyjazdem zadzwonisz
          i upewnisz się, czy on ma zamiar iść, czy nie. Jeśli na innych płaszczyznach
          związek nie szwankuje i facet jest w porządku, to robienie z jego migania się od
          towarzyskiego wychodzenia jakiejś strasznej tragedii dowodzącej, że nie będziesz
          mogła na nim w życiu polegać, to jest - bardzo delikatnie mówiąc - gruba przesada.

          Tego, czy możesz na nim polegać, nie sprawdza się na podstawie, że on się miga
          od towarzyskich wyjść, tylko od tego, czy jest gotów ci pomóc, jeśli tego
          potrzebujesz, czy wspiera cię, jeśli masz problemy, czy wyraża gotowość bycia do
          dyspozycji wtedy, kiedy dzieje się coś ważnego, a nie wypad na działkę czy piwo
          ze znajomymi.

          Zresztą co ja ci będę pieprzyć jak stara ciotka - rozwalisz jeden i drugi
          związek o jakieś pierdoły, to sama się nauczysz.
          • dziadek_54 Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 14:11
            eeela napisała:
            >
            > Zresztą co ja ci będę pieprzyć jak stara ciotka - rozwalisz jeden
            i drugi
            > związek o jakieś pierdoły, to sama się nauczysz.

            Nie , no jasne, masz racje !! :DDD

            Rozwali jeden zwiazek , drugi i wiedze posiadzie.
            Tylko w miedzyczasie tak wpedzi sie w lata ,ze ta wiedza to bedzie
            jej akurat do tego przydatna , by wejsc nas FM i innym rad
            udzielac :))))
            >
            >
            • eeela Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 17:17
              Dziewczę ma, powiedzmy, dwadzieścia do dwudziestu czterech lat. Dwa rozwalone po
              roku związki z jakąś tam przerwą, zgadnijmy - roczną. To jeszcze mnóstwo czasu,
              żeby wyciągać nauki ;-)

              Poza tym nie wiem, czy jestem uprawniona do odgrywania roli starej ciotki, bo
              sama popełniłam w swoim czasie błąd nadmiernego tolerowania bardzo złych
              sygnałów - a z drugiej strony histeryzowałam przy pierdołach. A poza tym jak się
              człowiek na własnej skórze nie nauczy, to żadne stare ciotki nie pomogą.
              • dziadek_54 Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 17:48
                Zwiazki przecietnie trwaja od 2 do 3 lat , wiec dwa zwiazki to juz
                okolo 5 , plus roczna przerwa miedzy nimi, to przy załozeniu ,ze ma
                24 robi sie juz 30 :D i czesc. A zreszta gdzie jest powiedziane ze
                na dwuch sie skonczy?
                Czytam tu na Fm co mysla faceci o "30" .
                • eeela Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 18:40
                  Założyłam, że potrwają rok, bo forumowiczka napisała, że jest z tym panem od
                  roku i właśnie zerwała z nim dlatego, że się miga od wyjścia na piwo ;-)

                  Kurczę, gdyby mi coś takiego wpadło do głowy na początku znajomości z Fidelem
                  (który przypadł na mistrzostwa świata w piłce nożnej oraz na koniec roku
                  akademickiego), że mnie nie będzie szanował i liczył się ze mną, bo nie chce
                  wyjść z moimi znajomymi na piwo (i mecz), to moja znajomość z nim potrwałaby
                  trzy miesiące, nie dłużej ;-) To samo z pisaniem codziennych sms-ów i częstym
                  dzwonieniem, aby okazać zainteresowanie ("nie odpisał mi na sms-a pt.
                  >buziaczki<"). Oraz z wyznaniami miłosnymi, na które trza było czekać pół roku
                  ("czy warto iść do łóżka z facetem, który nie mówi, że kocha"). Oraz z
                  oglądaniem pornografii ("mój facet ogląda gołe laski w internecie, czuję się
                  oszukana i zdradzona").

