Dodaj do ulubionych

Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"???

30.06.08, 15:51
echhhh faceci to jednak małe dzieciaczki, nic tylko klapsa dać i za uszy do
ołtarza, bo inaczej, to się nie da :P
Obserwuj wątek
    • shine69 Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 30.06.08, 16:13
      aaaa tam. Ja się nie boję. Kwestia porozumienia. Byłem pięc lat z jedną
      dziewczyną, po mniej więcej pół roku zaczął (dla niej głównie) istnieć temat
      ślubu. Jakoś mi się nie paliło... z obecną znam się pięć miesięcy, z czego tak
      naprawdę o związku można mówić od może dwóch... a już parę dni po poznaniu jej
      pomyślałem sobie, że chcę się z tą dziewczyną ożenić :)
      • cartahena Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 30.06.08, 23:21
        Typowy objaw. ta pierwsza przygotowala Cie na mysl o malzenstwie, a
        ta druga wydala Ci sie atrakcyjna, bo nowa i malo znana, wiec od
        razu dopasowales do niej mysl o slubie. Znalam kilka takich
        przypadkow. Dlatego jestem przeciwna zbyt dlugo trwajacym zwiazkom,
        bo dla osoby myslacych o malzenstwie na ogol sie konczy dosc
        niemilo, jesli ta druga osoba rownoczesnie nie chce tego samego.
        Mozna po paru latach obudzic sie z niczym, bo potem partner/ka,
        mimo, ze deklarowal/la niechec do zwiazkow sformalizowanych, po paru
        miesiacach staje na slubnym kobiercu z kims innym.
        • shine69 Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 01.07.08, 00:24
          nieprawda. Jak powiedziałem, kwestia porozumienia. Z tą pierwszą mieliśmy różne
          spojrzenia na wiele podstawowych spraw, była osobą nieidącą na kompromisy.
          Odszedłem, kiedy ustepstwa z mojej strony zaczęły sprawiać, że stawałem się
          człowiekiem, którym nie chciałem być. Z tą "nową" rozumiemy się doskonale, a
          wzajemne umiejętności chodzenia na ustępstwa mieliśmy okazje - mimo niedługiego
          stażu - sprawdzić, bo start mieliśmy baaardzo niełatwy. Zresztą, przed
          "pierwszą" były też inne, i myślałem już o ślubie wcześniej. Na myśl o
          małżeństwie nie musiałem więc być przygotowywany. Dla mnie jest to kwestia
          odpowiedniej partnerki. Po prostu z obecną wyobrażam sobie (i pragnę) tworzyć
          rodzinę, z poprzednią - w życiu.
            • shine69 Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 01.07.08, 12:15
              Czy każdy związek, który nie kończy się założeniem rodziny, oznacza wzajemną
              nieuczciwość? Były między nami poważne różnice, ale się kochaliśmy. Wiele w
              swoim życiu zmieniłem, żeby z nią być. Okazało się niestety (kiedy więcej
              zmienić juz nie mogłem, a wciąż były problemy), że ona nie ma zamiaru zmieniać w
              sobie czegokolwiek. Zresztą przyznała to wprost. Jesteśmy w kontakcie,
              rozmawiamy nadal, również o wspólnej przeszłości. Nie czuje się wpędzona w lata
              i uważa ten czas za najlepszy w swoim życiu, choć sama również przyznaje, że
              ciąg dalszy nie miałby szans.
              Co to w ogóle znaczy "wpędzić dziewczynę w lata"?! Ona ma 24 teraz - jest stara?!
              • dziadek_54 Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 01.07.08, 12:28
                Rozumiem Twoja argumentacje , ale nie przekonuje mnie ona .
                Piec lat zwiazku to stanowczo za długo jak na probe.
                Po trzech , gora 5 latach kazdy zwiazek przezywa kryzys .
                Spiliscie smietanke a reszte zje mamusia.
                Piszesz ,ze jeszcze nie jest stara , oczywiscie ,ze nie !!!!
                Ale jak jeszcze raz popełni taki blad jak zycie 5 lat z Toba to co ?
                Bedzie młodsza ?
                A poza tym powiedz szsczerze , ozenilbys sie z dziewczyna ktora
                dopiero co wyszła z takiego długiego zwiazku ?
                A jesli nawet tak , to ilu jest facetow ktorzy tak by postapili ?
                • shine69 Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 01.07.08, 12:58
                  czy za długo? Myślę, że ten czas jest inny dla każdego związku. Pięć lat zajęło
                  nam łudzenie się, że coś z tego jednak będzie. Tyle, że ona chciała jak
                  najszybciej za mnie wyjść ("bo po ślubie łatwiej będzie nad tym pracować"), ja
                  chciałem najpierw zająć się pewnymi problemami. Kiedy okazało się, że zająć się
                  niktórymi nie da (ani też żyć z nimi), rozstaliśmy się. W zgodzie (i wspólnie
                  uznając, że dalej się nie da), choć z mojej inicjatywy. A jeśli ona znów popełni
                  taki "błąd" - cóż, za kolejne jej związki nie odpowiadam, ani ona za moje. A czy
                  ożeniłbym się z "taką"? Jasne, ta z którą jestem teraz, właśnie wyszła ze
                  związku, który trwał dziewięć lat.
                  Jeszcze raz zaznaczam, "tamta" nie czuje się skrzywdzona ani tym, że z nią te
                  pięć lat byłem, ani też faktem, że odszedłem. Wręcz przeciwnie, uważa, że jedno
                  i drugie było w ostatecznym rozrachunku pozytywne.
                  • gapuchna Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 03.07.08, 11:08
                    To dobrze, ze "tamta" nie czuje się skrzywdzona, nie musisz dźwigać garbu
                    wyrzutów. Ale.....podtrzymuje stanowisko Dziadka. Jeśli się nie myśli poważnie o
                    drugim człowieku, to należy go o tym powiadomić. Czy miałeś odwagę powiedzieć
                    wprost: nie będzie żadnego ślubu! A potem jakby nigdy nic, przytulić, objąć?
                    Pewnie nie, bo jej reakcja byłaby prawdopodobnie niechętna tobie.

                    Powiem może zbyt mocno, ale.... jeśli komuś sie mówi: KOCHAM - to bierze się na
                    siebie wielką odpowiedzialność za tego, komu takie wyznanie zostało uczynione.
                    • lupus76 Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 04.07.08, 10:10
                      gapuchna napisała:
                      Jeśli się nie myśli poważnie o drugim człowieku, to należy go o tym
                      powiadomić. Czy miałeś odwagę powiedzieć wprost: nie będzie żadnego ślubu! A
                      potem jakby nigdy nic, przytulić, objąć?

                      Owszem. Od samego początku znajomości. Podobnie deklaruję niechęć do posiadania
                      potomstwa.

                      > Pewnie nie, bo jej reakcja byłaby prawdopodobnie niechętna tobie.

                      Ależ skąd! Od prawie trzech lat lat jest nam ze sobą wspaniale.

                      > Powiem może zbyt mocno, ale.... jeśli komuś sie mówi: KOCHAM - to bierze się na
                      > siebie wielką odpowiedzialność za tego, komu takie wyznanie zostało uczynione.

                      Owszem. Tylko co wspólnego ma KOCHAM i MAŁŻEŃSTWO?
                      • gapuchna Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 04.07.08, 11:43
                        No to znaczy, ze trafił swój na swego, więc tylko mogę gratulować.

                        Co ma wspólnego kocham i małżeństwo? Może mieć wszystko i może mieć niewiele,
                        zależy od ludzi. Patrzę po swoim otoczeniu i większość jest raczej zadowolona. I
                        większość ten slub bierze. Więc nie umiem jednoznacznie stwierdzić: brać czy nie
                        brać. Ja nie chcę, bo nie mam posagu :(((

                        Sygnaturka.
                        Czy jest niezbędna?
                        • shine69 Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 05.07.08, 02:37
                          ja ani razu nie powiedziałem, że nie brałem małżeństwa pod uwagę. Po prostu nie
                          byłe pewien. A że wiedza, jaką przez czas związku zdobyliśmy o sobie nawzajem
                          pozwoliła nam zgodnie stwierdzić, że nie chcemy ze sobą zakładać rodziny ani
                          spędzić reszty życia.... nazywajcie to brakiem odpowiedzialności, proszę
                          bardzo. Duuuużo bardziej odpowiedzialne jest ożenić się nie będąc do tego
                          przekonanym. W imię I Zasady Fałszywej Konsekwencji: "zacząłeś coś to skończ,
                          nieważne czy to się skończy dla kogokolwiek dobrze". Czasem mam nadzieję, że
                          niektórzy na forum piszą z kolei w imię II Zasady Fałszywej Konsekwencji:
                          "zrobiłem/am coś głupiego, to przynajmniej będę przekonywać innych, że tak
                          właśnie należy".
                          • pyzz Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 05.07.08, 21:59
                            > Duuuużo bardziej odpowiedzialne jest ożenić się nie będąc do tego
                            > przekonanym.
                            Oczywiście! Skoro... jak to było... acha: wpędziłeś ją w lata, to chyba
                            OCZYWISTE, że powinieneś ZACHOWAĆ SIĘ JAK MĘŻCZYZNA, i WZIĄĆ ZA NIĄ
                            ODPOWIEDZIALNOŚĆ i poprosić ją o rękę. Nie wiesz ile jest samotnych matek?