                  Na to wszystko kobietki narzekają i narzekają, a zarazem znoszą pokornie i
                  cichutko, że facet zamiast przynieść herbatę, to marudzi, że nie może mieć
                  seksu, kiedy kobieta ma wysoką gorączkę, albo że nie można się doprosić, żeby
                  pomógł zrobić zakupy. Zasuwają cichutko na dwa etaty, nie wymagając od faceta
                  żadnego wysiłku oprócz tego, żeby nie gapił się na gołe cycki w necie i
                  grzecznie chadzał na grilla z jej przyjaciółmi.
                  • dziadek_54 Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 19:40
                    Jam mam byc szczery to nie czytam tych narzekan Pan , dotyczacych
                    Panow, (zreszta tak samo nie czytam narzekan Panow na Panie ).
                    Na tomiast w sprawie tego drugiego akapitu , to załozylem kiedys
                    watek na temat tego ,ze Panie nie potrafia wymagac od Panow .
                    sprawa została sprowadzona do checi "posiadania" , zlapac i miec ,
                    bez zadnej umiejetnosci uzgodnienia co bycie razem oznacza i czym
                    jest warunkowane.
                    Kiedys było takie powiedzenie :"Nie mow chop dopuki nie
                    przeskoczysz".
                    Ja zostałem nauczony(oczywiscie przez Babcie) jeszcze dalszej czesci
                    powiedzenia ! : Gdy juz przeskoczysz sprawdz w co wskoczyłes.
                    Autorka watku przeskoczyła samotnosc i wskoczyła w zwiazek .
                    Ale juz nie potrafi ocenic w co wskoczyła, nie mowiac juz o wysnuciu
                    prawidłowych wnioskow i dokonaniu korekty postepowania walasnego ,
                    oraz wymagan w stosunku do partnera.
                    • simonette Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 22:57
                      dziadku i eeelu:)

                      Niestety nie jestem taka znowu dzierlatka:),ale też trzydziechy na karku tez nie mam, jeszcze:)
                      Macie racje. oboje:). Własnie o to chodzi, co napisla eela ,ze chciałbym wyłapać proporcję,kiedy przeginam. A uwierzcie na piwko z kolegami i na mecz posyłam go dla higieny psychicznej jego i mojej, ja wtedy mam czas dla psiapsiółę i lektury. Natomiast kurczak chciałabym nie mieć takiej niepewności w planowaniu czasowym:).CZegoż on nie może zadzwonić na przykład ,że dlużej pracuje, chory, ma lenia abo i co innego. To nie tyle tragedia ,że nie idzie, ale ,że nie da znac co ma zamiar:), Eeeeelu tu trafiłaś w sedno,że głupio mi dzwonić a w sumie pewno powinnam zadzwonić i upewniać:). Ale jakoś siewtedy czuję nadgorliwa:(.
                      • eeela Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 17.06.08, 01:18
                        Eeeeelu tu trafiłaś w sedno,że głupio mi dzwonić a w sumie pew
                        > no powinnam zadzwonić i upewniać:). Ale jakoś siewtedy czuję nadgorliwa:(.


                        Co do nadgorliwości:

                        Na innym forum, którego jestem uzytkowniczką, młoda mężatka narzekała, że
                        wygasła czułość miłość między nią a mężem, bo ten po seksie odwraca się do niej
                        tyłkiem i zasypia, zamiast przytulać ją czule i prawić jej miłosne wyznania.
                        bazując na własnych doświadczeniach odpowiedziałam jej, że jest to naturalne
                        chłopskie zachowanie po upłynięciu pierwszej fazy fascynacji, i że jak
                        potrzebuje postkoitalnego przytulania, to ma tego wyraźnie sobie zażyczyć, jako
                        i ja to robię ("ani mi się waż odwracać dupą, ja teraz potrzebuję przytulania").

                        To nie jest nadgorliwość. To jest komunikowanie i egezekwowanie swoich potrzeb.
                        Nie można z góry zakładać, że partner będzie je rozumiał bez słowa, więc należy
                        je jasno sygnalizować. Chcesz przytulania, to mówisz. Chcesz wiedzieć, czy
                        pójdzie z tobą i twoimi znajomymi na grilla, to dzwonisz i wymagasz odpowiedzi.
                        Dopiero kiedy pojawiają się poważne problemy na płaszczyźnie komunikowania
                        potrzeb i liczenia się z wyraźnie zakomunikowanymi potrzebami, można się
                        doszukiwać problemów.
        • fotofirma Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 17.06.08, 14:04
          tak jak pisałem pralki się używa, nie przeprasza czy szanuje
    • nom73 Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 09:20
      Myślę, że on Cię nie kocha, bo nie myśli o Tobie, zapomina. :-)
      No chyba, że ma sklerozę, bo je za dużo masła, wtedy może przerzucić się na
      margarynę. :D
      • mruff Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 10:07
        to, że facet nie dotrzymuje słowa
        to nie jest żaden problem
        ot takie urocze zachowanie

        słowność i punktualność to nie są ważne cechy

        Głupota na maksa

        ten facet nie został nauczony słowności
        jest egoistą
        nie myśli, że Ty czekasz, że chciałabys wiedzieć

        dla mnie słowność, punktualnośc i liczenie się z drugim człowiekiem
        są cechami b. ważnymi
        • zawsze_benitka Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 12:44
          no zgadzam się z Tobą.. sa to ważne cechy.. szczegolnie wazne,
          jezeli chodzi o relacje pomiedzy dwojgiem ludzi, ktorzy swiadomie
          chca ze soba przebywac (byc razem). I nie wiem czy to jest kwestia
          nauki.. kochajac kogos jednak nie dopuszczasz do sytuacji, zeby
          druga strona czula sie zle z Twojego powodu.Byc moze Twoj facet
          przekłada wszystko ponad Ciebie... nic tylko szczera rozmowa..
          strasznie odchodzeniem i wracanie to dziecinada.
          Powodzenia! Szanuj się.
    • ravny Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 13:54
      simonette napisała:

      > Aneks:
      > Otóż, nigdy nie przeprasza, tzn coś mamrocze i dawaj do przytulania i wiadomo..
      > .:). zazwyczaj godizmy się często i oboje chętnie:)


      czyli sama go nauczyłaś, że wystarczy, że w waznej dla Ciebie sprawie cos
      pomamrocze i potem zaraz jest ekstra w łóżku bo Ty w momencie leżysz gotowa i
      otwarta.
      sama sobie gotujesz olewanie przez faceta Twoich "ważnych dla ciebie" problemów


      > Ale czasem w waznej kwestii by chyba wypadało, przeprosić tzn zrozumieć,ze sie
      > kogoś zraniło nawet jeśli niechcący.


      Przeciez daje Ci po "zranieniu Cię" super seks na który się godzisz to po co Ci
      więcej???


      >Pozatym te kwestie (uprzedanie, tudzież w
      > yjść do ludzi) są dla mnie ważne Rozstanie teraz jest też efektem braku prawdz
      > iwego przepraszam, co mu powiedziałam I co ? I zero pzerosin za to: no
      przepros> zę. Kiedy, nie wiem:(.
      > Po prostu niechcę,zeby dalej było tak.