                            Ale Ty OCZYWIŚCIE wygodnie ją porzuciłeś w tych latach! Jakież to męskie!
                    • shine69 Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 05.07.08, 02:40
                      i tak trochę nie rozumiem - mnie jest dobrze z tym, żeśmy się rozstali, jej jest
                      dobrze... dlaczego Wam nie jest? Powinniśmy zejść się z powrotem mimo braku
                      uczuć, wspólnych poglądów nt przyszłości etc, żeby paru forumisiów pogłaskało
                      nas po główkach, jacy to jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem...?
    • krzysiek-666 Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 01.07.08, 11:39
      Małżeństwo to jest instytucja wymyślona dla kobiet , poprostu kobiety chca sobie
      jakiegoś niewolnika zaklepać na stare lata.Ja nie pójde do kośćioła dostać
      dożywocie bo po co , co mi to ma dać jako mężczyźnie?? Nie bez znaczenia
      jest to ze kobiety zyskują materialnie na małżeństwie ( w przeciwnym wypadku
      jest mezalians- równouprawnienie hhhehe)
      • pyzz Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 01.07.08, 12:24
        > Małżeństwo to jest instytucja wymyślona dla kobiet
        Bynajmniej. Oryginalna, odwieczna idea małżeństwa chyba jest bliższa transakcji
        "ja ci daję utrzymanie, a ty mi gwarancję, że wszelkie dzieci będą moje". Stąd
        na przykład wzięły się wszelkie wymagania dziewictwa, czystości przedślubnej
        itd. itp.
        Problem raczej w fakcie, że wraz z emancypacją kobiet wszelkie męskie profity z
        małżeństwa szlag trafił (bo to niby skandaliczne wstecznictwo), ale wszelkie
        kobiece zostały. Nb, to jest ogólny efekt występujący w reszcie życiowych
        sytuacji, bo np. prawo głosu też kobiety dostały, ale już obowiązkowego poboru
        do wojska nie ma, a na wojnach nadal 9/10 zabitych to mężczyźni (czyli: prawa
        chcemy, ale logicznych wynikających z tych obowiązków już nie). Takie czasy.
        Jedyna rada - można żyć szczęśliwie z kobietą na kocią łapkę, gdzie prawa obojga
        są znacznie bardziej równe.
        • facettt dzielna , waleczna i sprawiedliwa 01.07.08, 15:05
          pyzz napisał:
          > Jedyna rada - można żyć szczęśliwie z kobietą na kocią łapkę,
          gdzie prawa obojga są znacznie bardziej równe.

          no tak, taka postawe kobieca, moznaby okrelic jako dzielna, waleczna
          i sprawiedliwa - tylko powiedz mi - w madrosci Twej - dlaczego
          wikszosc kobiet okrela ja jednak jako naiwna?
          • pyzz Re: dzielna , waleczna i sprawiedliwa 01.07.08, 15:58
            > no tak, taka postawe kobieca, moznaby okrelic jako dzielna, waleczna
            > i sprawiedliwa - tylko powiedz mi - w madrosci Twej - dlaczego
            > wikszosc kobiet okrela ja jednak jako naiwna?

            przepraszam, nie zrozumiałem pytania.
            Nazywasz kobiecą postawę "żyjmy na kocią łapę", jako dzielną i waleczną? Ja bym
            tej postawy nie nazwał kobiecą.
            Moja propozycja była skierowana do mężczyzn: nie dawajcie się wciągnąć w ślub.
            Wymuszajcie na partnerkach życie w konkubinatach (z zachowaniem wierności,
            życiem razem, zakładaniem rodziny itd, jak chcecie), ponieważ w takim związku
            jesteście na znacznie bardziej równoprawnych pozycjach (choć też, jak zawsze
            kobieta jest uprzywilejowana). Ja nie miałem NIC do wierności, układania sobie
            życia z tylko jedną kobietą. Problem tylko w tym, że jeżeli się popsztykacie, to
            rozchodzicie się na w miarę równych prawach, podczas gdy przy rozwodzie żona
            zabiera mieszkanie i trzy czwarte Twojej pensji zostawiając kredyty do spłacenia.
            Kobiety oczywiście chcą małżeństw i nic dziwnego: Ty też chciałbyś małżeństwa,
            gdyby polegało ono na tym, ze dostajesz gwarancję utrzymania na najbliższe 20
            lat , czy Wam wyjdzie, czy nie. Postępują racjonalnie. Tylko nie widze powodu,
            aby ulegać demagogii, której używają, aby nas w te małżeństwa wciągnąć.
            • facettt to teraz jasne :) 01.07.08, 17:55
              pyzz napisał:
              Moja propozycja była skierowana do mężczyzn: nie dawajcie się
              wciągnąć w ślub.

              No to teraz wszystko jasne.
              jasne - ze kobiety chca sie prawnie i ekonomicznie (na wszelki
              wypadek) najlepiej ustawic - nie ma tu co dyskutowac.

              w takim razie, madry czlowieku - stawiam pytanie inaczej:

              jak to panowie maja robic - by nie dac sie wciagnac w slub?

              (oczywiscie nie uzywajac klamstw typu : pomieszkajmy najpierw razem,
              musimy sie poznac i dotrzec :)))
              skoro panna stawia warunek: alo slub w przeciagu 2-ch miesiecy,
              albo nici...

              masz jakies pomysly?


              • pluskwaparszywka Re: to teraz jasne :) 01.07.08, 18:28
                przypuszczam, że w szlachetności swojej grałby na zwłokę :) a nuż się uda. a jak
                pojawi się dziecko, a kobieta nie zda egzaminu, to się wyprowadzi. zapłaci
                dwieście złotych miesięcznie, o resztę niech się ona martwi. a on poszuka nowej
                partnerki. i karuzela się kręci.
                • dziadek_54 Re: to teraz jasne :) 01.07.08, 20:09
                  Miałem sie pod Toba nie wpisywac, ale nie umiem sie powstrzymac !
                  Dokladnie tak to własnie wyglada , patrzac z boku , no moze nie
                  kazdy jest tak szlachetny ,ze ponosi ten ogromny koszt 200zł. .
                  Reszta jak "z obrazka" , jakiez to meskie .
                    • eeela Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 16:57

                      > Jaaasne...
                      > "Krótko mówiąc całe zło świata zawdzięczamy wam, począwszy od wojen religijnych
                      > a skończywszy na raku macicy."
                      >
                      > Samiec Twój wróg!

                      Sęk w tym, że to ty najbardziej prezentujesz postawę 'samica twój wróg'.
                      Czy twoja partnerka wie o tym, o jakie matactwa ją podejrzewasz i że z powodu
                      tych właśnie podejrzeń nie życzysz sobie ślubu?
                      • pyzz Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 17:48
                        > Sęk w tym, że to ty najbardziej prezentujesz postawę 'samica twój wróg'.
                        Że niby w którym miejscu? Nie pierwszy już raz zarzucasz mi to wnioskując z
                        moich wypowiedzi coś, co nie jest tam napisane.

                        I czy uważasz, że stwierdzenie:
                        "Dokladnie tak to własnie wyglada , patrzac z boku , no moze nie
                        kazdy jest tak szlachetny ,ze ponosi ten ogromny koszt 200zł. .
                        Reszta jak "z obrazka" , jakiez to meskie"
                        NIE jest mizoandryczne?

                        > Czy twoja partnerka wie o tym, o jakie matactwa ją podejrzewasz i że z powodu
                        > tych właśnie podejrzeń nie życzysz sobie ślubu?
                        A o jakież to matactwa ją rzekomo podejrzewam? Zacytuj mi mój tekst, w którym
                        piszę, że podejrzewam moją ukochaną o jakiekolwiek matactwa!
                        • eeela Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 17:57
                          > I czy uważasz, że stwierdzenie:
                          > "Dokladnie tak to własnie wyglada , patrzac z boku , no moze nie
                          > kazdy jest tak szlachetny ,ze ponosi ten ogromny koszt 200zł. .
                          > Reszta jak "z obrazka" , jakiez to meskie"
                          > NIE jest mizoandryczne?


                          Częściowo tak. A częściowo jest to prawda. Mnóstwo kobiet jest pozostawionych
                          samym sobie z dziećmi, za które ojcowie nie chcą brac odpowiedzialności. Owszem,
                          jest też trochę ojców, których ten zły i okrutny system krzywdzi. Trudno mi
                          czynić jakieś statystyki, bo nie mam do tego podstaw.


                          > A o jakież to matactwa ją rzekomo podejrzewam? Zacytuj mi mój tekst, w którym
                          > piszę, że podejrzewam moją ukochaną o jakiekolwiek matactwa!


                          Produkujesz na forum od jakiegoś czasu kilometry postów na temat, jakie to
                          kobiety są złe, a system im sprzyja. Czasami zupełnie od czapy. Obsesyjnie
                          wyliczasz wady małżeństwa i ogrom krzywd, jakich mężczyźni w nich i po nich
                          doświadczają. Twierdzisz, że z tego względu nie zamierzasz się żenić. Stąd
                          wypływa automatyczny wniosek, że doświadczenia wszelkich tych krzywd się obawiasz.
                          • pyzz Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 22:00
                            eeela napisała:
                            > Mnóstwo kobiet jest pozostawionych
                            > samym sobie z dziećmi, za które ojcowie nie chcą brac odpowiedzialności. Owszem
                            > ,
                            > jest też trochę ojców, których ten zły i okrutny system krzywdzi. Trudno mi
                            > czynić jakieś statystyki, bo nie mam do tego podstaw.