      To zmień swoje zachowanie.
      Wybierasz sobie na partnera faceta który z jakichś względów olewa Twoje problemy
      i nie szanuje Twojego czasu. Równocześnie nie doprowadzasz po konflikcie do
      konstruktywnej rozmowy na temat spraw dla ciebie ważnych i wypracowania
      konsensusu, tylko ulegasz jego macankom i temat dla niego się kończy, a Ty nadal
      trujesz i gryziesz się, że nie on jest tak zaangażowany jak ty byś chciała.
      Albo obrażasz się i teatralnie zrywasz żeby go zaszantażować i zmusić do
      zmiany,.. choć wcale nie chcesz od niego odchodzić... i przy jego pierwszym
      pojednawczym geście gdy mu przyjdzie na ciebie ochota to znowu się ugniesz i
      zgodzisz się na godzenie w łóżku bez jakiejkolwiek rozmowy i ustaleń. Sama
      obniżasz swoją wartośc takimi nieprzemyślanymi fochami i niekonsekwencją w
      działaniu. Rozmowa ma się kończyć obustronnymi wspólnymi ustaleniami co dalej a
      nie łóżkiem. Jeśli wolicie fochy plus łóżko bo tak jest bardziej ekscytująco to
      już doprawdy bujajcie się oboje aż do pewnego rozstania w niesmaku.
      • simonette Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 16.06.08, 23:05
        Dzięki!!!
        Ostro i na temat :). No i masz sporo racji:(. Tylko jak wyjśc z klinczu? Rozmowa i warunki?, jeśli dobrze zrozumiałam.


        Sorki,ze tak tu zawracam gitare,ale niestety jestem ten typ "naiwnej", ktora trzeźwieje miejmy nadzieję,ze nie poniewczasie.
        • fotofirma Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 17.06.08, 14:06
          rozmowa:))))))) kobiety maja wielką wiare w słowa - zbyt wielką,
          zostawiłas go poraz n-ty to pokaż mu że możesz zyc bez niego jeśli wysili sie na
          cos więcej niż przepraszajace bzykniecie (oczywiście kiedy będzie miał ochotę)
          to zobaczysz.
        • eeela Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 18.06.08, 00:55
          > Ostro i na temat :). No i masz sporo racji:(. Tylko jak wyjśc z klinczu? Rozmow
          > a i warunki?, jeśli dobrze zrozumiałam.


          Warunki?
          Wytłumacz mu, że zachowałaś się tak, jak się zachowałaś, bo czułaś się zmęczona
          i zniecierpliwiona jego zachowaniem. PRZEPROś za niepotrzebną scenę i histerię i
          poproś, aby miał więcej uwagi dla twoich uczuć. Oznajmij, że aby uniknąć
          ponownie takich sytuacji, będziesz w omawianych sytuacjach konfliktowych wymagać
          od niego konkretnych i szczerych odpowiedzi: nie ma ochoty iść, to niech o tym
          mówi od razu, a nie kręci i stwarza ci problemy organizacyjne.
    • mohinder Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 17.06.08, 13:49
      > Generalnie nie ma też potrzeby jakiś super czestych spotkań
      > 3-4razy w tygodniu zupelnie wystarczy.

      ? nie są super częste? super częste to 6-7 razy w tygodniu?
      Czy Wy pracujecie? Bo jeżeli nie, i spotykanie się z ludźmi
      to Wasza praca (a właściwie zabijanie czasu) to faktycznie
      jest to dziwne. Jeżeli Twój facet pracuje, ta ja mu się nie dziwię.
      Może inaczej - dziwię się jego zachowaniu - że nie mówi Ci o tym
      wprost, ale nie dziwię się że nie chce wychodzić. Może, po prostu
      jest zmęczony i dla niego, spotkania towarzyskie to nie odpoczynek.
    • fotofirma Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 17.06.08, 14:03
      robisz mu za lalke do bzykania + obstawę na imprezy typu "MUS"
      co się dziwisz że nie ma Cie w głowe? jesteś jak pralka zrobi co trzeba i
      naprawdę nie trzeba się przejmować.