                            Jak zwykle statystyk wygodnie brak. Ja jednak trochę podam.

                            Otóż pomijając wdowy (choć to pewnie oburzające, że ojciec nie płaci alimentów,
                            jak już umrze), to rocznie przybywa:
                            około 35 tys. matek rodzących dzieci pozamałżeńskie,
                            około 30 tys. osób rozwiedzionych, opiekujących się dziećmi
                            (źródło:
                            www.wstroneojca.pl/index.php?Itemid=59&id=68&option=com_content&task=view)

                            Nawet zakładając, że wśród tych dzieci pozamałżeńskich są SAME samotne matki
                            (pomijając coraz częstsze przypadki normalnych, pełnych rodzin żyjących bez
                            małżeństwa) dostajemy ok. 65 tys. nowych samotnych matek rocznie.
                            Jeżeli teraz przyjmiemy, że ok. 10% ojców nie płaci zasądzonych alimentów
                            dostaniemy, że rocznie mamy ok. 7 tys. nowych matek bez zasądzonych alimentów.

                            Jednocześnie w zeszłym roku urodziło się ok. 400 tys. dzieci. Jeżeli przyjmiemy
                            polskie ostrożne statystyki, że ok. 10% dzieci jest wychowywanych i
                            utrzymywanych przez mężczyzn, którzy nie są ich ojcami myśląc, że są wyjdzie,
                            że takich oszukanych mężczyzn przybyło w zeszłym roku ok. 40 tys.
                            Mówimy o mężczyznach, którzy będą latami oszukiwani na grube dziesiątki tys. zł!
                            Mężczyzn, którym zdajsie prawo daje 6 miesięcy na zaprzeczenie ojcostwa, a
                            społeczeństwo uważa prośbę o zgodę na testy za uwłaczającą godności matki.

                            Czyli, jak mówisz "mnóstwo kobiet pozostawionych samym sobie z dziećmi, za które
                            ojcowie nie chcą brac odpowiedzialności" (nb kompletnie nie biorąc pod uwagę
                            możliwości, że część ojców może nie płacić tylko dlatego, że nie mają CZYM)
                            to jest ok. 7 tys. nowych rocznie.

                            Ale "trochę ojców, których ten zły i okrutny system krzywdzi" przybywa rocznie
                            40 tys. A zwracam uwagę, że to tylko JEDNA kategoria krzywdzonych mężczyzn!

                            "Mnóstwo" = 7 tys.
                            "Trochę" = 40 tys.


                            > Produkujesz na forum od jakiegoś czasu kilometry postów na temat, jakie to
                            > kobiety są złe, a system im sprzyja.
                            System sprzyja kobietom. Przykład opublikowany nie dalej, jak wczoraj:
                            miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35590,5419943,Awantura_o_Basie_ojcow_z_Bydgoszczy_i_Trojmiasta.html
                            I nie uważam, że kobiety są złe, natomiast owszem, uważam, że pewne rzeczy,
                            którymi kobiety się tu czasem chwalą oczekując pochwał, czy rozgrzeszenia UWAŻAM ZA
                            ZŁE. Tak, uważam, że zmuszanie kogoś do ślubu szantażem jest złe, tak, uważam,
                            że wrabianie mężczyzny w wychowywanie i utrzymywanie nieswojego dziecka JEST
                            złe, podobnie, jak
                            "żartobliwa zemsta" polegająca na wcieraniu waty szklanej w bieliznę.

                            > Obsesyjnie
                            > wyliczasz wady małżeństwa i ogrom krzywd, jakich mężczyźni w nich i po nich
                            > doświadczają.
                            Wyliczanie wad małżeństwa w wątku "Co Wy się tak boicie tego "parcia na
                            ślub"???" nazywasz obsesyjnym, jednocześnie nie widząc żadnej obsesji w
                            sprowadzaniu każdej dyskusji na problem "biednych samotnych matek". Jak zwykle!

                            > Twierdzisz, że z tego względu nie zamierzasz się żenić. Stąd
                            > wypływa automatyczny wniosek, że doświadczenia wszelkich tych krzywd się obawia
                            > sz.

                            Zadałem proste pytanie: o jakie matactwa rzekomo podejrzewam moją ukochaną?
                            Zacytuj konkretną moją wypowiedź, w której oskarżam ukochaną o MATACTWA, zamiast
                            próbować wyciągać wnioski co do moich rzekomych obaw!
                            • eeela Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 22:46
                              Rozmawiamy o kwestii alimentacji i rozkładu opieki nad dzieckiem w
                              rozwiedzionych małżeństwach, a nie o kwestii ustalania ojcostwa. Bezpodstawnie
                              mieszasz dwie sprawy, które w żadnym wypadku nie mogą być traktowane jako swoje
                              lustrzane odbicia. Chcesz rozmawiać o zasadności nakładania takich, a nie innych
                              alimentów, czy o ustanowieniu obowiązkowego ustalania ojcostwa? Zdecyduj się.


                              > Wyliczanie wad małżeństwa w wątku "Co Wy się tak boicie tego "parcia na
                              > ślub"???" nazywasz obsesyjnym,

                              Rzucasz mi się w oczy od jakiegoś miesiąca, ciągle z tymi samymi, tasiemcowymi
                              elaboratami na temat krzywd doznawanych przez system i panie (samica twój wróg!).

                              > Zadałem proste pytanie: o jakie matactwa rzekomo podejrzewam moją ukochaną?
                              > Zacytuj konkretną moją wypowiedź, w której oskarżam ukochaną o MATACTWA, zamias
                              > t
                              > próbować wyciągać wnioski co do moich rzekomych obaw!


                              Pozwolę sobie wyciągać takie wnioski, jaki mi się nasuwają na podstawie twoich
                              wypowiedzi.
                                • eeela Re: to teraz jasne :) 04.07.08, 00:00

                                  > Jeszcze raz: oskarżyłaś mnie o to, że podejrzewam, moją ukochaną o matactwa!
                                  > Pokaż gdzie ją podejrzewam, o jakie MATACTWA! W którym poście?

                                  Postulujesz, że się nie ożenisz, bo nie chcesz ponosić ryzyka (i tu lista,
                                  poparta statystykami i przykładami). Jeżeli obawiasz się ryzyka zaistnienia
                                  wyliczanych przez ciebie krzywd, to cóż innego to znaczy jak nie to, że masz
                                  podejrzenia, iż mogą cię te krzywdy ze strony twojej wybranki spotkać?
                                  • pyzz Re: to teraz jasne :) 04.07.08, 11:56
                                    Po pierwsze, to na pytanie "dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić" staram się
                                    odpowiedzieć podając OGÓLNIE męskie lęki, starając się abstrahując od konkretnie
                                    moich.
                                    Po drugie, to sam nie zamierzam się, przynajmniej póki co żenić, ponieważ
                                    małżeństwo jako instytucja nie stawia małżonków na równych prawach. Tu nie
                                    chodzi o kobiety, tylko o państwo i orzecznictwo.
                                    Po trzecie, to jak mogę podejrzewać ukochaną o MATACTWA, skoro ona nie wykazuje
                                    PARCIA na ślub. Podejrzenia mogłyby się pojawić ewentualnie w obliczu żądań
                                    ślubu, ale dopóki prowadzimy wspólne gospodarstwo i jakoś nikt nie wykazuje
                                    żadnych oznak parcia na ślub, to doszukiwanie się we mnie podejrzeń jest trochę
                                    dziwne.

                                    Natomiast nadal uważam, że kobieta która żąda ślubu używa moralności kalego:
                                    sama oczekuje, że on będzie jej wierzył na słowo, że na przykład nie wrobi go w
                                    kukułcze jajo, albo nie oskubie, albo zwyczajnie nie uwiesi się na jego
                                    portfelu. Ale jednocześnie NIE POTRAFI uwierzyć mu, że jeżeli ślubu nie będzie,
                                    to on jej nie wymieni na lepszy model, jak tylko pojawi się dziecko, tylko
                                    wspólnie będą wychowywać wspólne dzieci (co, nadal twierdzę, jest najbardziej
                                    naturalnym odruchem większości mężczyzn i czemu zaprzeczanie uważam za przejaw
                                    mizoandrii). Jemu każe wierzyć sobie na słowo, jednocześnie sama żąda gwarancji
                                    prawnych, które będzie mogła (w razie czego) ściągać komornikiem.
                                    Życie w konkubinacie jest równe: każde musi ufać drugiemu.
                                    • eeela Re: to teraz jasne :) 04.07.08, 13:54
                                      OK, cieszę się, że żyjesz w związku opartym na zaufaniu (czego niemniej ślub nie
                                      wyklucza). Cieszę się, że twoja partnerka dzieli twoje poglądy na preferowaną
                                      formę życia razem. Ale powiedz mi w takim razie, co cię tak goni do psioczenia w
                                      kółko na jedno kopyto o złym systemie i podstępnych kobietach, skoro cię ta
                                      sprawa nie dotyczy bezpośrednio? Skąd to zaangażowanie?

                                      Ja nie jestem skłonna oskarżać wszystkie jak leci kobiety, które naciskają na
                                      ślub, o chęć uwieszenia się, wykorzystania, okłamania, znalezienia jelenia, i
                                      tym podobne różne okreslenia, których notorycznie używasz. Dla niektórych kobiet
                                      jest to niezwykle istotna potrzeba duchowa i emocjonalna - po prostu.

                                      Zgadzam się, że kobieta stawiająca mężczyźnie ultimatum udowadnia, że pewne jej
                                      potrzeby są dla niej ważniejsze niż ten konkretny mężczyzna. Człowiek ma pełne
                                      prawo kierować się w życiu swoimi podstawowymi potrzebami i nie widzę powodu,
                                      aby kogoś z tego powodu krytykować, nie mówiąc już nic o jeżdżeniu po babach jak
                                      po łysych kobyłach w dziesiątkach postów dzień w dzień. Jak facet nie godzi się
                                      z tymi potrzebami kobiety, nikt go przecież do niczego zmusić nie może. Nie
                                      róbmy z panów bezwolnych ofiar Światowego Spisku Kobiet Szukających Jeleni.
                                      • pyzz Re: to teraz jasne :) 05.07.08, 00:57
                                        > Ja nie jestem skłonna oskarżać wszystkie jak leci kobiety, które naciskają na
                                        > ślub, o chęć uwieszenia się, wykorzystania, okłamania, znalezienia jelenia, i
                                        > tym podobne różne okreslenia, których notorycznie używasz.
                                        Ależ gdzie ja oskarżyłem WSZYSTKIE kobiety o to? Jesteś strasznie stronnicza.
                                        Staram się NIE UŻYWAĆ stwierdzeń kategorycznych, nie piszę, że WSZYSTKIE kobiety
                                        coś, ani, że coś jest typowo kobiece. A Ty mimo to atakujesz moje stwierdzenia
                                        za antykobiecość, a jednocześnie bronisz stwierdzenia, że coś złego jest "Typowo
                                        męskie" twierdząc, że "częściowo jest to prawda". No więc nawet jakbym napisał
                                        "wszystkie baby to tylko chcą naciąć facetów", to stosując tę logikę NADAL
                                        mógłbym bronić tej wypowiedzi stwierdzeniem, że CZĘŚCIOWO to prawda.
                                        Problem w tym, że aby coś było TYPOWO męskie to musiałoby charakteryzować
                                        większość mężczyzn, a nie zupełną mniejszość, jak to w rzeczywistości jest z
                                        niechęcią do brania odpowiedzialności za swoje dzieci (choć rozumienie tej
                                        odpowiedzialności jako przyjęcie postawy "płać i się nie wtrącaj" uważam za
                                        mizoandrię).

                                        Dla niektórych kobie
                                        > t
                                        > jest to niezwykle istotna potrzeba duchowa i emocjonalna - po prostu.

                                        Jezu! ZGODA! Pełna zgoda! I co z tego?
                                        Facet zaczyna odczuwać parcie na ślub ze strony tej swojej partnerki. Jest coraz
                                        bardziej nieprzyjemnie, ona zachowuje się coraz bardziej roszczeniowo (co jest
                                        zrozumiałe, bo przecież odczuwa potrzeby, których on nie wypełnia coraz dłużej).
                                        Z drugiej strony on wie, że ZDARZAJĄ się przypadki (załóżmy nawet, że w
                                        mniejszości się zdarzają. Ale SIĘ ZDARZAJĄ!), że takie parcie oznacza chęć
                                        uwieszenia się na portfelu, albo po prostu, w których po ślubie kobieta się robi
                                        niemiła. Załóżmy też, że w rzeczywistości kobieta ta NIE JEST takim przypadkiem.
                                        Powiedz mi: jaką on ma pewność, że akurat TEN przypadek parcia na ślub jest dla
                                        niego niegroźny? SKĄD on ma to wiedzieć, jak sprawdzić?
                                        Swoją drogą, to jednak potrzeby emocjonalne niektórych kobiet (napisałem
                                        niektórych, choć i tak wiem, że zaraz mi zarzucisz, że napisałem, że wszystkich)
                                        są dziwne. NAPRAWDĘ nie rozumiem na czym polega emocjonalna potrzeba ślubu? Mogę
                                        zrozumieć potrzebę wyłączności na swojego mężczyznę i poczucia jego wsparcia,
                                        gotowości i pewności, że jutro też będzie kochał. Ale kurcze blade! Ani ślub nie
                                        jest do tego potrzebny, ani tego nie daje!

                                        A że ISTNIEJĄ kobiety, które cynicznie wykorzystują małżeństwo, aby faceta
                                        oskubać to nie przymierzając sama podałaś przykład Swojego ojca.
                                        • eeela Re: to teraz jasne :) 05.07.08, 12:32
                                          Wiesz co, Pyzz, nie mam siły już z tobą gadać. W swoich sformułowaniach o
                                          kobietach szukających jeleni nie używałeś takich słów jak 'częściowo',
                                          'czasami', 'moim skromnym zdaniem', etc. A mnie wyrzucasz zaślepioną
                                          stronniczość :-D 'Nie należy z pacjentem dyskutować o jego urojeniach' - jak
                                          powiedział pewien profesor psychiatra. Zaprzestaję więc udziału w tych
                                          dyskusjach o twoich wyabstrahowanych od realiów wyobrażeniach na temat świata i
                                          samego siebie :-)
                                          • pyzz Re: to teraz jasne :) 05.07.08, 21:40
                                            Ojojooooj...
                                            Raaaajuuuniu...

                                            Wiesz, jak nie chcesz ze mną dyskutować, to po prostu nie rozpoczynaj tych
                                            dyskusji w obronie urażonej czci czystego jak destylowana woda kobiecego
                                            rodzaju. Prawdziwa CNOTA krytyk się nie boi, podobnie jak owa czć.


                                • eeela Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 23:58

                                  > > elaboratami na temat krzywd doznawanych przez system i panie.
                                  >
                                  > ;) Późno jest i palce Ci się plączą... Ale przyznasz, że wyszło nieźle ;)

                                  OK, spowodowanych przez system i panie.

                                  I tak nieźle, zważywszy na uzywki, które dziś wieczorem degustuję ;-P
                • pyzz Re: to teraz jasne :) 01.07.08, 21:17
                  200zł miesięcznie, to się orzeka wobec kobiet. Alimenty zasądzane mężczyznom
                  wynoszą przeciętnie 1000, albo 2000zł. Choć nie wiem dlaczego nie zakładasz, że
                  dziecko mogłoby być wychowywane w ramach opieki naprzemiennej...

                  I nie wiem dlaczego zakładasz, że kobieta przed sądem rodzinnym mogłaby być
                  jakkolwiek poszkodowana. Wszak spośród mężczyzn mających styczność z sądami
                  rodzinnymi 97% uważa, że sądy te dyskryminują mężczyzn. Kobiety wychodzą z
                  rozpraw zazwyczaj w pełni usatysfakcjonowane (no, czasem czują się skrzywdzone,
                  że sąd wyznaczył alimenty TYLKO na poziomie 80% zarobków mężczyzny, a nie 95%,
                  albo, że dał mężczyźnie prawo do widzenia się z dzieckiem AŻ 10 godzin rocznie).

                  > pojawi się dziecko, a kobieta nie zda egzaminu, to się wyprowadzi.
                  Co do zdawania egzaminu, to wydaje mi się, że to KOBIETY egzaminują mężczyzn,
                  traktując ślub, jako egzamin z miłości.
                  A co do wyprowadzenia się, to nie wiem skąd się w kobietach rodzi roszczenie, że
                  jeżeli ich związek się rozpada, to wyprowadzić się ze wspólnego dotychczas
                  mieszkania ma się zawsze ON. Bo mnie się wydaje, że mieszkanie należy się raczej
                  temu, które płaci raty.
                  Uważasz, że uświęcony tradycją model: on się wyprowadza i płaci raty za
                  mieszkanie ma cokolwiek wspólnego ze sprawiedliwością? Bo małżeństwo oznacza ni
                  mniej, ni więcej, ale właśnie to. Dla NIEJ rzeczywiście bardzo korzystne!
                  • eeela Re: to teraz jasne :) 01.07.08, 21:40
                    > 200zł miesięcznie, to się orzeka wobec kobiet. Alimenty zasądzane mężczyznom
                    > wynoszą przeciętnie 1000, albo 2000zł.