      Rozstań się i pokaż mu się z innym jak oleje i znajdzie inna pralke to bedziesz
      wiedziała - jak powalczy to możesz się zastanawiac.
    • birmil Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 17.06.08, 16:00
      herbata sklep internetowy
    • blinski Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 17.06.08, 21:56
      a może tak dla odmiany zapytam o clue całego problemu, czyli o to, dlaczego on nie chce 'wychodzić do ludzi'? może twoi znajomi są nudni jak flaki z olejem albo potwornie irytujący? oczywiście, mam na myśli dla niego, a nie ogółem. nie zdradza swoich myśli nieprzychylnych o nich? a co z jego własnymi znajomymi? ma takowych w ogóle? często się z nimi spotyka? przeszkadzają mu tylko wyjścia z twoimi znajomymi, czy z też nie chce cię zabierać kiedy spotyka się ze swoimi? a może jest najzwyklejszym agorafobem?:)
      • simonette Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 18.06.08, 00:09

        Niestety, nie do końca wiem, gdzie tkwi gwoźdż programu. W sumie moi znajomi nie są źli i jego też nie, ale nie do końca można z tego stworzyć chyba(?) grupę wspólnych tzn. jego znajomi to przede wszystkim koledzy na mecz i piwko:). A moi to koleżanki i koledzy do pogadania od serca. Słowem on czasem ogląda tych moich przyjaciół, aja jego,ale pasowałoby albo kilka osób( płci róznej) albo tez pary:(. Hmm, może to się ułozy z czasem... a ja jakoś bym chciała juz???? Spotkania są zatem na swój sposób "wymuszone",ale zdarzjasie raz na kwartał i często w praktyce okazują sie miłe np. grill u znajomych (na który pojechałm sama) był naprawde fajny.
        Co do pozostałych kwestii, tak pracujemy i macie sporo racji, że on po prostu bywa wyrypany, nawet bardzo. No i w sumie to nasze spotkania są wystarczajace:), w sensie,ze ja tez niekiedy marzę tylko o kołdrze na głowie.

        Może to zabrzmi infantylnie, ale to w zasadzie mój drugi poważny związek, poprzedni był zupełną porażką ( niestety wieloletnią)i nie za bardzo mogłam sie nauczyc jakiegoś balansu.Tzn, wtedy kochałam i robiłam wszystko:(,hehe z miłości, ale jednak podroslam i zrozumiałm to i owo od tego czasu. To było przeciąganie liny. Teraz pytam,aby wiedzieć gdzie tkwi cienka granica pomiędzy histerią a zdrowym niepokojem.

        Uczę się!
        • eeela Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 18.06.08, 00:48
          Brzmi lepiej niż post wstępny, ale wciąż trochę zatrważająco - uczysz się,
          powiadasz, ale po poprzednim związku nie nauczyłaś się, że problemy rozwiązuje
          się za pomocą rozmowy i ustaleń, a nie spektakularnego zrywania i godzenia się w
          łóżku! To była przyczyna, dla której dałam ci niewiele lat - bo założyłam, że
          kobieta z iluśtamjużletnim doświadczeniem życiowym będzie rozumiała, że
          demonstracje w stylu "zrywam bo nie dzwonisz żeby mnie uprzedzić, że nie idziesz
          na grilla" to nie jest dobry sposób na radzenie sobie z tą wadą. Sposób na
          radzenie sobie z nią jest taki jak podałam wyżej: dzwonienie samej i wymaganie
          konkretnej odpowiedzi.