                    A skąd ty, na Boga, masz takie rewelacyjne statystyki? :-D
                    Ja tam mam w otoczeniu paru alimenciarzy, jednych bliżej, drugich dalej. Jedni
                    płacą 1000, inni płacą 200, w zależności od ich własnej sytuacji materialnej,
                    ich własnej dobrej woli oraz determinacji matki w sądzie. Bywa różnie. Ty zaś
                    masz klapki na oczach, które to 'różnie' całkowicie w twojej percepcji
                    wykluczają :-)
                    • dziadek_54 Re: to teraz jasne :) 01.07.08, 22:26
                      No popatrz Eeelu w jak roznych srodowiskach sie obracamy :)
                      Bo ja tez znam kilku alimenciazy , jak ich nazwałas , i zaden nie
                      płaci :DDD
                      Skad sie biora te tabuny bab , w osrodkach pomocy , w funduszu
                      alimentacyjnym , czy jak tam naszym wodzom przyjdzie do głowy to
                      nazwac ? Skoro biora po 1000-2000 alimentow?
                    • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 11:05
                      > ich własnej dobrej woli oraz determinacji matki w sądzie. Bywa różnie. Ty zaś
                      > masz klapki na oczach, które to 'różnie' całkowicie w twojej percepcji
                      > wykluczają :-)
                      Widzisz, jak napisałem wcześniej faktycznie pomyliłem się z 2000.
                      Nie jest tak, że "różne przypadki" umykają mojej percepcji.
                      Problem w tym, że tak, jak alimenty 5000zł miesięcznie na dziecko są marginesem,
                      tak samo alimenty rzędu 200zł też są bardzo rzadkie. Tymczasem w poście na który
                      odpowiedziałem te "wykpi się 200zł" było użyte, jakby to była norma i to w
                      przypadkach mężczyzn, którzy dużo zarabiają. A przecież takie twierdzenie to
                      czysta mozoandria (w ogóle nie wiem skąd założenie, że jeżeli facet nie chce
                      ślubu, to tylko po to, aby kobietę porzucić)
                      Pytam: dlaczego WTEDY nie reagowałaś? Dlaczego WTEDY nie mówiłaś o klapkach na
                      oczach? Dlaczego klapek szukasz tak jednostronnie?
                      • eeela Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 11:49
                        > Pytam: dlaczego WTEDY nie reagowałaś? Dlaczego WTEDY nie mówiłaś o
                        klapkach na
                        > oczach? Dlaczego klapek szukasz tak jednostronnie?

                        Dlatego, ze znam statystyki. Moze nieaktualne, bo sprzed okolo 5
                        lat. Panow unikajacych na wszelkie sposoby placenia czegokolwiek
                        bylo 11%, panow placacych sumy sladowe (do 300 zl) - ponad 40%. Sama
                        zreszta bylam (no, wciaz jestem) dzieckiem alimenciarza, ktory przez
                        kilkanascie lat placil tyle, ze wystarczalo na piec bochenkow
                        chleba, i jeszcze sprawy zakladal o obnizenie alimentow.
                        • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 12:04
                          > Dlatego, ze znam statystyki. Moze nieaktualne, bo sprzed okolo 5
                          > lat. Panow unikajacych na wszelkie sposoby placenia czegokolwiek
                          > bylo 11%, panow placacych sumy sladowe (do 300 zl) - ponad 40%
                          A przepraszam. W każdej statystyce ważny jest ogół. 11% CZEGO i 40% CZEGO?
                          I dlaczego czytam "Uwaga! Średnia wysokość przyznawanych przez sądy alimentów
                          wynosi od 500 do 1000 zł."
                          www.kurierlubelski.pl/module-dzial-viewpub-tid-9-pid-47526.html
                          I jeszcze wyjaśnij: co masz na myśli, kiedy piszesz "panów płacących sumy
                          śladowe (do 300zł)". Czy chodzi o że oni tyle płacą mimo, że mają zasądzone
                          wyższe, czy, że tyle mają zasądzone? bo to ważne rozróżnienie.
                            • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 13:34
                              Najpierw:
                              "Panow unikajacych na wszelkie sposoby placenia czegokolwiek
                              bylo 11%"

                              teraz:
                              "> 11 i 40% panów rozwodników, na których spoczywał obowiązek alimentacyjny wobec
                              > dzieci."

                              Czy to znaczy, że 11% miało zasądzone unikanie na wszelkie sposoby płacenia
                              czegokolwiek?
                              • eeela Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 14:30
                                Pytałeś o panów, którzy płacili poniżej granicy 300 złotych. Tych było 40 i
                                kilka procent spośród wszystkich alimenciarzy, i takie alimenty mieli zasądzone.
                                11% panów z zasądzonymi alimentami (wysokość w ich przypadku nie była podana)
                                skutecznie unikali płacenia czegokolwiek. Doprawdy, nie podałam tych wiadomości
                                tak, żeby nie można było ich zrozumieć, chyba że się bardzo nie chce, tak jak to
                                jest w twoim przypadku.

                                Ktoś kiedyś, dość niedawno zresztą, podawał na forum, że procent panów z
                                zasądzonymi alimentami, którzy ich nie płacą, wynosi 20%, ale nie sprawdzałam
                                tego osobiście. Moje dane pochodzą z wyciągu ze statystyk sądów cywilnych sprzed
                                lat 5 albo 6, kiedy mój Tata był w trakcie swojego drugiego rozwodu.
                                • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 15:20
                                  średnia wysokość alimentów w 2003r. wg danych rządowych to 451zł.
                                  Problem w tym, że średni wynagrodzenie brutto w 2003roku NIE WYNOSIŁO 3000zł.
                                  Musisz to odnieść do średniej krajowej.

                                  co do niepłacących: ja nigdy nie widziałem statystyki, w której byłoby określone
                                  ile osób nie płaci wcale. Za to widziałem tony przykładów, w których podawano
                                  odsetek tych, wobec których wszczynano postępowanie windykacyjne, (a więc
                                  wszystkich, którzy spóźnili się z pełną zasądzoną kwotą więcej, niż bodaj dwa
                                  razy w jednym roku), jako tych, którzy naumyślnie, ukrywając skutecznie dochody,
                                  albo ukrywając się nie płacą nic. A tych jest odpowiednio mniej.

                                  A ściągalność alimentów wynosi ok. 10%. Nie wiem czemu nikt nie zwraca uwagi na
                                  fakt, że tak niska ściągalność raczej zdaje się sugerować (TYLKO SUGERUJE! NIE
                                  NAPISAŁEM, że dowodzi!), że dłużnicy alimentacyjni raczej częściej (i NIE
                                  NAPISAŁEM, że zawsze!) nie płacą ich nie dlatego, że nie chcą, tylko dlatego, że
                                  NIE MAJĄ Z CZEGO. Bo jakby mieli, to by było z czego ściągnąć.
                                  • lupus76 Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 11:11
                                    Pyzz - pozwól, ze sięwłączę, bo widzę że mówicie z Eeeelą zupełnie innymi
                                    językami. I oboje (najprawdopodobniej) macie rację.
                                    Otóż 40% płacących mniej niż 300 PLN nie znaczy, że średnia nie może oscylować
                                    około 450 PLN.
                                    Jeśli potraktować rzecz na gruncie logiki - tych niepłacących jedenaście procent
                                    też powinno się włączyć do zbioru płacących mniej, niż 300 PLN (bo zero, to
                                    mniej niż 300 - prawda?)
                                    Pewnie jest grupa alimenciarzy rzędu powiedzmy 3-5%, która płaci alimenty na
                                    poziomie 3500 i więcej PLN.
                                    I teraz clou - jeśli chcemy, żeby w tym przypadku statystyka dała nam cokolwiek
                                    - powinniśmy zrobić podziały dochodowe np: do 300PLN, 300,01 - 600PLN, 600,01 -
                                    900 PLN itd. i sprawdzić w jakim przedziale znajduje się największa liczba
                                    płacących alimenty. Choć moim zdaniem ta dyskusja nie wnosi nic. Raczej
                                    podyskutujcie o orzecznictwie o opiece naprzemiennej (o której tu mówiłeś i
                                    która jest zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem) i wreszcie o obciążeniach i
                                    korzyściach z zawarcia/lub nie związku małżeńskiego. Bo to jest Clou tego wątku. :)
                                    • eeela Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 11:15
                                      > Jeśli potraktować rzecz na gruncie logiki - tych niepłacących
                                      jedenaście procen
                                      > t
                                      > też powinno się włączyć do zbioru płacących mniej, niż 300 PLN (bo
                                      zero, to
                                      > mniej niż 300 - prawda?)


                                      Niekoniecznie, jesli chce sie poczynic rozroznienie na tych, co
                                      placa zasadzone im alimenty, i tych, ktorzy ich nie placa.

                                      Mnie sie nie chce dyskutowac o opiece naprzemiennej, bo nie mam na
                                      ten temat wyrobionej opinii, niewiele na ten temat wiem i na razie
                                      nie mam potrzeby sie nim interesowac. Oczywiscie jestem przychylna
                                      kazdemu ojcu, pragnacemu uczestniczyc w zyciu dziecka jak najwiecej,
                                      ale dla opieki naprzemiennej widze rozne 'ale', ktorych mi sie nie
                                      chce drobiazgowo roztrzasac.
                  • pluskwaparszywka Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 06:37
                    ale ty jajcarz jesteś, no nie mogiem!
                    :D

                    pyzz napisał:

                    > 200zł miesięcznie, to się orzeka wobec kobiet.
                    :) nie, mój drogi. wszystko zależyod sytuacji finansowej męża i od tego, jak bardzo zmieniła się sytuacja i możliwości żony. a wierzaj, pysiu, że żona bardziej beka po rozwodzie.
                    Alimenty zasądzane mężczyznom
                    > wynoszą przeciętnie 1000, albo 2000zł.
                    j.w.
                    Choć nie wiem dlaczego nie zakładasz, że
                    > dziecko mogłoby być wychowywane w ramach opieki naprzemiennej...
                    hahaha
                    >
                    > I nie wiem dlaczego zakładasz, że kobieta przed sądem rodzinnym mogłaby być
                    > jakkolwiek poszkodowana. Wszak spośród mężczyzn mających styczność z sądami
                    > rodzinnymi 97% uważa, że sądy te dyskryminują mężczyzn. Kobiety wychodzą z
                    > rozpraw zazwyczaj w pełni usatysfakcjonowane (no, czasem czują się skrzywdzone,
                    > że sąd wyznaczył alimenty TYLKO na poziomie 80% zarobków mężczyzny, a nie 95%,
                    > albo, że dał mężczyźnie prawo do widzenia się z dzieckiem AŻ 10 godzin rocznie)
                    i Bogu dziękować, że tak sprawy się mają!
                    > .
                    >
                    > > pojawi się dziecko, a kobieta nie zda egzaminu, to się wyprowadzi.
                    > Co do zdawania egzaminu, to wydaje mi się, że to KOBIETY egzaminują mężczyzn,
                    > traktując ślub, jako egzamin z miłości.
                    a to rzeczywiście ciekawe... muszę to przemyśleć.

                    > A co do wyprowadzenia się, to nie wiem skąd się w kobietach rodzi roszczenie, ż
                    > e
                    > jeżeli ich związek się rozpada, to wyprowadzić się ze wspólnego dotychczas
                    > mieszkania ma się zawsze ON. Bo mnie się wydaje, że mieszkanie należy się racze
                    > j
                    > temu, które płaci raty.
                    > Uważasz, że uświęcony tradycją model: on się wyprowadza i płaci raty za
                    > mieszkanie ma cokolwiek wspólnego ze sprawiedliwością? Bo małżeństwo oznacza ni
                    > mniej, ni więcej, ale właśnie to. Dla NIEJ rzeczywiście bardzo korzystne!
                    mieszkanie jest MOJE. Kupione za MOJE pieniądze, opłacone z MOICH pieniędzy i każdą wypadniętą śrubkę wkręcalam w nim JA. faktycznie, mógł się ożenić i intercyzę podpisać. jeleń.

                    waldek, ja to się dziwię, że masz problem z bzyknięciem panienki. takie poczucie humoru to wystarczający wabik. bo w życiu mnie nie przekonasz, że w te wypisane przez siebie farmazony wierzysz.
                    • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 10:55
                      > mieszkanie jest MOJE. Kupione za MOJE pieniądze, opłacone z MOICH pieniędzy i k
                      > ażdą wypadniętą śrubkę wkręcalam w nim JA. faktycznie, mógł się ożenić i interc
                      > yzę podpisać. jeleń.
                      Guzik mnie obchodzi Twój jeden konkretny przypadek. Wiem, że najczęściej
                      przyznawane kobietom alimenty mieszczą się w przedziale 500-1000zł, A NIE 200. A
                      wiem to ze stron podpowiadających kobietom ile zażądać. OK, z dwoma tysiącami to
                      przesada, ale wśród moich znajomych rozwodników (spośród których wiem, jakie są
                      rozstrzygnięcia) jest to raczej właśnie przedział 1000-2000, stąd pomyłka.
                      Co więcej, to, co się dzieje wśród moich znajomych jest dość dalekie od obrazka
                      "kobieta-ofiara, mężczyzna-kat". Raczej regułą jest obrazek: mężczyzna dąży do
                      maksymalnego OBNIŻENIA alimentów, ale ZMAKSYMALIZOWANIA czasu spędzonego z
                      dzieckiem. A kobiety odwrotnie: TO ONE dążą do orzeczenia sytuacji, w której to
                      one wychowują dziecko praktycznie same, bez jego realnego wpływu na los tegoż,
                      żądając za to zapłaty w postaci alimentów.
                      I z reguły po rozwodzie dziecko zostaje z matką, a ojciec widuje je
                      sporadycznie. I z reguły usiłuje walczyć przez jakiś czas o kontakt, ale potem
                      rezygnuje. Ale NIESTETY efekt jest taki, że na żadne decyzje typu wybór szkoły
                      dla dziecka, wybór wakacji, ojcowie po rozwodach praktycznie nie mają wpływu.

                      I OCZYWIŚCIE, że są inne przypadki. Sam byłem wychowywany przez ojca, a nie
                      matkę po rozwodzie, a mąż mojej młodszej siostry wychowuje dziecko w ramach
                      opieki naprzemiennej (przypominam: NAJMNIEJ szkodliwa dla dziecka forma - i tu
                      nie powinno być dyskusji właściwie). Ale jeżeli rozmawiamy o szerszym zjawisku,
                      to mówmy do cholery o najczęściej występującym modelu, a nie o marginesie, jakby
                      był normą.
                      • pluskwaparszywka Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 11:13
                        nie irytuj sie tłuczku :)
                        jaka jest średnia płaca w Polsce? przypominam, że alimenty mogą wynosić (chyba)
                        maksymalnie 1/3 zarobków. teraz pomyśl, jak wielu mężczyzn- rozwodników tyle
                        zarabia? i teraz: czyżbyś mówił o marginesie, jak gdyby był normą?
                        po drugie: nie idealizuj. ci heroicznie walczący jcowie o prawo do opieki nad
                        dziećmi to margines. nie rób z niego normy.
                        po trzecie: ta opieka naprzemienna (boże, co za debil takie określenie
                        ukuł???)... o jej poziomie szkodliwości stwierdzili współcześni lekarze dusz-
                        darmozjady, czy to twoja własna teoria?
                        • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 11:39
                          > jaka jest średnia płaca w Polsce? przypominam, że alimenty mogą wynosić (chyba)
                          > maksymalnie 1/3 zarobków. teraz pomyśl, jak wielu mężczyzn- rozwodników tyle
                          > zarabia? i teraz: czyżbyś mówił o marginesie, jak gdyby był normą?
                          O ile się nie mylę, to to nieprawda. Z tego co wiem to NIE MA prawnej granicy co
                          do wysokości alimentów w odniesieniu do zarobków mężczyzny. Co więcej, sąd
                          bierze pod uwagę nie to ile faktycznie mężczyzna zarabia, ale to, ile wg niego
                          MÓGŁBY zarabiać, biorąc pod uwagę jego doświadczenie zawodowe, wykształcenie etc.
                          A średnia krajowa to ok. 3000zł.

                          > po drugie: nie idealizuj. ci heroicznie walczący jcowie o prawo do opieki nad
                          > dziećmi to margines. nie rób z niego normy.
                          Nie idealizuję. Napisałem, że większość z nich walczy PRZEZ JAKIŚ CZAS, po czym
                          chęci im spadają i układają sobie życie od początku. Sam napisałem, że po jakimś
                          czasie przestają walczyć. To jest oczywisty ZARZUT wobec tych ojców. Nie walczą
                          latami to fakt. A powinni. Co z resztą nie jest powodem, aby utrudniać ojcom,
                          którzy naprawdę walczą latami o dzieci ich walkę.

                          > po trzecie: ta opieka naprzemienna (boże, co za debil takie określenie
                          > ukuł???)... o jej poziomie szkodliwości stwierdzili współcześni lekarze dusz-
                          > darmozjady, czy to twoja własna teoria?
                          Raczej psychologowie. Masz jakąś pogardę dla psychologów, nazywając ich
                          "lekarzami dusz-darmozjadami"? Bo po mojemu, to raczej profesjonaliści, którzy
                          się pewnych rzeczy latami uczą, pewne badają...

                          A co do tego, że samotna matka jest taka super, to parę konkretów:

                          63% młodzieży popełniającej samobójstwa wychowało się bez kontaktu z ojcem
                          (wg. U.S.D.H.H.S Bureau of the Census),

                          90% bezdomnych i uciekających z domu dzieci pochodzi z rodzin bez ojca
                          (źródło: Criminal Justice & Behavior Vol 14, p. 403-26, 1978),

                          80% młodych mężczyzn popełniających gwałty nie miało kontaktu z ojcem
                          (źródło: Criminal Justice & Behavior Vol 14, p. 403-26, 1978),

                          85% dzieci, które sprawiają problemy wychowawcze wychowało się bez ojca
                          (źródło: Center of Disease Control),

                          71% młodzieży, która porzuca szkołę pochodzi z takich rodzin
                          (źródło: National Principals Assotiation Report on the State of High School),

                          75% młodzieży ulegającej zatruciu chemicznymi środkami wychowało się bez ojca
                          (źródło: Rainbow for all God’s Children),