          Zrywa to się z poważnych powodów: kiedy facet pije, bije, wykorzystuje, nie
          można liczyć na jego pomoc, wyśmiewa i poniża, puszcza się na lewo i prawo i
          przynosi choroby weneryczne do domu. Zrywa się też, gdy życiowe priorytety
          zupełnie się rozchodzą: jedno chce małżeństwa, drugie się go boi, jedno chce
          dzieci, drugie nie, jedno upiera się zamieszkać na Bermudach, a drugie w Sydney.
          Zrywa się dlatego, że się nie kocha. Ale dlatego, że ktoś nie dzwoni, żeby się
          przyznać, że nie chce mu się ruszać tyłka na grilla? :-)
        • blinski Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 18.06.08, 10:01
          no więc, może on pochodzi z zupełnie innego środowiska niż twoi znajomi? może czuje się przy nich, nie wiem, głupi, mało atrakcyjny (w sensie, towarzysko)? może to ten typ, który nigdy nie miał koleżanek, zawsze kumpli, a jedyny kontakt z dziewczynami to ten, który musi do czegoś prowadzić (nie mam na myśli samego seksu)? i dlatego głupio się czuje w towarzystwie koleżanek? tak sobie tworzę, nie było nawet w twoim poście wystarczających przesłanek, by tak zakładać:)
          może on w ogóle nie potrzebuje znajomych do poważniejszch rzeczy niż piwko i mecz? może w ogóle nie potrzebuje za bardzo znajomych w ogóle? może ty mu wystarczasz do szczęścia?
          a teraz może z innej strony - być może miejsca, w których chcecie się z twoimi znajomymi spotykać nie odpowiadają mu? może są to jakieś droższe kluby, a on jest oszczędny, albo być mozę w ogóle kluby a on ich nie cierpi? może jakieś lepsze knajpy, a on czuje się nie swojo? takie banały naprawdę mogą zniechęcać.
          być może ciebie rzadko bierze na spotkania z kumplami, bo to 'nie dla kobiet', musiałby przy tobie ograniczyć uprawianie typowej męskiej gadki (tak sobie spekuluję:)?
          • simonette Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 18.06.08, 15:16
            Kochani( przepraszam,że tak zbiorczo:))

            Jestem w szoku i dlatego też napisałam na tym forum:)!w szoku, bo jakoś niesamowicie sobie obiektywizuję mojego faceta dzieki waszym wypowiedziom. Tzn. mogę zobaczyć, że mężczyzna może być tak zupełnie inny niż ja.
            bilinski , trafiłeś w sedno, on nigdy nie miał koleżanek, no i w sumie innych znajomych niz na meczyk ewntualnie koledzy do jakiś męskich prac i chyba też nie za bardzo ich potrzebuje.
            Wczoraj mi powiedział,ze ma wszytko na czym mu zalezy , czyli mnie:). Czyżbyś był jasnowidzem?:)
            Szczerze wam powiem,że nigdy bym na to nie wpadła, bo ja jestem raczej towarzyskie zwierzę. Co do róznicy pomiedzy naszymi znajomymi to faktycznie istnieje. tzn ja jestem po studiach, on ma maturę . Moi znajomi są znajomymi z liceum i studiów, jego z technikum. ale oczywiśie kiedyś rozważałam "roznicę wyksztalcenia",jak tu sie na forum problem nazywa. Wnioski? To nie jest dla mnie wielki klopot, tzn. jest w naszym związku swoista równowaga, on przyziemny , ja filozofująca:), efekt: jakiś złoty środek. A chodizmy razem i do kina i do teatru i do filharmonii( sa tacy:)!), a hobby mojego faceta to historia malarstwa, a więc można z nim pogadac o czyms innym niz praca. Słowem mój chłopak imponuje mi i zdrowym rozsądkiem i wiedzą.

            Niestety, wczoraj najpierw rozmowa, potem afera:), jego plan na wakacje: lipiec;kajaki, sierpień: wspinaczka. A gdzie pomysł razem? I zdziwiony,że na kajaki to ja bym też mogła i chętnie. Czy to jest normalne podejście? ja bym chciał i osobno( w moim przypadku jakies opalanie:)) i razem np rowerowo lub górsko. No i co ja mam myśleć?
            • eeela Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 18.06.08, 19:03
              Słuchaj, jeśli on w większości swojego wolnego czasu nie potrafi znaleźć miejsca
              dla ciebie, to jeszcze inna sprawa - ale znów, jeśli chcesz wiedzieć, na czym
              stoisz, to z nim rozmawiasz, a nie go spektakularnie rzucasz. Jeżeli on NIE CHCE
              z tobą spędzać wolnego czasu, i NIE CHCE widzieć was razem na wakacjach, to też
              nie jest dobry znak. Tylko trudno robić o to awantury, tak samo jak trudno robić
              komuś awantury, że siurek mu się nie pręży na twój widok.

              Może to też być wynikiem różnicy środowiskowej - nad którą tylko zdaje ci się,
              że przeszliście do porządku dziennego, jeszcze nie raz i nie dwa natkniesz się
              na bardzo wysokie przeszkody. Bardzo możliwe, że to jest jedna z nich: facet
              jest nauczony, że ze swoją dziewczyną się nie jeździ na kajaki i swojej
              dziewczyny się nie bierze na piwo, że spotykanie znajomych swojej dziewczyny to
              objaw pantoflarstwa, etc., etc.

              Chcesz z nim jechać na kajaki, to się wproś. Jak ma otwarty umysł i rokuje
              jakieś szanse na to, że przeskoczycie różnice środowiskowe, to po pierwszym
              razie się nauczy, że nie ma nic złego w zabieraniu na spływ swojej dziewczyny.
              Jak odmówi z góry - masz okazję pozastanawiać się, ile znaczą podziały
              środowiskowe i jak nie należy ich nie doceniać.
              • simonette Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 22.06.08, 22:52
                Pogadaliśmy. Jeśli chcę to możemy razem te jego wakacyjne plany realizować tzn. oba można niemal na miejscu w domu:(. tylko on siędizwi,że ja bym chciała:)
                Ustaliliśmy,że pomyślimy o wyjeżdzie, ja coś poszukam i może wyjedziemy też:).
                Niestety, zaczynam dostrzegać,ze problem tkwi głębiej:(.Mozn aby powiedzieć,że raczej w nawykach. Zasadniczona pierwszym miejscu jest praca, potem samotne( naprawdę! sprząta, śpi, klei modele,allegrujeposzerza wiedz o II wojnie ) spędzanie czasu, dopiero potem ja:). Ja bym sięchetnei znlazła ex equo z pracą:)

                A co życia towarzyskiego , wczoraj wpadł do mnie ,zrobić mi małą naprawę. Dzis zaprosiłam go na genialny ( w sensie same delicje) obiad z przyjaciółmi. Nie dał rady:(. Jak zwykle. Słowem ststus quo utrzymany:(.

                eeeelu, moze po prostu trzeba czasu???? czy dzicy sie niecywilizują:) stopniowo:).
                • eeela Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 23.06.08, 01:13

                  > eeeelu, moze po prostu trzeba czasu???? czy dzicy sie niecywilizują:) stopniowo
                  > :).

                  Kochana, nauczenie faceta, żeby odnosił brudne naczynia do zlewu zajmuje kilka
                  lat. To sobie wyobraź, jak to jest w poważniejszych sprawach.

                  Rzecz ma się zazwyczaj tak, że bierze się chłopa z całym inwentarzem jego
                  przekonań i nawyków. Szanse na diametralne zmiany są żadne. Jedyne, na co mozna
                  mieć nadzieję, to to, że po kilku latach jojczenia zacznie pamiętać, żeby
                  zabierać ze sobą brudne talerze do zlewu.
    • funstein Re: na rozdrożu/pomożcie mi zrozumieć mojego mężc 18.06.08, 15:00
      szkoda tego chlopaka dla Ciebie.
      Myslisz tylko o swoich emocjach - typowa egoistka-pizdka.
      Zajmij sie przez miesiac mysleniem WYLACZNIE czego on potrzebuje na poziomie
      emocjonalnym.
      Ty sie awanturujesz a on milczy bo nie chce powiedziec "zamknij sie wreszcie
      podla kretynko"

      Tacy sa faceci. Kochaja az w koncu ku..twa nie sa w stanie wytrzymac i
      odchodza. A kobiety od poczatku swiata nic z tego nie rozumieja, bo mysla tylko
      o sobie i swoich emocjach.
Pełna wersja