                          85% młodzieży trafiającej do więzień wychowało się w domu bez ojca
                          (źródło: Fulton Co. Georgia Jail population, Texas Dept. Of Corrections 1992)
                          • menk.a Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 12:10
                            Wyniki świadczą tylko o tym, że tatusiowie mieli w nosie swoje
                            potomstwo, a nie że mamusie odganiały kijami tatusiów od ich
                            własnych pociech, a ci z kolei przychodzili nadal i wciąż.;)
                            • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 12:28
                              Nie, te wyniki w żadnynm razie nie świadczą ani o maniu w nosie tych, ani o
                              odganianiu. Te wyniki pokazują coś zupełnie innego: że REALNY udział ojca w
                              wychowaniu dziecka (płacenie alimentów NIE JEST udziałem w wychowaniu), kontakt
                              z ojcem, jego udział w podejmowaniu decyzji itd. itp. jest dla prawidłowego
                              rozwoju dziecka WŚCIEKLE WAŻNE. I że jeżeli ojca brakuje to jest to dla
                              wychowania WIELKI PROBLEM. Bez względu na przyczynę tego braku. O przyczynie tu
                              akurat nie ma nic.
                                • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 13:08
                                  Tak. Równie szkoda, że wiele matek nie pamięta o tym równie bardzo odizolowując
                                  dziecko od ojca. Zwracam uwagę na fakt, że nasze wyobrażenia o tym jak często
                                  ojcowie nie chcą się kontaktować z dziećmi opierane jest w głównej mierze na
                                  deklaracji samotnych matek. A bądźmy szczerzy: spośród matek, które utrudniają
                                  kontakty z ojcem (ilekolwiek by ich było) tych, które argumentują brak tych
                                  kontaktów niechęcią ojca jest prawie 100%
                            • aiczka Re: to teraz jasne :) 04.07.08, 15:12
                              > Wyniki świadczą tylko o tym, że tatusiowie mieli w nosie swoje
                              > potomstwo, a nie że mamusie odganiały kijami tatusiów od ich
                              > własnych pociech, a ci z kolei przychodzili nadal i wciąż.;)

                              Te badania nie mówią NIC na temat przyczyn, dla których dzieci wychowywaly się
                              bez kontaktu z ojcem. Mówią, że problemy wychowawcze są w wysokim stopniu
                              skorelowane z nieobecnością ojca.
                          • eeela Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 17:39
                            > O ile się nie mylę, to to nieprawda. Z tego co wiem to NIE MA prawnej granicy c
                            > o
                            > do wysokości alimentów w odniesieniu do zarobków mężczyzny.

                            Mylisz się.
                            • pyzz Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 18:32
                              No to gramy:

                              Niektóre źródła, na podstawie których postawiłem moją tezę:

                              e-prawnik.pl/forum.php/dj0yMTEmY2lkPTExMTkmdGlkPTQzNyZwaWQ9MCZmdWxsPTEmc3A9MA
                              "Przykro mi, ale sądu nie interesują Twoje...
                              faktyczne dochody, lecz możliwości zarobkowe i majątkowe (art. 135 k.r. i op.),
                              to znaczy jaką kwotę"

                              prawo.money.pl/grupa-pl_soc_prawo/wysokosc;alimentow,watek,571983.html
                              "Po pierwsze nie ma przepisu określającego maksymalną
                              wysokość alimentów w stosunku do zarobków.
                              Po drugie bierze się pod uwagę zarobki możliwe - czyli jeśli sąd
                              uzna, że - dajmy na to - ojciec, biorąc pod uwagę jego wykształcenie i
                              doświadczenie zawodowe - jest w stanie zarobić 3000zł, to na tej
                              podstawie określi wysokość alimentów, choćby zobowiązany faktycznie w
                              ogóle nie pracował."

                              www.poradaprawna.pl/index_pytania.php?co=pozycja&id=22366
                              "Nie ma maksymalnej wysokości alimentów (ani minimalnej) Sąd orzeka ją według
                              uznania, biorąc pod uwagę różnorodne czynniki. Wysokość świadczeń należnych
                              uprawnionej osobie zależy od jej usprawiedliwionych potrzeb, a także od
                              możliwości zarobkowych i majątkowych zobowiązanego do alimentacji."


                              Tu masz KRiO:
                              www.lex.pl/kodeksy/?akt=64.9.59.htm
                              Jeżeli twierdzisz, że ISTNIEJE PRAWNE ograniczenie wysokości alimentów w
                              odniesieniu do dochodów mężczyzny, to podaj artykuł i paragraf.
                              • eeela Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 18:59
                                Mój ojciec rozwodził się dwa razy, w tym drugi rozwód zaczął się lat temu
                                dziesięć, a skończył lat temu cztery. Przy rozstrzyganiu sprawy alimentów, kiedy
                                jego żona usiłowała go oskubać ze wszystkiego, wybronił się przedstawiając
                                szczegółowo swoje dochody na podstawie przepisu, który nie zezwala na to, aby
                                alimenty przekraczały konkretny ułamek całości dochodu (może jest to 1/3, jak
                                pisała Men.ka, a może jakiś inny, nie pamiętam). Nie będę dzwonić do biednego,
                                steranego ojca, aby ci podać na forum dokładny artykuł, bo żal mi mu jeszcze
                                wyciągać stare problemy do tych, które ma obecnie. Gwarantuję ci jedynie to, że
                                gdyby baba mogła była oskubać go do ostatka, to by to uczyniła, a jednak nie
                                dała rady, więc przepis był i poskutkował.
                                • pyzz Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 19:24
                                  Podlinkowałem Ci KRiO! Znajdź artykuł i podlinkuj!

                                  trzech niezależnych najprawdopodobniej prawników napisało, że ta granica to mit,
                                  a Ty twierdzisz, że Twój ojciec się wybronił.
                                  Obawiam się, że Twoje informacje są mało konkretne i gdzieś coś słyszałaś i
                                  piszesz coś, co Ci się wydaje. Może była taka praktyka orzecznicza, czy co?
                                  Jednak TU rozmawiamy O PRZEPISIE. A na ile zdołałem się zorientować, to przepisy
                                  pozwalają na zasądzenie alimentów wyższych niż zarobki pozwanego.
                    • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 11:16
                      > waldek, ja to się dziwię, że masz problem z bzyknięciem panienki. takie poczuci
                      > e humoru to wystarczający wabik.
                      Ani nie jestem Waldkiem, a co do bzykania, to bzykam regularnie jedną, jedyną
                      panienkę tę samą od 8 lat, którą zamierzam bzykać do końca naszych dni. Z NIĄ
                      zamierzam wychowywać nasze przyszłe, nieślubne dziecko.
                      • gapuchna Pyzz 03.07.08, 13:01
                        ja jestem ciekawa, czy twoja luba jest świadoma twoich opinii tutaj
                        przytaczanych i jak naprawdę wygląda to wasze niezaobrączkowane życie. I jak
                        długo jeszcze? Tak zwyczajnie, ciekawa jestem...
                        • pyzz Re: Pyzz 03.07.08, 14:30
                          > ja jestem ciekawa, czy twoja luba jest świadoma twoich opinii tutaj
                          > przytaczanych
                          Całkowicie.

                          > i jak naprawdę wygląda to wasze niezaobrączkowane życie.
                          Super!

                          > I jak długo jeszcze?
                          Tak długo, jak długo będzie nam razem dobrze.

                          > Tak zwyczajnie, ciekawa jestem...
                          Taaaa wiem... Chora ciekawość. Mówiąc wprost, wtykasz kinol w nieswoje sprawy.
                          Nie mówiąc już o tym, że tak mnie, jak i moją ukochaną traktujesz stereotypowo.
                          Skąd Ci przyszło do głowy, że ona koniecznie marzy o tandetnej uroczystości,
                          lub, że wyznaje to idiotyczne wierzenie w magicznie cementującą moc aktu ślubu?
                          • gapuchna Re: Pyzz 03.07.08, 15:14
                            Wsuwam nos w nieswoje sprawy? no może troszeczkę... zawsze mi możesz po nim dać!
                            Wirtualnie...
                            Traktuję was stereotypowo - a czy nie ładniej brzmi określenie _ tak jak
                            większość postępuje. Też to samo znaczy, ale cokolwiek inaczej brzmi.
                            Ślub musi być tandetny? byłam na kilku pięknych. Nie śmiałabym określić ich
                            mianem tandety. Ale to oczywiście rzecz gustu, nie wnikam.
                            Akt ślubu cementuje? nie wiem,ale cement na pewno!!! A i beton też jest dobry.
                            Och pyzz, wyluzuj troszkę, bo coś za mocno poczułeś się wywołany do tablicy.
                            Czy twoja wybranka ma takie poglądy jak ty? Nie wiem, dlatego zapytałam. :)))
              • pyzz Re: to teraz jasne :) 01.07.08, 20:51
                > skoro panna stawia warunek: alo slub w przeciagu 2-ch miesiecy,
                > albo nici...
                Radzę nici. Niech se szuka innego jelenia. Ewentualnie, jak koniecznie chce
                ślubu, to niech podpisze intercyzę...
                Jakie masz podstawy, aby nie podejrzewać kobiety, która zmusza cię do ślubu
                szantażem, że ma nieczyste zamiary?
              • lupus76 Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 11:02
                facettt napisał:


                > skoro panna stawia warunek: alo slub w przeciagu 2-ch miesiecy,
                > albo nici...
                >
                > masz jakies pomysly?
                >
                >
                Zastanów się, jak wyglądałby świat, gdyby notorycznie takie panny słyszałyby:
                "O.K. to nici. Cześć!"
                Zakładając niechęć większości mężczyzn do małżeństwa taka postawa dość szybko
                zostałaby wykorzeniona.
                • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 11:49
                  > Zastanów się, jak wyglądałby świat, gdyby notorycznie takie panny słyszałyby:
                  > "O.K. to nici. Cześć!"
                  > Zakładając niechęć większości mężczyzn do małżeństwa taka postawa dość szybko
                  > zostałaby wykorzeniona.
                  Tu akurat, mimo, że komuś się może wydawać, że zmieniam front zwracam uwagę, że
                  to nie może być tak, że jej powiesz "spadaj mała". Raczej należy porozmawiać
                  spokojnie i wyjaśnić, dlaczego mężczyzna boi się małżeństwa i co z niego ma
                  mieć. Jeżeli kobieta w ogóle nie jest w stanie rozwarzać argumentów i lęków
                  swojego ukochanego i przyjęłaby postawę "to Twoje lęki, Twój problem, a ja chcę
                  małżeństwa i już", to jednak szantażowi podlegać nie należy. I to nie tylko
                  dlatego, że nie należy się żenić, tylko dlatego, że nie na leży się wiązać z
                  kobietą, która wymusza szantażem ważne decyzje życiowe.
                  • menk.a Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 12:07
                    A co w sytuacji, kiedy panna równie spokojnie wyłuszczyłaby swoje
                    argumenty i swój pogląd na ślub? Co wówczas? Jak rozwiązać ten pat?

                    2 skrajne odmienne stanpwiska. Jak je ogodzić? Czy w ogóle sie da? W
                    obu rozwiązaniach (ślub lub brak ślubu) jedna ze stron rezygnuje z
                    czegoś, na czym jej zależy.;)
                    • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 12:22
                      Proste: rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Szukać porozumienia. Jak nie można
                      porozumienia znaleźć to się rozstać. Szukać kompromisu.
                      Co jest wart związek, w którym decyzje życiowe są podejmowane metodą zmuszania
                      jednego przez drugie? No aż mi się ciśnie na usta: "Ani miłość - kiedy jedno
                      płacze, a drugie po nim skacze"

                      Kurcze, czy naprawdę stwierdzenie, że nie można brać ślubu, którego się nie chce
                      tylko dlatego, że JEDNO żąda i jest ślepe na argumenty jest takie
                      nieakceptowalne i radykalne? Do ślubu trzeba dwojga.

                      Przyznam, że w ogóle zastanawianie się nad tym jest dla mnie trochę
                      abstrakcyjne: jak się z ukochaną nie zgadzam w ważnej sprawie, to naturalne jest
                      dla mnie, że jeżeli kocham, to nie szantażuję, nie rozkazuję, nie wymuszam, nie
                      stawiam ultimatów. Jakoś ciężko mi uwierzyć, że osoba, która mnie szantażuje
                      kocha mnie. Jeżeli chcę wymusić coś, to nie kocham. A na cholerę mi brać ślub z
                      kimś, kogo nie kocham, nawet, jeżeli chciałbym ślubu?
                      Dlatego zresztą zwróciłem uwagę lupusowi na sformułowanie, jakiego użył - bo nie
                      mieści mi się we łbie bycie z kobietą w związku, w którym ona się źle czuje.
                      • menk.a Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 12:31
                        Pyzz, no i tak sie przekonujesz na zmianę z jakąś panną i co?
                        Rozstajecie się? Bo zadne z Was nie chce ustąpić i zrezygnować, z
                        czegoś co czuje, ze jest ważne i potrzebne? Ona nie chce zrezygnować
                        ze ślubu, bo to dla niej ważne (i nie zasłania się kiecką, weselem
                        czy papierkiem, tak przez wielu wykpianym, ale potrzebą serca czy
                        jak to tamnazwać) a Ty tłumaczysz, ze papierek, ze nie potrzebny, ze
                        to ewentualny kłopot. Co wtedy? Uczucie jest, 2 ludzi jest a
                        rozstają się? Tu nie ma mowy o szantażu czy zmuszaniu. Tu jest pat:
                        2 punkty widzenia nie do pogodzenia. Odmienne interesy.
                        Dlaczego ona miałaby zrezygnować z czegoś, co dla niej jest ważne, a
                        nie Ty np? I Tak samo mógłbyś Ty spytać: czemu mam iść przysięgać
                        zamiast darować sobie tę szopkę.
                        ;)
                        • pyzz Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 13:32
                          > Pyzz, no i tak sie przekonujesz na zmianę z jakąś panną i co?
                          > Rozstajecie się? Bo zadne z Was nie chce ustąpić i zrezygnować, z
                          > czegoś co czuje, ze jest ważne i potrzebne?
                          No, zazwyczaj podejrzewam, że tak się kończy, jeżeli dwoje ludzi nie może w
                          końcu dojść do porozumienia w fundamentalnych sprawach. Tyle tylko, że
                          "ultimatum" daje praktycznie pewność jednego z dwóch scenariuszy: albo
                          natychmiastowego rozpadu, albo związku (małżeństwa, lub wolnego w zależności od
                          tego, kto wygra) opartego na hegemonii tego z dwojga, które taki szantaż
                          wygrało. Oba przypadki gorsze od sytuacji próby dojścia do porozumienia NAWET
                          zakończonej niepowodzeniem i rozpadem (abstrahując od faktu, że w końcu do
                          porozumienia często można dojść).

                          > Dlaczego ona miałaby zrezygnować z czegoś, co dla niej jest ważne, a
                          > nie Ty np? I Tak samo mógłbyś Ty spytać: czemu mam iść przysięgać
                          > zamiast darować sobie tę szopkę.
                          Wiesz, z tym małżeństwem są różne płaszczyzny, które mogą odstraszać. Może,
                          jeżeli sama szopka jest ważna, to można szukać kompromisów: małżeństwo z
                          rozdzielnością majątkową, jeżeli się mężczyzna boi o wiszenie na portfelu, albo
                          przeciwnie - popisanie umów wprowadzających coś w tym stylu, ale bez formalnego
                          małżeństwa (jeżeli kobiecie chodzi o wspólnotę, a nie na szopce, a mężczyzna się
                          boi samej ingerencji państwa w jego prywatny związek)... Albo małżeństwo z
                          intercyzą spisującą specjalne gwarancje wobec mężczyzny, jeżeli ten się czegoś
                          boi (np. wpisania w intercyzę zgody kobiety na badania wszystkich dzieci na
                          okoliczność ojcostwa). Wszystko zależy od konkretnej sytuacji i konkretnych
                          powodów, jakie mają obie strony.
                          • menk.a Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 19:43
                            lupus76 napisał:

                            > Oj, Menka - po to żeby podyskutować. Takie dyskusje potrafią być miłe,
                            > inspirujące i być przygrywką...

                            Do czego? Przeczekania? Uśpienia? Oddalenia w czasie?;)
                            • lupus76 Re: to teraz jasne :) 03.07.08, 10:58
                              menk.a napisała:

                              > lupus76 napisał:
                              >
                              > > Oj, Menka - po to żeby podyskutować. Takie dyskusje potrafią być miłe,
                              > > inspirujące i być przygrywką...
                              >
                              Uśpienia? Oddalenia w czasie?;)

                              Można TO i tak określić :D
                    • gapuchna celibat postuluję 03.07.08, 23:39
                      A ja postuluje wprowadzić totalny celibat, na jednych i na drugich. I będzie po
                      problemie. I po następnych pokoleniach. A co tam! po nas choćby potop... :)))
                  • lupus76 Re: to teraz jasne :) 02.07.08, 13:29
                    pyzz napisał:

                    to jednak szantażowi podlegać nie należy. I to nie tylko
                    > dlatego, że nie należy się żenić, tylko dlatego, że nie na leży się wiązać z
                    > kobietą, która wymusza szantażem ważne decyzje życiowe.

                    Ja właśnie o tym :)
                    Pisałem o wykorzenieniu pewnego typu postawy, który nieodłącznie wiąże się z
                    szantażem, prawda?
        • pyzz Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 03.07.08, 11:15
          Jasne.
          Kobiety na forach zastanawiają się, jak zmusić mężczyznę do ślubu, a na forum
          ślub i wesele kobiety godzinami dyskutują o... garniturach dla panów młodych (bo
          przecież to DLA NIEJ jest ta zabawa i to ONA ma decydować, jak ON będzie ubrany).
          Nie przymierzając niniejszy wątek nazywa się "Co Wy (mężczyźni) się tak boicie
          tego (kobiecego) "parcia na ślub"???"
          I właśnie udowadniasz, że parcie na ślub to po to, aby prać majtasy i za darmo
          się oddawać napalonemu samcowi.

          I Tobie to gra jedno z drugim??
    • pyzz Re: Co Wy się tak boicie tego "parcia na ślub"??? 01.07.08, 12:31
      > nic tylko klapsa dać i za uszy do
      > ołtarza, bo inaczej, to się nie da :P
      No nie wątpię. Zaraz potem w dziecko w robić (oczywiście reproduktora szuka się
      osobno, bo przecież nie chce się, aby ojcem własnego dziecka był taki jeleń, co
      się dał kobiecie za uszy ciągać - przecież MA OBOWIĄZEK ufać, że jego!), do
      banku zaprowadzić za uszy po kredyt na mieszkanie.
      A potem już tylko prawnikowi powiedzieć, że "bije gwałci i dziecko molestuje" i
      następuje tradycyjny podział majątku (żona bierze mieszkanie, a mąż kredyt). Do
      tego alimenty "na dziecko" (których żona nie musi rozliczać, bo to skandal
      pytać, czy pieniądze, które się płaci na dziecko nie idą na "waciki") i ma się
      utrzymanie na najbliższe 20 lat.

      ;)

      To znane sposoby.